Warzecha o odebraniu orderu Zełenskiemu: Słuszna decyzja, ale polska klasa polityczna wciąż nie rozumie jak działa Ukraina

Łukasz Warzecha skomentował w specjalnym odcinku swojego kanału decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu Orła Białego Zełenskiemu.

Kalendarium — 23 dni zwłoki bez racjonalnego wytłumaczenia

Warzecha przedstawił szczegółowe kalendarium wydarzeń. 27 maja pojawiła się informacja o nadaniu jednostce wojsk specjalnych imienia bohaterów UPA. 29 maja Nawrocki ogłosił, że planuje odebranie orderu. 5 czerwca do Warszawy przyjechał Kyryło Budanow — były szef wywiadu wojskowego, nowy szef kancelarii Zełenskiego — i wyjechał bez żadnych konkluzji. 8 czerwca w Juracie obradowała kapituła orderu Orła Białego. Decyzja zapadła dopiero 19 czerwca — 23 dni po decyzji Zełenskiego i 11 dni po obradach kapituły.

Warzecha ocenił tę zwłokę jako niemającą żadnego racjonalnego wytłumaczenia. Tłumaczenie, że dano Ukraińcom czas na wycofanie się, jest według niego założeniem całkowicie błędnym — już po wizycie Budanowa było jasne, że nic takiego nie nastąpi. Ukraina podjęła decyzję z pełną i absolutną świadomością konsekwencji. Ukraiński paradygmat polityczny — oparty na sowieckich metodach — traktuje wycofanie się jako oznakę słabości. Gdyby Ukraińcy mieli zamiar się wycofać, po prostu nie podjęliby tej decyzji.

Powołał się na opinię Zbigniewa Parafianowicza — eksperta od Ukrainy, który wielokrotnie publicznie mówił, że Ukraińcy się nie wycofają właśnie z tego powodu.

Decyzja dobra, ale spóźniona i pozbawiona mocy

Warzecha podkreślił, że odebranie orderu nie jest gestem czysto symbolicznym. Chodzi o walkę o wizerunek państwa cnotliwego i skrzywdzonego — instrument, którym Zełenski posługiwał się w polityce międzynarodowej, w tym podczas ostatniej wizyty w Brukseli. Polska wykonując ten gest nareszcie robi wyrwę w tym wizerunku.

Zwłoka miała jednak negatywny skutek uboczny. Gdyby Nawrocki podjął decyzję 9 czerwca — przed wybuchem afery szpitalnej w Szpitalu Południowym w Warszawie — to właśnie ta afera dominowałaby dziś w debacie publicznej. Prezydent wyczekał i jego decyzja stała się poniekąd błogosławieństwem dla Donalda Tuska, odciągając uwagę od potencjalnie bardzo niebezpiecznej dla koalicji afery.

Warzecha skrytykował też argument, że tak robi się dyplomacja i że decyzje podejmuje się powoli. Dobra dyplomacja polega na podjęciu decyzji we właściwym czasie. W tym wypadku właściwym czasem była jak najszybsza reakcja — bo gest był i tak już grubo spóźniony względem całego ciągu wcześniejszych ukraińskich działań.

Błąd z kontrasygnatą Tuska

Warzecha ostro skrytykował decyzję kancelarii prezydenta, by wymagać kontrasygnaty premiera. Jego zdaniem ani konstytucja, ani ustawa o orderach i odznaczeniach z 1992 roku nie wymagają kontrasygnaty przy odbieraniu odznaczenia. Obie regulują przyznawanie orderów jako wyłączną prerogatywę prezydenta, natomiast nie precyzują trybu odbierania. Per analogiam można spokojnie przyjąć, że odebranie jest również prerogatywą prezydenta. Był raptem jeden precedens w historii — i można było oprzeć się na ekspertyzach prawnych stwierdzających brak konieczności kontrasygnaty.

Wymagając kontrasygnaty Tuska, kancelaria prezydenta wysyła Ukraińcom niekorzystny sygnał — że Polska jest rozgrywalna nawet w tak prostej sprawie i nie jest w stanie zadziałać prosto i jednym cięciem. Z partyjnego, taktycznego punktu widzenia to zrozumiałe — piłka trafia na połowę Tuska, który staje przed niepopularną decyzją nawet we własnym elektoracie. Ale z punktu widzenia interesów polskiego państwa w rozgrywce z Ukrainą jest to błąd.

Konferencja odbudowy w Gdańsku

Warzecha ocenił, że decyzja Nawrockiego podjęta przed konferencją odbudowy Ukrainy w Gdańsku 25-26 czerwca była konieczna z jeszcze jednego powodu. Gdyby nie poprzedzała konferencji, Zełenski mógłby przyjechać i arogancko grać na polskim gruncie. Teraz to on jest w defensywie. Jeśli przyjedzie, będzie to pierwsza wizyta, podczas której spotka go wściekłość demonstrujących Polaków i nieprzychylność opinii publicznej.

Warzecha odparł też głosy, że decyzja zaszkodzi Polsce w uzyskaniu korzyści z odbudowy Ukrainy. Jego zdaniem konferencja i tak nie decyduje o niczym — Ukraina jest państwem, w którym ustalenia na wysokim szczeblu mało się liczą. Jako przykład przywołał sprawę firmy Control Process, która wygrała kontrakt we Lwowie, wygrała wszystkie postępowania arbitrażowe, ale mer Lwowa Andrij Sadowy po prostu zignorował wyroki i firma jest w fatalnej sytuacji. Tak działa Ukraina — to nie jest państwo zachodniego kręgu cywilizacyjnego, gdzie wyroki arbitrażu się honoruje.

Wystąpienie Nawrockiego i akcesja Ukrainy do UE

Warzecha pochwalił sam tekst wystąpienia prezydenta jako dobry, a nawet bardzo dobry. Szczególnie wyróżnił fragment, w którym Nawrocki stwierdził, że Ukraina budująca tożsamość na wzorcach OUN i UPA nie może wejść do Unii Europejskiej — oceniając to jako zapowiedź polskiego sprzeciwu wobec ukraińskiej akcesji.

Zaznaczył jednak, że to za mało. Przez lata zarówno PiS, jak i obecna koalicja przyjmowały dogmat popierania ukraińskiego członkostwa w UE — co jest gigantycznym błędem politycznym, bo interesy Polski i Ukrainy są konkretnie sprzeczne — gospodarczo i politycznie. Nawet gdyby Ukraina zrezygnowała z kultu Bandery i Szuchewycza, jej obecność w UE i tak nie byłaby dla Polski korzystna i tak powinna zostać zablokowana.

Warzecha skrytykował też ukraiński MSZ za oświadczenie, że Ukraina od półtora roku aktywnie pracuje nad depolityzacją zagadnień historycznych i pochówkami. Ocenił to jako czystą obłudę —Ukraina doskonale wiedziała co robi, podejmując decyzję o nadaniu jednostce imienia UPA, i chciała tego konfliktu.

Podsumował, że ukraińska polityka stoi sowieckimi metodami — tak samo jak rozumiał to Trump podczas pierwszej wizyty Zełenskiego w Białym Domu. Polska po raz pierwszy próbuje odpowiedzieć podobnie — z opóźnieniem i delikatnie, ale mam nadzieję, że to jest wreszcie początek jakiegoś otrzeźwienia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *