Parafianowicz w Radio 357 o kryzysie polsko-ukraińskim: Kompromis jest możliwy. Polska sama odwróciła ustawę o IPN pod presją — Ukraina też może

Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim”, rozmawiał z Michałem Żakowskim w audycji „Na Dachu Świata” w Radio 357 o kulisach kryzysu polsko-ukraińskiego, granicach akceptacji dla ukraińskiego nacjonalizmu i o tym, czy kompromis jest możliwy.

Ile razy Ukraińcy mają przepraszać za Wołyń

Parafianowicz odpowiedział bez wahania: milion razy — i to Polacy liczą. Ludobójstwo nie podlega przedawnieniu, a szczególnie ludobójstwo nierozliczone, po którym strona odpowiedzialna idzie w kierunku odwrotnym — buduje kult bohaterów UPA i sakralizuje go pieczęcią państwową. Nie możemy przewidzieć, w jakim kierunku potoczy się ukraiński nacjonalizm za 10 czy 15 lat. Nie wiemy, czy po ewentualnym rozejmie władzy nie przejmie któryś z populistycznych dowódców, dla którego nacjonalizm integralny w wersji light będzie obowiązującym rytuałem. Dlatego rolą państwa polskiego jest dążenie do tego, żeby ten nacjonalizm nie stał się ideologią państwową.

Parafianowicz rozróżnił dwie rzeczy: to, co sobie uważają stowarzyszenia weteranów czy poszczególni żołnierze — to jest ich sprawa. Ale patronat polityczny państwa nad tym kultem, sakralizacja mitu założycielskiego odwołującego się do UPA poprzez przybicie pieczęci przez prezydenta — to jest zupełnie inna sprawa. Na to polskie władze nie mogą się zgodzić. Zapomnienie przez Polskę o ludobójstwie wołyńskim lub próba pójścia na kompromis w tej sprawie byłoby groźne dla spójności państwa polskiego i ładu moralnego, który w nim obowiązuje.

Fałszywa symetria AK i UPA

Parafianowicz odniósł się do stosowanego przez ukraińską dyplomację od ponad dwóch dekad argumentu o symetrii między Armią Krajową a UPA. Ocenił go jako fałszywy. AK jako narzędzie zbrojne rządu londyńskiego nigdy nie otrzymywała rozkazów z góry o dokonywaniu eksterminacji ludności cywilnej po to, żeby stworzyć polski obszar etnicznie czysty. Polska działała w granicach swojego państwa okupowanego, bez rozkazów o użyciu ludobójstwa jako narzędzia politycznego. UPA świadomie zastosowała czystkę etniczną jako element budowania państwowości pod patronatem III Rzeszy — zorganizowaną akcję czyszczenia wiosek z Polaków, tak jak robiono to w Bośni podczas wojen bałkańskich. Ukraińcy budują propagandę do zalegendowania i ukrycia tego, jak dążono zbrodniczo do pozbycia się Polaków z tamtego terenu.

Tę fałszywą symetrię stosował jeszcze Kuczma podczas rozmów z Aleksandrem Kwaśniewskim, a teraz jest wytyczną MSZ ukraińskiego. Tym bardziej zadziwia Parafianowicza, że jej argumentów użył wiceminister nauki Szeptycki — jako przedstawiciel polskiego państwa nie ma prawa stosować argumentacji pochodzącej z instrukcji państwa, z którym jesteśmy w sporze historycznym. Nie chodzi o jego pochodzenie — to bez znaczenia. Chodzi o treść argumentu.

Czy krytykowanie Ukrainy to woda na młyn Kremla

Parafianowicz odrzucił ten argument. Faktu opisywania rzeczywistości nie można podporządkować obawom przed jej wykorzystaniem przez rosyjską propagandę. Jego pierwsza książka była już wykorzystywana przez Rosjan jako dowód, że na Ukrainie walczą żołnierze SAS. Teraz BBC potwołuje się na Polska na wojnie w reportażu, z którego wynika, że skala obecności brytyjskich sił specjalnych na Ukrainie jest jeszcze większa niż Parafianowicz szacował. Rosja i tak weźmie słowa prezydenta polskiego o odebraniu orderu Orła Białego — tego nie da się uniknąć. Trolle rosyjskie biorą udział w polsko-ukraińskich rozborках — ale to nie może być czynnik cenzurujący opis rzeczywistości. Jeśli Zełenski po raz kolejny spluje Polsce w twarz decyzją o nazewnictwie jednostki, Polska nie może udawać, że pada deszcz. Emocje społeczne wymagają zarządzania przez liderów politycznych.

Kompromis jest możliwy — przykład ustawy o IPN

Parafianowicz zanegował tezę, że Ukraina nie może się cofnąć w sprawie nazwy jednostki. Powołał się na analogię: Polska pod presją międzynarodową całkowicie odwróciła nowelizację ustawy o IPN o 180 stopni — żeby zabezpieczyć interesy w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi, bo Andrzej Duda dostał nieformalny zakaz wjazdu do Białego Domu, dopóki tej ustawy nie odwróci. W deklaracji Morawieckiego i Netanjahu pojawiło się pojęcie antypolonizmu. Jeśli Polska to potrafiła zrobić pod ogromną presją, kompromis ze strony Ukrainy też jest możliwy — nawet w sytuacji ogromnego napięcia. Polska jest jednak w słabszym położeniu niż Izrael w tamtym sporze: nie ma patrona takiego jak Stany Zjednoczone, nie ma spójnego przekazu, a świat polityczny obserwuje sondaże i lawiruje.

Dlaczego Zełenski to zrobił

Parafianowicz ocenił, że Zełenski, przyjmując prośbę żołnierzy o nadanie jednostce nazwy bohaterów UPA, nie zastanawiał się głęboko nad konsekwencjami polskimi — podobnie jak twórcy nowelizacji ustawy o IPN po stronie polskiej nie analizowali jej konsekwencji międzynarodowych. Kluczowym wyjaśnieniem jest zagospodarowywanie prawej flanki sceny politycznej dla własnego poparcia — tak samo jak Poroszenko po Debalcewie i po podpisaniu drugiego porozumienia mińskiego nałożył garnitur patrioty i budował Korpus Narodowy. Zełenski działa w innych warunkach — wojsko jest dziś pełnoprawnym czynnikiem politycznym, a w nieoficjalnych sondażach produkowanych dla Biura Prezydenta ma fatalne notowania. Żołnierze mówią, że wezmą broń i pójdą na Kijów, bo nie mogą patrzeć jak rządzą nim sukinsyni. Ta emocja wymagała zagospodarowania.

Pierwotny pomysł zakładał nazwę imienia Kłyma Sawura — osoby bezpośrednio odpowiedzialnej za mordy na Polakach. Ostateczna decyzja to w pewnym sensie ustępstwo w cudzysłowie, bo lista bohaterów UPA z perspektywy polskiej jest i tak bardzo długa: Późniki, Huta Pieniacka, Parośl i masa innych miejscowości, gdzie konkretni dowódcy realizowali zorganizowaną akcję czystek etycznych.

Polska jako obiekt nr 2 ukraińskich służb

Parafianowicz ujawnił, że według oficera wywiadu wojskowego cytowanego w książce, Polska jest definiowana przez ukraiński wywiad wojskowy, Służbę Bezpieczeństwa i Służbę Wywiadu Zagranicznego jako obiekt zainteresowań numer dwa — zaraz po Rosji. W dokumentach doktrynalnych ukraińskiej dyplomacji Polska jest wymieniana razem z Azerbejdżanem.

Parafianowicz wyjaśnił, że to naturalne — wynika przede wszystkim ze skali diaspory ukraińskiej w Polsce. Tak samo Białoruś stała się dla rosyjskich służb delegaturą na Polskę, bo dysponuje naturalnym rezerwuarem ludzi do werbunku. Zainteresowanie operacyjne wynika też z tego, że

Polska szkoli ukraińskich żołnierzy, jest terytorium tranzytowym i ma strategiczne znaczenie logistyczne. Państwo prowadzące wojnę, program celowanych zabójstw, zdolne uderzyć w triadę strategiczną Rosji i dostarczyć figurkę z ładunkiem wybuchowym do bloggera w Petersburgu — takie państwo patrzy na Polskę bez różowych okularów.

Sowieckość Zełenskiego

Parafianowicz ocenił, że Zełenski jest politykiem sowiecko-liberałem. Do 2014 roku jego centrum świata — człowieka z Krzywego Rogu — była Moskwa, nie Bruksela ani Waszyngton. Grał rolę showmana w Rosji, w języku rosyjskim, w kulturze posowieckiej. Jeśli do dorosłego życia, przez kilkadziesiąt lat, funkcjonuje się w popkulturze posowieckiej, w świecie putinowsko-sołowiowowskim, to pozostaje to w człowieku — w obyczajowości, stylu bycia w polityce, modus operandi.

Jednocześnie Parafianowicz oddał Zełenskiemu, co sprawiedliwe: pierwotną akumulację kapitału osiągnął ciężką pracą jako showman, nie przez prywatyzację kombinatów metalurgicznych tak jak oligarchowie. Powiększa ten majątek dziś w sposób nieuczciwy, ale punkt startowy był uczciwy. Jako polityk realizuje klasyczną marksistowską teorię partii — jego głównym celem jest zdobycie i utrzymanie władzy.

Lot z Kiszyniowa i lot Maji Chwalińskiej

Parafianowicz odniósł się do decyzji Zełenskiego o wylocie do Londynu nie z Jasionki, lecz z Kiszyniowa. Ustalił, że nikt go z Jasionki nie wyrzucał — to była jego własna decyzja, sfoszył się jak ma to w zwyczaju. Ale w dniu, kiedy leciał z Mołdawii do Londynu na spotkanie z Macronem, Starmerem i Merzem, jedynym lotem, który interesował Polaków, był powrót Maji Chwalińskiej z Paryża do Warszawy. Zełenski i jego fochy przestały być czynnikiem ruszającym polską opinię publiczną. Szantaż obecnością lub nieobecnością na konferencji w Gdańsku też już nie działa — relacjonują to źródła z Pałacu Prezydenckiego. Chce — niech lata, skąd chce.

Korzyści z kryzysu

Parafianowicz zauważył, że mimo wszystko są z tej sytuacji pewne korzyści dla Polski: Europa dyskutuje o tym, czym było ludobójstwo wołyńskie. Temat Wołynia został zeuropeizowany — i tę szansę warto wykorzystać, pójść za ciosem i robić to, co powinno być robione od dawna: budować koalicje w Parlamencie Europejskim, zakładać NGO badające zbrodnie wołyńskie, podejmować współpracę z Jad Waszem w badaniach nad ludobójstwem Żydów przez formacje UPA. Zamiast udawać, że pada deszcz — zacząć pracę pragmatyczną, która przekłada się na trwałe rozwiązania prawne.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *