Nowi ukraińscy oligarchowie z sektora zbrojeniowego, powrót do wpływów dawnych polityków Partii Regionów, brak polskiego symetryzmu wobec ukraińskiego rewizjonizmu historycznego, pasywność polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz koniec strategicznego sojuszu na rzecz polityki czysto transakcyjnej — o tym z Markiem Budziszem z portalu Strategy & Future rozmawiał Igor Janke w Kanale Otwartym.
Nowi oligarchowie i powrót starych elit
Janke zapytał, czy określenie „nowi oligarchowie”, użyte przez Budzisza w odniesieniu do producentów sprzętu wojskowego czerpiących dziś gigantyczne zyski, było świadomym wyborem — czy to zupełnie nowa, technologicznie zaawansowana elita, myśląca inaczej niż poprzednicy, czy mentalnie ci sami ludzie w nowych okolicznościach.
Budzisz wyjaśnił, że użył tego terminu, ponieważ mówimy o grupie już bardzo zamożnych i przez to wpływowych ludzi — co niekoniecznie oznacza identyczne interesy z dawnymi oligarchami. Przypomniał, że wśród ukraińskich oligarchów byli też zwolennicy zwrotu w stronę Unii Europejskiej i NATO, jak Petro Poroszenko — sam fakt zamożności i wpływu na sprawy publiczne nie jest jeszcze oskarżeniem. Zwrócił jednak uwagę na powrót do wpływów dawnych polityków, jak Serhij Tihipko, nieoficjalny doradca Kyryła Budanowa, były wicepremier w rządzie Mykoły Azarowa (dziś mieszkającego pod Moskwą, po ucieczce razem z Wiktorem Janukowyczem). Zaznaczył, że formacja Tihipki weszła niegdyś w skład Partii Regionów, a obecny premier Julij Korecki również był związany z tym nurtem politycznym — co, jego zdaniem, ma wymiar zarówno technokratyczny (Korecki jest cenionym, pracowitym menedżerem), jak i czysto polityczny: Zełenski pokazuje tymi nominacjami gotowość do szerokiego politycznego sojuszu, od skrajnych nacjonalistów jak Ołeh Laszko po przedstawicieli wschodnioukraińskich klanów biznesowych.
Polska bez narzędzi do prowadzenia dojrzałej polityki
Budzisz ocenił, że Polska, granicząc z Ukrainą, ma zbyt mało narzędzi do prowadzenia dojrzałej, przemyślanej polityki wobec Kijowa — podstawą skuteczności musi być rzetelna wiedza o rzeczywistych procesach zachodzących na Ukrainie, a jej brak prowadzi do formułowania celów politycznych, które nie stanowią żadnego narzędzia presji, a wręcz mogą szkodzić polskiemu państwu. Podkreślił z niepokojem, że mimo czterech lat wojny żaden polski instytut dedykowany wyłącznie tematyce ukraińskiej nie powstał ani w Warszawie, ani w Kijowie, Lwowie czy Odessie — podczas gdy dojrzałe państwa w ten sposób budują swoją pozycję, zbierając wiedzę i utrzymując kontakty z elitami opiniotwórczymi.
Ocenił, że nawet jeśli Polska ma rację merytorycznie, jak w sprawie upamiętnienia UPA, brakuje jej skuteczności — przeanalizował kilkaset artykułów w mediach ukraińskich różnych orientacji politycznych i wszystkie interpretują stanowisko prezydenta Karola Nawrockiego jako próbę narzucenia Ukrainie roli „młodszego partnera” (junior partnera), na co Kijów się dziś nie zgadza, chcąc być partnerem suwerennym i równorzędnym — a część ukraińskich elit błędnie ocenia, że w powojennej Europie Ukraina będzie liczyć się bardziej niż Polska. Podsumował to jako świadectwo słabości polskiego MSZ, resortu, jego zdaniem, niesłychanie nieprzygotowanego do nowej roli i sytuacji.
Brak symetryzmu i ukraiński rewizjonizm historyczny
Janke zapytał, czy w ukraińskich mediach widać zróżnicowanie głosów na temat relacji z Polską, czy dominuje jednolita narracja. Budzisz przyznał, że w kwestiach historycznych nie jest optymistą — dominujący na Ukrainie pogląd praktycznie wyklucza porozumienie z Warszawą, chyba że Polska przyjmie „skandaliczną” postawę symetryzmu, zaprezentowaną przez ambasadora RP w Kijowie Bartosza Cichockiego (Budzisz nazwał go Łukasiewiczem). Wyjaśnił, że na Ukrainie powszechny jest nurt, który określił mianem „genocidzjalizmu” — zaprzeczania skali zbrodni wołyńskiej: argumentuje się, że liczba zaatakowanych polskich wsi była znacznie mniejsza niż podaje polska historiografia (10-20 zamiast 100), a reszta relacji świadków wymaga rzekomo weryfikacji.
Zapytany, czy to opinia elit związanych z Zełenskim, czy powszechna, Budzisz odpowiedział, że to przekonanie dominujące, choć z pewnymi niuansami. Wskazał na równie powszechny symetryzm — tezę, że skoro Armia Krajowa i Bataliony Chłopskie dokonywały czystek, a Polska chroni pamięć Narodowych Sił Zbrojnych, to Polacy nie są „bardziej święci” od Ukraińców. Przywołał ukraińskiego historyka Bohdana Chudę, uchodzącego w niektórych kręgach za umiarkowanego, który twierdzi nawet, że Narodowa Demokracja i Roman Dmowski reprezentowali ideologię o charakterze ludobójczym. Ocenił, że taki symetryzm sprowadza się do formuły „wybaczamy i prosimy o wybaczenie, zapomnijmy o przeszłości” — a każde ustępstwo ze strony ukraińskiej jest przez tamtejsze elity odbierane jako uznanie polskiej dominacji w relacji partnerskiej, na co Kijów się nie zgadza.
Wspólny interes strategiczny mimo napięć
Budzisz zaznaczył jednak, że na Ukrainie pojawia się coraz więcej głosów — przywołał wywiad z Mykołą Kniażyckim, deputowanym Europejskiej Solidarności — podkreślających istnienie wspólnego interesu strategicznego, wykluczającego trwały konflikt. Zauważył, że relacja gospodarcza nie jest jednostronna: Polska jest głównym partnerem handlowym Ukrainy, podczas gdy Ukraina stanowi zaledwie 3% polskiego handlu zagranicznego, przy dużej nadwyżce handlowej Polski — obawy przed zdominowaniem odbudowy Ukrainy przez Niemcy, Holandię czy Francję są, jego zdaniem, przesadzone, bo ze względu na położenie geograficzne Polska pozostanie kluczowym graczem tego procesu.
Pasywność polskiego sektora zbrojeniowego na Ukrainie
Budzisz ocenił, że strona ukraińska konsekwentnie postrzega Polskę jako niesłychanie pasywną na tle państw zachodnioeuropejskich i bałtyckich, aktywnie penetrujących ukraiński rynek zbrojeniowy — i przyznał, że ta ocena jest, jego zdaniem, trafna. Wyjaśnił, że obecność zagranicznych firm na Ukrainie to nie zakup gotowego produktu, lecz uczestnictwo w rozwoju nowego sektora zbrojeniowego, którego technologie są testowane w realnych warunkach bojowych — coś, czego Polska, jego zdaniem, opieszale zaniedbuje.
Janke przywołał kontrargument zwolenników rządu — udaną konferencję odbudowy Ukrainy (ARC), zorganizowaną mimo kryzysu politycznego, z licznymi podpisanymi kontraktami. Budzisz zdecydowanie zaprzeczył, by świadczyło to o progresie — ocenił sytuację jako regres, przywołując przykład inicjatywy Freya, europejskiego programu obrony antybalistycznej z udziałem SAAB, Rheinmetalla, Safranu, Kongsberga, holenderskiego Destinusa i MBDA. Premier Donald Tusk tłumaczył nieobecność Polski brakiem oferty ze strony polskiego biznesu — Budzisz zwrócił jednak uwagę, że polska delegacja pod przewodnictwem ministra Pawła Kupieckiego (doradcy Tuska ds. bezpieczeństwa) prowadziła w kwietniu negocjacje o wejściu do tego programu, co rodzi pytanie, co właściwie negocjowano, skoro oferty biznesowej rzekomo nie było. Zaznaczył, że rząd nadzoruje Polską Grupę Zbrojeniową i miał bezpośrednie narzędzia, by taką ofertę zainspirować — pytanie, co w tym czasie robiło Ministerstwo Aktywów Państwowych.
Przywołał konkretną, dobitną ilustrację skutków bierności: latem ubiegłego roku do Kielc przyjechała Iryna Terekh, dyrektor generalna firmy Fire Point, prezentując osiągnięcia firmy i spotykając się z jednym z wiceministrów obrony — spotkanie nie zaowocowało żadną współpracą. Tego samego dnia Dania ogłosiła decyzję o budowie wspólnej z tą firmą fabryki paliwa rakietowego, dziś już funkcjonującej — i Dania znalazła się w programie Freya, a Polska nie.
Argument o systemie Wisła jako „bałamutny”
Budzisz odniósł się do argumentu, że Polska nie musi angażować się w alternatywne programy, bo buduje sprawdzony system Wisła oparty na amerykańskich Patriotach — ocenił go jako podwójnie mylący. Po pierwsze, drugi etap programu Wisła obejmuje zakup około 700 rakiet PAC-3, podczas gdy w ciągu zaledwie 40 dni wojny USA z Iranem Amerykanie zużyli ponad 1000 takich rakiet, a producent deklaruje gotowość do produkcji 2000 sztuk rocznie dopiero od 2030 roku (w zeszłym roku wyprodukowano ich 650). Po drugie, dojrzałe państwa, jak Niemcy, nie trzymają się jednej ścieżki — pozyskują rakiety od Amerykanów i Izraelczyków, rozwijają własne zdolności, rozmawiają z Koreańczykami i Turkami, uczestniczą w europejskich inicjatywach jak ELSA (w której Polska formalnie uczestniczy, choć bez realnego wkładu przemysłowego).
Podkreślił skalę zagrożenia — Rosja produkuje szacunkowo około 60 rakiet balistycznych miesięcznie, a statystycznie potrzeba dwóch rakiet Patriot do przechwycenia jednej rakiety balistycznej, co oznacza, że nawet w pełni ukończony system Wisła nie wystarczyłby wobec rosyjskiego potencjału ofensywnego. Zestawił też koszty — jedna rakieta Patriot kosztuje od 2,5 do 3,5 miliona dolarów (przechwycenie jednej rosyjskiej rakiety balistycznej to koszt rzędu 7 milionów dolarów), podczas gdy testowana w ramach Frei rakieta ma kosztować 600-700 tysięcy dolarów.
Polska boksuje dwie klasy niżej, niż powinna
Budzisz podsumował ten wątek dosadnym porównaniem: Polska ma pięciokrotnie większe PKB niż Ukraina, ale „boksuje dwie klasy niżej”, podczas gdy Ukraina, mając znacznie mniejsze PKB, „boksuje dwie klasy wyżej” — w efekcie oba kraje ostatecznie walczą w tej samej kategorii wagowej, mimo dysproporcji potencjałów. Podkreślił, że do realnego działania potrzebna jest sprawczość i zdolność aparatu państwowego do wyznaczania i egzekwowania kierunków polityki.
Koniec sojuszu strategicznego na rzecz polityki transakcyjnej
Janke poprosił o rekomendację polityki wobec Ukrainy w obliczu trwającego tam kryzysu politycznego — czekać, aktywnie angażować się we wszystkie środowiska polityczne, czy postawić na jedno z nich. Budzisz odpowiedział, że aktywna gra wymaga strategii wykraczającej poza horyzont najbliższego tygodnia czy sondażu — a Polska pozostaje wewnętrznie skonfliktowana w podstawowych kwestiach bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, co uniemożliwia szybkie reagowanie w dynamicznie zmieniającej się sytuacji.
Skrytykował poziom polskiej reprezentacji dyplomatycznej w Kijowie — ambasador, oficer wywiadu obecny tam od dłuższego czasu, nie zorganizował systemowego zbierania danych i wyciągania wniosków z ukraińskich doświadczeń wojennych na potrzeby polskich sił zbrojnych i służb specjalnych. Ocenił, że brak wiedzy o procesach zachodzących na Ukrainie to efekt własnego, polskiego zaniedbania, skoro kształtowanie bezpośredniego otoczenia jest podstawowym obowiązkiem każdego państwa.
Budzisz ocenił, że kryzys wywołany i wyeksploatowany wewnętrznie przez Zełenskiego trwale zmienił charakter relacji polsko-ukraińskiej — Polska nie myśli już o współpracy z Ukrainą w kategoriach bliskiego sojuszu strategicznego opartego na wspólnej ocenie przyszłych scenariuszy i wzajemnych inwestycjach, lecz w kategoriach polityki transakcyjnej, gdzie liczy się bieżący rachunek zysków i strat. Ocenił, że to zmiana niekorzystna przede wszystkim dla Ukrainy, która jeszcze nie wygrała wojny, mimo że część jej elit zachowuje się, jakby to zwycięstwo już było przesądzone.
Konieczność przebudowy polskiego państwa
Budzisz zaapelował o strategiczne myślenie w horyzoncie najbliższej dekady, nie kolejnych wyborów parlamentarnych, krytykując pasywizm jako główną wadę polskiej polityki. Wezwał do przejścia na zasady polityki transakcyjnej, dbałości o własne interesy i suwerenność, odchodząc od dawnych haseł o wspólnocie i wzajemnym szacunku — dziś liczy się, jego zdaniem, skuteczność państwa, sprawność administracji i siła własnego przemysłu, na czym stawiają wszystkie państwa europejskie, w tym Dania, Szwecja i Turcja, a nawet paradoksalnie sama Ukraina.
Skrytykował poleganie na zakupach uzbrojenia z całego świata (USA, Korea) jako „pobożne życzenia” (wishful thinking) wobec ryzyka zaburzenia łańcuchów dostaw w razie kryzysu — przemysł zbrojeniowy musi być zlokalizowany na terenie Polski. Zaapelował o rozliczenie władzy publicznej z tego, jak wykorzystano 45 miliardów dolarów rocznych wydatków na bezpieczeństwo dla rozwoju polskich firm zbrojeniowych, przywołując przykłady europejskich startupów zbrojeniowych powstałych po 2021-2022 roku, dziś wycenianych na miliardy euro, jak niemiecki Helsing — ocenił, że w Polsce istnieje co najmniej pięć prywatnych firm z potencjałem podobnego sukcesu.
Wskazał na kluczową różnicę między Niemcami a Polską: niemiecki podatnik wymusił na rządzie, by 85% wydatków na sprzęt trafiało do niemieckiego przemysłu, podczas gdy Polska eksportuje swoje PKB, zasilając zagraniczne koncerny zbrojeniowe, nie troszcząc się o rozwój własnych firm — mimo że, jak udowodniła Ukraina, w cztery lata można od zera zbudować firmy wyceniane na miliardy dolarów.
Rozmowę przeprowadził Igor Janke z Markiem Budziszem, ekspertem portalu Strategy & Future. Materiał „Marek Budzisz: Polska nie ma strategii wobec Ukrainy i Rosji. Koniec sojuszu z Ukrainą?” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 221 tys. subskrybentów. Opublikowany 26 lipca 2026.