„Zaszczepiliśmy w nich nienawiść”. Jak Moskwa rozgrywa pobicia Ukraińców w Polsce?
Rosyjska propaganda wykorzystuje informacje o atakach na Ukraińców w Polsce jako element szerszej narracji o przemocy, zemście i rzekomym rozpadzie Zachodu — przekonywała Agnieszka Jędrzejczyk z OKO.press w rozmowie z Grzegorzem Rzeczkowskim. Jej zdaniem przekaz kierowany do rosyjskiego społeczeństwa ma nie tylko uzasadniać wojnę przeciwko Ukrainie, ale również oswajać odbiorców z przemocą, wzmacniać posłuszeństwo wobec władzy i kierować gniew przeciwko słabszym grupom. W programie „Wyprzeć trolla” rozmowa dotyczyła również Polski, NATO, Ukrainy, Wołynia, rosyjskich narracji o Kresach, zagrożenia dla państw Zachodu oraz sposobów przeciwdziałania propagandzie.
Wojna przedstawiana jako spektakl przemocy
Agnieszka Jędrzejczyk, redaktorka OKO.press i autorka publikowanego w tym serwisie przeglądu kremlowskiej propagandy „Gaworit Moskwa”, zwróciła uwagę, że rosyjskie media nie przedstawiają wojny przede wszystkim jako klasycznej relacji z frontu. Według niej w głównych wydaniach wiadomości oraz innych programach dominują brutalne obrazy zabijania, bombardowań i pożarów. Wykorzystywane są zarówno materiały nagrane przez rosyjskie drony, jak i nagrania pochodzące od samych Ukraińców.
W przekazie tym pojawiają się obrazy zwykłych domów mieszkalnych, budynków jednorodzinnych, bloków i całych osiedli niszczonych podczas działań wojennych. Jędrzejczyk wskazywała, że dla odbiorców z Europy Środkowej szczególnie silne znaczenie ma podobieństwo krajobrazu Ukrainy do miejsc, które znają z własnego otoczenia. Jej zdaniem ma to powodować silną reakcję emocjonalną zarówno u odbiorców w Rosji, jak i u osób obserwujących ten przekaz w innych państwach.
Według Jędrzejczyk zmieniła się również podstawowa narracja dotycząca Ukrainy. Rosyjskie przekazy miały wcześniej przedstawiać Ukrainę jako „bratni kraj”, którego problemem miała być jedynie niewłaściwa władza. Obecnie — jak mówiła — Ukraina jest przedstawiana jako część Zachodu, która została przez niego „zainfekowana”, a wojna ma być w konsekwencji przedstawiana jako walka z Zachodem.
W jej ocenie istotnym elementem tego przekazu jest normalizowanie przemocy. Przemoc ma być przedstawiana jako naturalny sposób rozwiązywania relacji między ludźmi i państwami, podczas gdy jednostka powinna podporządkować się silniejszemu. Jednocześnie odbiorca ma otrzymywać możliwość wyładowania własnych emocji na słabszych.
Jędrzejczyk podkreślała, że nie chodzi wyłącznie o Ukraińców. Wskazywała również na przekazy wymierzone w migrantów zarobkowych z Azji Centralnej oraz osoby LGBT. Jej zdaniem mechanizm polega na tym, aby wskazać odbiorcy wroga znajdującego się możliwie blisko, a następnie skierować jego strach, gniew i niechęć na tę grupę zamiast na działania własnej władzy.
„Nazizm” jako określenie oporu wobec Rosji
Rozmówczyni zwracała także uwagę na sposób, w jaki rosyjska propaganda wykorzystuje określenia „nazizm” i „banderyzm”. Według niej znaczenie tych pojęć jest w propagandowym przekazie zmieniane. „Nazistą” ma być w tym ujęciu osoba lub państwo sprzeciwiające się rosyjskiej dominacji.
Jędrzejczyk podała jako przykład Polskę. Jej zdaniem rosyjska propaganda może określać Polaków mianem nazistów lub przedstawiać Polskę jako kraj „banderowski” właśnie dlatego, że nie zgadza się ona na rosyjskie rządy. Jednocześnie obrazy niszczonych ukraińskich osiedli są według niej uzasadniane przekazem, że w takich miejscach ukrywają się ukraińscy żołnierze.
Rozmówczyni opisywała również materiały przedstawiające zabijanie ukraińskich żołnierzy. Wspominała scenę zdobywania okopu, podczas której kamera miała rejestrować zabicie człowieka, oraz późniejsze nagrania wykonywane z wykorzystaniem urządzeń termowizyjnych lub noktowizyjnych, na których widać uciekające sylwetki, a następnie ich upadek.
Jej zdaniem szczególnie istotne jest to, że takie materiały trafiają do głównych wydań wiadomości i oglądają je również dzieci. Jędrzejczyk argumentowała, że emocje wywoływane przez przekaz mają prowadzić jednocześnie do nienawiści wobec wskazanej ofiary i podporządkowania się władzy. W takim stanie człowiek ma mieć mniejszą zdolność do zadawania pytań o własne uczestnictwo w systemie, możliwości przeciwstawienia się mu czy własne kompetencje obywatelskie.
W rozmowie pojawiła się więc teza, że udział w szczuciu na słabszych może pełnić funkcję swoistego zaworu bezpieczeństwa dla emocji wywoływanych przez władzę. Według Jędrzejczyk osoba, która kieruje gniew przeciwko słabszym, jednocześnie akceptuje system, w którym sama pozostaje podporządkowana silniejszemu. Polacy — jak podkreślała — zajmują w rosyjskiej propagandzie szczególne miejsce jako jeden z celów takiego przekazu.
Od „trzydniowej operacji” do wojny z Zachodem
Jędrzejczyk opisywała rosyjską propagandę jako silnie scentralizowany system. Według niej zasadniczy kierunek narracji jest wyznaczany z góry, a następnie powielany przez kolejne media i kanały propagandowe.
Jako przykład wskazała zmianę sposobu opisywania wojny. Początkowo pojawiała się narracja o krótkiej, „trzydniowej” operacji technicznej. Później wykorzystywano odwołania do II wojny światowej i zwycięstwa ZSRR nad Niemcami. Następnie mocniej eksponowano tezę o wojnie z Zachodem. W kolejnym etapie przekaz miał koncentrować się na przedstawianiu Ukrainy jako państwa bezbronnego, które Rosja niszczy dlatego, że Zachód nie jest w stanie mu skutecznie pomóc.
Rozmówczyni zwracała uwagę, że gdy z góry pojawia się nowa interpretacja wydarzeń, jest ona następnie powielana przez różne rosyjskie media. Jej zdaniem podobny mechanizm dotyczy również wypowiedzi osób z Polski, Niemiec czy Francji, które pasują do określonej narracji. Takie wypowiedzi mają być następnie wzmacniane w kolejnych kanałach i farmach trolli.
Jędrzejczyk wskazywała, że można obserwować to poprzez powtarzalność tych samych sformułowań i tez w różnych miejscach internetu. Jej zdaniem szczególną rolę odgrywają przy tym emocje. Kiedy w rosyjskim przekazie pojawia się nowy temat szczucia, po pewnym czasie podobny sposób przedstawiania danego problemu można — w jej ocenie — zauważyć również w Polsce.
Jako aktualny przykład rozmówczyni wskazywała narracje wymierzone w Litwę. Twierdziła, że rosyjska propaganda ma zachęcać Polaków do konfliktu z tym państwem, podobnie jak wcześniej do konfliktu z Ukrainą.
Kresy, Wołyń i polskie ataki na Ukraińców
Jednym z najważniejszych wątków rozmowy była Polska. Według Jędrzejczyk rosyjskie media szczególnie intensywnie wykorzystują informacje o pobiciach Ukraińców w Polsce. Materiały dotyczące takich zdarzeń mają być zestawiane z doniesieniami z Ukrainy i prezentowane rosyjskim odbiorcom jako dowód na rzekomą zmianę nastawienia Polaków.
Według rozmówczyni narracja ta przedstawia Polskę jako państwo, które początkowo pomagało Ukraińcom, ale miało robić to z ukrytym zamiarem odzyskania Kresów. W takim przekazie grupy atakujące Ukraińców mają być przedstawiane jako osoby realizujące właśnie ten cel.
Jędrzejczyk twierdziła, że rosyjska propaganda wykorzystuje w tym kontekście również historię Wołynia. Według niej Polacy mają być zachęcani do traktowania współczesnych Ukraińców jako odpowiedzialnych za działania przodków i do „zemsty” za wydarzenia historyczne. Rozmówczyni wskazywała, że temat Wołynia był przez rosyjską propagandę wykorzystywany od początku pełnoskalowej wojny.
W jej ocenie mechanizm jest szczególnie niebezpieczny dlatego, że kieruje współczesne emocje przeciwko ludziom na podstawie wydarzeń historycznych. Jednocześnie informacje o polskich atakach na Ukraińców mają być przedstawiane jako dowód, że Polacy „przejrzeli na oczy” i zaczęli realizować rzekome plany dotyczące podziału Ukrainy.
Według Jędrzejczyk rosyjskie media pokazują nawet mapy, na których przedstawiany jest hipotetyczny podział Ukrainy. W tej narracji Ukraina ma być przedstawiana jako państwo pozbawione własnej podmiotowości, a jej terytorium jako obszar, który sąsiedzi mogą między siebie podzielić.
Rozmówczyni twierdziła, że taki przekaz ma jednocześnie oddziaływać na Ukraińców. Informacje o pobiciach mają wzmacniać poczucie upokorzenia i przekonanie, że są źle traktowani przez Polaków. W ten sposób — według jej interpretacji — obie strony mogą zostać wciągnięte w emocjonalny konflikt, którego korzystnym odbiorcą jest Moskwa.
„Rzeczpospolita” jako rzekomy dowód polskiego rewizjonizmu
W rozmowie pojawił się również przykład, który Jędrzejczyk przedstawiła jako ilustrację sposobu konstruowania rosyjskich „dowodów” na polskie zamiary.
Według niej rosyjska propaganda wykorzystuje nazwę „Rzeczpospolita”, interpretując ją nie jako określenie formy organizacji państwa, lecz jako nazwę historycznego, dużego terytorialnie państwa. Ponieważ dawna Rzeczpospolita została zaatakowana i podzielona, rosyjski przekaz ma przedstawiać współczesną Polskę jako państwo, które może dążyć do podobnych działań wobec Rosji.
Jędrzejczyk argumentowała, że w takim sposobie myślenia sama nazwa polskiego dziennika „Rzeczpospolita” może zostać przedstawiona jako dowód polskich planów politycznych. Jej zdaniem odbiorca ma nie dostrzegać znaczenia Rzeczypospolitej jako dobra wspólnego, ponieważ rosyjska narracja opiera się na założeniu, że państwa istnieją przede wszystkim po to, aby atakować i zdobywać kolejne terytoria.
W tym kontekście rozmówczyni wymieniła również Smoleńsk, Warszawę, Berlin i Paryż. Według przedstawionej przez nią interpretacji rosyjska narracja historyczna traktuje miejsca, w których pojawiali się rosyjscy żołnierze, jako potencjalne obszary, do których Rosja może kiedyś powrócić. Przywołała przy tym ekspansję rosyjską za czasów Aleksandra I oraz działania Suworowa.
NATO jako jednocześnie potężny i słaby przeciwnik
Grzegorz Rzeczkowski zapytał Jędrzejczyk o zmianę narracji dotyczącej NATO. Wskazał wcześniejsze wypowiedzi rosyjskich propagandystów, według których wojna z Ukrainą miała ustąpić miejsca wojnie z NATO.
Jędrzejczyk odpowiedziała, że obie narracje mogą funkcjonować jednocześnie. Rosja ma przedstawiać siebie jako państwo walczące z całym NATO, ale równocześnie jako stronę odnoszącą zwycięstwa. Obrazy płonącej Ukrainy mają być wykorzystywane jako dowód, że Zachód nie jest w stanie skutecznie odpowiedzieć.
W takim przekazie rosyjski odbiorca może mieć jednocześnie problemy z dostawami energii, skutkami ataków dronowych czy własną sytuacją gospodarczą, ale ma otrzymywać komunikat, że Rosja jest silna, ponieważ Ukraina jest niszczona. Jędrzejczyk określiła ten mechanizm jako wykorzystywanie emocji zemsty i satysfakcji z cierpienia drugiej strony.
Rzeczkowski określił ten rodzaj przekazu mianem „igrzysk śmierci”. Jędrzejczyk wskazała, że rosyjskie media mają również specjalny segment oparty na fantazjach dotyczących niszczenia zachodnich państw. W takich przekazach pojawiają się między innymi wizje zniszczenia Wysp Brytyjskich, odzyskania Warszawy czy ponownego zdobycia Berlina.
Jej zdaniem tego rodzaju fantazje mają budować poczucie własnej wartości poprzez przekonanie o zdolności do niszczenia innych państw. W tym modelu brak infrastruktury czy innych problemów życia codziennego ma być równoważony poczuciem, że Rosja może zagrozić Londynowi lub innym stolicom.
Celem ma być przekonanie Zachodu, że Rosja się nie cofnie
Według Jędrzejczyk strategicznym celem takiego przekazu wobec Zachodu jest przekonanie odbiorców, że Rosja nie zamierza się wycofać i że jedynym sposobem zakończenia wojny jest zaakceptowanie rosyjskich warunków.
Rozmówczyni wskazywała w tym kontekście na rosyjskie postulaty dotyczące ograniczenia obecności wojskowej NATO w Europie Środkowo-Wschodniej. Odwołała się do stanowiska Rosji sprzed pełnoskalowej inwazji oraz do sprzeciwu Moskwy wobec rozszerzenia NATO z 1999 roku.
W jej interpretacji odbiorca ma zostać doprowadzony do przekonania, że nie ma alternatywy: wojna trwa zbyt długo, kosztuje zbyt dużo, społeczeństwa są zmęczone, a Rosja i tak się nie cofnie. W efekcie część odbiorców może uznać, że należy zaakceptować rosyjskie warunki.
Jędrzejczyk wskazywała również na wymiar polityczny tej strategii. Jej zdaniem rosyjska propaganda ma liczyć na zmiany polityczne w państwach europejskich oraz wzrost znaczenia ugrupowań, które budują poparcie na lęku, konflikcie i wskazywaniu grup odpowiedzialnych za problemy.
W rozmowie pojawiła się teza, że szczególnie podatna na takie przekazy jest narracja mówiąca: „poczujesz się lepiej, jeśli skrzywdzimy kogoś innego”. Jędrzejczyk wymieniła w tym kontekście m.in. postulaty wypędzania uchodźców, atakowania mniejszości czy ograniczania roli kobiet. Zastrzegła przy tym, że chodzi jej o wspólny mechanizm narracyjny, a nie o utożsamianie wszystkich wskazanych środowisk.
Morze Czarne, katastrofy i zanikanie społecznej reakcji
Jednym z bardziej rozbudowanych przykładów podanych przez Jędrzejczyk były wyjazdy Rosjan nad Morze Czarne. Według niej rosyjska telewizja pokazuje osoby, które wraz z dziećmi przyjeżdżają na plaże znajdujące się w obszarze zagrożonym działaniami wojennymi.
Rozmówczyni twierdziła, że w rosyjskich przekazach pojawiały się również sytuacje, w których po ataku i usunięciu ciał ludzie wracali na plażę. Jej zdaniem ma to pokazywać stopień oswojenia społeczeństwa z przemocą i zagrożeniem. W jej interpretacji odbiorcy mogą tracić zdolność łączenia tego, co widzą w telewizji, z własnym codziennym bezpieczeństwem.
Jędrzejczyk zestawiła to z reakcjami społecznymi na katastrofy i awarie infrastruktury. Wskazywała na problemy z remontami, pękające rury czy wybuchy gazu i argumentowała, że w takich sytuacjach mieszkańcy Rosji mają przede wszystkim czekać na reakcję władz, zamiast spontanicznie organizować pomoc.
Jako przykład przeciwstawnego modelu wymieniła sytuacje, w których ludzie sami organizują pomoc: ktoś przygotowuje kanapki, ktoś przywozi herbatę, ktoś pyta poszkodowanego, czego potrzebuje. Według niej właśnie zdolność do oddolnego organizowania się jest jedną z rzeczy, które propaganda może próbować osłabiać.
Rozmówczyni wskazywała również na kolejne grupy, które mogą być wykorzystywane do wzbudzania lęku w Polsce. Wymieniła Ukraińców, „banderowców” i wcześniejsze narracje dotyczące innych grup, podkreślając, że mechanizm może być każdorazowo przenoszony na kolejnego wskazanego wroga. Kluczowe pytania — kto mówi, czy zna prawdę, czy chce ją przekazać i co naprawdę wynika z jego komunikatu — mają wówczas schodzić na dalszy plan.
Polska jako „alternatywna historia” dla Rosji
W dalszej części rozmowy Jędrzejczyk wróciła do Polski. Według niej Polska stanowi dla rosyjskiej narracji szczególny problem nie tylko ze względu na położenie czy członkostwo w NATO.
Jej zdaniem Polska może być dla Rosjan przykładem alternatywnego rozwoju państwa. Wskazywała na infrastrukturę, drogi, kanalizację oraz ogólny poziom organizacji państwa i społeczeństwa. Twierdziła, że właśnie dlatego rosyjska propaganda musi przedstawiać Polskę jako państwo wrogie, zdradliwe i dążące do ekspansji.
W jej ocenie Polska ma być jednocześnie wykorzystywana jako argument mający dowodzić, że NATO ostatecznie się podzieli i nie będzie w stanie pomagać Ukrainie. Informacje o polskich atakach na Ukraińców mają być więc w rosyjskim przekazie używane jako dowód na rzekomy rozpad wcześniejszej solidarności.
Jędrzejczyk określała rosyjski sposób opisywania państwa jako narrację podboju. Wskazywała, że w takim modelu państwo ma sens przede wszystkim wtedy, gdy zdobywa kolejne terytoria. W tym kontekście przywołała zarówno Warszawę i Smoleńsk, jak i Berlin czy Paryż, do których rosyjska narracja ma powracać poprzez historyczne odwołania.
Kolejki po benzynę jako potencjalne miejsce tworzenia wspólnoty
Jędrzejczyk wskazała również na pozornie poboczny temat kolejek po benzynę w Rosji. Według niej kolejka może być miejscem, w którym przypadkowi ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać, wymieniać informacje i tworzyć więzi społeczne.
W jej ocenie właśnie dlatego władza może być zainteresowana ograniczaniem spontanicznych zgromadzeń. Rozmówczyni twierdziła, że w Rosji nawet niewielka grupa osób może zostać potraktowana jako potencjalnie podejrzana.
Z tego wyprowadziła wniosek dotyczący sposobu przeciwdziałania propagandzie. Jej zdaniem ważne jest wszelkie oddolne, niezależne od władzy wspólne działanie — od kółka filatelistycznego, przez pomoc sąsiedzką, po zbieranie informacji o własnym regionie.
Jędrzejczyk twierdziła także, że Rosja traci możliwości rozwoju technologicznego, rynki zbytu i środki, które mogłyby być odkładane na przyszłość. Wspomniała również o problemach związanych z importem ropy i benzyny. Jednocześnie — według jej oceny — system przemocy i szczucia tworzy dla części społeczeństwa „komfortową” przestrzeń, w której można czuć satysfakcję z tego, że ktoś inny ma gorzej. Są to jej własne oceny przedstawione podczas rozmowy.
Groźby, „czerwone linie” i strategia zastraszania
Rzeczkowski zapytał następnie, czy na podstawie rosyjskich przekazów można określić, kiedy potencjalny atak na kolejne państwa mógłby nastąpić. Jędrzejczyk odpowiedziała, że sama propaganda nie pozwala na ustalenie takiego terminu.
Zwróciła natomiast uwagę na powtarzające się rosyjskie groźby dotyczące zachodnich państw i statków należących do krajów wspierających Ukrainę. Przypomniała również wcześniejsze dyskusje dotyczące dostaw broni o zasięgu około 300 kilometrów i zestawiła je z późniejszymi ukraińskimi atakami sięgającymi znacznie dalej za linię frontu.
Jednocześnie zastrzegła, że nie jest analityczką wojskową. Jej zdaniem kluczową funkcją tych komunikatów może być jednak zastraszanie. Długotrwałe powtarzanie gróźb ma — według jej interpretacji — prowadzić część odbiorców do wniosku, że konfliktu nie da się rozwiązać inaczej niż poprzez rozmowy i ustępstwa.
W tym kontekście opowiedziała również o sytuacji, w której amerykańscy wysłannicy mieli inaczej rozumieć rosyjskie warunki dotyczące wycofania wojsk. Jej relacja przedstawiała to jako przykład możliwego problemu wynikającego z przyjmowania rosyjskich sformułowań bez odpowiedniego odczytania ich konsekwencji.
Rosyjska propaganda wykorzystuje również zachodnie media
Rzeczkowski zauważył, że część rosyjskich narracji może przedostawać się do polskiej debaty publicznej. Jako przykład podał wywiad opublikowany w jednym z dużych polskich dzienników, w którym politolog mówił o konieczności rozmów Europy z Władimirem Putinem.
Jędrzejczyk wskazywała, że rosyjska propaganda chętnie wykorzystuje tego typu wypowiedzi. Według niej rosyjskie media potrzebują zachodnich źródeł, aby potwierdzać własną narrację o sile Rosji. Czasami mają to być duże, rozpoznawalne media, a czasami mało znani komentatorzy prezentujący poglądy zgodne z linią Moskwy.
Osobnym problemem mają być anonimowe komentarze publikowane pod artykułami w zachodnich serwisach. Jędrzejczyk wskazywała, że rosyjskie media mogą przedstawiać pojedyncze komentarze użytkowników Wirtualnej Polski czy Gazeta.pl jako dowód na zmianę opinii publicznej na Zachodzie.
Rzeczkowski zwrócił uwagę, że anonimowe komentarze mogą być również tworzone przez rosyjskie trolle. Jędrzejczyk zastrzegła, że nie zamierza twierdzić bez dowodów, iż konkretne wpisy zostały napisane przez rosyjskich użytkowników lub struktury. Jej zdaniem sam fakt, że rosyjska propaganda wybiera właśnie takie komentarze, powinien jednak skłaniać do ostrożniejszego ich odczytywania.
NATO jednocześnie „groźne” i „słabe”
Rzeczkowski wskazał na jeszcze jedną sprzeczność w rosyjskich przekazach: NATO jest z jednej strony przedstawiane jako potężny przeciwnik, z którym Rosja prowadzi wojnę, a z drugiej jako słaba struktura, którą można łatwo pokonać.
Jędrzejczyk interpretowała tę sprzeczność poprzez analogię do zachowania osoby stosującej przemoc. Według niej sprawca przemocy może jednocześnie przedstawiać siebie jako ofiarę i uzasadniać własne działania zachowaniem osoby, którą zaatakował.
Podobny mechanizm — jej zdaniem — pojawia się w przedstawianiu Zachodu jako siły kierowanej przez „ciemne siły” czy „szatana”, a jednocześnie jako przeciwnika słabego i niezdolnego do odpowiedzi. W takim przekazie Rosja może być przedstawiana równocześnie jako zagrożona i jako państwo zdolne do zniszczenia przeciwnika.
Jako przykład Rzeczkowski ponownie wskazał Rzeszów. W rozmowie zwrócono uwagę na lotnisko, które jest jednym z głównych hubów wykorzystywanych do transportu pomocy dla Ukrainy. Jędrzejczyk przywołała wypowiedzi rosyjskiego propagandysty, który miał wskazywać możliwość atakowania zachodnich obiektów, w tym niemieckiej fabryki dronów.
Rozmówczyni opisywała również zachowanie tego propagandysty wobec własnej ekipy telewizyjnej, kiedy brakowało materiału, którego żądał podczas programu. Jej zdaniem sposób, w jaki miał publicznie krzyczeć na współpracowników, również wpisywał się w obserwowany przez nią model przemocy w relacjach społecznych.
W jej ocenie istotniejsze od samych słów propagandysty jest jednak towarzyszące im emocjonalne oddziaływanie. Groźby mają budować przekonanie, że Rosja może w każdej chwili zaatakować państwo NATO, a jedyną właściwą reakcją Zachodu powinno być podporządkowanie się.
„Dobry car” i odpowiedzialność zrzucana na słabszych
Rzeczkowski zapytał, czy z rosyjskich przekazów można wyczytać oznaki problemów wewnętrznych systemu lub potencjalnego osłabienia reżimu. Jędrzejczyk odpowiedziała, że rosyjska propaganda nie jest systemem konkurujących ze sobą opinii, dlatego nie można na jej podstawie w prosty sposób określić rzeczywistego stanowiska Władimira Putina.
Według niej centralizacja przekazu sprawia, że nawet problemy systemu są kierowane na osoby znajdujące się niżej w hierarchii. Jeśli coś nie działa, odpowiedzialność może zostać przypisana anonimowym urzędnikom albo przedstawicielom średniego szczebla.
Jędrzejczyk wskazywała tu na funkcjonujący w rosyjskiej kulturze politycznej schemat „dobrego cara i złych bojarów”. W takim ujęciu Putin pozostaje poza odpowiedzialnością za problemy, ponieważ winni mają być urzędnicy lub inni przedstawiciele systemu.
Rozmówczyni określiła rosyjską propagandę jako centralną „machinę do produkcji nienawiści” i porównała ją do broni oddziałującej jednocześnie na rosyjskie społeczeństwo i odbiorców poza Rosją. Podkreślała, że nie należy jej traktować wyłącznie jako zwykłej debaty medialnej, w której konkurują ze sobą różne poglądy.
Jak przeciwdziałać propagandzie?
W końcowej części rozmowy Rzeczkowski zapytał, czy Zachód może przeciwdziałać rosyjskiej propagandzie. Jędrzejczyk wskazała przede wszystkim na mechanizmy społeczeństwa obywatelskiego i zdolność odbiorców do samodzielnego analizowania przekazów.
W jej ocenie podstawowe pytania powinny dotyczyć prawdziwości informacji, wiarygodności osoby, która ją przekazuje, jej interesu w przedstawieniu określonej wersji wydarzeń oraz tego, co rzeczywiście wynika z komunikatu.
Jako przykład podała własne doświadczenia rodzinne z okresu PRL. Opowiadała, że rodzice po szczególnie krytycznych wypowiedziach pojawiających się w radiu lub telewizji pytali ją, co dana informacja naprawdę oznacza. Według niej właśnie takie zadawanie pytań może stanowić podstawę odporności na manipulację.
Rzeczkowski powiązał ten wątek z sytuacją Ukraińców w Polsce i rosnącą liczbą negatywnych postaw wobec nich. Jego zdaniem jednym z ważnych zadań powinno być przeciwdziałanie antyukraińskiej propagandzie.
Jędrzejczyk odpowiedziała, że jeżeli społeczeństwo rozumie, iż określone działania mogą służyć interesom Moskwy, można próbować przeciwdziałać im bez budowania kolejnej agresywnej narracji. Podkreśliła, że ludzie mają prawo do własnych lęków i emocji, a właściwą odpowiedzią powinien być dialog pozwalający zrozumieć ich źródła.
Zamiast pouczania — wspólne działanie
W ocenie Jędrzejczyk ważne jest, aby osoby mające obawy mogły zostać wysłuchane, zamiast być jedynie pouczane. Wskazywała na pogłębiony dialog obywatelski oraz wspólne działania niezwiązane bezpośrednio z wojną.
Przywołała przykłady lokalnego zaangażowania: odnawiania starych pomników, opieki nad drzewami, uczenia dzieci czy organizowania się wokół spraw lokalnych. Jej zdaniem takie aktywności wzmacniają więzi społeczne i ograniczają skuteczność przekazu opartego na nienawiści.
Rozmówczyni wskazywała również na doświadczenie polskiej pomocy Ukrainie. Jej zdaniem wspólne działanie było możliwe między innymi dlatego, że pomoc generowała silne, ale pozytywne emocje. Jednocześnie podkreślała znaczenie codziennej, mniej spektakularnej aktywności obywatelskiej.
Jako możliwy sposób reagowania na lęk podała prosty komunikat: nie trzeba się bać, można powiedzieć drugiej osobie, że jej strach jest zrozumiały i że nie pozostaje sama. W jej ocenie tego rodzaju więź może ograniczać skuteczność mechanizmu opartego na izolacji, strachu i wzajemnym szczuciu.
Na zakończenie Jędrzejczyk odniosła się do liczby ataków na Ukraińców w Polsce. Mówiła o prawdopodobnie kilkudziesięciu takich zdarzeniach i o radykalnym wzroście ich liczby, jednocześnie zaznaczając, że przy dużej liczebności ukraińskiej diaspory skala może wyglądać inaczej, niż wynikałoby to z najbardziej alarmistycznych przedstawień.
Za szczególnie istotny uznała natomiast fakt, że — według jej oceny — każdy taki atak był szeroko wykorzystywany przez rosyjską propagandę. To właśnie powielanie i emocjonalne eksponowanie pojedynczych zdarzeń miało, jej zdaniem, tworzyć szerszy obraz konfliktu między Polakami i Ukraińcami.
Rozmowa Grzegorza Rzeczkowskiego z Agnieszką Jędrzejczyk była pierwszym odcinkiem podcastu „Wyprzeć trolla”. Program ma zajmować się zagrożeniami związanymi z dezinformacją pochodzącą zarówno z Rosji i innych państw, jak również ze źródeł wewnętrznych.
Źródło: SprawdzamTo. Materiał: „Zaszczepiliśmy w nich nienawiść”. Jak Moskwa rozgrywa pobicia Ukraińców w Polsce? Kanał SprawdzamTo, 190 subskrybentów. Data publikacji materiału: 16 września 2026 r.


