Do Kijowa przyjechali wysłannicy Donalda Trumpa, którzy wcześniej byli w Moskwie, a obecnie prowadzą rozmowy z ukraińską ekipą oraz europejskimi doradcami do spraw bezpieczeństwa. Marek Tejchman rozmawiał o tym z dziennikarzem Wirtualnej Polski Zbigniewem Parafianowiczem, pytając, czy to realna próba porozumienia, czy raczej gest polityczny obliczony na pokazanie zaangażowania stron, przy powszechnym przekonaniu, że wojna i tak będzie trwać dalej.
Dlaczego Putin nie przyjmie oferty Trumpa
Parafianowicz zauważył, że każde rozmowy stanowią pewne „okno możliwości”, podobnie jak było to w przypadku szczytu na Alasce. Zwrócił jednak uwagę, że nawet wtedy, gdy pojawiła się bardzo hojna oferta dla Rosji – obejmująca między innymi częściowe zdjęcie sankcji, możliwość zakupu udziałów w konsorcjum Nord Stream przez Amerykanów oraz propozycję terytorialną dotyczącą przejęcia przez Rosję całego Donbasu – Moskwa jej nie przyjęła. Zdaniem Parafianowicza wynika to z faktu, że Rosjanie nie zmienili swoich strategicznych celów wobec Ukrainy, którym pozostaje jej unicestwienie – wojnę tę datuje on nawet nie od 2014, lecz od 2004 roku, czyli próby otrucia Wiktora Juszczenki podczas kampanii prezydenckiej, która zakończyła się pomarańczową rewolucją.
Ekspert ocenił, że gdyby Putin otrzymał Donbas „za darmo”, najprawdopodobniej zdecydowałby się na chwilową pauzę w działaniach wobec Ukrainy, jednak Wołodymyr Zełenski nie wydaje się na to gotowy – tym bardziej że Zachód nie oferuje realnej kontroferty. Gwarancje bezpieczeństwa, o których mówi Zełenski, nie oznaczają, jak podkreślił Parafianowicz, np. wejścia wojsk francuskich, niemieckich czy amerykańskich w razie nowej agresji, lecz sprowadzają się w praktyce do utrzymania liczącej 600–800 tysięcy dobrze wyposażonej armii ukraińskiej – czyli do samej woli Ukrainy, by przetrwać.
Fałszywe przekonania po obu stronach frontu
Tejchman zwrócił uwagę na pojawiające się w przeciekach z Moskwy przekonanie, że Ukraina jest bliska upadku, a Rosja – zwycięstwa. Parafianowicz określił tę perspektywę jako całkowicie fałszywą, podobnie jak równie błędne przekonanie strony ukraińskiej, że uderzenia w głąb terytorium Rosji doprowadzą do upadku Putina. Zapytany, czy Putin rzeczywiście wierzy we własne zwycięstwo, odpowiedział przewrotnie, odwołując się do paradoksu w duchu Fryderyka Nietzschego: w rosyjskie zwycięstwo wierzy cały naród, a jednocześnie nie wierzy w nie cały naród – ta sprzeczność, jego zdaniem, dobrze oddaje niejednoznaczność nastrojów w Rosji.
Ocenił, że rosyjski prezydent wciąż dysponuje sporym polem do eskalacji, w tym możliwością rozszerzenia działań na terytorium państw NATO, a sprzyja mu również sytuacja polityczna w zachodniej Europie – rosnące poparcie dla ugrupowań takich jak AfD w Niemczech czy Zjednoczenie Narodowe we Francji, niechętnych dalszemu wspieraniu Ukrainy. Odnosząc się do rekordowego wyniku AfD w wyborach lokalnych w Saksonii-Anhalt, Parafianowicz przyznał, że taki rozwój sytuacji w oczywisty sposób gra na korzyść Kremla.
Zaznaczył jednak, że Putin od zawsze kalkuluje na podstawie sprzyjających mu okoliczności – podobnie liczył na zmęczenie społeczeństw pandemią COVID-19 i serię wyborów w Europie przed pełnoskalową inwazją w lutym 2022 roku. Podkreślił, że kluczowy dla Putina pozostaje jednak nie zewnętrzny kontekst polityczny, lecz jego sposób myślenia zorientowany na powiększanie terytorium Federacji Rosyjskiej poprzez kolejne aneksje. Zdaniem Parafianowicza o realnej pauzie w wojnie będzie można mówić dopiero wtedy, gdy rozstrzygnięta zostanie kwestia terytorialna, czyli los pozostających wciąż pod kontrolą Ukrainy 20 procent obwodu donieckiego.
Dlaczego Ukraina broni ostatniego pasa Donbasu
Parafianowicz wyjaśnił strategiczne znaczenie utrzymywanego przez Ukrainę pasa fortyfikacji w obwodzie donieckim – tak zwanego pasa fortec. Teren ten ma charakter pofałdowany, morenowy, co znacząco utrudnia przesuwanie ciężkiego sprzętu wojskowego, zwłaszcza w warunkach nasycenia pola walki dronami lądowymi i powietrznymi. Za tym pasem rozciąga się natomiast równina ukraińska, na której rosyjskim wojskom byłoby znacznie łatwiej prowadzić operacje w przypadku ewentualnego złamania w przyszłości hipotetycznego porozumienia o zawieszeniu broni, określonego przez Parafianowicza żartobliwie jako „umowny Mińsk-3″ – nawiązanie do wcześniejszych, niedotrzymanych porozumień mińskich. Dlatego Ukraina nie chce oddawać bez walki ani Kramatorska, ani Słowiańska – mimo że, jak zaznaczył Parafianowicz, oficjalny optymizm płynący z Kijowa nie w pełni odpowiada rzeczywistości, a rosyjskie wojska znajdują się już około 10 kilometrów od obu tych miast.
Ekspert ocenił, że w przypadku wejścia Rosjan do tych silnie ufortyfikowanych miast, walki wygenerowałyby ogromną liczbę ofiar po stronie rosyjskiej – być może nawet większą niż obecne szacowane 30 tysięcy rannych i zabitych miesięcznie. Zaznaczył, że Putinowi zależy na uniknięciu tej ceny nie z troski o ludzkie życie, lecz z chęci zachowania siły na później oraz uniknięcia politycznie ryzykownej mobilizacji, która wymagałaby uzasadnienia wobec NATO jako konfliktu o znacznie wyższą stawkę. Wskazał również na możliwe warianty pośrednie między całkowitym oddaniem a całkowitym zachowaniem spornego terytorium – na przykład propozycję utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej nadzorowanej przez Stany Zjednoczone, pozwalającej zachować częściową obecność wojsk ukraińskich.
Korupcja jako modus operandi Ukrainy
Tejchman przywołał opublikowany tego dnia tekst „New York Timesa”, oparty na wewnętrznych ukraińskich i zewnętrznych dokumentach audytowych, opisujący skalę korupcji w procesie zakupów amunicji i broni przez Ukrainę, a także niedawne, budzące niepokój strzelaniny między różnymi służbami w Kijowie. Zapytał, czy są to oznaki narastających problemów, czy po prostu sposób funkcjonowania państwa.
Parafianowicz jednoznacznie ocenił to jako modus operandi Ukrainy – kraj ten od dawna funkcjonuje, jego zdaniem, jako rozbudowany system korupcyjny, w którym rywalizują ze sobą agencje bezpieczeństwa i resorty siłowe. Przywołał własne doświadczenia z relacjonowania kryzysu politycznego w Kijowie w 2007 roku, kiedy to spór dotyczył kontroli nad poszczególnymi resortami siłowymi – prokuraturą generalną, SBU, służbami wojskowymi – jako narzędziami do zarządzania przepływami finansowymi i ochrony schematów korupcyjnych. Zaznaczył, że mechanizm ten nie zmienił się do dziś, czego przejawem jest właśnie niedawna strzelanina między Hurem (wywiadem wojskowym) a SBU. Podkreślił jednak, że taki sposób funkcjonowania państwa nie oznacza, iż Ukraina „upadnie na kolana” – to po prostu jego stała zasada działania.
Ryzyko trudnej zimy i kryzys zaufania do Zełenskiego
Odnosząc się do serii niespotykanych wcześniej dziennych ataków na Kijów tuż przed przyjazdem wysłanników Trumpa oraz rosnącej efektywności rosyjskiej produkcji pocisków manewrujących i dronów, Tejchman zapytał o ryzyko katastrofy humanitarnej większej niż w poprzednią zimę oraz jej potencjalny wpływ na spójność frontu.
Parafianowicz zdystansował się od tez o możliwym „pęknięciu frontu”, określając je jako tezy pojawiające się cyklicznie przy okazji załamań w dostawach broni. Zwrócił uwagę na wypowiedzi Zełenskiego po spotkaniu z Jaredem Kushnerem i Steve’em Witkoffem, z których wynika, że ukraiński prezydent spodziewa się niedoborów surowców energetycznych – stąd liczy na dostawy amerykańskiego LNG oraz energii z Unii Europejskiej na wypadek blackoutów wywołanych dalszymi bombardowaniami. Parafianowicz zaznaczył, że wzmocnienie ukraińskiej obrony powietrznej jest obecnie mało prawdopodobne z powodu trwającego konfliktu wokół Iranu, ograniczającego dostępność systemów takich jak PAC-3.
Ocenił, że kluczowym problemem Zełenskiego pozostaje pogłębiający się kryzys zaufania i legitymizacji władzy, który kolejna trudna zima jeszcze pogłębi, rodząc pytania o możliwość przeprowadzenia wyborów w trakcie wojny. Parafianowicz nie spodziewa się w najbliższych tygodniach czy miesiącach żadnej perspektywy trwałego pokoju – przewiduje raczej pogłębiający się kryzys polityczny na Ukrainie, możliwą eskalację ze strony Rosji powiązaną z wyborami do Dumy Państwowej pod koniec września, a także dalszą rywalizację między ukraińskimi służbami siłowymi o malejące zasoby, które można przechwycić. Wspomniał przy tym o pełniącym obowiązki szefa SBU Ołeksandrze Pokładzie, którego karierę powiązał wcześniej z otoczeniem Wiktora Janukowycza oraz byłym szefem administracji prezydenckiej Andrijem Jermakiem, i który – zdaniem Parafianowicza – najprawdopodobniej odpowiada za wysadzenie gazociągu Nord Stream.
Iran i Ukraina – dwie wojny, jeden mechanizm
W dalszej części rozmowy Tejchman zapytał o powiązania między wojną w Ukrainie a konfliktem wokół Iranu oraz o to, czy określenie „duch Alaski” używane przez Rosjan ma realne pokrycie. Parafianowicz ocenił je jako czysto propagandowe, maskujące brak konkretnych ustaleń po szczycie na Alasce.
Odnosząc się do pytania o możliwy reset relacji, w którym Rosja wycofałaby się ze wspierania Iranu w zamian za wycofanie się Amerykanów ze wspierania Ukrainy, Parafianowicz ocenił taki scenariusz jako mało realny. Wyjaśnił, że Trump zaproponował Rosji szeroki pakiet dotyczący również kwestii irańskiej – w tym przeniesienie wzbogaconego paliwa uranowego do Rosji jako partnera Iranu – co miało pomóc wyjść z impasu wokół irańskiego programu atomowego. Zaznaczył, że to Amerykanie, w obliczu zbliżających się wyborów połówkowych, są obecnie pod presją czasu, a okno możliwości na rozwiązanie rozejmowe wokół Ukrainy zniknie, gdy amerykańska polityka wejdzie w tryb kampanii prezydenckiej. Ocenił również, że Amerykanie nie radzą sobie z Iranem nawet gorzej niż wcześniej z Irakiem czy Afganistanem, ponieważ nie dysponują siłami do inwazji lądowej.
Parafianowicz podkreślił, że z perspektywy Rosji nie ma sensu wycofywać się ze wspierania Iranu, ponieważ osłabienie pozycji Amerykanów na Bliskim Wschodzie fundamentalnie podważa ich długoterminową pozycję – co nie leżałoby też w interesie Chin. Zaznaczył, że dla Rosji ewentualne odblokowanie lub nieblokowanie cieśniny Ormuz przez Iran to z jej perspektywy zaledwie „drobnica” wobec szerszej stawki. Opisał funkcjonowanie tak zwanej „osi satrapii”, obejmującej Rosję, Chiny, Koreę Północną, Białoruś i Iran, jako spójny biegun dążący do zbudowania wielobiegunowego świata, w którym Stany Zjednoczone przestają dominować – koncepcję tę, jak zaznaczył, Rosja konsekwentnie realizuje od początku rządów Putina w 2000 roku.
Rola Europy w negocjacjach
Odnosząc się do udziału europejskich wysłanników – Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec – w drugiej fazie rozmów w Kijowie, Parafianowicz ocenił to jako dobrą wiadomość z dyplomatycznego punktu widzenia, choć zastrzegł, że nie należy tego traktować jako przejawu odrodzenia siły politycznej Europy. Zwrócił uwagę, że dotychczas Trump traktował Europejczyków jako balast w negocjacjach dotyczących zakończenia wojny, jeżdżąc wyłącznie do Moskwy – tym razem jednak wysłannicy Kushner i Witkoff pojawili się bezpośrednio w Kijowie, a Europejczycy zostali włączeni do rozmów równolegle. Tejchman przypomniał przy tym, że Brytyjczycy wraz z Francuzami mieli przekazać Ukrainie częściowe plany budowy własnych rakiet manewrujących typu Storm Shadow.
Parafianowicz zaznaczył, że mimo braku politycznej siły, Europa odgrywa istotną rolę faktyczną – znaczna część amerykańskiego sprzętu trafiającego na Ukrainę finansowana jest przez europejskie programy, takie jak Ukraine Facility, a większość systemów uzbrojenia do wojny lądowej dostarcza brytyjska firma BAE Systems. Istotny udział w dostawach mają również Francuzi (sprzęt artyleryjski) oraz, w mniejszym stopniu, Niemcy. Parafianowicz opisał Europę jako „puzzle”, które Rosja postrzega jako możliwe do rozbierania element po elemencie – między innymi licząc na zmiany polityczne, takie jak w Niemczech, oraz dążąc do demoralizacji europejskich elit bez konieczności formalnego wypowiadania wojny.
Sytuacja gospodarcza Europy i Rosji
Tejchman zwrócił uwagę na niepokojące sygnały z europejskiej gospodarki – słabo wypełnione magazyny gazu, wysokie rentowności obligacji – w zestawieniu z rosyjską produkcją zbrojeniową i możliwą kolejną mobilizacją, pytając, czy z polskiej perspektywy sytuacja w najbliższych miesiącach czy nawet dwóch latach nie wygląda niepokojąco.
Parafianowicz uspokajał, wskazując, że europejskie magazyny gazu są wypełnione w ponad 60 procentach, co wciąż można nadrobić w sezonie jesiennym. Podkreślił, że rosyjski gaz stanowi obecnie zaledwie około 6 procent dostaw na rynek europejski, co uznał za ogromny sukces Europy w piątym roku wojny – wskazując przy tym na masowy import LNG przez Belgię i Francję oraz demaskując, jego zdaniem, propagandowe wypowiedzi szefa Gazpromu Alekseja Millera o rzekomym „zamrożeniu” Europy. Zaznaczył również, że to Rosja, a nie Europa, znajduje się w gorszej sytuacji gospodarczej, będąc drenowana z zasobów przez trwającą wojnę – czemu sprzyjają ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, ograniczające zdolność Rosji do produkcji przetworzonych paliw. Ocenił, że jednym z celów amerykańskich negocjacji jest doprowadzenie do zakończenia tych ataków w zamian za umożliwienie Rosji swobodniejszego eksportu ropy naftowej, co złagodziłoby skutki wojny w Iranie dla rosyjskiej gospodarki. Podsumowując, Parafianowicz zaznaczył, że Rosja w piątym roku wojny stała się faktycznie zależnym partnerem Chin, zmuszonym do poszukiwania wsparcia u Korei Północnej i Iranu — co wpisuje się w budowaną przez Kreml wizję wielobiegunowego świata, lecz nie jest dla Moskwy sytuacją komfortową.
Źródło: YouTube, kanał polsatnews.pl (535 tys. subskrybentów), materiał „Ukraina działa jak jedna wielka machina korupcyjna. Parafianowicz bez ogródek”, 60 751 wyświetleń, publikacja: 7 września 2026.