Krzysztof Bosak, wicemarszałek Sejmu i prezes Ruchu Narodowego Konfederacji, był gościem Miłosza Plocha w podcaście Granice Bezpieczeństwa. Rozmowa dotyczyła reakcji Polski na projekt Panteonu Narodowego Ukrainy, wieloletnich błędów polskiej polityki wschodniej, kwestii ekshumacji ofiar wołyńskich, umowy MiG za drony, dronizacji polskich sił zbrojnych oraz wygaszenia specjalnych świadczeń socjalnych dla nieaktywnych zawodowo Ukraińców w Polsce.
Odebranie orderu — symboliczne, ale niewystarczające
Bosak ocenił decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego jako działanie symboliczne — i zaznaczył, że o ile wie, nie zostało ono do momentu rozmowy zaakceptowane przez premiera Tuska, bo nie wiadomo, czy premier dał ostatecznie kontrasygnatę dla decyzji kapituły orderu i prezydenta. Poza gestem symbolicznym są jednak działania realne. Przede wszystkim — wstrzymanie bezwarunkowej i bezzwrotnej pomocy udzielanej przez Polskę bezpośrednio i za pośrednictwem Unii Europejskiej, w tym programu zadłużania polskiego państwa w celu finansowania rządu w Kijowie. Bosak podkreślił, że Konfederacja jako jedyna partia była od początku temu programowi przeciwna — Węgry i Słowacja wynegocjowały dla siebie wyłączenie,
Polska powinna była zrobić dokładnie to samo.
Do elementów bezwarunkowego polskiego wsparcia zaliczył też finansowanie przez polskie państwo 24,5 tysiąca starlinków dla ukraińskiej armii. Zaznaczył, że nikt z nas nawet nie wie dokładnie, iloma różnymi drogami polskie wsparcie trafia na Ukrainę — i całość tej pomocy powinna być warunkowana uwzględnieniem polskiego punktu widzenia w kwestiach prawdy historycznej i szacunku dla ofiar. Warunek postawił jednoznacznie: dopóki nie zostanie odblokowana kwestia ekshumacji polskich ofiar leżących niepochowanych w kresowej ziemi i dopóki nie ustanie kult zbrodniarzy, Polska nie powinna świadczyć bezwarunkowej i bezzwrotnej pomocy państwu ukraińskiemu. Kwestię ekshumacji określił przy tym nie jako element polityki historycznej, lecz polityki humanitarnej.
Asertywność zamiast dyktatu — bezpieczeństwo wymaga siły
Na pytanie Plocha, czy wstrzymanie pomocy nie zagraża polskiemu bezpieczeństwu, Bosak odpowiedział, że każde działanie w jakimś stopniu na bezpieczeństwo wpływa — ale pomniejszanie własnej pozycji i brak akcentowania interesów też wpływa nań negatywnie. Pytanie dotyczy też tego, jaką wizję stosunków międzynarodowych ma Ukraina. Przyzwyczajenie jej do tego, że Polska nie ma żadnych oczekiwań, nie jest czymś, co dobrze wpływa na polskie bezpieczeństwo.
Polska musi pokazywać się jako państwo silne, asertywne, z którym trzeba prowadzić politykę, a nie uprawiać wobec niego dyktatu. Próby takiego dyktatu miały miejsce w różnych sytuacjach — jako przykład wskazał niewyjaśnioną do dziś sprawę śmierci Polaków po wybuchu rakiet w Przewodowie. Sposób, w jaki ta sprawa została przez ukraińską stronę potraktowana, i brak pełnego wyjaśnienia ze strony Kijowa, Bosak uznał za symptomatyczny dla postawy, którą Ukraina przyjęła wobec Polski.
Panteon i Bandera — nie nowość, lecz trzydzieści lat zaniechań
Bosak zdecydowanie odrzucił framing, jakoby kult OUN-UPA czy projekt Panteonu Narodowego były jakąkolwiek nowością. Bandera na Ukrainie zaczął dynamicznie się rozwijać dziesięć lat temu, a jako skrystalizowany kult państwowy — przegłosowany przez ukraiński parlament, uwieczniony w niezliczonej liczbie pomników, ulic i instytucji — trwa od wielu lat. Kto dziś traktuje nadanie nazwy jednostce czy Panteon jako coś nowego, ten po prostu nie interesował się polityką wschodnią przez ostatnie dwadzieścia lat.
Bosak przypomniał, że Konfederacja ostrzegała przed rozwojem banderyzmu już dwanaście lat temu, podczas Majdanu, wskazując na obecność formacji banderowskich na jego zapleczu i w polityce postmajdanowskiej. Czas na działania wyprzedzające był dwadzieścia lat temu. Teraz mamy do czynienia z konsekwencjami wieloletnich zaniechań.
Bosak odrzucił też uproszczenie, jakoby banderyzm był problemem wyłącznie partii skrajnych czy oficjalnie nacjonalistycznych — te są na ukraińskiej scenie politycznej marginesem i nie przekraczały w wyborach 2,5 procent. Prawdziwy problem polega na tym, że kadra o poglądach sprzyjających tradycji banderowskiej rozeszła się po wszystkich partiach ukraińskich i niezależnie od tego, kto rządzi, realizuje swoje cele przez Ukraiński IPN, rząd, administrację, kolejnych prezydentów. Poroszenko i Zełenski w tej kwestii nie różnią się jakoś bardzo mocno.
Banderyzm jako ukraińska odmiana nazizmu
Bosak nie unikał ostrych sformułowań: banderyzm był ukraińską odmianą nazizmu. Ideologia OUN i UPA opierała się na nienawiści do mniejszości narodowych i innych narodów, miała charakter imperialny, totalitarny, antychrześcijański, rasistowski. OUN i UPA były głęboko zaangażowane w kolaborację z Rzeszą, w udział w Holokauście, w zbrodnie na Polakach — i w pomoc siłom niemieckim w okupacji Polski. Odpowiadają też za śmierć bardzo wielu Ukraińców — zdaniem Bosaka więcej niż żołnierze niemieccy czy sowieccy.
Zaznaczył wyraźnie, że sprzeciw wobec tej tradycji nie jest żadną antyukraińskością. Nikt nie odmawia żadnemu narodowi prawa do miłości ojczyzny i walki za nią. Nikt nie kwestionuje prawa do tożsamości. Ale wszyscy mamy prawo oceniać ideologię, która za tą tożsamością stoi. Sami Ukraińcy powinni być przeciwni tradycji OUN-UPA — i to nie z powodów polskich nacisków, lecz ze względu na własną historię.
Bandera był polskim obywatelem — Polska ma prawo zabrać głos
Bosak wskazał na argument, który w debacie publicznej jest jego zdaniem zbyt rzadko artykułowany: Bandera i wielu twórców OUN i UPA byli obywatelami polskimi. Działali na terytorium państwa polskiego — pod niemiecką okupacją — i mordowali obywateli polskich. Polska ma zatem pełne prawo zabierać głos w sporze o ocenę swoich obywateli i czynów popełnionych na własnym terytorium. Ukraińska narracja, że Polska tu nie ma nic do powiedzenia, bo to były ziemie etnicznie ukraińskie, jest manipulacją — i to o charakterze poniekąd rasistowskim. Ziemie jako takie nie mają z natury geologicznej żadnej etniczności i nie przynależą do żadnego narodu z powodów bytowych czy geologicznych. Jeśli spojrzeć historycznie — tereny działania OUN i UPA przez stulecia przynależały do Rzeczypospolitej.
Bosak przypomniał też, że Bandera był terrorystą i ekstremistą niszowego ruchu w obrębie II Rzeczypospolitej. Państwo polskie popełniło ogromny błąd — najpierw skazując go na karę śmierci, a potem kary nie wykonując. W wyniku tych zaniedbań dopuszczono do dalszego rozwoju tego ekstremistycznego ruchu i jego przywództwa, które dyszało nienawiścią do polskości i zaplanowało akcję odpolaczania ziem. Państwo polskie było następnie zbyt słabe, żeby tę akcję zatrzymać. Metoda przejęcia władzy nad ziemiami przez czystki etniczne i ludobójstwo jest działaniem absolutnie obrzydliwym — żadne polityczne preteksty i żadne ideologie tego nie usprawiedliwiają.
Co powinniśmy robić teraz
Bosak opowiedział się za aktywną, a nie defensywną postawą wobec ukraińskiej polityki historycznej. Polska powinna naświetlać wszystkie fakty, przygotowywać i publikować materiały w obcych językach — na temat Bandery, OUN i UPA. Powinna też podkreślać, że to nie jest sprawa wewnątrzukraińska. W obliczu ewentualnego umieszczenia Bandery w Panteonie — nie należy czekać, lecz aktywnie konfrontować ukraińską elitę z faktami historycznymi. Zbyt łatwo godzimy się na to, że strona ukraińska ucieka w manipulacje, dezinformacje i kłamstwa historyczne, wykpiwając się twierdzeniem, że to wszystko na przykład przebrane NKWD albo że Polska po prostu kłamie. Jest zdecydowanie za dużo świadectw, zdjęć, relacji i szczegółowych opisów, żeby temu zaprzeczać.
Bosak przywołał przykład zablokowania na Ukrainie filmu Wołyń Smarzowskiego. Polska dyplomacja po prostu to zaakceptowała, nie podejmując żadnych kroków. Traktowanie naświetlania prawdy historycznej jako pogarszania sprawy było błędem kardynalnym — i to jest właśnie ta postawa, która doprowadziła do obecnego kryzysu.
Docenił fakt, że IPN wydaje już publikacje po ukraińsku. Ale to przyszło za późno i nigdy nie stało się linią polskiej dyplomacji.
Trzydzieści lat inteligenckich złudzeń — błędy wszystkich rządów
Na pytanie, który rząd ponosi winę za zaniedbania polityki wschodniej, Bosak odpowiedział bez wahania: wszystkie po kolei. Niezależnie od opcji politycznej, w kwestii stosunków polsko-ukraińskich rządziła kadra ukształtowana przez inteligencki idealizm — przekonana, że przez dialog elit da się przekroczyć historyczne podziały. To stanowisko było oparte na idealizmie przechodzącym w całkowity brak realizmu.
Ta kadra słabo znała Ukrainę i rozumiała ją. Widziała to, co sama chciała widzieć — spotykała się ze swoimi odpowiednikami, czyli intelektualno-ekspercką kadrą ukraińską, która mówiła polskim przedstawicielom to, co ci chcieli usłyszeć, albo kiwała głowami, albo dyskretnie się nie zgadzała, ale robiła to z ogładą towarzyską. I tak to trwało przez dekady.
Bosak wskazał precyzyjnie moment, kiedy powinno być jasne, że formuła ta się wyczerpała: gdy Wierchowna Rada uchwałami uznała liderów OUN-UPA za bohaterów Ukrainy, i gdy Wiatrowicz objął Ukraiński IPN, narzucając linię banderowską jako obowiązującą. Od tego momentu minęło wiele lat — i Polska nic z tym nie zrobiła.
Przyczyną była mentalność elity III RP ukształtowanej przez atmosferę poklepywania się po plecach, towarzyszącą wejściu do Unii Europejskiej. Duża część kadry politycznej nie wyobrażała sobie żadnego innego modelu uprawiania polityki niż koncyliacyjność, dialog i towarzystwo wzajemnej adoracji. Coś takiego jak dyplomacja na zasadach rywalizacyjnych, asertywnych, a nawet wrogich — po prostu nie mieściło się w polskim elementarzu dyplomatycznym przez ostatnie dekady. Tam, gdzie się nie układało — na kierunku rosyjskim czy białoruskim — reakcją było po prostu zaprzestanie i zostawienie pola Amerykanom lub Unii. To jest niedorozwój polskiej polityki międzynarodowej.
Edukacja historyczna — dla elit, nie dla dzieci w szkołach
Bosak ocenił, że IPN ma ogromną rolę do odegrania, ale głównym celem edukacji nie powinna być polska szkoła podstawowa czy liceum. Dzieci nie ma co tym tematem głowy zawracać. Edukacja powinna być skierowana przede wszystkim do elit: politycznych, urzędniczych, dziennikarskich — bo przeciętny przedstawiciel polskiej elity, który na różnych spotkaniach międzynarodowych reprezentuje nasz kraj, wcale nie musi mieć pogłębionej wiedzy o historii OUN i UPA i konfliktu polsko-ukraińskiego, który ciągnie się od XVII wieku. Konieczne jest też edukowanie kadr samorządowych uczestniczących we współpracy miast polsko-ukraińskich, dyplomatów z państw trzecich, przedstawicieli elit państw zachodnich — i samej ukraińskiej elity, która musi być bezpośrednio konfrontowana z faktami. Nie możemy po prostu tolerować tego, że ona ucieka w manipulacje.
Bosak odniósł się też do roli Związku Ukraińców w Polsce — organizacji finansowanej przez polski rząd, której liderzy nie kryją, że reprezentują optykę zbieżną z tym, co dominuje na Ukrainie, a nie z interesami i stanowiskiem państwa polskiego. Organizacja, którą finansuje polski rząd, uczestniczy w relatywizowaniu i podważaniu prawdy historycznej. Bosak zwrócił też uwagę, że przez wiele lat na państwowych obchodach kolejnych rocznic rzezi wołyńskiej nie widywał ani przedstawicieli ambasady ukraińskiej, ani Związku Ukraińców w Polsce.
MiG za drony — asertywność tak, ale za zamkniętymi drzwiami
Bosak ostrożnie odniósł się do ogłoszenia ministra Kosiniaka-Kamysza, że nie ma MiG-ów, bo nie dostaliśmy technologii dronowej. Zaznaczył, że znamy tylko okruchy medialne i nie wiemy, co dzieje się za kulisami poważnych negocjacji. Z jednej strony cieszył się z sygnałów asertywnych negocjacji ze stroną ukraińską. Z drugiej — poważne transfery technologii negocjuje się na zamkniętych spotkaniach, nie przez media, więc trudno oceniać wyniki bez znajomości całości. Życzył polskiej stronie, żeby dobrze negocjowała i realizowała polską rację stanu.
Dodał przy tym, że Polska nie jest wyłącznie klientem Ukrainy — jest dokładnie odwrotnie. To Ukraina korzysta z owoców polskiego, europejskiego i zachodniego uzbrojenia, oprogramowania i satelitów — w tym satelitów wytworzonych przez polskich inżynierów, jak firma ICI. Polska produkuje drony używane na Ukrainie, polscy programiści piszą oprogramowanie działające na froncie. To trzeba podkreślać w negocjacjach.
Dronizacja polskiej armii — główny problem tkwi w MON, nie w Ukrainie
Bosak rozwinął wątek dronów, wskazując, że prawdziwy problem nie leży w złej woli Ukrainy, która nie chce dzielić się wiedzą. Polskie firmy produkujące sprzęt używany na Ukrainie mają na bieżąco informacje o wnioskach z jego stosowania — wiedza ta rozchodzi się wieloma nieformalnymi kanałami, przez bardzo wielu ludzi zaangażowanych w zaopatrywanie frontu i doskonalenie uzbrojenia, z których wielu jest bezpośrednio obecnych na Ukrainie.
Główne wyzwanie leży po polskiej stronie — w MON, Sztabie Generalnym i dowódcach konkretnych jednostek — jeśli chodzi o tempo implementacji powszechnie znanych już wniosków z tej wojny do naszych sił zbrojnych. Dronizacja wojny w pewnym stopniu zmienia zasady taktyki wojskowej: wszelkie stare kursy, doświadczenia i schematy szkoleniowe stają się po prostu nieaktualne.
Bosak wskazał też konkretny problem: brak zgody na niszczenie sprzętu podczas ćwiczeń. Bez tego nie ma mowy o treningu bojowym — jest jedynie zapoznawanie się ze sprzętem. Żeby ćwiczyć walkę z dronami i nimi atakować, siłą rzeczy część tego sprzętu musi być zniszczona. Ilości muszą też być znacznie większe i dotrzeć do wszystkich oddziałów — bo w realnym konflikcie nikt nie będzie pytał, która konkretna jednostka jest przygotowana do walki z dronami. Drony będą atakować wszystko, co jest cenne.
Wygaszenie świadczeń — zasada elementarnej sprawiedliwości
Rozmowa toczyła się 1 lipca — w dniu, gdy rozpoczęło się wygaszanie specjalnych świadczeń dla nieaktywnych zawodowo Ukraińców w Polsce. Prowadzący wyjaśnił, że w praktyce chodzi głównie o kobiety z małymi dziećmi — łącznie 11 tysięcy osób, z czego prawie połowa to dzieci do piątego roku życia — które przy świadczeniu rzędu 300 złotych nie są w stanie samodzielnie opłacić mieszkania na rynku komercyjnym.
Bosak odparł, że szczegółów tej konkretnej regulacji nie zna w wystarczającym stopniu, żeby ją szczegółowo komentować. Wyraził natomiast jasną zasadę ogólną: nie jest normalna sytuacja, w której obywateli innego państwa traktuje się w Polsce lepiej niż własnych obywateli. To jest element podstawowej sprawiedliwości. Każdy cudzoziemiec na legalnym pobycie w Polsce wchodzi w prawa przysługujące Polakom — w tym 800 plus na każde dziecko niezależnie od narodowości. Specjalne przepisy dla Ukraińców, wykraczające poza te ogólne zasady, jego zdaniem nie powinny były istnieć od początku. Wygaszanie ich ocenił pozytywnie.
Jednocześnie zaznaczył, że państwo polskie nie jest od tego, żeby utrzymywać jakąkolwiek grupę, która normalnie się sama nie utrzymuje. Pierwsza fala uchodźców przeszła przez Polskę kilka lat temu i każdy musi znaleźć swój pomysł i sposób na dalsze życie — tak samo jak Polacy na emigracji. Jeżeli są osoby w szczególnie trudnej sytuacji, od ich utrzymywania jest nie rząd, lecz fundacje charytatywne, fundacje pomocowe i samorządy — których oferta jest w Polsce szeroka, zarówno świecka, jak i chrześcijańska. Systemowe rozwiązania finansujące egzystencję innych ludzi w stopniu większym niż przeciętnego Polaka — po prostu nie powinny mieć miejsca.
Rozmowę przeprowadził Miłosz Ploch. Program dostępny na kanale Fakt na YouTube, liczącym 410 tysięcy subskrybentów. Opublikowany 1 lipca 2026 roku.