Dr Małgorzata Bonikowska, prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych, była gościnią Bogusława Chraboty w programie „Świat w skali makro” na kanale Rzeczpospolita. Rozmowa dotyczyła przebiegu konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku w cieniu nieobecności Wołodymyra Zełenskiego, sporu o Order Orła Białego i Panteon Narodowy, procesu akcesyjnego Ukrainy do Unii Europejskiej, relacji polsko-amerykańskich oraz strategicznych błędów Polski w rozgrywaniu karty ukraińskiej.
Konferencja w Gdańsku: Polska wyszła obronną ręką, ale w cieniu kryzysu
Bonikowska oceniła, że Polska ostatecznie wyszła z zawirowań wokół konferencji URC (Ukraine Recovery Conference) w Gdańsku obronną ręką, mimo że na początku sytuacja była bardzo nerwowa. Przypomniała, że jest to coroczna konferencja G7 i darczyńców, wcześniej organizowana w Rzymie, Berlinie i Lugano, w przyszłym roku odbędzie się w Tallinie – Polska zabiegała o możliwość jej organizacji jako szansę na zaprezentowanie się jako poważne, dobrze zorganizowane państwo, goszczące pięć tysięcy uczestników, w tym topowych liderów światowych, także z Japonii i Kanady.
Zaznaczyła, że nerwowość wynikała z niepewności, jak konferencja przebiegnie w związku ze sporem o odznaczenia, oraz z faktu, że ani prezydent Ukrainy, ani – co również oceniła negatywnie – prezydent Polski, nie zostali na niej obecni, co pokazało światu obraz państwa wewnętrznie skłóconego. Podkreśliła, że konflikt między obozem prezydenckim i rządowym w sprawach polityki zagranicznej i bezpieczeństwa jest sytuacją nietypową – nawet we Francji, gdzie zdarza się kohabitacja, prezydent i premier zawsze byli w stanie się dogadać w kwestiach zagranicznych, traktując je jako interes państwa, nie partii.
Bonikowska przypomniała, że Polska jest szóstą gospodarką unijną i dwudziestą światową, dużym, centralnie położonym krajem na wschodniej flance NATO, i powinna grać rolę ważnego rozgrywającego w Europie, nie małego państewka.
Nieobecność Zełenskiego: kalkulacja czy niedopatrzenie
Bonikowska oceniła, że światowi komentatorzy patrzyli na polsko-ukraiński spór z dużym zdumieniem, nie rozumiejąc wewnętrznej dynamiki tego konfliktu – sprawa Wołynia jest, jej zdaniem, praktycznie nieznana poza Polską i Ukrainą. Wskazała, że mimo to konferencja została przeprowadzona dobrze, a jej skutki polityczne i gospodarcze są poważne, choć nieobecność Zełenskiego, którego żona również nie przyjechała, uznała za stratę, ponieważ podnosił on rangę takich wydarzeń jako niekwestionowany lider Ukrainy.
Odnosząc się do decyzji Zełenskiego o podpisaniu nominacji jednostki wojskowej imieniem UPA, Bonikowska zaznaczyła, że nie wiadomo dokładnie, co się stało – ze strony ukraińskiej padają wyjaśnienia, że nominacji było wiele i podpisano je automatycznie, bez wnikania w szczegóły, ale ona sama i Chrabota ocenili to jako mało prawdopodobne. Uznała za bardziej prawdopodobne, że Zełenski nie docenił skali reakcji w Polsce, a decyzja była nakierowana na rynek wewnętrzny ukraiński – związana z problemami z poborem do wojska, potrzebą scalenia emocji wokół własnego przywództwa (kończąca się kadencja prezydencka) oraz pozyskaniem bardziej radykalnych, prawicowych nurtów społeczeństwa ukraińskiego.
Biznes ponad polityką: rezultaty konferencji
Bonikowska podkreśliła, że mimo napięć politycznych, warstwa biznesowa konferencji wybiła się na pierwszy plan – doszło do wielu rozmów i kontraktów między polskimi i ukraińskimi spółkami, publicznymi i prywatnymi, a obecność najważniejszych postaci europejskich (Antonio Costa, Ursula von der Leyen, kanclerz Friedrich Merz) oraz przywódców regionu (Litwa, Łotwa, Estonia) i krajów kandydujących (Albania, Serbia) stworzyła podłoże do rozmów o dalszym rozszerzeniu Unii Europejskiej.
Zaznaczyła, że Ukraina uzyskała status kraju kandydującego w bardzo szybkim tempie, wraz z Mołdawią i Gruzją, co wznowiło niemal zamrożoną od 2013 roku (od wejścia Chorwacji) politykę rozszerzenia UE, ale jednocześnie wywołuje frustrację innych krajów kandydujących, czekających od dekad (Turcja od 1999 roku), takich jak Czarnogóra, Macedonia Północna, Serbia i Albania, które chcą jasnej deklaracji, czy Unia rzeczywiście planuje ich przyjąć.
Ukraina jako kraj kandydujący: proces, ryzyka i alternatywne scenariusze
Bonikowska przypomniała, że negocjacje akcesyjne nigdy nie są łatwe i szybkie – najkrócej negocjowała Grecja (trzy lata), Hiszpania blisko siedem lat, Polska pięć lat – a w przypadku Ukrainy, obciążonej wojną i okupacją jednej piątej terytorium, nie należy oczekiwać szybkiego procesu. Zaznaczyła, że Unia Europejska najprawdopodobniej będzie czekać na przynajmniej rozejm, by ustabilizować sprawę wschodniej granicy Ukrainy, przed dalszym postępem negocjacyjnym.
Wskazała na paradoks: eskalacja problemów ukraińskich wstrzymuje też perspektywy akcesyjne państw Bałkanów Zachodnich, w tym Czarnogóry (posiadającej już euro jako walutę mimo braku członkostwa w unii walutowej) i Macedonii Północnej, które uważają, że wyeliminowały już wszystkie przeszkody i chcą wejścia do UE bez czekania na Ukrainę, proponując formułę „28 na 28” do 2028 roku.
Przywołała też przykład Mołdawii, której prezydentka Maia Sandu rozważa, zdaniem Bonikowskiej, alternatywny scenariusz połączenia z Rumunią (analogiczny do zjednoczenia Niemiec), gdyby proces akcesyjny się przedłużał, biorąc pod uwagę zagrożenie ze strony Rosji i problem separatystycznego Naddniestrza. Chrabota przywołał w tym kontekście własną rozmowę z przywódcą Gagauzów, który zapowiedział zbrojny opór wobec ewentualnego wchłonięcia Mołdawii przez Rumunię.
Zmiana ukraińskiej mentalności geopolitycznej po inwazji
Chrabota, powołując się na własne doświadczenia z Majdanu, przypomniał, że część ukraińskich elit przed wojną kierowała się logiką wyboru między Rosją i Unią Europejską jako dwoma konkurującymi ofertami. Bonikowska odpowiedziała, że ta logika przestała istnieć, ponieważ Władimir Putin, atakując Ukrainę, paradoksalnie bezpowrotnie stracił ten kraj – Ukraińcy dziś najbardziej nienawidzą Rosjan, mimo że granica między obu narodami była przed Majdanem praktycznie niewidoczna. Zaznaczyła, że dziś Ukraina nie ma wyboru między dwoma opcjami, ale ma jasną alternatywę zachodnią, co czyni moralnie trudnym dla krajów unijnych odmówienie jej perspektywy członkostwa.
Polacy popierają rozszerzenie bardziej niż Zachód, ale mają zastrzeżenia do Ukraińców
Bonikowska przywołała dane Eurobarometru, według których najmniej entuzjastycznie do rozszerzenia UE o Ukrainę nastawione są społeczeństwa Francji i Niemiec (poparcie poniżej 40 procent), podczas gdy Polacy do niedawna wykazywali poparcie na poziomie ponad 60 procent. Przywołała badanie przeprowadzone przez Centrum Stosunków Międzynarodowych wspólnie z PZU przed konferencją w Gdańsku (i przed sporem o odznaczenia), z którego wynika, że Polacy mają liczne zastrzeżenia do zachowania i mentalności Ukraińców, oceniając ją jako odmienną od polskiej i miejscami roszczeniową, przy jednoczesnym niesłabnącym przekonaniu, że Ukraina powinna wejść do Unii Europejskiej. Chrabota wyraził obawę, że po eskalacji sporu o odznaczenia te wskaźniki mogą się już znacząco zmienić.
Jak układać relacje mimo konfliktu narracji historycznych
Odpowiadając na pytanie, jak układać relacje polsko-ukraińskie mimo konfliktu osobistego między prezydentami Karolem Nawrockim i Wołodymyrem Zełenskim, Bonikowska podkreśliła, że emocje nie są dobrym doradcą w polityce międzynarodowej i trzeba działać mądrze, kierując się interesem państwowym, nie osobistymi relacjami. Zwróciła uwagę, że akcesja Ukrainy do UE wymaga jednomyślności wszystkich państw członkowskich, co daje Polsce – geograficznie najbliższemu sąsiadowi, który niedawno przeszedł własny proces akcesyjny i obecnie prowadzi z Ukrainą programy pomocy twinningowej (podobnie jak Litwa) – istotną kartę przetargową, którą, jej zdaniem, strona ukraińska powinna rozumieć jako sygnał, że nie warto konfliktować się z żadnym państwem członkowskim.
Odnosząc się do decyzji Zełenskiego o skierowaniu do Rady Najwyższej projektu ustawy o Panteonie Narodowym, Bonikowska oceniła to jako podobną kalkulację polityczną nakierowaną na rynek wewnętrzny, jak w przypadku decyzji Karola Nawrockiego o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego – sugerując, że ukraińska strona może zakładać, że wybory czy inne rozstrzygnięcia wewnętrzne nastąpią szybciej niż realna perspektywa akcesji do UE, więc krótkoterminowa polityka wewnętrzna ma dla niej większy priorytet.
Strategiczny interes: dlaczego Polska potrzebuje silnej, europejskiej Ukrainy
Bonikowska podkreśliła, że uspokojenie nastrojów jest strategicznym interesem obu stron: dla Ukrainy, bo chce wejść do UE, a dla Polski – bo poprzez pomoc w procesie akcesyjnym Polska zyskuje wpływ na kształtowanie tego państwa według własnych potrzeb i buduje ważnego przyjaciela na wschodzie. Przypomniała rolę prezydenta Lecha Kaczyńskiego jako historycznego adwokata sprawy ukraińskiej i wyraziła obawę, razem z Chrabotą, że Polska z tej roli może przejść do roli hamulcowego, co uznała za niepożądaną skrajność – zaapelowała o znalezienie równowagi: pamiętanie o Wołyniu bez odpuszczania tego tematu, ale jednoczesne budowanie wspólnej przyszłości, biorąc pod uwagę, że współpracująca Polska i Ukraina w ramach UE stanowiłyby ogromną siłę, a odbudowa Ukrainy (szacowana na co najmniej 600 miliardów dolarów) daje Polsce realną szansę biznesową.
Krajowa polityka jako główny motor konfliktu
Chrabota zasugerował, że w polskim Pałacu Prezydenckim może panować niedoświadczenie polityczne lub realizowany jest jakiś niejasny plan, ewentualnie związany z poufnymi ustaleniami z Waszyngtonem. Bonikowska odpowiedziała, że widzi w tym przede wszystkim logikę wewnętrznej polityki krajowej, związaną z wyborami zaplanowanymi na październik przyszłego roku – wyraziła obawę, że temat Ukrainy i członkostwa Polski w UE, dotychczas będące ponad politycznymi podziałami (nawet Andrzej Duda, mimo sceptycznych komentarzy o Unii jako „wyimaginowanej wspólnocie”, nigdy nie kwestionował samego członkostwa Polski), mogą teraz zostać wykorzystane przez środowisko konserwatywno-prawicowe do zdobycia władzy, co doprowadzi do głębokiego podziału wewnątrz Polski.
Relacje z USA: brak koordynacji między obozami
Bonikowska oceniła, że w polityce zagranicznej obozu prezydenckiego dominuje uproszczone myślenie skoncentrowane na relacjach z Donaldem Trumpem i obozem MAGA, co nie byłoby złe, gdyby współgrało ze strategią obozu rządowego, mającego lepsze relacje z umiarkowanymi republikanami i demokratami – dając Polsce pełne pokrycie na amerykańskiej scenie politycznej. Zaznaczyła, że taka koordynacja nie istnieje, co jest stratą dla polskiego państwa, biorąc pod uwagę, że Stany Zjednoczone pozostają najsilniejszym państwem NATO.
Odnosząc się do spadającej wiarygodności USA jako sojusznika, Bonikowska podkreśliła, że mimo to Polacy pozostają proamerykańscy z powodów strukturalnych, niezależnie od osoby prezydenta USA, jednak jednocześnie Europa musi budować własną, strategiczną autonomię, w tym w sferze cyfrowej (wskazała na całkowitą zależność od amerykańskich platform typu Webex czy Teams nawet podczas szczytów UE-Chiny). Zaznaczyła, że nie jest to postawa antyamerykańska, a wypełnienie samej logiki Trumpa, który wprost mówi Europie, by się zbrojiła i broniła samodzielnie – z zastrzeżeniem paradoksu, że Trump jednocześnie krytykuje europejski program SAFE za przekierowywanie środków zbrojeniowych do przemysłu europejskiego, a nie amerykańskiego.
Wskazała na spadający udział USA w budżecie NATO (z 75 do 60 procent i mniej) i konieczność przygotowania Europy na scenariusz kolektywnej obrony bez czynnego udziału wojskowego Stanów Zjednoczonych – zmieniające to wyzwanie NATO z operacyjnego na czysto polityczne (decyzja o wspólnym działaniu).
Migi za drony: kolejny epizod eskalacji
Chrabota przywołał dwie świeże informacje: zerwanie wymiany polskich myśliwców MiG-29 na ukraińską technologię dronową z powodu niedogadania się stron, oraz wypowiedź wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, że „Ukraina banderowska z banderyzmem na sztandarach do Unii Europejskiej nie wejdzie”. Bonikowska zaapelowała o odsunięcie emocji i symbolicznych gestów na rzecz pragmatycznych działań po obu stronach.
Przywołała opinie usłyszane na konferencji URC, według których liderami pod względem liczby wspólnych projektów i kontraktów z Ukrainą są Niemcy i Dania – nie ze względu na jakiś spisek, ale dlatego, że te kraje przygotowują bardziej przemyślane, konkretne oferty biznesowe. Oceniła, że Polska ma poczucie, że „należy się jej” duża część unijnego tortu odbudowy Ukrainy, ale nie potrafi przełożyć tego oczekiwania na szczegółowe, konkurencyjne analizy i oferty.
Skala potrzeb odbudowy i logika biznesowa w warunkach trwającej wojny
Chrabota zwrócił uwagę na rozmiar wyzwania: szacowane potrzeby odbudowy Ukrainy to 588 miliardów dolarów, z czego sama infrastruktura energetyczna to 91 miliardów, podczas gdy pierwsza transza unijnych środków wynosi jedynie 3 miliardy – nazwał to „walką lwów o marchewkę”, gdy realnych pieniędzy jeszcze nie ma. Chrabota zaznaczył przy tym, że środki te pochodzą z funduszy krajów Unii Europejskiej i zewnętrznego wsparcia dla Ukrainy, nie z jej własnego PKB, które wynosi 260 miliardów dolarów — czyli jest znacznie mniejsze niż same szacowane potrzeby odbudowy.
Bonikowska wyjaśniła, że wyliczenia te obejmują całość terytorium Ukrainy, w dużej części wciąż okupowanego, a biznes racjonalnie unika większych inwestycji poza odtwarzaniem bieżących zniszczeń, dopóki nie wiadomo, kiedy wojna się zakończy. Wskazała, że unijna pożyczka w wysokości 90 miliardów euro na funkcjonowanie państwa ukraińskiego jest częściowo powiązana z losem zamrożonych aktywów rosyjskich – jeśli Ukraina nie zdoła uzyskać środków rosyjskich jako reparacji, pożyczka może w praktyce zostać ukraińskiej stronie umorzona.
Podkreśliła, że logika biznesowa nie ogranicza się do odbudowy zniszczeń – obejmuje też projekty zbrojeniowe i dronowe, które mogą się realizować częściowo na terytorium Polski, w tym poprzez joint ventures polsko-ukraińskie. Przywołała wizję przekształcenia regionu Rzeszowa, gdzie już istnieje Dolina Lotnicza, w „Dolinę Dronową” – ośrodek przemysłu militarnego i dual-use, który można rozwijać już teraz, niezależnie od zakończenia wojny.
Dlaczego Ukraińcy grają tę grę lepiej niż Polska
Chrabota zauważył, że zerwanie wymiany migów za drony jest kolejnym obustronnym „policzkiem” w relacjach, pokazującym, że ścieżka współpracy jest trudna również ze strony polskiej. Bonikowska oceniła, że problem polega na tym, że Ukraińcy są w tej grze lepsi niż Polska – ukraińskie państwo, mimo czterech lat otwartej wojny i wcześniejszych ośmiu lat konfliktu na wschodzie kraju, zdołało zorganizować się i prowadzić spójną politykę pod silnym przywództwem Zełenskiego, co uczyniło Ukrainę w pełni samodzielnym podmiotem stosunków międzynarodowych, nie tylko obiektem rozgrywek innych państw.
Wskazała, że Ukraina umiejętnie wykorzystuje swoje atuty – najbardziej doświadczoną w warunkach realnej wojny, najlepszą i najtańszą produkcję dronów na świecie, budząc zainteresowanie całego świata, w tym Japonii i Korei Południowej – i buduje na tym swoją pozycję negocjacyjną, jak w przypadku oferowania krajom Zatoki Perskiej know-how w zwalczaniu irańskich dronów Shahed podczas wojny izraelsko-irańskiej.
Bonikowska oceniła, że Polska gra znacznie poniżej swojego potencjału, głównie z powodu wewnętrznego skłócenia między prezydentem i rządem oraz brakiem spójnej, sektorowej koordynacji polityki (gospodarka i obronność ciągną w różne strony), co powoduje, że Polska jest permanentnie pomijana przy rozdziale korzyści, tak jak wcześniej w przypadku umów offsetowych. Podkreśliła, że Polska w pierwszych latach wojny była wobec Ukrainy niemal bezinteresowna emocjonalnie, nie żądając niczego w zamian za przekazywaną pomoc, a teraz, w fazie „urealnienia” relacji – analogicznie do fazy po zakochaniu w związku – zamiast opanować tę trudną grę wymagającą jednoczesnej polityki, gospodarki i kart przetargowych, popadła w emocjonalną, tym razem negatywną, reakcję odwetową, co określiła jako brak sensu.
Zakończenie: apel o wygaszenie emocji po obu stronach
Chrabota przywołał postawę historyka Normana Daviesa, kawalera Orderu Orła Białego, jako przykład pragmatycznego myślenia. Bonikowska, w odpowiedzi na pytanie, czy to Polska czy Ukraina powinna zrobić „krok do tyłu”, wskazała na przykład pojednania francusko-niemieckiego po II wojnie światowej mimo ogromnych strat Francji, argumentując, że obie strony sporu polsko-ukraińskiego powinny wygasić emocje i rozgrywać swoje interesy profesjonalnie. Chrabota zakończył program apelem do prezydentów Zełenskiego i Nawrockiego oraz ich otoczenia politycznego, by Polska nie przekształciła się z adwokata sprawy ukraińskiej w jej przeciwnika.
Rozmowę przeprowadził Bogusław Chrabota. Program dostępny na kanale Rzeczpospolita na YouTube, liczącym 109 tys. subskrybentów. Opublikowany 4 lipca 2026.