Kazimierz Wóycicki, dziennikarz, pisarz i wykładowca Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie, rozmawiał z Bogusławem Chrabotą w podcaście Rzeczpospolitej o kryzysie polsko-ukraińskim, nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA, Orderze Orła Białego i możliwościach deeskalacji. Rozmowa szybko przerodziła się w otwarty spór.
Ukraina reaguje inaczej niż Polska
Wóycicki zaczął od obserwacji, że we Lwowie nadanie jednostce imienia bohaterów UPA wywołało znacznie mniejsze emocje niż w Polsce. Ocenił, że nic nie ma bardziej naturalnego jak nadanie takiej nazwy jednostce Armii Ukraińskiej — jest to kolejna faza odbudowywania pamięci, która trwa od 1991 roku. Najpierw był Wielki Głód, potem dyskusja o dawnej Rzeczypospolitej, a historia najnowsza Ukrainy — czyli II wojna światowa — przyszła na sam koniec. Teraz w mediach ukraińskich toczy się dyskusja o Panteonie Ukraińskim — kto jest bohaterem i jak ten Panteon powinien wyglądać. Każde państwo narodowe taki Panteon posiada.
Bandera jak Piłsudski
Chrabota zapytał, czy Wóycicki nie boi się, że Bandera i Szuchewicz zajmą w tym Panteonie centralne miejsce. Wóycicki odpowiedział, że absolutnie się nie boi. Bandera był człowiekiem walczącym o niepodległość Ukrainy — siedział w polskim więzieniu, potem w Sachsenhausen, potem był na emigracji. Wóycicki porównał go do Piłsudskiego przed I wojną światową, który wybrał stronę Niemiec. Ukraińcy mogli się opowiedzieć tylko po stronie niemieckiej, bo inne wyjście nie istniało.
Chrabota przypomniał, że OUN-UPA była odpowiedzialna za eksterminację ludności polskiej i żydowskiej, a nie rosyjskiej. Wóycicki odparł, że Rosjan po prostu nie było na tych terenach. Przyznał, że Wołyń to czarna plama w historii UPA, ale zapytał retorycznie: jakie ruchy narodowe w Europie nie mają czarnych plam? Przypomniał, że w Polsce z rąk Polaków zamordowano od 100 do 300 tysięcy Żydów — i jakoś nie kwestionujemy z tego powodu polskiego oporu wobec Niemców.
Spór o decyzję kierownictwa UPA
Chrabota stwierdził, że ludobójstwo na Wołyniu było zaplanowane przez kierownictwo i sztaby UPA. Wóycicki zakwestionował to twierdzenie. Powiedział, że nie odnaleziono żadnego rozkazu, a sama decyzja Kłyma Sawura — którego on, a nie kierownictwo naczelne uznał za autora zbrodni wołyńskiej — została potępiona przez kierownictwo UPA. Jest takie oświadczenie, że potępiają wzajemne mordy. Chrabota nie zgodził się z tą oceną.
Wóycicki dodał, że pamięć o UPA na Ukrainie to przede wszystkim pamięć o UPA po wojnie — o latach 1945–1952, kiedy ponad 100 tysięcy upowców trafiło do łagrów, przeszło gehennę i ogromne wysiedlenia. Ci, którzy przeżyli i wrócili po 1954–1957 roku, byli w swoich środowiskach bardzo ważni. Wóycicki ocenił, że mają prawo być traktowani jako bohaterowie — i to jest UPA dla Ukraińców.
Polska histeria oparta na propagandzie rosyjskiej
Wóycicki postawił tezę, że polska reakcja na kryzys opiera się na nieznajomości historii Ukrainy i historii II wojny światowej z punktu widzenia ukraińskiego, a częściowo na propagandzie rosyjskiej. Pojęcie banderyzmu jako synonim nazizmu to według niego kłamstwo Moskwy. Bandera był patriotą ukraińskim — polscy legioniści w II Rzeczypospolitej bronili go przed karą śmierci, uznając, że jest patriotą. Polacy w latach 30. potrafili to uznać, a dziś jest to histeria oparta na żenującej nieznajomości historii Ukrainy.
Wóycicki wskazał też na niekonsekwencję: pomnik Kłyma Sawura stoi w Łucku od lat 90. i przez lata nikt w Polsce na to nie reagował. Gdyby Polska była precyzyjna i historycy znali historię UPA, zaprotestowaliby wtedy — powiedzieliby: UPA ma swoje czarne karty, wiemy jakie są, rozmawiajmy. Zamiast tego przez lata milczano, a teraz wybucha histeria.
Czarno-czerwona flaga, którą Polacy wiążą z banderyzmem, to według Wóycickiego flaga walki, która jest na wszystkich ukraińskich cmentarzach. Nawet okrzyk Sława Ukraini był kiedyś przez część Polaków traktowany jako hasło upowskie. Piętnowanie tej symboliki głęboko rani Ukraińców.
Główny nurt historiografii ukraińskiej jest krytyczny wobec UPA
Wóycicki zaprzeczył, że nacjonalizm zdominuje ukraińską politykę historyczną. Zwrócił uwagę, że w parlamencie ukraińskim nie ma żadnej partii nacjonalistycznej — przez cały okres od 1991 roku Swoboda weszła tylko na jedną kadencję i rządzi w kilku miastach. Cały ruch narodowy ukraiński był socjaldemokratyczny. Główny nurt historiografii ukraińskiej jest według niego bardzo krytyczny wobec UPA i tendencji nacjonalistycznych. Nikt wśród poważnych historyków ukraińskich nie przeczy, że to, co działo się na Wołyniu, było okropne i że jest asymetria ofiar — zdecydowana po stronie polskiej.
Wskazał też na inne niebezpieczeństwo, które Ukraińcy sami dostrzegają: weteranów, którzy po wojnie będą domagać się swoich praw i mogą wykazywać skłonności do bardziej radykalnych zachowań. Ukraińska klasa polityczna jest tego świadoma.
Zełenski się nie wycofa
Na pytanie, czy Zełenski wycofa decyzję o nazwie jednostki, Wóycicki odpowiedział krótko: nie. Spekulował, że jeżeli Nawrocki odbierze order, Zełenski go odeśle — i będzie to taki sam wstyd jak dla radnych z Kielc, którzy wycofali się z decyzji po nacisku. Wóycicki ocenił, że Nawrocki nie pierwszy raz jest obraźliwy wobec Zełenskiego.
Polska nie jest aż tak ważna dla Ukrainy
Wóycicki powiedział wprost, że Polska nie jest aż tak ważna dla Ukrainy, jak Polacy sobie wyobrażają. Ukraina prowadzi światową politykę — jej prezydent zasiada przy stole G7, kraj dysponuje zaawansowaną technologią militarną, którą interesują się Niemcy, Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i kraje arabskie. Polska wyobraźnia o Ukrainie jako o wsi i folklorze to wyobrażenie odziedziczone po XIX wieku. Ukraina to kraj o ogromnym znaczeniu i poczuciu własnej wartości.
Chrabota zauważył, że nie można też powiedzieć, że Polska jest dla Ukrainy zupełnie nieważna. Wóycicki zgodził się — Polska jest bardzo ważnym krajem, ale Ukraińcy reagują na obecny kryzys nie tyle antypolskością, ile rozczarowaniem i obojętnością.
Co może zrobić Zełenski
Chrabota zapytał, co Zełenski mógłby powiedzieć lub zrobić, żeby rozładować napięcie. Wóycicki przyznał, że trudno mu cokolwiek doradzić. Możliwym gestem byłoby złożenie kwiatów przy pomniku ofiar Wołynia albo powiedzenie przy jakiejś okazji, że każdy kraj ma czarne plamy i Wołyń jest taką czarną plamą. Chrabota zapytał, czy to byłoby wystarczające — Wóycicki ocenił, że dla ludzi myślących racjonalnie może tak. Jednocześnie dodał, że on sam jako obywatel polski należy do tej części opinii publicznej, która oczekuje, że to polska strona przeprosi za to, co robi wobec Ukraińców. Chrabota nie skomentował tego bezpośrednio.
Polska dźwignia — akcesja do UE
Chrabota wspomniał o słowach wicepremiera Sasina, że Polska nie pomoże Ukrainie wejść do Unii Europejskiej. Wóycicki nie odniósł się do tego bezpośrednio, ale powiedział, że Ukraińcy są pragmatyczni i że cokolwiek się teraz wydarzy, najważniejsze jest, żeby Polska zaczęła poznawać historię Ukrainy — to jest jej sąsiad.