„Putin nie musi zdobywać ukraińskich miast. Wystarczy, że uczyni życie w nich niemożliwym” — Maria Stepan w Kanale Zero

Maria Stepan ostrzega, że rosyjskie ataki na infrastrukturę energetyczną mogą tej zimy wypchnąć z Ukrainy kolejne setki tysięcy ludzi, a Polska nie jest na to gotowa. W komentarzu na Kanale Zero pyta rząd o plan awaryjny i przypomina sondaże, według których większość Polaków sprzeciwia się przyjmowaniu ukraińskich uchodźców. Opisuje też, jak brak amerykańskich danych wywiadowczych sprawia, że rakiety spadają na Kijów bez ostrzeżenia. „Czy jesteśmy gotowi na nową falę uchodźców? Przecież tych, którzy już u nas są, mamy dość” – zaczęła prowokacyjnie.

Wojna przeciw cywilom

Zdaniem dziennikarki wiele wskazuje na to, że Putin, któremu nie idzie na froncie, obrał za cel ukraińskich cywilów. Rosyjska armia niszczy ujęcia wody, elektrociepłownie, mosty, szpitale, szkoły i budynki mieszkalne. W Kijowie, Charkowie czy Odessie już ciężko się żyje, a idzie zima. „Putin więc wcale nie musi zdobywać ukraińskich miast, by zmusić ich mieszkańców do ucieczki. Wystarczy, że uczyni życie w nich niemożliwym” – mówiła.

Przypomniała, że od 2022 roku Polska przyjęła najwięcej uchodźców wojennych z Ukrainy w całej Unii Europejskiej, około półtora miliona osób. Część wróciła, część wyjechała dalej, a część została. „Było to największe obciążenie migracyjne w historii III RP. A co, jeśli będzie kolejne?” – pytała.

Oleszki, czyli śmiertelna pułapka

Jako przestrogę Stepan podała Oleszki, miasto okupowane od 2022 roku, położone kilka kilometrów od Chersonia. „Głód, chłód i represje. Ciała na ulicach” – opisywała. Rosjanie zrobili z Oleszek przyczółek i „żywą tarczę” do ostrzału Chersonia. Wszystkie drogi są zaminowane i obserwowane przez rosyjskie drony. Od maja do miasta nie docierają dostawy żywności ani leków, nie ma wody, prądu ani gazu. Według władz ukraińskich żyje tam jeszcze około dwóch tysięcy osób, a ponad dwadzieścia tysięcy zdążyło uciec.

„Teraz jednak ewakuacja jest już niemożliwa. To droga śmierci” – mówiła. Rosjanie ignorują apele ONZ, Czerwonego Krzyża, OBWE i papieża. Podobny los tej zimy może według niej spotkać większość ukraińskich miast. „Nie chodzi o to, że wszystkie one zostaną przez Rosjan zdobyte. Chodzi o to, że nie da się w nich, tak jak w Oleszkach, żyć” – tłumaczyła.

„No co zrobisz, jak nic nie zrobisz?”

Stepan zauważyła, że w Polsce rośnie niechęć do dalszej pomocy Ukraińcom i do uchodźców, którzy już tu są, „inna rzecz, że podsycana przez niektórych polityków”. Do części Polaków nie trafiają argumenty, że Ukraińcy płacą podatki i wykonują prace, których Polacy podjąć się nie chcą. „No co zrobisz, jak nic nie zrobisz?” – skwitowała. „Problem jednak nie zniknie dlatego, że przestaniemy o nim mówić. A tym bardziej nie zniknie dlatego, że uznamy, iż zrobiliśmy już wystarczająco dużo” – dodała.

Przypomniała, że już ubiegła zima była dla Ukraińców straszna. Według raportu ONZ armia Putina przeprowadziła wtedy co najmniej 423 ataki na obiekty produkcji i przesyłu energii elektrycznej oraz co najmniej 74 ataki na elektrociepłownie i inną infrastrukturę grzewczą. Już wtedy część ludzi musiała uciekać z domów, żeby przetrwać.

Piętnaste piętro bez windy

Stepan zaproponowała „niewielkie ćwiczenie umysłowe”. Kijowski wieżowiec, za oknem mróz, nie ma ogrzewania ani prądu, są problemy z wodą, nie działa winda. „A ty musisz wtaszczyć na piętnaste piętro siebie, dzieci, bukłaki z wodą, benzynę do generatora, bo musisz naładować telefon i skontaktować się z bliskimi. Powiedzieć im, że jeszcze żyjesz” – opisywała. Do tego dochodzą sędziwi rodzice albo dziadkowie wymagający stałej opieki medycznej. „Jak długo można tak żyć? Tydzień? Miesiąc? Całą zimę?” – pytała.

Wielu Ukraińców będzie się trzymać domów, rodzin i kraju do ostatniej chwili. „Ale są granice ludzkiej wytrzymałości i w pewnym momencie wyjazd przestanie być kwestią wygody czy wyboru. Stanie się koniecznością” – mówiła. Przypomniała ostrzeżenie Międzynarodowej Organizacji do spraw Migracji, że tej zimy miliony Ukraińców mogą zostać zmuszone do opuszczenia domów. Zastrzegła, że nie oznacza to, iż miliony przyjadą do Polski. Część znajdzie schronienie w innych regionach Ukrainy, część wyjedzie do innych państw, a część zostanie na miejscu. „Ale ryzyko zwiększonego napływu uchodźców jest realne” – podkreśliła.

Szkoły, mieszkania, lekarze i jedna walizka

Stepan pytała, czy Polska jest gotowa na kolejne setki tysięcy ludzi. Chodzi o miejsca w szkołach, dostęp do mieszkań, opiekę medyczną i wsparcie dla tych, którzy przyjadą „bez pieniędzy, bez pracy, często tylko z jedną walizką”. „Przecież takie obrazki pamiętamy” – mówiła. Pytała też, czy państwo ma plan awaryjny na wypadek gwałtownego pogorszenia się sytuacji humanitarnej za wschodnią granicą. „Może ma, a może nie” – skwitowała.

Postawiła jeszcze jedno pytanie: czy na nową falę gotowi są obywatele. „Jasne, możecie się oburzać, powtarzać: Polska pomogła już dość, wystarczy. Niech pomagają teraz inni” – mówiła. Przypomniała jednak, że nawet jeśli celem podróży będzie inny kraj, fala przetoczy się przez Polskę.

Niewygodna prawda: 52 i 54 proc.

„Prawda jest dla władzy, rządu, prezydenta, powiedziałabym, niewygodna” – mówiła Stepan. Opublikowane w lipcu badanie CBOS pokazało, że 52 proc. Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu ukraińskich uchodźców, a 54 proc. uważa, że Polska udziela im zbyt dużej pomocy. Gdyby nowi uchodźcy się pojawili, władza musiałaby się zmierzyć nie tylko z logistyką i kosztami, ale też z niezadowoleniem, „może i oporem części z nas”.

W przyszłym roku są wybory, więc kryzys za wschodnią granicą przełoży się na polską politykę. Wrócą dyskusje o świadczeniach dla uchodźców, zasadach pomocy i kosztach ponoszonych przez podatników. „Część pewnie będzie nas zawstydzać, przekonywać, że pomagać musimy, że to obowiązek, człowieczeństwo i tak dalej. Będzie zawstydzać zamiast tłumaczyć, a trzeba tłumaczyć, że to normalne, tak po prostu jest, że nawet największe zrywy solidarności z czasem opadają” – mówiła. Z czasem zastępuje je troska o własne bezpieczeństwo, koszty życia i jakość usług, a niektórzy grają na tych emocjach dla politycznych korzyści.

Zamknięte granice nie zatrzymają rakiet

„A tu nie o emocje chodzi, a o fakty” – mówiła Stepan. Założyła się, że w przedwyborczej dyskusji zniknie najważniejsze: „Nawet najbardziej restrykcyjna polska polityka migracyjna, a nawet zamknięcie na głucho naszych granic nie sprawi, że na Ukrainę przestaną spadać rosyjskie drony i rakiety”. Powiedziała, że jest „wprost przeciwnie”, bo Putinowi chodzi właśnie o to, by zmęczyć i zniechęcić do pomocy Ukraińcom nie tylko Polskę, ale cały Zachód. „Jeśli więc ludzie będą musieli uciekać, pytanie nie będzie brzmiało, czy podoba nam się ten scenariusz. Pytanie będzie brzmiało, jak na ten scenariusz odpowiemy” – podkreśliła.

„Panie ministrze Kierwiński, macie taki plan, prawda?”

Stepan zaznaczyła, że nie trzeba być pewnym jakiegoś scenariusza, żeby się na niego przygotować. Wystarczy uznać go za prawdopodobny. Zamiast kolejny raz kłócić się, czy Ukraińcom należy pomagać, trzeba zapytać rządzących o plan na zimę i o to, co zrobią, jeśli liczba uchodźców wzrośnie. Trzeba też wiedzieć, jak podzielą koszty między państwo, samorządy i Unię Europejską i jak wytłumaczą tę pomoc społeczeństwu.

Wyliczyła uspokajające zapewnienia, które można usłyszeć: że to „strachy na lachy”, że Ukraińcy sobie poradzą, że Putin się zmieni, że Trump wymusi na Zełenskim pokój albo że Ukraińcy „jakimś cudem pogonią Rosjan”. Jej zdaniem najwyższy czas przygotować się na scenariusz odwrotny. Putin się nie zmieni i nadal będzie bombardował elektrociepłownie. Trump przeforsuje wstrzymanie przekazywania danych wywiadowczych. Rosyjskie drony będą trafiać w kolejne mosty, szkoły, domy i szpitale.

Przywołała przykład alertów RCB na Lubelszczyźnie. Rządowe centrum zaczęło się uczyć precyzyjnego ostrzegania cywilów „na żywym organizmie” dopiero wtedy, gdy rosyjskie drony zaczęły spadać na polską ziemię. „Chcemy więc czekać do momentu, gdy na naszej granicy pojawią się tysiące ludzi? Oby do tego nie doszło” – mówiła. Gotowość to według niej nie tylko miejsca w hotelach i punkty recepcyjne, ale przede wszystkim zdolność państwa do kontroli: kto wjeżdża, kto dostaje ochronę, kto legalnie pracuje i kto wyjeżdża, gdy ochrona się kończy.

„Od niemal pięciu lat różnej maści politycy powtarzają słynne powiedzenie: chcesz pokoju, szykuj się do wojny. No więc czas najwyższy, by wdrożyli je w życie i tutaj” – mówiła. Podkreśliła, że nie chodzi tylko o kupowanie dronów i czołgów, produkcję haubic czy straszenie, że tej zimy coś się wydarzy. „Co? A zobaczysz, człowieku, zobaczysz” – ironizowała. „Czy rząd ma jakiś plan, panie premierze? Panie ministrze Kierwiński, macie taki plan, prawda?” – pytała.

Rakiety bez ostrzeżenia

Stepan przypomniała, że Ukraina znów nie została ostrzeżona przez sojuszników przed atakiem balistycznym na Kijów, o czym informowało Radio Swoboda, powołując się na swoje źródła. Według ukraińskiego MSW zginęła 21-letnia kobieta, a osiem osób zostało rannych. Uszkodzona została stacja metra Czernihiwśka. „Rosyjskie bomby i drony spadają teraz na Ukraińców bez żadnego ostrzeżenia” – mówiła. Ukraińskie aplikacje, które do niedawna ostrzegały precyzyjnie i z wyprzedzeniem, „tak precyzyjne już nie są”.

Wskazała dwie przyczyny. Pierwsza to drony z napędem odrzutowym i rakiety balistyczne, których lot trwa trzy, najwyżej pięć minut, przez co ludzie giną tuż przy wejściach do schronów i metra. Druga to brak lub wyraźne ograniczenie amerykańskich danych z satelitów wczesnego ostrzegania, które wykrywają starty rakiet po cieple silników. Ukraina wciąż dostaje dane od krajów europejskich, ale według Stepan tylko Stany Zjednoczone potrafią wykrywać odpalenia pocisków balistycznych.

Zełenski kontra Rubio

O problemie mówi już wprost sam prezydent Ukrainy. W wywiadzie dla NBC Zełenski powiedział, że USA wstrzymały wymianę danych wywiadowczych, a następnie je odblokowały. Amerykanie zaprzeczają, by całkowicie wstrzymali przekazywanie danych. „Tyle tylko, że Ukraińcy wcale nie twierdzili, że przekazywanie tych danych wstrzymano całkowicie” – zauważyła Stepan. Mówili o ograniczeniach i przerwach.

Sekretarz stanu Marco Rubio zapewnił, że żadnej przerwy nie było, i stwierdził, że Zełenski powinien skupić się na zakończeniu wojny. Zełenski powiedział z kolei w wywiadzie dla Bloomberga, że jego zdaniem administracja Trumpa podjęła działania mające skłonić Ukrainę do kapitulacji. Do tego dochodzą problemy z prędkością Starlinka, kluczowego na froncie, i opóźnienia w dostawach pocisków do Patriotów. Jak podkreśla Zełenski, Ukraina dostaje je nie za darmo, tylko za nie zapłaciła, „ale z jakichś przyczyn miesięcznie dostaje ich ledwie 12”.

Ostatnie narty, ostatni bal

Stepan opisała też, jak w takich warunkach żyją Ukraińcy. „Ukraińcy żyją tak, jakby jutra miało nie być. Budują domy, remontują mieszkania, kobiety robią sobie operacje plastyczne i wszyscy powtarzają: zginąć możemy w każdej chwili” – mówiła. Nie odkładają już życia na „mityczne po wojnie”: wakacji życia, ślubu, dziecka, posadzenia drzewa i budowy domu. Tego lata kurorty w Turcji, Grecji, Hiszpanii i we Włoszech były pełne Ukrainek z dziećmi, które często wydawały na wyjazd oszczędności życia.

Przytoczyła pytanie, które często słyszała: jak można jechać z dziećmi na wakacje za granicę, gdy mąż „gnije w okopach”. „Ano sama z dziećmi, bo nie wiadomo, czy w ogóle kolejne wakacje będą możliwe. Bo trumna, jak to mówią, kieszeni nie ma” – odpowiadała. Zwróciła uwagę na oburzenie pełnymi dyskotekami i klubami w Kijowie i Odessie oraz „wypasionymi” kurortami w Bukowelu. „A co, jeśli to ostatnie narty w życiu, ostatni bal?” – pytała. Przyznała, że bawią się też dzieci oligarchów i bogacze, ale to tylko część prawdy, bo tego lata na ulicach Odessy bawili się wszyscy.

Część ludzi tej presji nie wytrzyma. Zamiast zbierać na wakacje za granicą czy dom w Karpatach, wyjedzie na zachód przez Rumunię, Mołdawię, Słowację, Węgry, „i przede wszystkim przez Polskę”. „Więc jeszcze raz: Putin wcale nie musi zdobywać ukraińskich miast, by zmusić ich mieszkańców do ucieczki. Wystarczy, że uczyni życie w tych miastach niemożliwym. Wtedy skutki jego wojny odczuje też Polska, ale też cała Europa” – zakończyła.


Materiał „NOWA FALA UCHODŹCÓW Z UKRAINY. CZY POLSKA JEST GOTOWA?” dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym 2,38 mln subskrybentów. Opublikowany 20 października 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *