„Polska nigdy nie była w pierwszym rzędzie” — Daniel Szeligowski o nowym systemie władzy Zełenskiego
Ukraina wchodzi w najtrudniejszą zimę od początku wojny, a prezydent Wołodymyr Zełenski buduje wokół siebie zupełnie nowy, bardziej rozproszony system władzy — ocenił Daniel Szeligowski, koordynator programu Europa Wschodnia i główny analityk ds. Ukrainy w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, w rozmowie z Mikołajem Pietraszewskim w podcaście Radia ZET „Machina Władzy”. Szeligowski omówił perspektywy zakończenia wojny, rewolucję kadrową w otoczeniu Zełenskiego, kalkulacje wokół ewentualnych wyborów prezydenckich oraz rzeczywiste miejsce Polski w hierarchii ukraińskich priorytetów dyplomatycznych.
Nie ma szans na zakończenie wojny w tym roku
Szeligowski ocenił, że do końca 2026 roku nie należy spodziewać się żadnego przełomu w wojnie — z rosyjskiej perspektywy Ukraina obecnie słabnie, co widać po coraz celniejszych uderzeniach rakietami balistycznymi na Kijów i inne miasta. Zaznaczył, że o ile z atakami dronowymi Ukraina wciąż potrafi sobie radzić, o tyle bez dodatkowych efektorów od państw zachodnich nie poradzi sobie z rosyjską balistyką. Ta rosyjska percepcja słabnącej Ukrainy prowadzi, jego zdaniem, do naturalnego wniosku po stronie Moskwy — warto poczekać na kolejny sezon zimowy i ponownie spróbować „rzucić Ukrainę na kolana”. W efekcie realna perspektywa choćby chwilowego zamrożenia konfliktu przesuwa się najwcześniej na wiosnę przyszłego roku.
Szeligowski potwierdził zapowiedzi samego Zełenskiego, że nadchodząca zima będzie najtrudniejsza ze wszystkich dotychczasowych — ukraiński sektor energetyczny nie zostanie w pełni odbudowany, co naraża kraj na poważne przerwy w dostawach prądu, a możliwe, że również infrastruktury komunalnej (wodociągów, oczyszczalni ścieków), co mogłoby wywołać katastrofę humanitarną. Wskazał też na pogarszającą się sytuację społeczno-gospodarczą, zmęczenie wojną i spadające morale — zarówno społeczne, jak i wojskowe.
Trzy główne źródła niepokoju Ukraińców
Odwołując się do niedawnego sondażu renomowanej ukraińskiej pracowni, Szeligowski wskazał, że dziś głównym źródłem niepokoju przeciętnego Ukraińca nie jest już sama wojna, lecz problemy z władzą – korupcja, brak spójnej wizji kontynuowania wojny i sprawnego zarządzania państwem. Na drugim miejscu plasuje się ogólna sytuacja społeczno-gospodarcza, a na trzecim inne niedogodności wojenne, jak dostęp do energii i wody. Ocenił, że rosnące oburzenie na władzę zmusza Zełenskiego do reakcji.
Rewolucja kadrowa i nowy, poziomy system władzy
Szeligowski wyjaśnił, że dotychczasowy, silnie pionowy system władzy, oparty na duecie Zełenski–Andrij Jermak, przestał istnieć wraz z odejściem Jermaka. W jego miejsce powstał system bardziej poziomy, przypominający – jak żartują znajomi w Kijowie – „politbiuro”, w którym prezydent pozostaje primus inter pares otoczonym kilkoma wpływowymi współpracownikami. Kluczową różnicą jest to, że nowy szef administracji prezydenckiej Kyryło Budanow, mimo formalnie kluczowej pozycji, nie ma monopolu na dostęp do ucha prezydenta – w odróżnieniu od Jermaka nie pełni roli jedynego „gatekeepera”.
Szeligowski ocenił tę zmianę jako fundamentalną, choć niejednoznaczną dla samego Zełenskiego – z jednej strony prezydent musi dzielić się wpływem na decyzje, z drugiej zyskuje system bardziej elastyczny, lepiej reagujący na wyzwania, a przy okazji rozprasza również odpowiedzialność za trudne decyzje na większą liczbę osób pełniących rolę politycznych „zderzaków”. Wcześniej takimi zderzakami byli Budanow i Mychajło Fedorow – dziś, po odejściu Fedorowa, tę rolę przejmuje w coraz większym stopniu Dawyd Arachamija, szef frakcji parlamentarnej Sługa Narodu, dyscyplinujący klub poselski w imieniu prezydenta.
Odnosząc się do zmiany na stanowisku premiera – z Julii Swyrydenko na Serhija Marczenkę (określonego w rozmowie jako Serhij Korecki, doświadczony menedżer branży energetyczno-paliwowej) – Szeligowski zastrzegł, że nie należy przeceniać roli premiera w scentralizowanym ukraińskim systemie politycznym, porównując tę funkcję do stanowiska dyrektora departamentu w polskim ministerstwie – kluczowe decyzje wciąż zapadają w administracji prezydenckiej. Wyjaśnił też mechanizm, który doprowadził do zmiany rządu – rezygnacja ambasador Ukrainy w USA Olgi Stefaniszyny (w związku z zarzutami korupcyjnymi) uruchomiła „efekt domina”, w wyniku którego Zełenski zaproponował to stanowisko Swyrydenko, ta jednak nie była zainteresowana wyjazdem do Waszyngtonu i ostatecznie straciła funkcję premiera mimo braku bezpośredniego związku z aferą.
Szeligowski podsumował, że całość tych zmian – w rządzie, wojsku i teraz dyplomacji – służy odbudowie nieformalnego paktu o nieagresji między elitami politycznymi, obowiązującego na początku wojny, oraz konsolidacji silnego „gabinetu wojennego” przed trudną zimą.
Kto zagraża Zełenskiemu w ewentualnych wyborach
Szeligowski potwierdził, że prezydent Zełenski aktywnie przygotowuje się do wyborów prezydenckich — formalnie niemożliwych obecnie na mocy ustawy o stanie wojennym (nie konstytucji), którą jednak można w każdej chwili znowelizować, podobnie jak sam stan wojenny można znieść jednostronnym dekretem prezydenckim, bez konieczności zgody parlamentu. Trwają przygotowania tymczasowej ustawy regulującej ewentualny proces wyborczy, choć prace nad nią zostały chwilowo wstrzymane w parlamencie.
Zełenski nie decyduje się jednak na ogłoszenie wyborów, ponieważ – jak to ujął Szeligowski – „organizuje się wybory wtedy, kiedy się ma pewność, że się je wygra”, a takiej pewności prezydent obecnie nie ma. Wśród potencjalnych kontrkandydatów, według sondażowej siły poparcia, wymienił kolejno: generała Wałerija Załużnego (byłego naczelnego dowódcę, obecnie ambasadora w Londynie), byłego ministra obrony Mychajła Fedorowa, oraz Kyryła Budanowa. Zaznaczył jednocześnie, że mimo formalnej podległości administracyjnej Budanow wcale nie jest „nowym Jermakiem” ani najbliższym zaufanym współpracownikiem Zełenskiego – jego powołanie na szefa administracji prezydenckiej to raczej strategia kooptacji potencjalnego rywala na zasadzie „trzymaj wroga bliżej”, ograniczająca mu samodzielność, jaką dotąd cieszył się jako szef wywiadu wojskowego.
Odnosząc się do fenomenu popularności Załużnego, Szeligowski porównał go do mechanizmu, który w 2019 roku wyniósł samego Zełenskiego do władzy – zjawiska projekcyjnego, w którym różne grupy społeczne (zwolennicy walki z korupcją, zwolennicy dialogu z Rosją, zwolennicy integracji z Europą) widzą w niedostępnym, znajdującym się poza bieżącą polityką kandydacie własne nadzieje i wyobrażenia. Załużny korzysta dodatkowo z przewagi przebywania poza Kijowem, dzięki czemu unika bezpośredniej odpowiedzialności za bieżące, niepopularne decyzje – Szeligowski ocenił wręcz, że generał byłby zadowolony, gdyby Zełenski odwołał go ze stanowiska ambasadora, ponieważ uczyniłoby go to politycznym „męczennikiem”. Przypomniał również, że Załużny w rozmowie z prezydentem wprost potwierdził gotowość startu w wyborach, co Szeligowski uznał za faktyczne rozpoczęcie jego kampanii.
Zaznaczył, że mimo iż wybory najprawdopodobniej się nie odbędą w najbliższym czasie, Zełenski świadomie podtrzymuje atmosferę przedwyborczej gry, by zmuszać potencjalnych rywali do ujawniania swojego zaplecza finansowego i organizacyjnego, co następnie pozwala administracji prezydenckiej podejmować kontrdziałania – jako przykład wskazał niedawne sankcje Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony wymierzone w biznesmenów kojarzonych z potencjalnym finansowaniem projektu politycznego Załużnego.
Polska nigdy nie była w pierwszym rzędzie
Zapytany, czy opisywane zmiany personalne i strukturalne mają jakikolwiek wpływ na relacje polsko-ukraińskie, Szeligowski był jednoznaczny – nijak się do nich nie mają, a Polska nigdy nie była dla Kijowa partnerem pierwszej kategorii. Podkreślił, że wystarczy sięgnąć do ukraińskiej strategii polityki zagranicznej sprzed wojny, jeszcze za prezydentury Zełenskiego, by przekonać się, że Polska nigdy nie znajdowała się w pierwszym rzędzie strategicznych partnerów, lecz w drugim.
Jedyną zmianą bezpośrednio dotyczącą relacji z Warszawą, jaką wskazał, jest przesunięcie kadrowe w ukraińskim MSZ – dotychczasowy ambasador w Polsce Wasyl Bodnar ma zostać wiceministrem spraw zagranicznych, podobnie jak jego poprzednik na tym stanowisku, Andrij Deszczyca. Szeligowski ocenił to jako element szerszej konsolidacji władzy przez Zełenskiego przed trudną zimą – ściąganie doświadczonych dyplomatów z placówek do centrali ma usystematyzować i ustrukturyzować ukraińską politykę zagraniczną, co niekoniecznie musi oznaczać nowe otwarcie wobec Polski – równie dobrze może służyć bardziej zdecydowanej, spójnej polityce eskalacji.
Spór o UPA i order — kto na tym stracił
Odnosząc się do niedawnego kryzysu w relacjach dwustronnych — nadania jednej z brygad Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „bohaterów UPA” oraz decyzji prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego — Szeligowski ocenił, że cała sytuacja nie przysłużyła się nikomu, ale w tej relacji nie ma symetrii: każdy spór kosztuje relatywnie więcej Ukrainę, ponieważ to ona prowadzi wojnę i potrzebuje poparcia partnerów. Przywołał wypowiedzi samego Budanowa oraz Wasyla Bodnara, którzy w wywiadach kierowanych do ukraińskiej publiczności otwarcie przyznawali, że Polska jest strategicznym partnerem w wielu obszarach i że zamiast szukać kolejnych powodów do zaogniania sporu, warto raczej mówić „dziękuję”.
Przyznał jednocześnie, że decyzja o odebraniu orderu najprawdopodobniej dotknęła Zełenskiego osobiście — dowodem miała być jego późniejsza, ironiczna wypowiedź przy okazji przyznania nagrody Ursuli von der Leyen, w której podkreślił, że to nagroda, „której nikt wam nie odbierze”, a także demonstracyjny wpis w mediach społecznościowych o odesłaniu orderu pocztą. Zastrzegł jednak wyraźnie, że mimo osobistego uszczerbku wizerunkowego, cały epizod nie wywołał żadnej realnej zmiany politycznej po stronie ukraińskiej — nie doprowadził ani do zmiany nazwy spornej jednostki wojskowej, ani do jakiegokolwiek zwrotu w polityce historycznej, ponieważ osiągnięcie takiego efektu wymagałoby długofalowej, skoordynowanej polityki, a nie jednorazowego gestu. Zaznaczył, że sam mechanizm jednoczenia się społeczeństwa wokół prezydenta w obliczu zewnętrznego sporu — podobny do tego po głośnej awanturze z Trumpem w Białym Domu — dodatkowo poprawił notowania Zełenskiego, więc w bilansie netto dla ukraińskiej polityki zagranicznej cały epizod ocenił jako „strzał w kolano”.
Dlaczego Polska nie jest w pierwszej lidze
Wyjaśniając, dlaczego Polska nie należy do grona najważniejszych partnerów Ukrainy, obok Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii, Szeligowski wskazał na czynniki czysto materialne – Polska nie ma dziś realnych zasobów, by dostarczyć kolejne duże partie broni czy systemów Patriot, ani miliardów dolarów potrzebnych do łatania ukraińskiego budżetu, w przeciwieństwie do wsparcia oferowanego regularnie przez Niemcy. Odrzucił sugestię, że wynika to z braku spójności polskiej polityki wewnętrznej w porównaniu z bardziej jednolitym stanowiskiem Berlina czy Paryża, oceniając to jako nadinterpretację – kluczowa jest po prostu percepcja strony ukraińskiej co do realnego potencjału danego partnera do udzielenia wymiernej pomocy w danym momencie.
Zaznaczył jednocześnie, że nie neguje potencjalnej roli Polski jako państwa zdolnego do „szkodzenia” w relacjach z Kijowem, jeśli by chciała – przywołując przykład Węgier jako wzorca skutecznego blokowania decyzji unijnych dotyczących Ukrainy – zastrzegając jednak, że nie widzi obecnie takiej potrzeby ani chęci ze strony Polski, by odgrywać rolę zbliżoną do Viktora Orbána.
Cel polityki zagranicznej to nie bycie lubianym
Pytany, czy Polska ma szansę awansować w ukraińskiej hierarchii partnerów, Szeligowski ocenił znaczenie tej kwestii jako wyolbrzymione w polskiej debacie publicznej – celem polityki zagranicznej nie jest bycie lubianym przez inne państwo, lecz realizacja własnych interesów strategicznych. Posłużył się literacką metaforą z „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza – sceną, w której profesor Bladaczka wpada w konsternację, gdy Gałkiewicza „nie zachwyca” wielka poezja Słowackiego, mimo że powinna – jako trafnym odzwierciedleniem polskiej tendencji do przekonywania Ukrainy, jak bardzo powinna Polskę doceniać. Podkreślił, że nadrzędnym celem polskiej polityki wobec Ukrainy powinno pozostać utrzymanie się tego kraju jako niezależnego państwa po wojnie – kwestia sympatii czy wdzięczności jest, jego zdaniem, całkowicie drugorzędna, choć przyznał, że gdyby ukraińskie władze prowadziły bardziej przemyślaną politykę, taniym i skutecznym narzędziem politycznym byłoby po prostu częstsze wyrażanie takich podziękowań.
Militaryzacja i centralizacja jako trwały stan
Odnosząc się do pytania, czy niezależna, suwerenna Ukraina może w praktyce uniknąć trwałej militaryzacji i pewnego ograniczenia standardów demokratycznych na wzór zachodni, Szeligowski ocenił, że w obecnej sytuacji jest to nieuniknione — miliony weteranów i setki tysięcy wciąż służących żołnierzy będą domagać się udziału w życiu publicznym, przywilejów i świadczeń społecznych za swój wkład wojenny, a wielu z nich, w tym Załużny i Budanow, już dziś ma jawne ambicje polityczne.
Zaznaczył, że jeśli wojna zakończy się realnym, a nie tylko formalnym zawieszeniem broni, scentralizowany, silnie zmilitaryzowany model państwa – na wzór Izraela, Turcji czy Korei Południowej – pozostanie trwałym elementem funkcjonowania Ukrainy, ponieważ zagrożenie ze strony Rosji nigdzie nie zniknie. Przywołał w tym kontekście analogię do konfliktu ormiańsko-azerbejdżańskiego – podobnie jak Azerbejdżan po przegranej pierwszej wojnie o Górski Karabach czekał dekady, przygotowując się do rewanżu, tak i Ukraina, zdaniem Szeligowskiego, będzie się przygotowywać na przyszłą „odsłonę” konfliktu z Rosją, licząc na moment osłabienia Kremla po odejściu Władimira Putina. Przywołał w tym kontekście wypowiedzi samego Budanowa, który – jak zaznaczył – ocenia obecny etap wojny jako „głuchy”, prowadzący jedynie do wzajemnego wyniszczenia bez zmiany faktycznego wyniku, i opowiada się za zamrożeniem konfliktu w celu przegrupowania sił przed kolejną fazą starcia w przyszłości.
Podcast „Machina Władzy” dostępny na kanale Radio ZET na YouTube, liczącym 723 tys. subskrybentów. Opublikowany 13 sierpnia 2026 roku. Oryginalny tytuł materiału: „«Polska nigdy nie była w pierwszym rzędzie». Ukraina zmienia strategię, Zełenski tworzy nowy system”.






