Wójcicka i Potocki w Dzienniku Gazecie Prawnej: Zełenski otworzył puszkę Pandory przed 11 lipca — Polska nie zablokuje Ukrainy, ale może ją drogo kosztować

Karolina Wójcicka i Michał Potocki, dziennikarze Dziennika Gazety Prawnej, przeanalizowali w programie Polska-Europa-Świat aktualny kryzys w relacjach polsko-ukraińskich: projekt Panteonu Narodowego, decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu Zełenskiemu, zbliżające się obchody 11 lipca, pytanie o możliwość blokady integracji Ukrainy z Unią oraz perspektywy wyjścia z kryzysu przed rocznicą rzezi wołyńskiej.

Panteon — ustawa jest, listy nie ma

Potocki wyjaśnił na wstępie, czym faktycznie jest Panteon Narodowy Ukrainy. Ustawa, która przeszła przez Radę Najwyższą, określa kategorie osób mogących trafić do Panteonu — władcy Rusi Kijowskiej, hetmani, politycy URL i ZUNR, dowódcy walk o niepodległość, prezydenci za wyjątkiem Janukowycza — ale nie zawiera żadnej listy nazwisk. Lista ma powstawać stopniowo, każda kandydatura głosowana indywidualnie. Komisji jeszcze nie ma, konkretnych nazwisk nie ma. Potocki zaznaczył, że strona ukraińska stara się uspokajać Polskę: Kniażycki mówił, że ludobójcy do Panteonu nie trafią, Budanow przyjeżdżał do Warszawy z komunikatem deeskalacyjnym. Pytanie, czy te zapewnienia się utrzymają, pozostaje otwarte.

Wójcicka zwróciła uwagę na paradoks: kiedy Polska reaguje na same zapowiedzi, ukraińska strona mówi — przesadzacie, nic jeszcze nie ma, lista nie powstała. A kiedy lista powstanie i Bandera się tam znajdzie, Ukraina powie — to już się stało, za późno protestować. Potocki przyznał, że ta pułapka jest realna, ale ocenił, że polska reakcja na etapie ustawy, a nie listy, miała też swój sens: pokazała, że Polska traktuje temat poważnie, zanim dojdzie do faktów dokonanych.

Dlaczego Zełenski zdecydował się teraz

Potocki przedstawił kilka motywów. Po pierwsze wewnętrzny — afery korupcyjne, sprawa Midas, rosnące napięcia z NABU. Zełenski potrzebował tematu mobilizującego własne otoczenie i patriotyczny elektorat. Po drugie — sygnał wysyłany przed zbliżającymi się wyborami, których data jest nieznana, ale okienko polityczne się zwęża. Po trzecie — test siły wobec Polski, która przez lata ustępowała i nie demonstrowała zdolności do trwałego oporu.

Wójcicka dodała wątek, który jej zdaniem jest niedoceniany: część ukraińskich polityków autentycznie nie rozumie, dlaczego Polska reaguje tak emocjonalnie. Dla nich UPA i OUN to element walki z sowietyzmem, a nie zbrodnia na Polakach — bo polska perspektywa wołyńska w ukraińskiej edukacji i debacie publicznej po prostu nie istnieje. To nie jest wyłącznie cynizm, to też luka poznawcza, która narosła przez dekady.

Odebranie orderu — krok niezbędny, ale ryzykowny

Potocki ocenił decyzję Nawrockiego jako niezbędną z punktu widzenia polskiej racji stanu — nie można było nie zareagować na to, że ambasador Bodnar odesłał polskie odznaczenie. Jednocześnie zaznaczył, że odebranie orderu bez przygotowanego pakietu dalszych kroków było ryzykowne: Ukraina natychmiast weszła z Panteonem i narrację przejęła. Nawrocki zaczął, rząd musiał reagować, i z pozycji rządzącego gracza Polska przeszła do pozycji reaktywnej.

Wójcicka poruszyła kwestię instytucjonalną: kontrasygnatą premiera przy decyzji prezydenta o kapituły orderu. Potocki ocenił, że rząd zdecydował się nie blokować tej decyzji — co było wyborem politycznym. Tusk wiedział, że polska opinia publiczna oczekuje reakcji, i pozwolił Nawrockiemu ją dać, zachowując własną elastyczność dyplomatyczną.

Czy Polska może zablokować Ukrainę w UE

Wójcicka postawiła pytanie wprost: czy Polska dysponuje narzędziem blokady integracji Ukrainy z Unią? Potocki odpowiedział precyzyjnie — formalnie tak, bo rozszerzenie wymaga jednomyślności. Ale faktycznie ta broń jest obosieczna i trudna do użycia. Po pierwsze, Polska od lat jest jednym z największych orędowników europejskiej perspektywy Ukrainy i odwrócenie tej pozycji podważyłoby wiarygodność polskiej dyplomacji wobec całej Unii. Po drugie, integracja Ukrainy to i tak perspektywa wieloletnia — blokować nie ma czego, bo nie ma co blokować w najbliższym czasie. Po trzecie, groźba weta byłaby kartą do zagrania wyłącznie raz — jak się ją wyciągnie, Ukraina wie ile jest warta i natychmiast zagra na inne stolice.

Potocki ocenił, że realne narzędzie nacisku jest inne: polska pozycja w instytucjach unijnych, korelacja polskiego zaangażowania w finansowanie odbudowy, dostęp do polskiej infrastruktury logistycznej, przez którą przechodzi ponad 80 procent pomocy dla Ukrainy. To są instrumenty nieformalne, dyskretne, i dlatego skuteczniejsze niż publiczne weto.

Nawrocki jako zmienna — obostrzenie czy most

Wójcicka zapytała, jaką rolę w relacjach polsko-ukraińskich będzie odgrywał prezydent Nawrocki. Potocki wskazał na dwie możliwości. Nawrocki jako wzmacniacz napięcia — jeśli wejdzie w rolę lidera narracji historycznej, będzie podbijał każdą ukraińską prowokację z pozycji emocjonalnej, co jest politycznie korzystne wewnętrznie, ale dyplomatycznie paraliżujące. Nawrocki jako partner zdystansowany — jeśli zdecyduje, że w polityce zagranicznej gra jako głowa państwa, a nie kandydat na wybory. Potocki ocenił, że na razie widzimy wariant pierwszy, ale to może się zmienić, jeśli Nawrocki zobaczy, że zaostrzanie kursu ma swoje koszty.

Wójcicka przypomniała, że Nawrocki nominowany był przez środowisko bardzo krytyczne wobec ukraińskiej polityki historycznej, co tworzy oczekiwania, których nie może całkowicie zignorować. Ale jednocześnie jako prezydent będzie musiał podpisywać umowy, przyjmować ambasadorów i uczestniczyć w ceremonii — co nakłada własną logikę.

Kto może być mediatorem

Potocki wymienił kilka potencjalnych mediatorów. Stolica Apostolska — kardynałowie obu stron złożyli wspólne oświadczenie na konsystorzu w Rzymie, co było gestem ważnym symbolicznie, choć bez bezpośrednich skutków politycznych. Stany Zjednoczone — Waszyngton naciskał dyskretnie na obie strony, Keith Kellogg i John Coley prowadzili rozmowy zarówno w Warszawie jak i Kijowie. Niemcy — formalnie mogłyby odegrać rolę pośrednika, ale same są uwikłane w rywalizację o Ukrainę jako projekt gospodarczy. Potocki ocenił, że najbardziej realistycznym formatem jest cicha dyplomacja dwustronna z udziałem służb specjalnych — na tym poziomie rozmowy toczą się faktycznie, nawet gdy publicznie strony strzelają do siebie symbolami.

Wójcicka wskazała, że wizyta Budanowa w Warszawie była właśnie takim elementem — nie dyplomacja frontowa, lecz kanał tylny, gdzie można rozmawiać o konkretnych krokach. Potocki potwierdził i dodał, że sygnały, które dotarły do niego z ukraińskich źródeł, wskazują na gotowość do jakiegoś gestu przed 11 lipca — ale co to miałoby być, nikt dokładnie nie wiedział w momencie nagrania.

11 lipca — najgorszy możliwy moment na eskalację

Potocki ocenił, że moment wyboru przez Zełenskiego był pod względem kalendarza wyjątkowo zły. 11 lipca to rocznica największych nasilenia rzezi wołyńskiej w 1943 roku, która w Polsce ma rangę dnia pamięci. Jeśli do tej daty relacje będą na tym poziomie, obchody staną się okazją do kolejnej eskalacji — ze strony polskiej emocji społecznych, ze strony mediów dalszego nakręcania spirali. Zełenski albo nie pomyślał o tym kalendarzu, albo świadomie wybrał najtwardszy moment, żeby wywrzeć presję. Potocki skłaniał się ku pierwszemu wyjaśnieniu.

Wójcicka dodała, że polskie organizacje kresowe i środowiska pamięci historycznej przygotowują własne inicjatywy na 11 lipca i będą wywierały presję na rząd, żeby żadnych ustępstw nie było. To tworzy presję od dołu, z którą Tusk i Sikorski będą musieli się liczyć niezależnie od tego, co uznają za dyplomatycznie rozsądne.

Ekshumacje — minimum, o które Polska powinna walczyć

Potocki stwierdził wprost: absolutnym minimum, którego Polska powinna się domagać niezależnie od wszystkiego, jest kontynuacja i rozszerzenie ekshumacji. Prace w Puźnikach, Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej, Kutach Pieniackich — to są miejsca, gdzie ofiary leżą niepochowane od 80 lat. Żadna dyplomacja nie powinna tego warunkować innymi sprawami — to jest kwestia humanitarna i żadna ze stron nie powinna używać jej jako karty przetargowej. A jeśli Ukraina jej używa — to samo w sobie jest komunikatem, który Polska powinna głośno artykułować w Europie.

Wójcicka potwierdziła tę diagnozę: o ile w wielu innych kwestiach historycznych może istnieć spór o interpretacje, o tyle blokowanie ekshumacji jest czymś, czego nie da się obronić żadnym argumentem politycznym czy historycznym. I właśnie dlatego powinna to być polska linia bazowa w każdej rozmowie.

Czy spór zaszkodzi współpracy w wojnie

Wójcicka postawiła pytanie, które jej zdaniem jest najważniejsze praktycznie: czy polityczny kryzys zaszkodzi realnej współpracy wojskowej i humanitarnej. Potocki odpowiedział, że dotychczas nie — tranzyt pomocy przez Polskę trwa, szkolenie żołnierzy trwa, dostęp do lotniska trwa. Ale napięcie tworzy środowisko, w którym każda kolejna decyzja staje się trudniejsza. Jeśli w Polsce wybuchnie kampania wyborcza z silnym wątkiem antyukraińskim, premier Tusk będzie miał coraz mniej przestrzeni na elastyczność. I wtedy nawet rzeczy, które do tej pory były oczywiste, mogą stać się przedmiotem przetargu.

Wójcicka podsumowała: kryzys jest realny i głębszy niż poprzednie spory. Ale obie strony mają interes, żeby go nie dopuścić do katastrofy. Pytanie, czy interes strategiczny okaże się silniejszy od emocji politycznych — i czy znajdzie się ktoś po obu stronach, kto potrafi go przez te emocje przeprowadzić.


Rozmowę przeprowadziła Karolina Wójcicka. Program dostępny na kanale Dziennik Gazeta Prawna na YouTube, liczącym 26,5 tysiąca subskrybentów. Opublikowany 2 lipca 2026 roku.


You may also like

Page 1 of 57
Page 1 of 57

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *