Prokurator generalny Ukrainy Rusłan Krawczenko uciekł z kraju po tym, jak Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy wykryło, że kierowana przez niego prokuratura organizowała siatkę call center wyłudzających pieniądze od klientów banków — także w Polsce. Sprawę komentuje Grzegorz Ślubowski, zwracając uwagę, że podczas gdy Ukraina mierzy się z kolejną wielką aferą korupcyjną, ukraińskie elity władzy angażują się jednocześnie w spór o historię stosunków polsko-ukraińskich.
Ucieczka w środku nocy
Krawczenko przekroczył granicę polsko-ukraińską 14 września o drugiej w nocy, przejeżdżając samochodem służbowym. Formalnie miał wyjechać w delegację do Paryża, którą sam sobie wypisał. Od tego momentu nikt oficjalnie nie wie, gdzie się znajduje, a wszystko wskazuje na to, że na Ukrainie już się nie pojawi. Komentator ocenia, że gdyby Krawczenko nie uciekł, na pewno trafiłby do więzienia.
Szafy pełne pieniędzy w Prokuraturze Generalnej
Cała afera rozpoczęła się od wejścia funkcjonariuszy NABU, czyli Narodowego Biura Antykorupcyjnego, do Biura Prokuratury Krajowej w ramach operacji o kryptonimie Kartagina. Podczas przeszukania funkcjonariusze odnaleźli szafy dosłownie wypełnione gotówką. Aresztowany został Sierhij Chropywa, dyrektor Departamentu Cyberprzestępczości Ukrainy, natomiast oskarżenia postawiono samemu prokuratorowi generalnemu. Jak wyjaśnia komentator, okazało się, że Prokuratura Generalna Ukrainy nie tylko nie zwalczała cyberprzestępczości, lecz sama ją organizowała — funkcjonariusze NABU ustalili, że prokuratura stworzyła sieć około tysiąca pięciuset call center, w których pracowało łącznie sześćdziesiąt tysięcy osób. Ta licząca się niemal jak armia grupa zajmowała się wyłudzaniem pieniędzy poprzez podszywanie się pod różne banki, prowadząc działalność przestępczą nie tylko na terenie Ukrainy, ale w całej Europie. Komentator zwraca uwagę, że jeśli ktokolwiek w Polsce odebrał telefon od rzekomego przedstawiciela banku próbującego wyłudzić numer rachunku, hasło lub pieniądze, mógł mieć do czynienia właśnie z osobami działającymi pod „kryszą” ukraińskiej prokuratury — jak dosadnie określił to komentator, opisując rolę prokuratury jako mafijnej ochrony przestępczego procederu w zamian za udział w zyskach. Według przytoczonych szacunków, prokuratorzy mieli czerpać z tego procederu zyski rzędu trzydziestu milionów dolarów miesięcznie.
Pytania bez odpowiedzi po obu stronach granicy
Komentator wskazuje na szereg niewyjaśnionych okoliczności całej sprawy. Pierwsze pytanie dotyczy tego, dlaczego władze Ukrainy w ogóle pozwoliły Krawczence opuścić kraj, skoro już wtedy wiele wskazywało na jego udział w przestępczym procederze. Drugie, istotniejsze z polskiej perspektywy pytanie, dotyczy tego, dlaczego polskie służby wpuściły go na terytorium Polski i nie zatrzymały go, mimo że przestępstwa, w które był zamieszany, dotyczyły również ofiar w Polsce. Komentator ocenia, że Krawczenko, zajmujący najwyższe stanowisko w ukraińskiej elicie władzy, dysponował prawdopodobnie ogromną wiedzą na temat funkcjonowania tego środowiska, dlatego polskie służby powinny go co najmniej przesłuchać. Zwraca też uwagę, że afera najpewniej nie dotyczy wyłącznie samej Prokuratury Generalnej, lecz sięga szerzej — prawdopodobnie także bliskiego otoczenia prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który obecnie zachowuje się, jakby w ogóle nie znał Krawczenki. Sam prokurator generalny przed ucieczką próbował jeszcze bronić się, dążąc do doprowadzenia do aresztowania dyrektora NABU, a więc instytucji, której śledztwo ostatecznie zmusiło go do opuszczenia kraju.
Dwie wersje wydarzeń
Komentator przedstawia dwie możliwe interpretacje tego, dlaczego afera wyszła na jaw właśnie teraz, po latach trwania procederu. Pierwsza, którą określa jako bardziej romantyczną, zakłada, że na Ukrainie rzeczywiście działają ludzie autentycznie zaangażowani w walkę z korupcją, skupieni głównie wokół Narodowego Biura Antykorupcyjnego i Narodowej Prokuratury Antykorupcyjnej, którzy konsekwentnie odkrywają kolejne afery zataczające coraz szersze kręgi. Druga, bardziej pragmatyczna wersja, nie wyklucza pierwszej, lecz wiąże ujawnienie afery z trwającymi rozmowami pokojowymi w sprawie Ukrainy. Zdaniem komentatora Amerykanie, którzy w dużej mierze kontrolują ukraińskie instytucje antykorupcyjne, mogą w ten sposób wywierać presję na prezydenta Zełenskiego, dążąc do wymuszenia na nim ustępstw i skłonienia go do zasiadania przy stole negocjacyjnym, ponieważ Donaldowi Trumpowi i stronie amerykańskiej zależy na doprowadzeniu do rozmów i przynajmniej zawieszenia broni między Rosją a Ukrainą. Komentator zaznacza, że nie wyklucza prawdziwości obu wersji jednocześnie, przypominając jednocześnie, że NABU prowadzi tego typu śledztwa od dawna — wcześniej ujawniona operacja MIDAS wykryła, że wysocy urzędnicy ukraińscy przyjmowali pieniądze za niebudowanie zabezpieczeń obiektów energetycznych przed rosyjskimi atakami, co skutkowało zwyczajnym rozkradaniem środków. Obecną aferę komentator ocenia jednak jako kolejny poziom korupcji — tym razem nie chodziło jedynie o przyjmowanie łapówek za już istniejący schemat, lecz o samodzielne organizowanie takich schematów przez osoby ponownie silnie powiązane z najbliższym otoczeniem prezydenta Zełenskiego, który dziś oficjalnie się od nich odcina.
Odwrócenie uwagi przez historię
Prezydent Ukrainy wezwał Radę Najwyższą do powołania nowego prokuratora generalnego, określając działania Krawczenki jako absolutnie niedopuszczalne i karygodne. Jednocześnie, jak zauważa komentator, szef Kancelarii Prezydenta Kyryło Budanow opublikował wpis niedotyczący afery korupcyjnej, lecz historii stosunków polsko-ukraińskich — potępiający akcję „Wisła”, czyli przesiedlenia Ukraińców, Bojków i Łemków w czasach PRL z Bieszczad oraz terenów południowo-wschodniej Polski na północ kraju. Komentator zaznacza, że choć sama akcja „Wisła” zasługuje na potępienie, nie zmienia to faktu, że najwyżsi urzędnicy ukraińscy zajmują się w tym momencie właśnie tym tematem, zamiast rozwiązywaniem problemów korupcyjnych niszczących państwo. Ocenia to jako próbę przykrycia afery korupcyjnej tematyką historyczną, przewidując, że im więcej będzie kolejnych afer korupcyjnych na Ukrainie, tym częściej ukraińscy urzędnicy będą sięgać po historię w sposób mający zjednać sobie część opinii publicznej, zwłaszcza środowisk nacjonalistycznych i partii odwołujących się do tradycji UPA. Komentator wskazuje, że wynika to również z sytuacji politycznej — prezydent Zełenski nie ma już większości w Radzie Najwyższej i musi zabiegać o poparcie ugrupowań nacjonalistycznych, co tłumaczyłoby charakter wpisu opublikowanego przez Budanowa.
Powtarzający się schemat przepuszczania skorumpowanych urzędników
Na koniec komentator zwraca uwagę na osobny, wymagający dalszej dyskusji problem — to, że Polska po raz kolejny pozwoliła skorumpowanemu ukraińskiemu urzędnikowi swobodnie przejechać przez swoje terytorium. Przypomina, że podobna sytuacja miała już miejsce w przypadku afery Tymura Mindicza, który również przejechał przez Polskę, zanim wyleciał do Izraela. Komentator konkluduje, że mimo licznych niejasności wokół sprawy Krawczenki, należy spodziewać się kolejnych afer korupcyjnych na Ukrainie, które w przyszłości również ujrzą światło dzienne.
Materiał „Prokurator, miliardy nielegalnych pieniędzy, call center, Polacy też ofiarami” ukazał się na kanale Kanał Otwarty (225 tys. subskrybentów) 15 września 2026 roku. Komentarz przygotował Grzegorz Ślubowski.