Magda Sakowska rozmawiała z Marcinem Przydaczem, szefem prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News. Rozmowa dotyczyła słownego ataku na ukraińską dziewczynkę w Bielsku-Białej, warunków ewentualnego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej, sporu o wsparcie wojskowe dla Kijowa oraz krajowych tematów — obsady Trybunału Konstytucyjnego, ustawy o statusie osoby najbliższej i jawności zarobków lekarzy.
Reakcja na atak w Bielsku-Białej
Przydacz jednoznacznie potępił słowny atak na ukraińską dziewczynkę w autobusie w Bielsku-Białej, określając sytuację jako „absolutnie nieakceptowalną” i niemożliwą do usprawiedliwienia w żaden sposób. Podkreślił, że napięcia w relacjach polsko-ukraińskich, wynikające z decyzji strony ukraińskiej, nie powinny przekładać się na funkcjonowanie dzieci i kobiet, które uciekły z Ukrainy.
Sakowska przywołała wpis ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Sybihy, który napisał na platformie X, że „bohater w polskim autobusie” postanowił „walczyć słownie z dziećmi i kobietami”, apelując jednocześnie do polskich polityków o zaprzestanie „podsycania nienawiści” wobec Ukrainy i Ukraińców. Przydacz odpowiedział, że rozumie, iż to zadanie ministra spraw zagranicznych — analogicznie polski minister powinien stawać w obronie Polaków atakowanych w Berlinie czy Brukseli — ale zaapelował, by strona ukraińska nie robiła z tego polityki międzynarodowej. Podkreślił, że krytyka władz ukraińskich, w tym samego prezydenta Zełenskiego, nie powinna przekładać się na zwykłych Ukraińców przyjeżdżających do Polski legalnie do pracy lub szkoły — porównując ich sytuację do Polaków wyjeżdżających do pracy w Niemczech czy Wielkiej Brytanii.
Rosnące rozczarowanie polityką ukraińską
Zapytany, czy w polskiej polityce antyukraińskie nastroje nie posunęły się za daleko, Przydacz ocenił, że od dwóch, trzech lat w polskim społeczeństwie narasta rozczarowanie polityką historyczną Ukrainy. Przywołał rozmowy z zachodnioeuropejskimi dyplomatami, którym przedstawiał następującą analizę: Polacy bardzo mocno otworzyli się na Ukrainę, otwierając domy, przekazując znaczne środki finansowe i uzbrojenie, a jedynym oczekiwaniem w relacjach dwustronnych było zaprzestanie gloryfikacji „zbrodniarzy spod znaku OUN-UPA” — czemu strona ukraińska, jego zdaniem, nie uczyniła zadość, co napędza rosnące rozczarowanie po polskiej stronie. Zasugerował, że gdyby minister Sybiha szukał przyczyn tego napięcia zamiast wywoływać międzypaństwową dyskusję wokół pojedynczych incydentów, doprowadziłoby to do obniżenia napięcia.
Przydacz potwierdził też ocenę wiceministra Wacława Teofila Bartoszewskiego, według którego minister Sybiha przyjechał na spotkanie z wicepremierem Radosławem Sikorskim „z pustą teczką”, bez żadnych propozycji deeskalacji. Przydacz zadeklarował, że sam był w kontakcie zarówno z Sybihą, jak i z Kyryłem Budanowem, i nie dostrzega po stronie ukraińskiej jakiejkolwiek chęci obniżenia temperatury sporu.
Warunki dla Ukrainy w Unii Europejskiej
Pytany o zasadność sejmowej uchwały wstrzymującej negocjacje akcesyjne Ukrainy, o którą apelował m.in. poseł Przemysław Czarnek, Przydacz nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi co do samej uchwały, zastrzegając, że nie jest komentatorem inicjatyw poselskich, ale ocenił, że potrzebny jest „twardy nacisk” na stronę ukraińską. Wskazał, że to strona ukraińska wyeskalowała napięcia, wznosząc państwowe pomniki Andrija Melnyka, tworząc panteony dla „zbrodniarzy” i nadając ich imiona ulicom, pomnikom oraz jednostkom wojskowym.
Krytycznie odniósł się też do komentarza wicepremiera Sikorskiego, który określił zbrodnię wołyńską jako „problem stworzony przez obu prezydentów” — Przydacz ocenił, że polski minister spraw zagranicznych powinien reprezentować interes Rzeczpospolitej i aktywnie promować na świecie polską narrację historyczną opartą na prawdzie, a nie występować w roli „zewnętrznego komentatora”.
Powiedział wprost, że chciałby, aby Ukraina kiedyś znalazła się w strukturach Zachodu, ale pod warunkiem przejścia drogi reform, jaką przeszła Polska — walki z korupcją i odejścia od ideologii, która „próbuje zakopać pamięć o wymordowanych Polakach”. Ocenił, że społeczeństwo ukraińskie chciałoby wejść do Unii Europejskiej, ale wątpił, czy chce tego skorumpowany oligarchat, dodając: „tak kraść, jak kradli ludzie związani niestety także z prezydentem Zełenskim, w Europie chyba nie można”.
Spór o dalsze wsparcie wojskowe
Odnosząc się do apelu Zełenskiego o dodatkowe systemy obrony przeciwlotniczej, Przydacz przypomniał, że Polska w przeszłości przekazywała Ukrainie bardzo dużo sprzętu, w tym w momentach, gdy inne kraje bały się eskalacji, i zaapelował, by teraz inni sojusznicy wykazali się podobną odwagą. Zwrócił uwagę na sprzeczność w przekazie polskiego rządu — z jednej strony premier i minister spraw zagranicznych mówią o zagrożeniu rosyjskim atakiem na Polskę w perspektywie miesięcy, z drugiej nadal przekazują Ukrainie najnowocześniejszy sprzęt. Zasugerował, że retoryka zagrożenia rosyjskiego może służyć odwróceniu uwagi opinii publicznej od afery w szpitalu południowym, choć zaznaczył, że sam takiej wiedzy o zagrożeniu nie posiada.
Sakowska przypomniała, że w 2022 roku w Radiu RMF Przydacz mówił, że „bezpieczne niebo nad Ukrainą to także bezpieczne niebo nad Polską”, skoro zagrożenie dla polskiego nieba pochodzi ze wschodu — pytając, czy nie warto pomóc Ukrainie utrzymać to bezpieczne niebo teraz. Przydacz wyjaśnił, że tamta wypowiedź dotyczyła niemieckich systemów Patriot, nie polskich, i że sytuacja Niemiec różni się od polskiej — Niemcy nie graniczą z Rosją i nie są dla niej takim celem jak Polska, więc to Polska musi przede wszystkim chronić własne niebo. Dodał, że zmienił się też kontekst reakcji strony ukraińskiej — gdyby Ukraina odpowiedziała na polskie oczekiwania dotyczące ekshumacji i zaprzestania gloryfikacji sprawców zbrodni wołyńskiej, być może społeczna zgoda na dalszą pomoc byłaby dziś inna.
Przydacz stwierdził, że priorytetem powinno być zabezpieczenie polskiego nieba — Warszawy, Poznania, Gdańska, Krakowa i polskich miejscowości — a dopiero w dalszej kolejności ewentualne dalsze wsparcie dla Ukrainy, uzależnione od tego, czy Kijów odpowie pozytywnie na polskie oczekiwania. Podtrzymał swoje wcześniejsze twierdzenie — zdementowane przez stronę rządową, w tym wicepremiera Kosiniaka-Kamysza — że Polska miała rzekomo „wypaść z kolejki” na pociski do baterii Patriot na rzecz Ukrainy, powołując się na informacje otrzymane z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Sprawy krajowe: TK, ustawa o statusie osoby najbliższej i jawność zarobków lekarzy
W dalszej części rozmowy Przydacz odmówił podania terminu zaprzysiężenia przez prezydenta nowo wybranego sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Patryka Wybrańca, podkreślając, że prezydent nie jest związany żadnym terminem konstytucyjnym ani ustawowym i musi przeanalizować procedurę wyboru. Nie zdradził też decyzji prezydenta w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej, zaznaczając jedynie, że budzi ona zastrzeżenia konstytucyjne dotyczące ochrony instytucji małżeństwa, mimo sondażu Polsat News wskazującego, że 53 proc. Polaków chciałoby podpisania ustawy. Na koniec ocenił pozytywnie ideę jawności zarobków lekarzy powiązanej z numerem PESEL, krytykując przy tym, że rząd zareagował na problem dopiero po ujawnieniu przez dziennikarzy afery w szpitalu południowym, a nie przez ostatnie trzy lata rządów.
Rozmowę przeprowadziła Magda Sakowska. Materiał „Mocne słowa o członkostwie Ukrainy w UE. «W Europie chyba nie można kraść»” opublikował kanał polsatnews.pl na YouTube, liczący 507 tys. subskrybentów. 14 lipca 2026.