Poseł Paweł Kowal, przewodniczący Rady ds. Współpracy z Ukrainą, był gościem Magdaleny Rigamonti w Onet Rano w przededniu forum odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Rozmowa odbyła się w gorącym momencie kryzysu — dzień po tym, jak Zełenski odesłał Order Orła Białego kurierem, a kolejni ukraińscy politycy zwracali polskie odznaczenia.
Strategiczny błąd Zełenskiego
Kowal ocenił wprost, że nadanie jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA było strategicznym błędem prezydenta Ukrainy. Zaznaczył, że Zełenski znał temat — pierwsze spotkanie z Nawrockim zaczęło się od wręczenia książki o rzezi wołyńskiej. Wiedział więc, jaka będzie reakcja Polski.
Jednocześnie poseł unikał eskalowania napięcia. Na pytanie, czy zgadza się z ukraińską tezą, że nikt nie zrobił więcej dla promocji UPA na Ukrainie niż prezydent Nawrocki, odmówił odpowiedzi — stwierdził, że nie zamierza mówić niczego, co jeszcze bardziej zaognia spór.
Konferencja w Gdańsku — Zełenski przyjedzie czy nie?
Prowadząca kilkakrotnie pytała o przyjazd Zełenskiego do Gdańska. Kowal konsekwentnie odmawiał spekulacji — nie ma żadnego potwierdzenia, że prezydent Ukrainy zmienił plany, ale też żadnego, że przyjedzie. Podkreślił wagę samego forum: ponad pięćdziesiąt delegacji na wysokim szczeblu, blisko dwieście umów gospodarczych do podpisania, trzydzieści delegacji szefów i wiceszefów dużych organizacji międzynarodowych. To nie jest impreza dwustronna, lecz wydarzenie o ogromnym znaczeniu dla całej Ukrainy.
Na uwagę, że prezydent Nawrocki nie został zaproszony na forum, Kowal wyjaśnił, że to impreza rządowa i gospodarcza — tak samo jak Trójmorze organizuje prezydent bez udziału premiera, tu premier organizuje bez udziału prezydenta. Nie ma w tym żadnej złej woli ani sensacji.
Ekshumacje — trwają i będą trwać
Rigamonti naciskała na pytanie o ryzyko zerwania ekshumacji. Kowal nie chciał podgrzewać atmosfery, ale zapewnił, że prace trwają. W ubiegłym tygodniu zakończyły się poszukiwania w Hucie Pieniackiej — miejscu, o którym jeszcze dwa lata temu wszyscy mówili, że ekshumacje są absolutnie niemożliwe. Za rok będą ekshumacje właściwe, potem pogrzeb. W wielu innych miejscach toczą
się lub będą toczyć kolejne poszukiwania.
W kwestii postępów na tym polu Kowal mówił z wyraźną satysfakcją: w ciągu dwóch lat zrobiono więcej niż przez całe poprzednie trzydzieści. Postępowanie jest administracyjne, nie polityczne — organizacje składają wnioski, otrzymują zgody, prowadzą prace. Wyraził nadzieję, że tak zostanie.
Czego Polska może oczekiwać — i na co ma wpływ
Kowal wyraźnie oddzielił dwie sfery. Tam, gdzie Polska ma wpływ — czyli na poziomie rządowym i dyplomatycznym — trzeba mówić partnerom ukraińskim, że pewnych gestów historycznych nie należy wykonywać. Nie po względy etyczne tylko, ale ze zwykłych względów stosunków międzynarodowych. Jako przykład podał, że Polska nie nazywa ulic imieniem Żeligowskiego w trosce o wrażliwość litewską — i narody dochodzą do takiego momentu bez przymusu, poprzez dojrzewanie.
Natomiast na to, co robi mer w jednym czy drugim ukraińskim mieście, żaden polski polityk wpływu nie ma i branie za to odpowiedzialności byłoby absurdem. Nie można jednak milczeć, kiedy na najwyższym szczeblu prezydent Ukrainy nadaje jednostce wojskowej nazwę Bohaterów UPA.
Relacje będą falować — i to normalne
Na pytanie o nastroje antyukraińskie i perspektywę wyborów za rok Kowal odwołał się do faktów gospodarczych: 14 miliardów euro polskiego eksportu na Ukrainę, najlepszy bilans handlowy w historii, 850 tysięcy Ukraińców legalnie pracujących w Polsce, kontrakt PZU jako lidera ubezpieczeń na życie na Ukrainie. Tego języka interesów nie można ignorować.
Ocenił też, że relacje polsko-ukraińskie zawsze będą falować — cztery lata temu nastroje były euforyczne, dziś są gorsze, za rok lub dwa będą lepsze. Polityk, który chce działać odpowiedzialnie, musi być gotowy na pracę zarówno w warunkach sprzyjających, jak i niesprzyjających. Jego rolą jest ograniczanie strat, nie nakręcanie sensacji.