Rosyjska eskalacja ataków dronowych, budżetowa dziura sięgająca 24 miliardów euro oraz kolejna odsłona afery korupcyjnej wokół Prokuratury Generalnej Ukrainy — to główne tematy najnowszego odcinka podcastu Rozumieć Ukrainę. Agnieszka Lichnerowicz rozmawia z Edwinem Bendykiem, który tuż po powrocie z Kijowa relacjonuje przebieg dorocznej konferencji Yalta European Strategy oraz bieżącą sytuację na froncie i w ukraińskiej gospodarce.
Pierwszy atak na pociąg międzynarodowy
Rozmowę otwiera pytanie o rosnące poczucie zagrożenia podczas podróży koleją po Ukrainie. Bendyk przypomina, że rosyjski dron uderzył w lokomotywę pociągu pasażerskiego relacji Kijów-Warszawa krótko po tym, jak tą samą trasą przejechał skład wiozący uczestników konferencji w Kijowie, w tym byłego premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona oraz byłego premiera Szwecji Carla Bildta. Bendyk ocenia, że mało prawdopodobne jest, by to właśnie ten „dyplomatyczny” pociąg był bezpośrednim celem ataku, jednak zbieżność czasowa najpewniej nie była przypadkowa i miała stanowić sygnał skierowany do Europy — był to bowiem prawdopodobnie pierwszy atak na pociąg międzynarodowy od początku wojny. Dzięki systemowi monitoringu zagrożeń i ewakuacji Ukrzaliznycji nie było ofiar ani rannych, choć lokomotywa została zniszczona. Wcześniej podobny atak dotknął pobliską stację benzynową, skąd na czas zdążono ewakuować pracowników. Bendyk zwraca uwagę, że incydent miał miejsce zaledwie kilkaset metrów od granicy z Polską, o czym mówił nawet premier Donald Tusk, a podobne ataki notowano wcześniej także w Mołdawii i Rumunii — wszystko to odczytuje jako celowe sygnalizowanie eskalacji wojny wobec państw wspierających Ukrainę.
Rozmówca podkreśla, że Rosjanie wykorzystują w tych atakach nowsze generacje szybkich dronów Geran z napędem odrzutowym, wobec których Ukraińcy nie mają jeszcze w pełni skutecznego systemu przechwytywania, choć — jak zapewniają przedstawiciele ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego — odpowiednia technologia istnieje i kwestią najbliższych tygodni pozostaje jedynie uruchomienie jej masowej produkcji. Rosja wykorzystuje tymczasem obecną przewagę do zadawania jak największych strat infrastrukturalnych i psychologicznych, atakując przede wszystkim stacje benzynowe na terenie całej Ukrainy oraz centra logistyczne pod Kijowem — w tym nowoczesne, w pełni zautomatyzowane centra, jakie posiadała między innymi firma Nowa Poszta. W efekcie Ukraińcy wracają częściowo do starszych, bardziej rozproszonych form dystrybucji opartych na mikroskładach, co przekłada się na wzrost cen i, jak zauważają mieszkańcy Kijowa, coraz częściej puste półki sklepowe, choć bez dramatycznych braków podstawowych produktów. Lichnerowicz przypomina przy tym, że w ostatnim tygodniu zbombardowany i czasowo zamknięty został także zakład należący do polskiego koncernu Cersanit w obwodzie żytomierskim, zaatakowany dronami. Bendyk wskazuje też na blokadę Morza Czarnego jako strategicznie kluczowy, wciąż nierozwiązany problem, dla którego, w przeciwieństwie do sytuacji z 2023 roku, gdy pomogły ukraińskie drony morskie eliminujące flotę czarnomorską, obecnie brak jest gotowego rozwiązania technologicznego.
Konferencja YES i słabość zachodniej reakcji
Bendyk relacjonuje przebieg dorocznej konferencji Yalta European Strategy w Kijowie, prowadzonej pod hasłem „pokój poprzez siłę tu i teraz”. Zwraca uwagę na wystąpienie Radosława Sikorskiego, który konsekwentnie opowiada się za bardziej zdecydowanymi odpowiedziami wobec Rosji, w tym za zestrzeliwaniem rosyjskich obiektów latających nad Ukrainą przy użyciu systemów bezzałogowych operowanych przez państwa NATO, oraz za intensyfikacją manewrów wojskowych przy granicy z obwodem kaliningradzkim jako formą strategicznego sygnalizowania gotowości. Sikorski miał posłużyć się anegdotą, zastrzegając nie mieć pewności co do jej prawdziwości, o tym, jak Stalin zgodził się na warunki pokoju z Finlandią zachowujące jej suwerenność po tym, jak w trakcie negocjacji dotarła do niego informacja o brytyjskich myśliwcach Spitfire zauważonych nad Azerbejdżanem — ilustrującą tezę, że skuteczne odstraszanie Rosji polega na sygnalizowaniu możliwości przeniesienia frontu w inne miejsce. Bendyk ocenia, że tego rodzaju strategiczne sygnalizowanie to coś, co powinna robić Europa, ponieważ na Stany Zjednoczone nie można obecnie w pełni liczyć — przypomina przy tym niedawne doniesienia, że syn Donalda Trumpa sfinansował swoje przyjęcie weselne z pieniędzy rosyjskiego oligarchy, który miał zmienić nazwisko na „Kremlow” w hołdzie dla Kremla, co Bendyk określa jako obrzydliwe i politycznie wymowne w kontekście powiązań rodziny Trumpa.
Rozmówca krytycznie ocenia też wystąpienie Jareda Kushnera podczas zdalnej rozmowy na konferencji, którego poziom analizy sytuacji nazywa kuriozalnym — Kushner miał sugerować, że jedyną przeszkodą na drodze do pokoju są sami Ukraińcy niechętni oddaniu ziemi, podczas gdy Rosja pozostaje rzekomo „oddana idei pokoju”, co wywołało salwy śmiechu na sali. Lichnerowicz i Bendyk zgodnie oceniają, że atak na pociąg najprawdopodobniej nie zmieni w istotny sposób reakcyjnej co do zasady strategii europejskiej, opartej na unikaniu eskalacji, mimo że to raczej Rosja, a nie Europa, wyznacza obecnie tempo i charakter eskalacji. Bendyk zwraca uwagę na drugi, istotny komponent tej ostrożności — politykę wewnętrzną i obawę przed utratą poparcia społecznego, ilustrowaną złożoną grą między lękiem przed wojną a podświadomym szukaniem wyjścia z konfrontacji, którą — jak zauważa — aktywnie wykorzystuje w Polsce Grzegorz Braun, wzywając do „marszu pokoju”; Lichnerowicz dodaje, że w tle tej narracji pozostaje również rosyjska dezinformacja.
Bendyk odnosi się też do wypowiedzianej na konferencji tezy ukraińskiego analityka Mykoły Bielieskowa, według którego zarówno Zachód, jak i Ukraina zdają sobie sprawę, że w razie ataku Rosji na Zachód uderzenie prowadziłoby przez Ukrainę, co podświadomie usypia czujność europejskich partnerów. Zwraca również uwagę na rosnące nastroje eurosceptyczne wśród młodych Ukraińców, wynikające zarówno z frustracji korupcją i spowolnieniem reform, jak i z braku przekonującej wizji miejsca Ukrainy w przyszłości Europy. Omawiając słabość pozycji negocjacyjnej wobec Stanów Zjednoczonych, Bendyk krytykuje częste w Polsce twierdzenia o „bezalternatywności” sojuszu z USA, porównując taką postawę do kupowania samochodu bez możliwości negocjacji ceny — w przeciwieństwie do Ukraińców, którzy, jak zauważa, po ogłoszeniu przez Trumpa wstrzymania dostaw uzbrojenia natychmiast zademonstrowali posiadanie alternatyw, zamawiając samoloty Rafale we Francji i Gripeny w Szwecji. Lichnerowicz puentuje ten wątek ironiczną uwagą, że im częściej ktoś powołuje się na bycie „realistą” i „geopolitykiem”, tym więcej wykazuje odruchów romantycznych — jej zdaniem te dwie postawy idą ze sobą w parze. Zamykając wątek europejski, Lichnerowicz przywołuje niedawny raport Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych (ECFR), z którego wynika, że podobną diagnozę stawiają sami Europejczycy — nawet wśród zwolenników zjednoczonej Europy, w tym wyborców partii proeuropejskich rozumiejących skalę wyzwań, panuje powszechne poczucie, że Europie brakuje przywództwa i konkretnego pomysłu, a długo oczekiwane „europejskie przebudzenie” wciąż nie nastąpiło.
Front przechodzi pod ziemię
Bendyk opisuje zmieniający się charakter działań na linii frontu, gdzie klasyczna linia obrony ustąpiła miejsca „szarej strefie śmierci”, w której pojedynczy żołnierze utrzymują pozycje w rozproszeniu, co znacznie utrudnia analitykom jednoznaczne określenie, kto faktycznie kontroluje dane terytorium. Wskazuje na ostrożne doniesienia analityków o ukraińskiej kontrofensywie na wschodnim odcinku frontu, w wyniku której odbito około 200 kilometrów kwadratowych terytorium — zwraca przy tym uwagę, że Ukraińcy nie chwalą się tym osiągnięciem publicznie, w przeciwieństwie do Rosjan, którzy zdążyli już ogłosić sukcesy, których w rzeczywistości nie osiągnęli. Potwierdzenia ukraińskiej inicjatywy dostarczają za to zachodnie think tanki, w tym analitycy tacy jak Michael Kaufman, choć wszyscy zastrzegają, że mowa jedynie o poziomie taktycznym, bez przełomu operacyjnego czy strategicznego.
Rozmówca przywołuje głośny tekst Erica Schmidta, byłego szefa Google, obecnie inwestora w ukraińskie startupy dronowe i militarne, opublikowany na łamach Washington Post, w którym Schmidt ostrzega, że Rosja dokonuje własnego przełomu technologicznego, a jej przewaga skali może doprowadzić do sytuacji, w której Ukraina bez zwiększonego wsparcia sojuszników zachodnich nie poradzi sobie na froncie. Bendyk zastrzega, że tego rodzaju komunikaty mają charakter strategiczny, a nie czysto informacyjny, i mogą być świadomie dramatyzowane, podobnie zresztą jak niektóre komunikaty ukraińskie. Przyznaje jednak, że system rosyjski, choć wolniejszy w rozwoju innowacji, dysponuje zdolnością szybszego skalowania i umasowienia produkcji, częściowo dzięki budżetowi trzykrotnie wyższemu niż ukraiński. Wspomina też wymowną scenę z konferencji, gdy jeden z dowódców odpowiedzialnych za rozwój technologii wojskowych, zapytany wprost, czy Ukraina używa już autonomicznych systemów bezzałogowych opartych na sztucznej inteligencji, jedynie się uśmiechnął, nie udzielając odpowiedzi wprost — co Bendyk odczytuje jako potwierdzenie, że tego rodzaju systemy są już wykorzystywane, podobnie jak po stronie rosyjskiej. Zwraca przy tym uwagę na alarmujące dane, według których nawet 80 procent ofiar wśród żołnierzy dotyczy momentu wychodzenia z pozycji podziemnych — obserwację tę przywołał również Eric Schmidt w swoim tekście.
Schmidt postuluje w artykule, by Zachód traktował ukraiński przemysł zbrojeniowy jako przedłużenie własnego, integrując zachodnie moce produkcyjne ze skalowania z ukraińską innowacyjnością, której głównym ograniczeniem pozostaje brak odpowiednich linii produkcyjnych. Bendyk wskazuje jednak na liczne przeszkody formalne i regulacyjne, w tym rozbieżne standardy bezpieczeństwa produkcji obowiązujące w państwach europejskich, a także problem niejasnego pochodzenia części ukraińskich technologii, wywodzących się częściowo z rozwiązań przejętych niegdyś przez Moskwę, co rodzi pytania o kontrolę bezpieczeństwa ze strony NATO. Jako przykład wskazuje ukraińską firmę Firepoint, prezentowaną jako lidera sektora, kojarzoną z młodą, aktywną medialnie prezeską, ale też z niejasnymi powiązaniami wskazywanymi w kontekście afery Mindicza, co skłania ekspertów do sceptycyzmu wobec zapowiedzi firmy. Mimo tych trudności rozmówca ocenia, że współpraca przemysłowa mimo wszystko się rozwija, wskazując na przykłady polskiej firmy WB Electronics oraz niemieckiej firmy Quantum produkującej drony.
Bendyk relacjonuje też zmiany w dowództwie ukraińskiej armii, podkreślając pozytywny odbiór w środowiskach eksperckich manifestu wartości ogłoszonego przez nowego głównodowodzącego, generała Mychajła Drapatego. Wspomina o trwającej konsolidacji nowego systemu korpusowego oraz o kolejnym awansie generała Andrija Biłeckiego, dowódcy trzeciego korpusu armijnego, który objął dodatkowo dowództwo grupy armii na newralgicznym odcinku frontu w obwodzie donieckim — Lichnerowicz przypomina przy tym nagranie, na którym Biłecki spacerował po Switłohirsku, uprzednio uznawanym za zajęty przez Rosjan, pytając retorycznie, gdzie są Rosjanie. Bendyk zauważa, że postulaty części publicystów o odsunięcie Biłeckiego ze względu na jego neonazistowską przeszłość najpewniej nie zostaną zrealizowane. Ocenia też ogólną atmosferę konferencji jako naznaczoną pewną apatią i powtarzalnością — mimo obecności znanych postaci, takich jak wracający do Kijowa Boris Johnson, brakowało nowych pomysłów wykraczających poza powtarzanie tych samych argumentów bez przełożenia na konkretne działania, zwłaszcza w kwestii budowy realnej architektury bezpieczeństwa dla Ukrainy.
Dziura budżetowa i pytanie o zamrożone rosyjskie aktywa
Rozmówcy przechodzą do kwestii gospodarczych, przypominając doniesienia zachodnich mediów, według których prezydent Wołodymyr Zełenski podczas sierpniowych obchodów święta niepodległości poinformował europejskich partnerów, ku ich zaskoczeniu, że Ukraina potrzebuje już teraz około 24 miliardów euro, by przetrwać finansowo do końca roku. Lichnerowicz zauważa, że w odpowiedzi na pytania próbowano częściowo obarczyć odpowiedzialnością ministra Rustema Umierowa za decyzje zakupowe, które miały przyczynić się do powstania tej dziury budżetowej.
Bendyk przywołuje wystąpienie szefowej Komisji Budżetowej Rady Najwyższej, pani Pidwysockiej, która na konferencji YES wskazywała na kilka źródeł kryzysu. Pierwszym jest gwałtowny wzrost dziennych kosztów prowadzenia wojny — ze 140 milionów dolarów w 2024 roku do obecnych 190 milionów dolarów dziennie, czyli wzrost o blisko 20 procent, wynikający z rosnącej intensywności technologicznej konfliktu, a także z kosztów społecznych związanych z utrzymaniem rodzin poległych oraz osób trwale niepełnosprawnych w wyniku wojny. Drugim źródłem problemu są konsekwencje rosyjskich ataków na ukraińskich płatników podatków — niszczony przemysł stalowy, który nie może eksportować swojej produkcji, rolnicy niemogący wywozić zboża na rynki międzynarodowe oraz sparaliżowane centra logistyczne, takie jak Nowa Poszta, nie generują już wcześniejszych wpływów podatkowych, które w pierwszych latach wojny systematycznie rosły. Bendyk zaznacza, że problem ma charakter złożony i nie można wykluczyć, że część odpowiedzialności ponoszą również błędy zarządcze oraz nieefektywność systemu zamówień publicznych.
Lichnerowicz i Bendyk omawiają następnie powracającą w europejskiej debacie kwestię wykorzystania zamrożonych aktywów rosyjskiego banku centralnego. Przypominają, że wcześniejsza próba wykorzystania tych środków jako zabezpieczenia pożyczki dla Ukrainy, spłacanej docelowo z ewentualnych rosyjskich reparacji, nie powiodła się ze względu na sprzeciw Belgii, na której terytorium znajdują się te aktywa — Belgowie obawiają się konsekwencji prawnych i uznali oferowane przez pozostałych Europejczyków gwarancje za niewystarczające. Choć część krajów, w tym Polska, wraca obecnie do tego pomysłu w kontekście kwoty sięgającej niemal 25 miliardów euro, Lichnerowicz ocenia sceptycznie szanse na przełom, wskazując, że okno na poważniejsze decyzje w Europie zamyka się z końcem roku ze względu na zbliżające się wybory w kilku kluczowych krajach, w tym we Francji, Polsce, Hiszpanii i Włoszech. Rozmówcy odnoszą się też do niedawnego apelu Donalda Trumpa, wystosowanego tuż po ataku na lokomotywę blisko granicy z Polską, by Ukraina zaprzestała ataków na rosyjskie stacje benzynowe — Lichnerowicz zauważa z ironią, że motywacją tej prośby mogą być rosnące ceny diesla w obliczu zbliżających się wyborów w Stanach Zjednoczonych, a nie faktyczna troska o eskalację, podczas gdy Bendyk podkreśla, że tego rodzaju sygnalizowanie bezradności stawia Ukrainę w roli klienta, a nie partnera Stanów Zjednoczonych.
Afera Kartagina: kolejna odsłona
Rozmówcy wracają do wątku afery korupcyjnej wokół ukraińskiej Prokuratury Generalnej, znanej pod kryptonimem Kartagina, prowadzonej wspólnie przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) oraz Specjalizowaną Antykorupcyjną Prokuraturę (SAP). Lichnerowicz przypomina, że działania tych instytucji doprowadziły do zawieszenia, a następnie dymisji prokuratora generalnego, który opuścił kraj po tym, jak jego bliski współpracownik, szef jednego z departamentów, został aresztowany pod zarzutem organizowania i czerpania milionowych korzyści z sieci nielegalnych call center wyłudzających pieniądze od obywateli, w tym Europejczyków, metodami typowymi dla oszustw telefonicznych. Zwraca uwagę, że przez długi czas nie udawało się skutecznie zwalczyć tego procederu między innymi dlatego, że jedno z centrów organizacyjnych całego systemu miało funkcjonować w samej prokuraturze.
Bendyk potwierdza, że nie wiadomo, czy prokurator generalny wróci do Ukrainy — oficjalnie przebywa w delegacji służbowej, między innymi na konferencji na Litwie. Zaznacza, że były prokurator próbował przerzucić odpowiedzialność na szefa NABU, sugerując, że on również jest skorumpowany, i miał nawet podpisać zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przeciwko niemu, jednak oficjalny komunikat samej prokuratury generalnej zaprzeczył, jakoby toczyło się wobec szefa NABU jakiekolwiek postępowanie. Zdaniem Bendyka sytuacja jest dla prezydenta Zełenskiego w pewnym sensie wygodna, ponieważ dotyczy innego ośrodka władzy niż jego bezpośrednie otoczenie, choć sam prokurator generalny pozostawał jego bezpośrednim nominatem i realizował zlecenia polityczne administracji prezydenckiej — w tym, jak przypomina rozmówca, w zeszłym roku razem ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy uczestniczył w próbach podważenia wiarygodności śledczych NABU poprzez konstruowanie bezpodstawnych zarzutów o rosyjskie wpływy w tej instytucji. Bendyk podsumowuje, że choć prokuratura pozostaje organem silnie upolitycznionym, sam proceder korupcyjny wydaje się być prowadzony przez zamieszanych w niego urzędników na własną rękę, a nie w ramach zorganizowanego systemu.
Spektakl „Kasandra” w cieniu syren alarmowych
Na zakończenie rozmowy Bendyk relacjonuje premierę spektaklu „Kasandra” w reżyserii Grzegorza Jarzyny, wieńczącego wieloletni projekt teatralny reżysera w Kijowie, zrealizowanego jako bezprecedensowa koprodukcja Teatru Łesi Ukrainki, Narodowego Teatru Dramatycznego oraz Teatru Narodowego imienia Iwana Franki. Spektakl, trwający łącznie niemal trzy godziny, przerwany został w trakcie przerwy alarmem oznaczającym bezwzględną konieczność schronienia się przed zagrożeniem balistycznym — publiczność spokojnie, bez paniki, opuściła teatr, korzystając z pobliskiej stacji metra pełniącej funkcję schronu, po czym po około pół godziny wróciła na widownię, by dokończyć spektakl owacjami na stojąco. Bendyk ocenia to zdarzenie jako wymowne świadectwo ducha mieszkańców Kijowa, przywołując podobne doświadczenie z wcześniejszej wizyty w Teatrze Iwana Franki podczas zimy.
Rozmówca podkreśla, że „Kasandra” włącza doświadczenie obecnej wojny w tradycję tragedii greckiej, odwołując się do mitu wojny trojańskiej, przy czym kluczowym zabiegiem reżysera jest przesunięcie akcentu z daru przewidywania przyszłości na temat pamięci i jej odzyskiwania — zdaniem Bendyka Jarzyna trafnie uchwycił, że największym wyzwaniem dla Ukraińców będzie w przyszłości nie tyle sama odbudowa, co rozliczenie się z pytaniami o to, kto co robił w czasie wojny. Na pytanie Lichnerowicz, czy nie jest jeszcze za wcześnie na tego rodzaju artystyczne przepracowywanie wojny, Bendyk odpowiada zdecydowanie przecząco, oceniając, że tego rodzaju sztuka odpowiada na realną potrzebę przefiltrowania zbiorowych emocji językiem wysokiej kultury, a nie mediów społecznościowych, dając widzom szansę na zrozumienie samych siebie w obliczu trwającej tragedii.
Materiał „Gospodarka Ukrainy na krawędzi? 24 mld długu, nowe ataki Rosji i wyścig zbrojeń” ukazał się w ramach podcastu i wideokastu Rozumieć Ukrainę, realizowanego wspólnie przez Fundację im. Stefana Batorego oraz tygodnik Polityka, 16 września 2026 roku. Rozmawiali Agnieszka Lichnerowicz i Edwin Bendyk.