W ekskluzywnej moskiewskiej restauracji doszło do nieudanego zamachu na rosyjskiego generała Aleksandra Czajkę, dowódcę zgrupowania „Wostok” w czasie inwazji na Ukrainę, odpowiedzialnego m.in. za zbrodnie w Buczy. Generał przeżył, ale zginęło pięć osób, w tym jego zięć, a jego córka została ciężko ranna. Rozmówcy analizowali okoliczności zamachu, jego podobieństwo do wcześniejszych akcji ukraińskiego wywiadu wojskowego oraz to, co wydarzenie mówi o nastrojach w rosyjskiej elicie i przebiegu wojny.
Przebieg zamachu i wcześniejsze podobne akcje
Ślubowski opisał, że do ataku doszło podczas przyjęcia z okazji 55. urodzin generała Czajki w ekskluzywnej moskiewskiej restauracji Barzi Rosji, którego nagranie wcześniej pojawiło się w mediach społecznościowych. Impreza była chroniona przez funkcjonariuszy FSO – rosyjskiej agencji ochrony najwyższych urzędników państwowych, widoczne były także uzbrojone samochody ochrony. Mimo to na miejsce dotarła kobieta z zapakowanym prezentem dla generała, która próbowała się do niego zbliżyć. Została zatrzymana przez ochronę, po czym doszło do wybuchu.
Ślubowski zaznaczył, że wszystko wskazuje na to, iż za zamachem stoi ukraiński wywiad wojskowy (HUR), choć strona ukraińska formalnie się do niego nie przyznała, podobnie jak nie robią tego inne państwa, w tym Izrael, w przypadku podobnych operacji. Zwrócił uwagę, że ten sam schemat działania – kobieta wręczająca zaminowany prezent – był już wcześniej stosowany, m.in. w 2023 roku w Petersburgu, gdzie zginął rosyjski bloger wojenny Władlen Tatarski, a także podczas zamachu w Monachium, o który podejrzewane są służby ukraińskie.
Janke przywołał oświadczenie ambasady rosyjskiej we Włoszech, która – ponieważ restauracja miała włoski profil – opisała zdarzenie jako próbę zamachu „band Zełenskiego” na włoską restaurację, w wyniku której rosyjska ochrona miała uchronić przed śmiercią włoskich kucharzy.
Skuteczność ukraińskiego wywiadu i wątpliwości prawne
Rozmówcy zgodzili się, że ukraiński wywiad wojskowy działa w Rosji sprawnie – Ślubowski, który po wybuchu wojny mieszkał w Rosji kilka lat, przyznał, że osobiście był świadkiem kilku podobnych operacji. Przypomniał wcześniejsze zamachy tego typu, w tym na Aleksandra Dugina (w którym zginęła jego córka) oraz na pisarza Zachara Prilepina (zginął jego kierowca), a także liczne próby zamachów na Kiryła Budanowa, szefa Kancelarii Prezydenta Ukrainy i wieloletniego twórcę oraz dowódcę HUR.
Ślubowski podkreślił jednak, że mimo iż celem zamachu był generał odpowiedzialny za zbrodnie wojenne, zginęły przy tym osoby postronne, co – jego zdaniem – nie może być usprawiedliwione z punktu widzenia prawa międzynarodowego, nawet jeśli każdy może to inaczej oceniać we własnym sumieniu. Janke odpowiedział, że w wojnie, w której Rosja dopuściła się tak wielu zbrodni, daje Ukraińcom prawo do coraz bardziej radykalnych działań na terenie Rosji, o ile są skuteczne – zaznaczając, że leży to również w polskim interesie, ponieważ osłabienie Rosji oznacza więcej czasu na przygotowanie się do ewentualnego rosyjskiego ataku. Ślubowski zauważył przy tym, że Ukraińcy, w odróżnieniu od Rosjan, dotąd zasadniczo nie atakowali celów cywilnych wprost, choć ofiary cywilne zdarzają się przy uderzeniach w infrastrukturę i rafinerie.
Wojna coraz bliżej rosyjskich miast
Janke wskazał na rosnącą liczbę ukraińskich uderzeń w głąb terytorium Rosji – w nocy z niedzieli na poniedziałek ukraińskie drony zaatakowały uniwersytet w Biełgorodzie, gdzie konstruowano drony wojskowe, a kolejne ataki wymierzone są w magazyny rosyjskiej firmy Wildberries. Rozmówcy ocenili, że tego typu działania skutecznie podbijają ceny paliw i pogłębiają kryzys paliwowy w Rosji, utrudniając prowadzenie wojny.
Ślubowski zwrócił uwagę, że mimo rosnącej liczby ataków nie widać oznak radykalnej zmiany nastrojów społecznych w Rosji – duża część społeczeństwa popierającego Władimira Putina uważa bowiem lata 90. za największe nieszczęście kraju, kojarzone z biedą i przestępczością, a nie z wolnością, i porównuje obecną sytuację korzystnie na tle tamtego okresu. Janke odpowiedział, że wojna – wcześniej niemal niezauważalna w Moskwie i Petersburgu – staje się dziś coraz bardziej odczuwalna, m.in. przez ataki dronów i problemy z paliwem, choć te ostatnie Rosjanie częściowo już opanowali. Ślubowski przestrzegał jednak przed założeniem, że doprowadzi to do utraty zaufania społeczeństwa do Putina czy do realnych protestów – jego zdaniem rosyjska gospodarka, choć w gorszym stanie niż wcześniej, wciąż sobie radzi. Janke ocenił z kolei, że zasoby Rosji, choć ogromne, nie są nieograniczone i w pewnym momencie będą musiały się skończyć, przy czym zasoby Ukrainy są od nich zdecydowanie mniejsze. Obaj rozmówcy zgodzili się, że obecnie nic nie wskazuje na to, by którakolwiek ze stron miała potencjał do szybkiego, radykalnego zwycięstwa, a wojna zakończy się raczej przy stole rozmów niż w wyniku przełomu militarnego.
Poruszono również sytuację na Krymie, gdzie – jak zauważył Janke, powołując się na wcześniejszą rozmowę z Denysem Rynikowem – skutki ukraińskich ataków są już bardzo poważne: brakuje benzyny, co uniemożliwiło normalne funkcjonowanie sezonu turystycznego, choć nie odnotowano masowej ucieczki mieszkańców. Ślubowski dodał, że mimo to Rosjanie w tym czasie nadal, choć powoli, posuwają się na froncie, a intensywność rosyjskich ataków rakietowych na Ukrainę jest dziś znacznie większa niż jeszcze trzy lata temu – w tym w ataki na ukraińską infrastrukturę pocztową, będącą odpowiednikiem systemu dostaw, co Janke określił jako element wzajemnej eskalacji „cios za cios”.
Napięcia polsko-ukraińskie
W dalszej części rozmowy Janke, sprawdzając bieżące doniesienia ukraińskich mediów, zwrócił uwagę, że obok informacji o zamachu i atakach na infrastrukturę, czołowe miejsce zajmują dwie sprzeczne wiadomości z Polski: o ataku na trzech Ukraińców, wobec którego protestuje konsulat ukraiński, oraz o ataku Ukraińca na Polkę, potępionym przez ten sam konsulat. Ocenił to jako poruszające, biorąc pod uwagę, że Ukraina znajduje się w stanie wojny i leży w polskim interesie jej wspieranie, mimo uzasadnionej krytyki władz ukraińskich za relacje z Polską. Janke przywołał też przykład rosyjskiego ostrzału trafiającego w grupę zgromadzonych gdzieś Ukraińców jako dowód, że Rosja atakuje każde miejsce, w którym spodziewa się skupiska ukraińskiej elity wojskowej lub jej rodzin.
Ślubowski przyznał, że nie jest w stanie jednoznacznie ocenić skali zjawiska przemocy między Polakami a mniejszością ukraińską – nie wie, czy chodzi głównie o nagłaśniane medialnie pojedyncze incydenty, czy o realnie narastające zjawisko. Przywołał wypowiedź ukraińskiej aktywistki i polskiej obywatelki Natalii Panczenko z wywiadu dla Tomasza Sekielskiego (Onet), w którym mówiła ona ze łzami, że ukraińskie dzieci boją się rozmawiać w autobusach po ukraińsku, obarczając tym Polskę – zaznaczając przy tym, że sam wielokrotnie słyszał ukraińskie dzieci swobodnie rozmawiające w autobusach po ukraińsku i rosyjsku, co, jego zdaniem, poddaje w wątpliwość skalę opisywanego zjawiska.
Janke odpowiedział, że twarde dane pokazują wzrost liczby aktów przemocy o około 30 procent, co uznał za fakt niepodlegający dyskusji – niezależnie od tego, jak bardzo temat bywa nagłaśniany politycznie. Ocenił, że przyczyną narastających napięć jest przede wszystkim decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych zaszczytnego imienia UPA, co wywołało zrozumiałe emocje po polskiej stronie, jednak – jego zdaniem – nie powinno to prowadzić do dalszego podsycania konfliktu, zwłaszcza że zdecydowana większość mieszkających w Polsce Ukraińców pracuje legalnie, płaci podatki i nie stwarza żadnych problemów. Janke odpowiedział też na wątpliwości Ślubowskiego co do skali zjawiska, wskazując, że z krążących w internecie nagrań wynika, iż nie chodzi o zwykłe spory bytowe – w typowych sytuacjach, gdy na przykład ktoś wepchnie się w kolejce, od razu pada określenie „ty Ukraińcu” i towarzyszące mu obelgi wymierzone w narodowość, co jego zdaniem jest niedopuszczalne i czego nie można ignorować ani się do tego przyzwyczajać. Obaj rozmówcy zaapelowali do polityków wykorzystujących antyukraińskie nastroje polityczne o stonowanie retoryki, podkreślając, że eskalacja szkodzi zarówno Polsce, jak i Ukrainie, oraz że przemoc – niezależnie od tego, czy dotyczy Polaka czy Ukraińca jako sprawcy lub ofiary – jest w kraju rządzonym prawem niedopuszczalna i wymaga reakcji społecznej, a nie biernego przyzwolenia.
Podsumowanie
Kończąc wątek zamachu, rozmówcy ocenili, że choć nie doszło do zabicia generała Czajki, akcja ta z pewnością zwiększy poczucie zagrożenia wśród rosyjskiej elity wojskowej i politycznej, która – jak zaznaczył Ślubowski – może teraz jeszcze bardziej ograniczać publiczne wydarzenia. Janke podsumował, że mimo trwających od trzech lat walk Rosja nie osiągnęła żadnego ze swoich celów wojennych i jest dziś krajem znacznie słabszym, co – jego zdaniem – stanowi dobrą wiadomość z polskiej perspektywy.
Rozmowę przeprowadził Igor Janke. Program dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 222 tys. subskrybentów. Opublikowany 5 sierpnia 2026 roku. Oryginalny tytuł materiału: „Zamach w Moskwie. Ukraińcy polują na rosyjskich generałów? Igor Janke, Grzegorz Ślubowski”.