Arleta Bojke w „Koniec Świata”: kim są najemnicy walczący po obu stronach frontu na Ukrainie

Nowe

Arleta Bojke w materiale opublikowanym na kanale „Koniec Świata” przedstawiła obszerny przegląd historii cudzoziemców walczących zarówno po stronie Rosji, jak i Ukrainy — najemników, ochotników i osób, dla których wojna stała się formą osobistego rozliczenia z Kremlem.

Amerykański analityk, który wziął do ręki karabin

Prowadząca przypomniała historię Malcolma Nance’a, byłego podoficera marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych i stałego analityka wojskowego stacji NBC. Wiosną 2022 roku widzowie stacji zobaczyli go łączącego się na żywo nie ze studia telewizyjnego, lecz z Ukrainy — w kamizelce kuloodpornej, hełmie i z karabinkiem Kałasznikowa. Nance pojechał na Ukrainę jako niezależny analityk, a impulsem do sięgnięcia po broń miała być wiadomość od jego ukraińskich przyjaciół-żołnierzy, ostrzegających, że mogą nie przeżyć nadchodzącej nocy z powodu intensywnego ostrzału. Nie wiadomo dokładnie, jak długo Amerykanin uczestniczył w walkach — obecnie nie bierze już w nich udziału i wrócił do pracy analityka.

Chiński najemnik w rosyjskich oddziałach szturmowych

Drugą stroną medalu jest historia 37-letniego mężczyzny znanego jako Feń, walczącego pod pseudonimem Makaron w szeregach rosyjskiej armii w rejonie okupowanego Bachmutu, w oddziałach szturmowych. Przed wojną pracował na budowie. W rozmowie z chińską dziennikarką przyznał, że liczył na przygodę oraz zarobek rzędu 15 tysięcy juanów miesięcznie, czyli około 8 tysięcy złotych, i początkowo identyfikował się z rosyjską armią jako „swoją”. Jego nastawienie szybko się jednak zmieniło. Opowiadał o skrajnym rasizmie ze strony rosyjskich dowódców wobec ciemnoskórych, arabskich i chińskich żołnierzy, o traktowaniu obcokrajowców jako „mięsa armatniego” nieróżniącego się od zamachowców-samobójców oraz o szturmach na okopy bez wsparcia i posiłków, w wyniku których ginęły dziesiątki ludzi. Gdy poskarżył się rosyjskiej żandarmerii wojskowej, został zamknięty w wąskim dole, w którym nie dało się nawet stanąć, z dostępem do toalety tylko raz dziennie. Po tym doświadczeniu stracił złudzenia co do wojny. Obecnie przebywa w Chinach i pracuje jako dozorca budynku.

Arleta Bojke przywołała też sylwetkę innego Chińczyka, Sun Zhuqiego, który prosił rosyjskich dowódców o skierowanie go do walki jako pierwszego, lecz podobnie jak Feń szybko stracił zapał do walki. Według agencji Reutera, powołującej się na dwóch amerykańskich urzędników zaznajomionych z ustaleniami wywiadu USA, po stronie Rosji walczy około 200 Chińczyków, niezwiązanych formalnie z chińskim rządem — są to najemnicy działający na własną rękę.

Skala zjawiska po stronie Rosji

Prowadząca przywołała dane rosyjskiej redakcji BBC, powołującej się na informacje NATO, według których w rosyjskiej armii walczy około 24 tysięcy zagranicznych najemników z 44 państw, przy czym większość z nich pochodzi z Afryki. Ponad 3,5 tysiąca cudzoziemców walczących po stronie Rosji zginęło — w tym około 2,5 tysiąca żołnierzy z Korei Północnej. Liczbę tę dziennikarze ustalili analizując zdjęcia satelitarne nowego wojskowego memoriału w Pjongjangu, upamiętniającego poległych na ukraińskim froncie. Kolejnych około 1300 zabitych pochodzi z ponad 40 państw, w tym byłych republik sowieckich — Uzbekistanu, Tadżykistanu, Azerbejdżanu — a większość z nich to migranci zarobkowi wcześniej pracujący w Rosji. Część została skuszona pieniędzmi, inni zmuszeni do podpisania kontraktów z armią podstępem lub postawieni przed wyborem między służbą wojskową a więzieniem.

Głos w tej sprawie zabrał mężczyzna przedstawiający się jako Datendam Tawiri, pochodzący z Zimbabwe, który ostrzegał przed rosyjskimi agentami oferującymi wyjazd do Rosji za 20 tysięcy dolarów. Opowiadał, że po przyjeździe nikt nie tłumaczy niczego po angielsku, żołnierze na pierwszej linii giną i gniją w lasach, a ich rodziny nigdy nie dowiadują się, co się z nimi stało, ponieważ zabierane są im telefony i paszporty. Kolejny anonimowy rozmówca opisał, jak został zwerbowany fałszywą ofertą pracy przy ochronie obiektów firmy naftowej — po przylocie do Rosji, z opłaconymi wcześniej biletami, podstępem zmuszono go do podpisania kontraktu wojskowego, po czym przeszedł szkolenie strzeleckie i trafił najpierw do bazy Z-59, a następnie na granicę, gdzie musiał iść pieszo.

Cudzoziemcy w ukraińskiej armii

W ukraińskich okopach, jak zaznaczyła Arleta Bojke, mogą jednocześnie znaleźć się Ukrainiec, Kolumbijczyk, Gruzin, Amerykanin czy Brytyjczyk. Motywacje cudzoziemców walczących po stronie Ukrainy są zróżnicowane — jedni mówią o obronie wolności, inni przyznają, że przyjechali dla pieniędzy, jeszcze inni nie potrafili odnaleźć się w cywilnym życiu po zakończeniu służby wojskowej we własnym kraju.

Wśród przywołanych postaci znalazł się Brytyjczyk znany jako Shadow — były żołnierz piechoty, później policjant, uczestnik operacji w Irlandii Północnej w latach 90., który podkreślał, że nic z jego wcześniejszych doświadczeń nie da się porównać do tego, co dzieje się na Ukrainie. Opisał też moment podjęcia decyzji o wyjeździe i trudność w wytłumaczeniu tego żonie, mówiąc, że całe życie „walczył za złoczyńcami”, a w tej sytuacji głównym złoczyńcą są Rosjanie i ktoś musi wziąć na siebie odpowiedzialność.

Bojke wspomniała również Amerykanina, który po czterech latach służby w powietrzno-desantowej piechocie USA i misji w Afganistanie od trzech lat walczy na Ukrainie jako piechur i, jak sam podkreślił, nie uważa się za kogoś szczególnego.

Na Ukrainie funkcjonuje specjalny Legion Międzynarodowy działający w strukturach ukraińskiego Ministerstwa Obrony. W pierwszych dniach rosyjskiej inwazji Wołodymyr Zełenski apelował o wstępowanie do sił zbrojnych, a Kijów informował wówczas o ponad 20 tysiącach ochotników z różnych państw gotowych bronić Ukrainy. Według niemieckiej telewizji Deutsche Welle liczba ta realnie osiągnęła taki poziom dopiero teraz. Cudzoziemcy stanowią obecnie około 2 proc. ukraińskich sił zbrojnych. Podstawowe uposażenie żołnierza Legionu wynosi około 500 dolarów miesięcznie, a na froncie — 2,5 tysiąca dolarów. Dla żołnierzy z krajów zachodnich nie są to duże kwoty, ale dla ochotników z Ameryki Łacińskiej, stanowiących 60 proc. wszystkich cudzoziemców w ukraińskiej armii, są to sumy znaczące. Najliczniejszą grupę stanowią Kolumbijczycy — w kraju, w którym niedawno zakończyła się 50-letnia wojna domowa, wynagrodzenie w ukraińskiej armii jest siedmiokrotnie wyższe niż zarobki możliwe do osiągnięcia u siebie. Wielu ochotników pochodzi też z Brazylii — jeden z nich opowiadał, że do Legionu Międzynarodowego dołączył w hołdzie dziadkowi, artylerzyście z czasów II wojny światowej, i że spędził rok na froncie, będąc dwukrotnie rannym.

Z czasem okazało się, że nie wszyscy ochotnicy byli gotowi do prawdziwej walki. Deutsche Welle cytuje ukraińskich oficerów mówiących o zjawisku tzw. turystów wojennych, którzy potrafili podpisać kontrakt i zerwać go kilka minut później — dlatego ustalono, że kontraktu nie można rozwiązać przez co najmniej pół roku. Zdarzały się też skandale związane z powrotami legionistów opowiadających o nieefektywnych ukraińskich oficerach, niezrozumiałych rozkazach i chaosie organizacyjnym.

Cudzoziemcy w rosyjskiej niewoli

Cudzoziemcy walczący po stronie Ukrainy trafiali też do rosyjskiej niewoli, gdzie grożą im wyroki nawet kary śmierci, choć część z nich była później wymieniana w ramach wymian jeńców między Moskwą a Kijowem. Arleta Bojke przywołała przykład Brytyjczyka Aidena Astlina, żołnierza piechoty morskiej Sił Zbrojnych Ukrainy, który po obronie Mariupola trafił do niewoli razem z Brytyjczykiem Seanem Pinerem i Marokańczykiem Saudunem Brahimim. Astlin, po skazaniu, mówił, że liczył na bardziej sprawiedliwy wyrok biorąc pod uwagę okoliczności, pomoc śledztwu oraz fakt poddania się tzw. Donieckiej Republice Ludowej, ale ostatecznie zdał się na wyrok, jaki zapadnie „przed Sądem Bożym”. Po uwolnieniu opowiadał o ciężkich warunkach przetrzymywania, przesłuchaniach i brutalnym traktowaniu w niewoli, po czym ponownie wrócił na Ukrainę.

Australijczyk w grupie medycznej Legionu

W materiale pojawia się także Australijczyk przedstawiający się jako Mozzi, członek grupy medycznej Alfa w Legionie Międzynarodowym ukraińskiego Ministerstwa Obrony. Miał doświadczenie wojskowe zdobyte w Australii i zdecydował się wyjechać na Ukrainę, ponieważ, jak mówił, miał dość niekończących się szkoleń bez możliwości praktycznego wykorzystania umiejętności. Opisał swoją pierwszą wymianę ognia z Rosjanami podczas oczyszczania budynku w składzie czteroosobowego oddziału szturmowego — mimo wstępnego przeszukania, obraz termowizyjny wykrył przeciwników ukrytych na jednym z pięter.

Osobiste porachunki z Kremlem

Osobną kategorię ochotników stanowią osoby mające osobiste porachunki z Rosją. Dla Gruzinów udział w wojnie jest kontynuacją konfliktu rosyjsko-gruzińskiego z 2008 roku, dla części Czeczenów — zemstą za pierwszą i drugą wojnę czeczeńską. Anonimowy dowódca cytowany w materiale wskazywał, że w jego oddziale służą Czeczeni posiadający paszporty Federacji Rosyjskiej, a także Gruzini i Chińczycy, w tym chińscy żołnierze z rosyjskimi paszportami — i że motywacja tych ludzi bywa nawet większa niż motywacja samych Ukraińców.

W ukraińskiej armii funkcjonuje też odrębny pułk imienia Kastusia Kalinowskiego, skupiający Białorusinów, dla których walka jest sprzeciwem wobec sojuszu Alaksandra Łukaszenki z Putinem oraz reakcją na setki więźniów politycznych wciąż przetrzymywanych w białoruskich więzieniach. Bojke przywołała relację zawodowego białoruskiego wojskowego, który przed rosyjską inwazją pracował w Ministerstwie ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Białorusi, obsługując m.in. samoloty prezydenckie i rządowe. Decyzja o dołączeniu do pułku dojrzewała u niego stopniowo — najpierw chciał opuścić Białoruś, a gdy jego bliscy znaleźli się już w bezpiecznym miejscu, zaczął się zastanawiać, co sam robi, by zakończyć wojnę.

Rosjanie walczący po stronie Ukrainy

Po stronie Ukrainy walczą również Rosjanie, zorganizowani m.in. w Legionie Wolności Rosji oraz Rosyjskim Korpusie Ochotniczym, w których szeregach znajdują się głównie osoby o poglądach skrajnie prawicowych. Dokładna liczba walczących w ten sposób Rosjan nie jest znana — według ostatnich dostępnych danych, pochodzących z 2024 roku, było ich ponad 3 tysiące. Wśród Rosjan służących w innych jednostkach Arleta Bojke wymieniła Piotra Ruzawina, dziennikarza wcześniej pracującego dla opozycyjnej rosyjskiej telewizji Dieszcz, który w 2024 roku podpisał kontrakt z ukraińską jednostką Chartia, walczącą w obwodzie charkowskim. W wywiadzie dla rosyjskiej dziennikarki Jekateriny Gordiejewej, zapytany, jak radzi sobie z walką przeciwko Rosji i co by było, gdyby jego dron uderzył w dom jego rodziców, Ruzawin odpowiadał, że przy takich pytaniach trzeba pamiętać, od czego się wszystko zaczęło — że zrównywanie obu stron pomija fakt, iż bez rosyjskiej inwazji taka sytuacja w ogóle by nie zaistniała, oraz że wojna sama w sobie jest nieustanną przemocą.

Wojna, która nie jest tylko wojną Rosji z Ukrainą

Podsumowując materiał, Arleta Bojke zaznaczyła, że po ponad czterech latach wojny na Ukrainie jasne jest, iż nie jest to wyłącznie konflikt rosyjsko-ukraiński — obecność ochotników z wielu państw po obu stronach frontu jest tego wymownym przejawem. W jej ocenie w pewnym sensie jest to także walka dobra ze złem w tej części świata. Zapowiedziała jednocześnie, że osobny odcinek poświęci Polakom walczącym na tej wojnie po obu stronach frontu.


Materiał wygłosiła Arleta Bojke. Materiał „NAJEMNICY – KTO WALCZY PO STRONIE ROSJI, A KTO PO STRONIE UKRAINY. PO CO OBCOKRAJOWCY JADĄ NA WOJNĘ” dostępny na kanale Koniec Świata – Arleta Bojke na YouTube, liczącym 290 tys. subskrybentów. Opublikowany 28 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *