Globalna Gra: Białoruś w cieniu wojny — Łukaszenka balansuje między Rosją, Ukrainą i Chinami, ale pole manewru gwałtownie się zwęża

Filip Dąchnirowski w materiale opublikowanym na kanale Globalna Gra przeprowadził szczegółową analizę sytuacji Białorusi w kontekście trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Omówił chronologię wydarzeń od ultimatum Zełenskiego przez spotkanie Łukaszenki z Putinem w Wałdaju po wizytę w Pekinie, a następnie przedstawił dwa scenariusze wciągnięcia Białorusi w konflikt — z perspektywy rosyjskiej i ukraińskiej.

Ultimatum Zełenskiego i wyłączenie retransmiterów

Punktem wyjścia była groźba wystosowana przez prezydenta Ukrainy wobec Białorusi pod koniec czerwca 2026 roku. Zełenski zażądał wyłączenia retransmiterów rozmieszczonych na terytorium białoruskim — urządzeń pomagających w naprowadzaniu rosyjskich pocisków i dronów na cele na Ukrainie. Ultimatum zostało ogłoszone bodaj 19 czerwca, a termin upływał 26 czerwca. Po raz pierwszy — jak ocenił Dąchnirowski — Ukraińcy tak bezpośrednio zagrozili użyciem przemocy wobec Białorusi. Najwyraźniej podziałało: kilka dni później Zełenski poinformował, że sygnały z retransmiterów nie są już odnotowywane, co oznacza prawdopodobnie ich wyłączenie — choć dokładnych potwierdzeń nie ma.

Presja ukraińska na Białoruś trwała od dłuższego czasu — najpierw przez kanały dyplomatyczne, potem przez kontakty służb specjalnych, które utrzymują pragmatyczną współpracę choćby przy wymianie jeńców. Skoro to nie przyniosło efektu, Zełenski przeszedł do publicznych gróźb przez media. Łukaszenka nie odpowiedział bezpośrednio, lecz dwa dni wcześniej udzielił wywiadu, w którym pośrednio przeprosił go za wcześniejsze inwektywy. Zełenski odparł, że przeprosiny go nie interesują, natomiast Białoruś aktywnie wspiera rosyjską armię, w tym paliwem, i to również powinno się zakończyć.

Reakcja Kremla była natychmiastowa: rzecznik Pieskow określił to jako niedopuszczalną agresję i ingerencję w wewnętrzne sprawy Białorusi, a minister Ławrow zapewnił stronę białoruską, że Rosja jest gotowa do obrony jej terytorium wszelkimi dostępnymi narzędziami, w tym w ramach tak zwanego państwa związkowego.

Dywanik u Putina w Wałdaju

Kilka dni po wyłączeniu retransmiterów białoruski rządowy samolot poleciał do Wałdaju — miejscowości, gdzie jedną ze swoich rezydencji ma Putin. Autostrada M11 na odcinku 90 kilometrów została zamknięta na kilka godzin bez wyjaśnień. Okazało się, że odbyły się pilne, niezapowiedziane rozmowy Łukaszenki z Putinem, do których dołączył też premier Rosji. Obie strony były skąpe w informacjach: strona białoruska podała, że omawiano wspólne projekty i politykę regionalną, strona rosyjska mówiła o kwestiach gospodarczych. Rozmowy przeciągały się na kolejny dzień.

Dąchnirowski ocenił, że wnioskując z kontekstu, okoliczności i nagłości spotkania, był to faktycznie dywanik — wezwanie do pilnych konsultacji. Prawdopodobny schemat: Putin mógł być wściekły lub zaniepokojony wyłączeniem retransmiterów, ale pragmatycznie mógł też zaoferować ustępstwa gospodarcze w zamian za dalsze zaangażowanie Białorusi — tak to działało przez lata.

Zaskakująca wizyta w Pekinie

Bezpośrednio po wyjeździe z Wałdaju Łukaszenka poleciał do Pekinu. Wizyta była ogłoszona dopiero podczas wylotu i stanowiła przyspieszenie szerszego planu podróży po Azji, który pierwotnie przewidywał Indonezję w lipcu i ewentualnie Koreę Północną. Xi Jinping przyjął go serdecznie — rozmowy trwały około trzech godzin w wąskim gronie, po czym dołączyły delegacje i rozmowy kontynuowano przy obiedzie.

Dąchnirowski szczegółowo przeanalizował komunikaty chińskie, podkreślając ich wagę w nomenklaturze dyplomatycznej. Xi Jinping stwierdził, że chińsko-białoruskie partnerstwo ma charakter strategiczny i jest na każdą pogodę — sformułowanie meteorologiczne, które w tej nomenklaturze oznacza relację najwyższej wagi, bezwarunkową. Podobna formuła nie padła w odniesieniu do Rosji. Chiny zadeklarowały pełne poparcie dla Białorusi w ochronie suwerenności, niepodległości i integralności terytorialnej, a chińskie MSZ dodało gotowość do zapewnienia pomocy w miarę możliwości na rzecz rozwoju Białorusi.

Interpretacja autora: Chiny jednoznacznie udzieliły Białorusi wsparcia — nie tylko w kontekście ukraińskiego ultimatum, ale przede wszystkim w kontekście presji rosyjskiej na pełne zaangażowanie Mińska w wojnę. Jednocześnie Pekin wysłał Moskwie sygnał: jeśli chcecie, żebyśmy was dalej wspierali w tej wojnie, musicie uszanować, że nie podoba nam się taka presja na Białoruś i jej postępująca asymilacja przez Rosję. Białoruś z gospodarczego punktu widzenia jest dla Chin marginalna — wymiana handlowa to zaledwie ułamek procenta chińskiego eksportu i importu — ale geopolitycznie stanowi zachodnią bramę kolejowej trasy Jedwabnego Szlaku i służy umacnianiu chińskiej polityki zagranicznej, więc warta jest kredytowania budżetu.

Tego samego dnia, kiedy Łukaszenka był w Pekinie, ukraiński generał Syrski poinformował, że odnotowano włączenie jednego z retransmiterów. Dąchnirowski ocenił, że Łukaszenka, wzmocniony chińskim parasolem, pozwolił sobie na mały ukłon wobec Moskwy — włączył transmiter na jeden dzień. Ukraińcy odnotowali i jasno dali do zrozumienia, że to ich nie satysfakcjonuje.

Białoruś balansuje między czterema stronami

Dąchnirowski naszkicował pełny obraz otoczenia, w którym Łukaszenka musi balansować. Rosja — formalny sojusznik — od 2020 roku systematycznie pogłębia integrację Białorusi z rosyjskimi strukturami, de facto dążąc do aneksji. Ukraina — choć nie sąsiad zachodni — dysponuje narzędziami do rażenia praktycznie całego terytorium białoruskiego, w tym kluczowych zakładów przemysłowych, baz, rafinerii i magazynów paliwowych, a białoruska obrona przeciwlotnicza nie byłaby w stanie temu zapobiec. Polska i NATO — Łukaszenka wielokrotnie twierdzi, że to Polska czyha na Grodzieńszczyznę, co zdaniem autora jest bzdurą; wręcz przeciwnie, to Łukaszenka uruchomił kryzys migracyjny, by związać wschodnią flankę NATO przed inwazją. Na scenie pojawili się też Amerykanie — Keith Kellogg, potem John Coley przyjeżdżali do Mińska, a kryzys na polsko-białoruskiej granicy wyraźnie wygasł. W czerwcu Straż Graniczna odnotowała sto pięćdziesiąt kilka prób nielegalnego przekroczenia granicy przy poprzednich kilku tysiącach miesięcznie. Migranci przenieśli się na Łotwę i Litwę. Polska postawiła sprawę ostro — bez realizacji jej interesów, między innymi uwolnienia Andrzeja Poczobuta i wygaszenia konfliktu hybrydowego, będzie sabotować amerykańskie działania wymagające polskiego udziału. Najwyraźniej to zadziałało.

Potencjał białoruskiej armii i dlaczego Łukaszenka nie chce wojny

Autor przeanalizował potencjał białoruskich sił zbrojnych: około 31 tysięcy żołnierzy zawodowych, w tym 25 tysięcy w wojskach lądowych i około 6 tysięcy w jednostkach specjalnych. Wyposażenie posowieckie — zadbane, ale niezbyt liczne i uszczuplone przez to, co Białoruś przekazała Rosji. Jako samodzielna siła bojowa to nie jest dużo: Ukraina mierzy się z ponad 700 tysiącami rosyjskich żołnierzy i nawet wojska lądowe polskie mają ponad dwukrotność tej liczby. Rezerw jest 300 tysięcy, ale zdaniem autora zmobilizowani Białorusini po prostu by się zbuntowali — i Łukaszenka to doskonale wie.

Dąchnirowski podkreślił dwa powody, dla których Łukaszenka nie chce przystąpić do wojny. Pierwszy — historyczny: tereny dzisiejszej Białorusi straciły w II wojnie światowej między 25 a 30 procent populacji. To trauma pokoleniowa głęboko wpisana w białoruską świadomość, w tym samego Łukaszenki urodzonego po wojnie. Drugi — społeczny: kontrakt między Łukaszenką a tą częścią Białorusinów, która go toleruje, opiera się na zapewnieniu stabilności i pokoju. Złamanie tego kontraktu przez wysłanie Białorusinów na wojnę to koniec jego władzy. Łukaszenka mówi, że nie chce walczyć z Ukraińcami — i autor ocenił, że mówi prawdę.

Scenariusz 1: Perspektywa rosyjska — aneksja Białorusi i atak hybrydowy na NATO

Dąchnirowski przedstawił pierwszy scenariusz z punktu widzenia Kremla. Białoruś doszła lub dochodzi do granic własnych możliwości wsparcia Rosji: sprzęt przekazany, amunicja przekazana, materiały pędne, ranni żołnierze leczeni, przestrzeń powietrzna otwarta. Jeśli dojdzie też do wyłączenia tej przestrzeni powietrznej, funkcja Białorusi w rosyjskiej strategii zakończy swój żywot — trzeba ją będzie inaczej przetworzyć.

Jeśli Kreml zarządzi nową mobilizację — mówi się w rosyjskiej infosferze o październiku, po wyborach do Dumy — to otwarcie drugiego frontu z terytorium Białorusi na ukraińskie tyły jest operacyjnie atrakcyjne. Nawet 250 tysięcy żołnierzy wysłanych przez Polesie, choćby z przestarzałym sprzętem i minimalnymi zasobami, absorbowałoby znaczące ukraińskie siły. Ukraińcy musieliby chronić zachodnie i centralne obszary: Kijów, Wołyń, zakłady naprawcze, magazyny, trasy zaopatrzeniowe z zachodu.

Co więcej, dowództwo nad białoruską armią jest de facto już w rosyjskich rękach. Gdyby Białoruś weszła do wojny i zarządzono by mobilizację, zasoby ludzkie, przemysłowe i wojskowe Białorusi zostałyby zaanektowane błyskawicznie przez Kreml. Łukaszenka zostałby usunięty lub wyeliminowany jako nieprzydatny, a Rosja przejęłaby całe państwo białoruskie. Wtedy mówimy nie o 30 tysiącach żołnierzy, lecz o pełnym potencjale Białorusi — co robiłoby już realną różnicę w wojnie.

Trzeci wymiar tego scenariusza to atak hybrydowy na wschodnią flankę NATO: Białoruś jako punkt startowy do działań dezinformacyjnych, zielonych ludzików, incydentów przy Litwie i Łotwie, ewentualnie w okolicach przesmyku suwalskiego. Takie poszerzenie konfliktu wymusiłoby na NATO reakcję tam, gdzie Rosja chce, czyli na północy — a nie w stosunku do Ukrainy. Jednocześnie państwa natowskie skupione na własnym terytorium ograniczyłyby dostawy pomocy wojskowej dla Kijowa. Mechanizm dość makiaweliczny, ale — zdaniem autora — logicznie spójny.

Scenariusz 2: Perspektywa ukraińska — duszenie logistyczne Rosji i wywołanie rozpadu Białorusi

Dąchnirowski opisał też scenariusz z punktu widzenia Kijowa. Ukraińska kampania lotnicza już doprowadziła do kryzysu paliwowego w Rosji — nie ma w zasadzie obwodu, którego by nie obejmował. Białoruskie rafinerie przerabiają około 24 milionów baryłek rocznie i częściowo ratują zachodnią Rosję. Zniszczenie ich byłoby niskim kosztem dla Ukrainy, a przyniosłoby poważne efekty: pogłębienie kryzysu, odcięcie paliwa od zachodnich jednostek rosyjskich.

Ukraina mogłaby też wyeliminować białoruską obronę przeciwlotniczą, radary i retransmitery — co pozwoliłoby jej dronami lecieć przez terytorium Białorusi z ominięciem rosyjskiej obrony przeciwlotniczej i uderzać w obiekty daleko na północy, jak Kronsztadt. W czerwcu 2026 roku odnotowano ponad 11 tysięcy ukraińskich dronów nad Rosją przy około 5–6 tysiącach rosyjskich nad Ukrainą — przewaga jest już obserwowalna.

Przeniesienie kosztów konfliktu na terytorium białoruskie może też wywołać szok społeczny i wewnętrzny rozpad systemu Łukaszenki. Po stronie ukraińskiej działa białoruski pułk Kalinowskiego, który mógłby zostać wysłany do przyspieszenia tego procesu. Ukraina z punktu widzenia prawa międzynarodowego ma też pełne podstawy do odpowiedzi: udostępnienie terytorium do ataku na inne państwo jest już formą udziału w agresji.

Kluczowa obserwacja: jeśli Ukraińcy zdecydują się na uprzedzający ruch, a Rosjanie planują po cichu wchłonięcie Białorusi przez wciągnięcie jej do wojny, to Kijów powinien zadziałać pierwszy. Białoruski chaos wewnętrzny utrudniłby Rosji przejęcie kontroli. Być może Łukaszenka — gdyby ukraiński atak był celowy, ale ograniczony — znalazłby drogę do separatystycznego rozejmu, odcięcia się od Rosji i uratowania własnej pozycji.

Paradoksalnie, poszerzenie konfliktu o Białoruś i działania przy polskiej granicy wciągnęłyby NATO — bo z logiki wojennej Polska musiałaby postawić swoje oddziały w stan gotowości, kontrolować pogranicze, być gotową na ewentualne przeloty białoruskiego lotnictwa. Zaangażowanie zachodnich sojuszników może być z perspektywy Kijowa korzystne — bo oznacza, że cały ciężar nie spoczywa tylko na Ukrainie.

Rosyjska mobilizacja jako cel ukraińskiej strategii

Autor podjął też wątek możliwej rosyjskiej mobilizacji, planowanej podobno na październik. Generał Syrski stwierdził, że Ukraina nadal czeka na zaangażowanie wszystkich rosyjskich rezerw — bo każda masowa mobilizacja jest politycznie ryzykowna dla Putina i stwarza Ukrainie okazję do zadania hekatomby dronami tej fali rekrutów. Rosjanie wpuszczani na front po trzydniowym przeszkoleniu byliby łatwym celem. Efektem byłoby wygenerowanie strat, które w Rosji mogą zgasić światło. Ukraińcy są zainteresowani tym, żeby Putin tą mobilizację zarządził — bo wtedy inicjatywa będzie po ich stronie.

Podsumowanie — linia, na której tańczy Łukaszenka

Dąchnirowski podsumował: Łukaszenka jest sprytnym balanserem. Przed ukraińskim ultimatum pojechał do Rosji i dostał zapewnienie obrony. Przed rosyjską presją pojechał do Pekinu i dostał chiński parasol. Ale ta linia jest coraz bardziej rozchwiana i może mu się wymsknąć spod stopy.

Autor ocenił, że pełne negatywne scenariusze — pełna aneksja przez Rosję lub masowy ukraiński atak na Białoruś — nie są najbardziej prawdopodobnymi. Raczej dojdzie do jakiejś sytuacji pośredniej. Prawdopodobne są ataki na konkretne instalacje służące rosyjskim wojskom na terytorium Białorusi. Możliwy jest ograniczony atak demonstracyjny na rafinerię, by zmobilizować Łukaszenkę — choć lepszym wyborem byłoby uszkodzenie ograniczone, nie pełne zniszczenie, bo całkowite pozbawienie Białorusi dochodów pchnie ją w ramiona Rosji. Pole manewru dla Łukaszenki gwałtownie się zwęża i przekonamy się o tym prawdopodobnie już w ciągu najbliższych tygodni i miesięcy.


Materiał dostępny na kanale Globalna Gra na YouTube, liczącym 13,7 tysiąca subskrybentów. Opublikowany 2 lipca 2026 roku.


You may also like

Strona 1 z 76
Strona 1 z 76

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *