Zapałowski w PSTV: trzy dekady tolerowania banderyzmu — teraz zapłacimy wysoką cenę

Prof. Andrzej Zapałowski, poseł Konfederacji i ekspert ds. bezpieczeństwa, był gościem Piotra Szlachtowicza w PSTV. Rozmowa dotyczyła konsekwencji wieloletniej polskiej polityki wobec Ukrainy, obecności kultu UPA w Polsce, demograficznego i militarnego położenia Ukrainy oraz zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski.

Trzy dekady naiwności — kompromitacja obu obozów

Zapałowski ocenił, że sytuacja, w której jedno nadanie nazwy UPA jednej z ukraińskich jednostek wojskowych niszczy całą dekadami budowaną politykę wobec Ukrainy, świadczy o tym, że ta polityka była fikcją. Przez trzydzieści lat jako poseł zgłaszał interpelacje i ostrzegał, a w odpowiedzi słyszał jedno: nie jest to dobry czas na podnoszenie tych kwestii, bo Ukraina jest strategicznym partnerem Polski. Tymczasem Ukraińcy mówili każdemu, że jest ich strategicznym partnerem — i na tym polegała naiwność. Polska nie realizowała własnych interesów na wschodzie, lecz cudze.

Ocenił, że mamy do czynienia z kompromitacją obozu PiS, który w ciągu miesiąca dokonał obrotu o 180 stopni, i kompromitacją obozu Tuska, który wykonał obrót o 90 stopni. Żadna polityka nie jest nic warta, jeżeli nie jest zakorzeniona w trwałej wizji strategicznej uwzględniającej to, że elementy banderyzmu będą regularnie wybijać się na powierzchnię — bo wybijały się przez całe lata. Zapałowski wymienił jako dowody: oddziały ukraińskie już od dawna nawiązujące wprost do nazizmu ukraińskiego, w tym formacje odwołujące się do batalionów Nachtigal, SS Galizien i Luftwaffe.

Banderyzm w Polsce — pomniki, ulice, finansowanie

Profesor przekierował dyskusję na Polskę: banderyzm nie był tylko problemem ukraińskim. Naczelna gazeta Związku Ukraińców w Polsce przez dziesięciolecia opisywała na swoich łamach bohaterskie walki UPA — finansowana przez kolejne polskie rządy. W latach 90. powstawały na terenie Polski pomniki ku czci UPA, tolerowane przez władze wszystkich barw.

Zapałowski przywołał konkretny epizod z 2017 roku: wójt gminy Stubno chciał legalnie zburzyć monument ku czci czterech kureniów UPA w Chruszowicach. Dzień przed planowaną rozbiórką przyjechały służby specjalne i policja z naciskiem, żeby tego nie robił. Ostatecznie wójt monument rozebrał, a materiał kazał rozkruszyć i wysypać na polne drogi. Wybuchła wielka afera.

Inny przykład: w 2019 roku jako radny w Przemyślu doprowadził do likwidacji ulicy biskupa greckokatolickiego Kocyłowskiego, który podczas II wojny światowej pisał listy pochlebcze do Hitlera i w  Przemyślu błogosławił oddziały SS Galizien. Likwidacja ulicy wywołała interwencję MSZ ukraińskiego i ambasady. Polskie władze centralne nie udzieliły żadnego wsparcia.

Wskazał też, że po zburzeniu jednego z kontrowersyjnych monumentów strona ukraińska domagała się ekshumacji w tym miejscu. Polska natychmiast się zgodziła. Sam uczestniczył dwa dni w tych ekshumacjach. Okazało się, że pod monumentem nie było ani jednego banderowca. Jednym z głównych działaczy po stronie ukraińskiej w tej sprawie był człowiek, który dziś blokuje polskie pochówki na Ukrainie.

Profesor ocenił, że kompromitująca jest też obecna postawa osoby pełniącej obowiązki ambasadora Polski na Ukrainie, która publicznie stwierdziła, że Ukraińcy mają prawo do własnej historii — mówiąc tym samym językiem ukraińskiego MSZ, nie polskiego. Taki dyplomata powinien być natychmiast odwołany.

Co dalej — płaszczyzny działania

Zapałowski wyróżnił kilka płaszczyzn. Na płaszczyźnie prezydenckiej oczekuje daleko idącej wstrzemięźliwości od Nawrockiego bez działań ostentacyjnie antyukraińskich. Rząd Tuska jest w trudnej sytuacji — prowadził z Ukrainą działania, których skala finansowa i sprzętowa może ujrzeć światło dzienne. Profesor apelował o wstrzymanie dalszej pomocy i zadłużania się.

Skrytykował zapowiedź zakupu dronów z Ukrainy za prawie 10 miliardów złotych — oceniając to jako nieformalną pomoc finansową, bo polskie firmy od lat dostarczają i testują drony na Ukrainie i nie potrzebują ukraińskich technologii, które już znają. Jednocześnie Zełenski żąda, by Polska na własny koszt modernizowała przekazywane mu samoloty MiG i remontowała F-16, nie oferując nic w zamian.
Sytuacja militarna Ukrainy i wewnętrzne zagrożenia

Zapałowski ocenił, że front na Ukrainie się załamuje — oddziały rosyjskie zbliżają się do Słowiańska i Kramatorska, mówi się o wielkiej letniej ofensywie rosyjskiej, a Ukraina ma tragiczne braki w zasobach ludzkich. Wśród oddziałów nacjonalistycznych rośnie niezadowolenie wobec samego Zełenskiego, więc promocja banderyzmu jest jego kołem ratunkowym — gra do tej grupy. Ale z drugiej strony istnieje ryzyko pęknięć wewnętrznych, bo dla wielu żołnierzy zmuszonych do służby banderyzm jest po prostu nazizmem.

Ostrzegł też przed destabilizacją ze strony ukraińskich służb specjalnych. Stwierdził, że według jego wiedzy Polska jest przez ukraiński wywiad określana jako drugi kraj zainteresowania po Rosji — przez lata rozwijano tu agenturę i wpływy, z których będzie się korzystać.

Zełenski gra va banque — a Polska może zostać kozłem ofiarnym

Zapałowski opisał zachowanie Zełenskiego jako watażkowskie: grozi zaatakowaniem Białorusi, atakuje głęboko w Rosji paraliżując rosyjską gospodarkę paliwową, uderza w Krym. Ma do tego prawo, ale takie prowokowanie Putina i stawianie go pod ścianą musi spotkać się z gwałtownym rosyjskim odwetem na Ukrainie — w najbliższych tygodniach, może dniach. W tej sytuacji Zełenski, jeśli zacznie przegrywać, będzie szukał kozła ofiarnego. Wskaże Polskę — powie, że to przez wstrzymanie przez Warszawę pieniędzy, amunicji i sprzętu Ukraina poniosła klęskę. Ta bezczelność — podkreślił Zapałowski — jest tym większa, że Polska przekazuje sprawne do walki MiG-i, a Zełenski żąda, by Polska je jeszcze na własny koszt zmodernizowała i dopiero wtedy oddała, nie oferując w zamian żadnych ukraińskich technologii dronowych.

Demograficzna katastrofa Ukrainy

Zapałowski przedstawił surowe dane demograficzne. Na terenach kontrolowanych przez Kijów mieszka około 25 milionów Ukraińców, z których około 10 milionów ma powyżej 60 lat. W 2025 roku na Ukrainie zmarło około 550 tysięcy osób, a urodziło się około 190 tysięcy dzieci — trzykrotnie więcej zgonów niż urodzeń. Po doliczeniu strat wojennych Ukraina traci rocznie około miliona ludzi. Nawet przy powrocie części emigrantów po ewentualnym zawieszeniu broni, za 10 lat Ukraina może liczyć poniżej 20 milionów mieszkańców na terytorium porównywalnym z Polską.

Ze zniszczoną gospodarką, setkami tysięcy kalek i ludzi chorych psychicznie na skutek traumy wojennej, Ukraina będzie musiała ściągać masowo zagranicznych imigrantów do odbudowy. Zapałowski wyraził obawę, że Niemcy i Francja wypchną stamtąd tych, których nie chcą u siebie, a ci — widząc warunki życia na Ukrainie — będą uciekać dalej na zachód, czyli do Polski.

Przestrzegł też przed napływem broni z Ukrainy do Polski, problemem weteranów z chorobami psychicznymi pola walki, którzy mogą zwiększać przestępczość, oraz przed ukraińskimi grupami przestępczymi. Komenda Główna Policji od kilku miesięcy przygotowuje się na scenariusz masowego napływu takich osób po ewentualnym zawieszeniu broni.


Rozmowę przeprowadził Piotr Szlachtowicz. Program dostępny na kanale PSTV Piotr Szlachtowicz na YouTube, liczącym 41,7 tysiąca subskrybentów. Opublikowany 2 lipca 2026 roku.


You may also like

Page 1 of 57
Page 1 of 57

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *