Tomasz Trela, szef Klubu Lewicy, był gościem Polskiego Radia 24, gdzie mówił o odpowiedzialności polskich polityków za antyukraińskie nastroje, sprawie europejskiego nakazu aresztowania dla Zbigniewa Ziobry oraz reformie ochrony zdrowia po aferze w Szpitalu Południowym.
Trzej „zawodnicy” nakręcający antyukraińskie nastroje
Pytany, kto w Polsce ponosi polityczną odpowiedzialność za antyukraińskie nastroje, Trela wskazał trzy konkretne osoby: Jarosława Kaczyńskiego, Krzysztofa Bosaka i Grzegorza Brauna – ludzi, którzy jego zdaniem „szczują i zioną jadem” wobec Ukraińców, często wykorzystując do tego mównicę sejmową. Przypomniał przypadek Przemysława Czarnka, który próbował „tropić”, kto w rządzie ma ukraińskie korzenie, oraz byłego polityka PiS Janusza Kowalskiego (dziś aplikującego, jego zdaniem, do Konfederacji), który miał postulować, by każda Ukrainka pracująca w administracji publicznej była wskazywana i zwalniana.
Odniósł się też do wypowiedzi Adama Bielana, który na antenie Jedynki miał wskazać jako jedynego winnego za incydenty w Bielsku-Białej (gdzie mężczyzna zwyzywał ukraińskie dziewczynki) oraz w Owińskach pod Poznaniem (rozwieszenie antyukraińskiego banera) Wołodymyra Zełenskiego i jego decyzję o nazwaniu brygady imieniem bohaterów UPA. Trela ocenił to jako „skrajną głupotę i skrajną hipokryzję” – przyznał, że decyzja Zełenskiego była błędna i powinna zostać jak najszybciej wycofana, ale odrzucił tezę, jakoby to ona odpowiadała za krajowe akty agresji wobec Ukraińców w Polsce. Podkreślił niebezpieczną dynamikę eskalacji: „dzisiaj są dziewczynki, dzisiaj są krzyki, może będą za dwa dni rękoczyny”.
Czarnek a Tusk – różnica retoryki czy ten sam przekaz?
Prowadzący dopytywał, czy wezwanie Przemysława Czarnka do wstrzymania unijnej pomocy wojskowej dla Ukrainy i zablokowania negocjacji akcesyjnych nie jest jedynie bardziej radykalną wersją tego, co mówił premier Donald Tusk o konieczności „prawdy i wzajemnego szacunku” jako warunku wejścia do wspólnoty. Trela zdecydowanie zaprzeczył, że to ten sam przekaz – wyjaśnił, że mówienie o przyszłych warunkach akcesyjnych (w tym uporządkowaniu polityki historycznej i odcięciu się od Bandery) to coś zupełnie innego niż domaganie się natychmiastowego wstrzymania pomocy dla walczącej Ukrainy, czego – jak zaznaczył – chcą PiS, Braun i Bosak. Ocenił, że Czarnek dostał od Kaczyńskiego zadanie przejęcia elektoratu Brauna i Bosaka, a ponieważ mu się to nie udaje (co potwierdzają sondaże), przesuwa się coraz bardziej na prawicową stronę.
Zapytany, czy nie jest to podobna strategia do tej, którą stosował Rafał Trzaskowski mówiąc o „uszczelnieniu 800+” w walce o wyborców wahających się między Konfederacją a inną partią, Trela odróżnił oba przypadki – ocenił, że postulaty odcięcia pomocy dla Ukrainy grają, jego zdaniem, „w nutę orkiestry Putina”, ponieważ taka decyzja oznaczałaby dla Kremla możliwość przejęcia Ukrainy w ciągu kilku dni.
Referendum ws. akcesji Ukrainy – zbędny instrument
Odniósł się też do propozycji przeprowadzenia referendum w Polsce na zakończenie procesu akcesyjnego Ukrainy do UE. Trela ocenił, że referenda powinny dotyczyć spraw kluczowych – takich jak wcześniejsze referendum akcesyjne czy konstytucyjne – a nie każdej trudnej kwestii. Zauważył ironicznie, że Polska jako „20. gospodarka świata” i jedna z pięciu największych gospodarek UE nie powinna obawiać się Ukrainy, kraju wciąż walczącego i borykającego się z korupcją. Przyznał, że obawy polskich rolników przed zalewem tańszych towarów ukraińskich są zasadne, ale wskazał, że do tego służą negocjacje akcesyjne i okresy przejściowe, a nie referendum. Ocenił, że gdy prawica „nie wie, co zrobić”, sięga po hasło referendum, co określił jako podżeganie ludzi przeciw ludziom, mogące doprowadzić do sytuacji, w której zamiast słów pojawi się „nóż albo pistolet”.
Apel ministra Sybihy źle przyjęty
Trela skomentował apel szefa ukraińskiej dyplomacji Andrija Sybihy, wzywającego część polskich polityków do zaprzestania podsycania nienawiści. Mimo że sam wcześniej wyrażał podobne stanowisko, ocenił, że sprawami wewnętrznymi Polski powinni zajmować się polscy politycy, a nie ukraiński minister spraw zagranicznych, którego rolą powinno być zajmowanie się Ukrainą i relacjami dyplomatycznymi, a nie pouczanie Polski. Zaznaczył, że Polska sama potrafi poradzić sobie ze skrajnościami, wskazując na sprawną reakcję policji wobec sprawcy incydentu w Bielsku-Białej – mężczyzny zatrudnionego wcześniej jako kierowca w spółce komunalnej, przebywającego na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, wobec którego, jak przewidywał Trela, wyciągnięte zostaną konsekwencje utrudniające mu w przyszłości znalezienie pracy.
Sprawa Ziobry i brak europejskiego nakazu aresztowania
W drugiej części rozmowy Trela odniósł się do decyzji sądu o odrzuceniu wniosku o europejski nakaz aresztowania wobec Zbigniewa Ziobry, przebywającego obecnie w Stanach Zjednoczonych (wcześniej na Węgrzech). Przyznał, że z prawnego punktu widzenia decyzja sądu, uzasadniona brakiem przesłanek wskazujących na to, że Ziobro planuje podróżować po Unii Europejskiej, wydaje się logiczna – konsultował to z prawnikami. Skrytykował jednak długość samej procedury sądowej i zaapelował do Ministerstwa Sprawiedliwości o wyjaśnienie, jak skrócić terminy w tak istotnych publicznie sprawach, zastrzegając, że nie chodzi o wywieranie presji na sędziów, lecz o usprawnienie terminarza.
Wezwał ministra Waldemara Żurka do jak najszybszego przygotowania solidnego wniosku ekstradycyjnego do Stanów Zjednoczonych, zwracając uwagę na zbliżające się amerykańskie wybory połówkowe i niepewność ostatecznej decyzji politycznej w tej sprawie. Ocenił, że Polska powinna wykorzystywać swoje kontakty z USA – w kontekście starań o amerykańskie bazy wojskowe – również do przekonywania Amerykanów, że osoba z 26 zarzutami i nakazem aresztowania w Polsce nie powinna znajdować schronienia w kraju uważającym się za „ostoję demokracji”. Nazwał Ziobrę „politycznym gangsterem”, którego ucieczka przed wymiarem sprawiedliwości sama w sobie świadczy o winie – porównując go do pospolitych przestępców ukrywających się na Dominikanie czy Bali. Wykluczył możliwość powrotu Ziobry do czynnej polityki czy objęcia stanowiska w Ministerstwie Sprawiedliwości, oceniając, że prawica i skrajna prawica nie wygrają najbliższych wyborów.
Afera w Szpitalu Południowym i reforma ochrony zdrowia
Zapytany, czy afera w Szpitalu Południowym będzie najbardziej zapamiętanym elementem obecnej kadencji Sejmu, Trela zaprzeczył, wskazując na trwające, choć spóźnione, prace nad reformą systemu ochrony zdrowia, prowadzone z determinacją przez resort zdrowia i partie koalicyjne. Przyznał, że afera była „przykrym katalizatorem” tej reformy. Odnosząc się do sondażu Opinia24 pokazującego, że większość Polaków uważa konsekwencje polityczne afery za niewystarczające, zauważył, że dotąd żaden minister ani szef NFZ nie stracił stanowiska – przywołał krytyczną wypowiedź wicepremiera Krzysztofa Gawkowskiego w tej sprawie, zaznaczając, że premier Donald Tusk miał być wobec niej krytyczny na posiedzeniu rządu, choć samo to stwierdzenie już wyciekło do opinii publicznej.
Wymienił konkretne propozycje Lewicy: górny pułap wynagrodzeń w formie stawki godzinowej, podatek zdrowotny zastępujący obecną składkę zdrowotną oraz rozdzielenie publicznej i prywatnej ochrony zdrowia. Wyraził nadzieję, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski również wyciągnie wnioski dotyczące funkcjonowania miejskich placówek medycznych.
Polemika z Partią Razem
Odnosząc się do zarzutów Partii Razem, że Lewica nie ma prawa odcinać się od afery szpitalnej, skoro akceptowała budżet NFZ, Trela odpowiedział, że mógłby przypomnieć, iż to Partia Razem głosowała przeciwko całemu budżetowi państwa (co oznaczałoby brak jakichkolwiek środków na ochronę zdrowia), ale zadeklarował, że nie będzie się taką retoryką posługiwać. Ocenił krytycznie postawę Partii Razem jako rolę „krzykaczy”, którym nic się nie podoba, a którzy mimo deklarowanego monopolu na słuszność nie przekładają tego na poparcie wyborcze. Zaapelował, by partia ta wzięła współodpowiedzialność za rządzenie krajem zamiast pozostawać w opozycji krytykującej wszystko.
Podatki i drugi próg podatkowy
Na zakończenie rozmowy Trela odniósł się do propozycji Polski 2050 (przedstawionej przez Jana Szyszkę) podniesienia progu drugiej stawki podatkowej, rekompensowanego podatkiem cyfrowym. Ocenił propozycję jako wartą rozważenia, zastrzegając jednak, że wiodącą instytucją w kwestiach podatkowych pozostaje Ministerstwo Finansów pod kierownictwem ministra Andrzeja Domańskiego, a decyzja zależeć będzie od możliwości budżetowych. Przypomniał, że modelem preferowanym przez Lewicę byłaby wielostopniowa progresja podatkowa (trzy lub cztery progi zamiast obecnych dwóch), zastrzegając jednocześnie sprzeciw wobec skrajnych stawek rzędu 70–80% PIT jako rozwiązania „chorego i nieakceptowalnego”. Przyznał, że na tak głęboką przebudowę systemu podatkowego brakuje obecnie czasu w ramach kadencji.
Odnosząc się do porównania z inflacją za rządów PiS (sięgającą 12–18%, określaną wówczas przez premiera Mateusza Morawieckiego mianem „putinflacji”), wskazał, że obecna inflacja w Polsce wynosi 2,5 punktu procentowego. Skomentował też ironicznie samego Morawieckiego, określając go jako polityka „gdzie wiatr zawieje, tam jest”, w kontekście zmieniającego się stanowiska wobec pomocy dla Ukrainy. Zapytany, czy weźmie udział w zapowiadanym na 31 lipca „grillu” (laboratorium idei) Stowarzyszenia Rozwój Plus Morawieckiego, zdecydowanie odmówił, zaznaczając, że spotyka się towarzysko wyłącznie z ludźmi, których szanuje i lubi.
Rozmowę prowadziło Polskie Radio 24. Materiał „Festiwal nienawiści w Polsce. Trela: mamy trzech zawodników, którzy zioną jadem” wyemitowano na antenie 14 lipca 2026 roku.