Płk Lewandowski w Kanale Otwartym: Polska pozyskuje wiedzę z Ukrainy powierzchownie i za wolno. Czas żeby to zmienić

Pułkownik Piotr Lewandowski, były żołnierz i ekspert wojskowy, rozmawiał z Igorem Janke w Kanale Otwartym o konsekwencjach kryzysu polsko-ukraińskiego dla bezpieczeństwa Polski i o tym, jaką politykę wojskową wobec Ukrainy powinniśmy prowadzić.

Dlaczego Lewandowskiego nie zaskoczyła ta decyzja

Lewandowski powiedział wprost, że decyzja o nazwie jednostki go nie zaskoczyła. Zarówno Bandera, jak i UPA są dla większości Ukraińców — szczególnie tych z zachodniej Ukrainy — elementem mitu założycielskiego kraju. Już na Majdanie powiewały flagi kolorystycznie jednoznacznie kojarzące się z UPA. Kiedy Polska w 2014 roku zdecydowała się poprzeć Majdan, miała obowiązek mieć świadomość, że ten nurt polityczny swój mit założycielski opiera m.in. na UPA. I właśnie dlatego — ironicznie — Lewandowski stwierdził, że dziwi go, że ta jednostka pojawiła się dopiero teraz.

Czy to była świadoma prowokacja

Lewandowski nie wykluczył, że decyzja była świadomą prowokacją obliczoną na osłabienie pozycji Polski. Przedstawił kilka hipotez: niedocenienie polskiej reakcji, testowanie polskich nastrojów, lub — właśnie — celowe działanie. Wskazał, że służby ukraińskie bardzo starannie śledzą to, co się dzieje w Polsce, więc scenariusz zaskoczenia jest mało prawdopodobny.

Rozwinął hipotezę o osłabianiu pozycji Polski: Ukraina mogłaby być zainteresowana pokazaniem Polski jako kraju ksenofobicznego, gdzie polityka historyczna jest ważniejsza od pragmatyzmu — po to, żeby w przyszłości, gdy Polska będzie chciała zablokować ukraińską akcesję do UE z powodów ekonomicznych, Kijów mógł przedstawić to jako motywowany nienawiścią opór historyczny, a nie racjonalny interes. Lewandowski zaznaczył wyraźnie, że nie twierdzi, iż tak jest — nie wyklucza jednak takiej możliwości.
Dodał, że Ukraina po wojnie będzie zainteresowana powrotem swoich obywateli. Jeśli Ukraińcy w Polsce będą się źle czuć, mogą pojechać dalej na zachód — a Kijów i tak dogada się z Berlinem w kwestii przymusowego powrotu osób objętych mobilizacją.

Budanow — pusty gest

Lewandowski ocenił, że wysłanie Budanowa do Warszawy było z perspektywy Kijowa pustym gestem politycznym. Kijów pokazał, że nie ignoruje polskich protestów — ale wysłał człowieka, który do takich negocjacji w ogóle nie jest predysponowany. Odebranie orderu Orła Białego nazwał działaniem bez żadnego znaczenia z perspektywy ukraińskiej — symbolicznym gestem, który może mieć znaczenie w polskiej polityce wewnętrznej, ale Zełeńskiemu nie spędzi snu z powiek.

Ukraina przesuwa punkt ciężkości

Lewandowski stwierdził z przekonaniem — choć w odróżnieniu od hipotezy o prowokacji, to już nie jako spekulację — że Ukraina dąży do osłabienia partnerstwa z Polską na rzecz innych państw. W obszarze politycznym, gospodarczym i militarnym Kijów wyraźnie stawia na Niemcy, Finlandię i państwa skandynawskie. Lewandowski widział to m.in. w sprawie szczytu w Tallinie, z którego Polska była wykluczona, a który Warszawa musiała opisywać jako własną decyzję o nieuczestnictwie. Oraz w tym, że ukraińskie warunki brzegowe w negocjacjach kontraktów na odbudowę były tak ustawiane, żeby polskim firmom wejście się nie opłacało.

Polityka historyczna nie może rzutować na politykę bieżącą

Lewandowski sformułował tezę, którą powtarzał konsekwentnie przez całą rozmowę: polityk jest winien więcej żyjącym Polakom niż zamordowanym. Nie odpuszczamy kwestii Wołynia — ale polityki bieżącej nie można budować na bazie polityki historycznej. Nigdy nie będzie wspólnej narracji polsko-ukraińskiej odnośnie Wołynia — i z tym trzeba się pogodzić. Jeśli chcemy, żeby Ukraina była partnerem strategicznym, musimy zaakceptować, że to Ukraina sama wybierze swoich bohaterów. Im silniejsze będzie partnerstwo i pozycja Polski, tym bardziej nasze reakcje historyczne będą uwzględniane — a nie odwrotnie.

Współpraca wojskowa — powierzchowna i za wolna

Lewandowski ocenił, że Polska pozyskuje wiedzę z ukraińskiego doświadczenia wojennego, ale w sposób powierzchowny i z dużym opóźnieniem. Przywoła żart o dwóch żółwiach — idących powoli i w złym kierunku. Inne państwa robią to szybciej i skuteczniej. Potrzebujemy misji wojskowych na Ukrainie na poziomie sztuki operacyjnej — nie wizyt generalskich z PowerPointem. Armia ukraińska jest dziś znacząco lepiej przygotowana do pełnoskalowego konfliktu niż jakakolwiek inna armia NATO — i najwyższy czas to przyznać i z tego korzystać. Nie mamy problemu z tym, że medyk z amerykańskiej Gwardii Narodowej szkoli polskich żołnierzy. Czas żeby w niektórych obszarach ukraińscy instruktorzy szkolili polskich — i fachowy żołnierz po godzinie oceni wartość instruktora, niezależnie od munduru.

Polskie wojska na Ukrainie po wojnie

Lewandowski zmienił zdanie w tej sprawie. Był przeciwny wysyłaniu polskich wojsk, gdy mówiono o brygadzie zabezpieczającej ponad tysiąc kilometrów linii demarkacyjnej. Dziś uważa, że ograniczona, przemyślana obecność jest w naszym interesie — i to jeden z lewarów politycznych. Nie chodzi o brygadę bojową, lecz o polowy szpital, systemy obrony przeciwlotniczej, logistykę, doradców przy sprzęcie — rozlokowane przy granicy polsko-ukraińskiej po stronie ukraińskiej. To dałoby Polsce obecność przy stole, gdy rozmawiają o sprawach wojskowych. To pozwoliłoby testować nasze systemy przeciwdronowe w warunkach quasi-bojowych. I uniemożliwiłoby Kijowowi pokazywanie, że kluczem nie jest już Polska, lecz Niemcy.

Wspólna produkcja zbrojeniowa

Lewandowski podał konkretny przykład kierunku, w którym powinna iść współpraca: ukraińskie autonomiczne pojazdy gąsienicowe do ewakuacji rannych — produkowane tysiącami, sprawdzone w ekstremalnych warunkach. Powinniśmy pozyskać licencję i produkować je w Polsce. Podobnie z dronami — Ukraińcy szukają rynków zbytu, bo po rozejmie ich produkcja dronowa straci zbyt. Zamiast kupować od nich gotowe, powinniśmy budować wspólne zakłady w Polsce — z klauzulą, że w razie ataku na którekolwiek państwo całość produkcji idzie na jego obronę. To uniezależnia nas od sytuacji na Ukrainie i buduje realny przemysłowy lewar.

Ryzyko rosyjskiej prowokacji

Lewandowski ostrzegł, że rosnące napięcia polsko-ukraińskie to idealny moment dla Rosji. Przywołał Belfast — gdzie pojedynczy akt terroru doprowadził do wybuchu przemocy — jako model, który rosyjskie służby doskonale znają i mogą próbować zastosować w Polsce. Przy obecnym nasyceniu mediami społecznościowymi i nastroju bliskim nienawiści w niektórych środowiskach, pojedynczy incydent może być zapalnikiem. Rosja obserwuje, co najbardziej nakręca Polaków i Ukraińców w relacjach wzajemnych, i buduje scenariusze. Ironicznie, polityka ukraińska — nawet jeśli miała osłabić pozycję Polski — może się obrócić przeciwko Ukrainie, bo ignoruje ten czynnik.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *