Arleta Bojke w reportażu „FPV, Shahedy, światłowody” przeanalizowała, jak wojna rosyjsko-ukraińska stała się poligonem doświadczalnym dla technologii bezzałogowych — od małych dronów rozpoznawczych, przez FPV i ciężkie „bomby latające”, po naziemne roboty bojowe — i jak doświadczenia z tego frontu uświadamiają NATO własną bezbronność wobec nowego rodzaju wojny.
Ukraina jako laboratorium wojny dronów
Bojke przypomniała, że w Dzień Niepodległości Ukrainy w Kijowie odbyła się pierwsza na świecie parada zrobotyzowanych systemów bojowych — dronów w najróżniejszych formach, w tym bezzałogowych jednostek pływających, którymi Ukraina zatapia okręty rosyjskiej floty na Morzu Czarnym, oraz dronów przechwytujących zestrzeliwujących rosyjskie bezzałogowce dalekiego zasięgu. Ukraina, nie mogąc dorównać Rosji skalą mobilizacyjną, postawiła na maszyny — co eksperci wojskowi, w tym szef firmy Palantir Alex Karp, określają jako uczynienie z niej „ostrza włóczni” globalnego postępu technologii wojskowej.
Zimny prysznic dla NATO
Bojke opisała wielonarodowe ćwiczenia Aurora 26 na szwedzkiej wyspie Gotlandia, podczas których szwedzcy wojskowi trzykrotnie wstrzymywali przebieg manewrów, nie rozumiejąc, jak to możliwe, że ich pododdziały zostały „umownie” zniszczone przez przeciwnika, którego nie zdołali nawet wykryć. W roli przeciwnika wystąpił 24-letni ukraiński operator dronów o pseudonimie Tariq, przybyły prosto z frontu — jak sam relacjonował, zademonstrowana skala zniszczeń, jakie może wyrządzić pojedyncza załoga dronowa, dopiero zaczęła docierać do żołnierzy NATO. Podobne wyniki przyniosły ćwiczenia w Niemczech i Estonii, gdzie, jak opisywał „The Wall Street Journal”, zaledwie dziesięciu ukraińskich operatorów dronów w pół dnia „rozgromiło” dwa bataliony sojusznicze — jeden z uczestniczących w symulacji operatorów relacjonował, że wykrywał wrogie kolumny już z odległości 7–8 kilometrów, a przy większej liczbie dostępnych dronów żadna z nich nie zdążyłaby nawet uruchomić silników. Bojke podkreśliła, że dla oficerów NATO nie było to jedynie ćwiczeniowe zaskoczenie, lecz uświadomienie sobie realnej bezbronności wobec potencjalnego konfliktu z Rosją — tym bardziej że ukraińscy uczestnicy świadomie odgrywali rolę strony rosyjskiej, demonstrując technologie stosowane przez obie strony wojny. Jeden z cytowanych ekspertów wojskowych podsumował tę rewolucję dobitnie: nie ma już na świecie czołgu, którego nie zatrzymałoby trafienie dronem kosztującym zaledwie 300–400 dolarów.
Rewolucja dronów FPV i latające „baby jagi”
Bojke wyjaśniła zasadę działania dronów FPV (First Person View) — operator zamiast patrzeć na ekran zakłada gogle przekazujące obraz bezpośrednio z kamery drona, sterując nim niemal jak z kokpitu statku powietrznego. Opisała też ciężkie drony bombowe, zdolne przenosić duże ładunki, nazywane przez rosyjskich żołnierzy „babą jagą” ze względu na charakterystyczny, groźny dźwięk i skuteczność w nocnych atakach na stanowiska wojskowe. Jak wynika z przytoczonych danych, to właśnie drony FPV i tzw. heksakoptery odpowiadają dziś za blisko 90 procent trafień, rannych i zniszczonej techniki na linii frontu.
Bojke przywołała relację Damiana Dudy, ratownika pola walki, opisującego, jak drony fundamentalnie zmieniły charakter samej linii frontu — dawna „linia styczności wojsk” przekształciła się w rozległą „strefę śmierci”, w której żołnierze praktycznie nie zbliżają się już do siebie na tak małą odległość jak jeszcze w 2015 roku pod Mariupolem, gdzie strony dzielił zaledwie kilometr — dziś to właśnie drony pokonują tę przestrzeń zamiast ludzi. W jednej z przywołanych scen operacyjnych słychać charakterystyczną wymianę radiowych kryptonimów między operatorami — „Zyrza, Sokoł, Osa” — a dowódca obiecuje każdemu z nich nowe śmigła w zamian za wykonanie zadania, co oddaje surowy, ale też nieco codzienny klimat pracy na tej linii frontu.
Osobną innowacją są tanie drony przechwytujące, stanowiące dla Ukrainy nowy, znacznie tańszy system obrony powietrznej — jeden taki dron kosztuje około 2000 dolarów, w porównaniu z 5 milionami dolarów za pojedynczą rakietę systemu Patriot, wcześniej wykorzystywaną do zestrzeliwania irańskich shahedów.
Wyścig zbrojeń: Rosja dogania Ukrainę
Bojke opisała, jak po zniszczeniu rosyjskich kolumn pancernych w pierwszym roku wojny Rosja od 2023 roku zaczęła intensywnie doganiać Ukrainę w technologiach dronowych. Przywołała marzec 2024 roku jako moment pierwszego udokumentowanego „starcia maszyn” — rosyjskie zrobotyzowane platformy gąsienicowe uzbrojone w granatniki zaatakowały ukraińskie pozycje, obserwowane przez ukraińskiego drona-zwiadowcę, który naprowadził następnie atak dronów FPV niszczących te platformy — wydarzenie to rosyjskie media określiły wówczas jako „pierwszą bitwę robotów”.
Bojke wskazała, że do 2024 roku Rosja uzyskała przewagę technologiczną w jednej dziedzinie — dronach sterowanych przez cienki, rozwijający się nawet na dziesiątki kilometrów kabel światłowodowy, odpornych na wszelkie środki walki radioelektronicznej, ponieważ nie emitują żadnych sygnałów radiowych możliwych do zagłuszenia. Jak relacjonowali cytowani żołnierze, to właśnie tego typu dronów ukraińscy żołnierze obawiają się najbardziej — pozostawiają one po sobie kilometry cienkiego kabla, którego na froncie zebrało się już tak wiele, że ptaki zaczęły wić z niego gniazda. Bojke przywołała też nagranie ukazujące rosyjski pododdział poszukujący i przecinający pozostawione przez ukraińskie drony przewody światłowodowe, określane żargonowo jako „żduny” — czatujące, gotowe do detonacji po najechaniu przez pojazd.
Rosyjskie centrum Rubikon i rywalizacja z ukraińskimi Ptakami Madziara
Bojke opisała utworzone przez Rosję w 2024 roku tajne Centrum Perspektywicznych Technologii Bezzałogowych Rubikon, podlegające bezpośrednio rosyjskiemu ministrowi obrony Andriejowi Biełousowowi — jednostka ta, jak relacjonował żołnierz, który przeszedł na stronę ukraińską, otrzymuje priorytetowe finansowanie i najnowocześniejszy sprzęt. To właśnie Rubikonowi Rosja zawdzięcza sukces w wypieraniu ukraińskich sił z części zajętego wcześniej obwodu kurskiego — jednostka prowadzi masowe ataki dronowymi „rojami”, niszczy ukraińską logistykę i celowo poluje na ukraińskich operatorów dronów.
Bojke wskazała, że polowanie na operatorów dronów stało się jednym z priorytetów po obu stronach frontu — jeńcy rosyjscy, którzy trafili do ukraińskiej niewoli, relacjonowali, że służba w piechocie bywa dziś bezpieczniejsza niż w jednostkach dronowych, ponieważ wykryci operatorzy są bezwzględnie eliminowani. Przywołała też konkretne dane: rosyjska armia rekrutuje miesięcznie 30–35 tysięcy nowych żołnierzy, podczas gdy ukraińskie siły eliminują ponad 20 tysięcy rosyjskich żołnierzy miesięcznie (zabitych i rannych) — co stało się przedmiotem świadomej, chłodnej kalkulacji strategicznej po stronie ukraińskiej, dążącej do podniesienia tego wskaźnika o kolejną jedną trzecią.
Ałabuga Politech i oddolna, rozproszona produkcja ukraińska
Bojke opisała kontrastujące modele organizacji produkcji dronów w obu krajach. W Rosji cała produkcja jest silnie scentralizowana i kontrolowana przez państwo — flagowym przykładem jest kompleks Ałabuga Politech w Tatarstanie, formalnie funkcjonujący jako uczelnia techniczna, faktycznie będący największą na świecie fabryką dronów uderzeniowych typu shahed, produkowanych na licencji irańskiej technologii przez studentów, w tym osoby niepełnoletnie — jeden z cytowanych studentów mikroelektroniki deklarował udział w projekcie jako wyraz patriotyzmu. Kompleks obejmuje ponad tysiąc hektarów infrastruktury, a jego kampania reklamowa pojawiła się nawet na billboardzie na Times Square w Nowym Jorku.
Na Ukrainie system produkcji rozwinął się natomiast oddolnie, od chałupniczych warsztatów po setki niezależnych, prywatnych firm rozsianych po całym kraju, ze sobą konkurujących, przy czym wiele osób pracujących w tym sektorze nie ma żadnego wykształcenia technicznego — Bojke przywołała relację kobiety z wykształceniem prawniczym, angażującej się w produkcję dronów, ponieważ jej mąż służy w armii, a ona sama uważa to za formę wsparcia dla państwa. Jedna z ukraińskich fabryk zwiększyła w krótkim czasie liczbę drukarek 3D wykorzystywanych do produkcji komponentów z trzech do siedemdziesięciu, działających całą dobę.
Roboty naziemne i moralnie niepokojące zastosowania dronów
Bojke opisała też ukraińskie naziemne kompleksy zrobotyzowane — sterowane zdalnie, nawet z odległości ponad 100 kilometrów za pomocą łączności satelitarnej pojazdy, które dziś prowadzą szturmy, minują teren, dowożą amunicję i ewakuują rannych ze strefy śmierci, minimalizując ryzyko utraty życia ludzkiego. Przywołała dramatyczne nagranie, na którym dowódca kompanii szturmowej osobiście, prywatnym pickupem, ratował dwóch rannych żołnierzy po tym, jak wiozący ich robot został unieszkodliwiony przez rosyjskiego drona.
Bojke poruszyła też mroczniejszy aspekt wojny dronowej — coraz liczniejsze w sieci nagrania, na których operatorzy dronów zdają się „bawić” ze swoimi ofiarami niczym w grze komputerowej, w tak zwanych „szarych strefach” blisko linii frontu, gdzie brak jest jakiejkolwiek ochrony antydronowej. Przywołała głośne przypadki, w tym atak rosyjskiego drona na sprzedawcę arbuzów w Chersoniu oraz opublikowane przez rosyjski kanał wideo celowego ataku na nieuzbrojonego rowerzystę — zastrzegła przy tym, że podobne przypadki znęcania się dokumentowano też po stronie ukraińskiej, choć rzadziej. W odpowiedzi na to zagrożenie Ukraina uruchomiła program „Linia dronów”, mający stworzyć rozbudowaną, wielowarstwową strefę obronną, porównywaną w skali do Wielkiego Muru Chińskiego, mającą zatrzymywać wszelkie nadlatujące bezzałogowce.
Ostrzeżenie dla Europy
Bojke zwróciła uwagę na wypowiedź jednego z cytowanych ekspertów, żałującego, że podobny system obronny nie powstał już w 2014 roku, co mogłoby uchronić Ukrainę przed pełnoskalową inwazją — i wyraziła nadzieję, że Polska i Europa nie będą musiały kiedyś wypowiedzieć podobnych słów żalu, mimo że ogłaszana już europejska „ściana antydronowa” wciąż daleko odbiega od realnych, praktycznych rozwiązań wypracowanych przez Ukrainę.
Bojke odniosła się krytycznie do braku w Polsce debaty na temat powszechnego przeszkolenia wojskowego, mimo że wprowadzili je już wszyscy sąsiedzi kraju, a badanie Gallup International wykazało, że gotowych bronić swojego kraju w razie agresji jest w Europie mniej niż połowa ludzi. Przywołała protesty niemieckiej młodzieży przeciwko obowiązkowej służbie wojskowej oraz szokującą wypowiedź 19-letniego studenta z Berlina, deklarującego, że wolałby żyć w Niemczech pod władzą Putina niż w kraju rozdzieranym wojną.
Na zakończenie Bojke wskazała, że europejskie państwa, choć wolniej niż Ukraina, zaczynają wdrażać podobne rozwiązania technologiczne — Niemcy uruchomiły seryjną produkcję bojowych bezzałogowców dalekiego zasięgu, Wielka Brytania tworzy pododdziały wyposażone w drony FPV i drony przechwytujące, a Szwajcaria zapowiedziała utworzenie własnego centrum systemów bezzałogowych. Reportaż zamknęła ironicznym nawiązaniem do filmu „Terminator” o buncie maszyn — przypominając widzom, że fabularne wydarzenia tego filmu rozgrywają się w 2029 roku, i pozostawiając pytanie, czy to porównanie nie jest w obecnych realiach nieco zbyt trafne.
Materiał „FPV, SHAHEDY, ŚWIATŁOWODY. DRONY ZMIENIŁY WOJNĘ UKRAINA – ROSJA”, kanał Koniec Świata – Arleta Bojke na YouTube (302 tys. subskrybentów), 15 września 2026.