Budzisz: Polska ma pięć razy większe PKB niż Ukraina, a „boksuje dwie klasy niżej”

Nowe

Igor Janke rozmawiał w Kanale Otwartym z Markiem Budziszem ze Strategy&Future o kryzysie politycznym na Ukrainie wywołanym dymisją ministra obrony Mychajła Fedorowa, walce nowych ukraińskich klanów biznesowych o wpływy, relacjach polsko-ukraińskich oraz o tym, dlaczego polska polityka zagraniczna i sektor zbrojeniowy pozostają, jego zdaniem, rażąco pasywne.

Fedorow jako symbol zmian i przyczyna szoku społecznego

Budzisz zaznaczył na wstępie, że demonstracje w Kijowie, Iwano-Frankiwsku, Winnicy, Łucku, Dnieprze, Odessie i Lwowie zostały zainicjowane przez te same środowiska, które organizowały ubiegłoroczne protesty w obronie niezależności NABU – antykorupcyjnego biura śledczego. Fedorow, były minister cyfryzacji, który pół roku wcześniej objął resort obrony, jest, jego zdaniem, uznawany za twórcę reform w sposobie produkcji i organizacji sektora przemysłowego, zamawiania sprzętu przez jednostki frontowe oraz budowy systemu tzw. świadomości sytuacyjnej. Jego odwołanie stało się szokiem dla części społeczeństwa ukraińskiego.

Ekspert ocenił, że tłem kryzysu jest przede wszystkim polityka wewnętrzna – na Ukrainie, jego zdaniem, w jeszcze większym stopniu niż w Polsce decyduje ona o wszystkich posunięciach władzy. Zwrócił uwagę, że odwołanie całego rządu Swyrydenko było – jak powszechnie się na Ukrainie uważa – manewrem obliczonym na to, by przy okazji móc odwołać Fedorowa, co jednak z politycznego punktu widzenia nie okazało się skuteczne i raczej sprokurowało nowe problemy. Pozycja Zełenskiego, zdaniem Budzisza, wyjdzie z tego kryzysu osłabiona.

Konflikt Fedorow-Syrski: pieniądze, marże i nowy model wojny

Odpowiadając na pytanie o istotę sporu między Fedorowem a naczelnym dowódcą Ołeksandrem Syrskim, Budzisz opisał go jako wielowymiarowy. Pierwszym elementem jest walka o kontrolę nad gigantycznym budżetem wojennym – Ukraina przeznacza na wojnę całość wpływów podatkowych, a sektor zaopatrzenia i produkcji uzbrojenia, zwłaszcza dronów, jest, jego zdaniem, nadal nieodporny na korupcję rozumianą szeroko, nie tylko jako łapownictwo (przypomniał w tym kontekście dymisję ministra Reznikowa, który kupował jajka po cenach kilkukrotnie przekraczających poziom rynkowy). Zełenski deklarował produkcję na poziomie 10 milionów dronów w tym roku, docelowo nawet 20 milionów – to skala środków, o kontrolę nad którymi toczy się, jak to ujął ekspert, „zażarta i bezpardonowa” walka klanów biznesowych, w tym nowych, powstałych po wybuchu wojny firm i ich właścicieli, określanych jako nowi oligarchowie.

Fedorow, w przeciwieństwie do reprezentującego stary model zarządzania Syrskiego, wprowadził mechanizmy zwiększające konkurencję i kompresujące marże producentów, co wywołało opór środowisk czerpiących korzyści z dotychczasowego układu.

Drugim elementem konfliktu jest system tzw. świadomości sytuacyjnej – zbudowana przez Fedorowa jeszcze w Ministerstwie Cyfryzacji, a potem rozwijana w MON, infrastruktura zbierająca dane z milionów sensorów (kamery dronów, kamery żołnierzy, sensory dźwiękowe, obserwacja satelitarna) w jedno centrum obliczeniowe, przetwarzająca terabajty danych i budująca obraz sytuacji na froncie dostępny oficerom liniowym na tabletach, wspierany już częściowo przez sztuczną inteligencję. Budzisz zaznaczył, że skróciło to i przyspieszyło łańcuch dowodzenia, ale wywołało napięcie z oficerami sztabowymi, którzy w tej nowej formule stają się mniej niezbędni. Podkreślił przy tym, że system ten funkcjonuje w sposób „wyspowy” – są wyspy nowoczesności i wyspy starego, sowieckiego myślenia, a nie da się jednoznacznie rozstrzygnąć, czy model Fedorowa jest rzeczywiście skuteczniejszy, bo w środowisku wojskowym toczy się otwarta dyskusja, czy armia prowadząca wojnę powinna jednocześnie przechodzić tak głębokie wewnętrzne reformy.

Jak relacjonował ekspert, konflikt doprowadził do sytuacji, w której – jak mówił publicznie prezydent Zełenski – minister obrony, dowódca sił zbrojnych i szef sztabu generalnego Ihnat przestali ze sobą rozmawiać. Fedorow oskarżał Syrskiego o intrygi, a podczas jego wystąpień pojawiały się wątki dotyczące kampanii medialnych na Telegramie, inspirowanych przez środowiska mu niechętne.

Prawdziwa stawka: rywalizacja o przyszłe wybory prezydenckie

Budzisz ocenił, że w rzeczywistości chodzi w dużej mierze o to, czy Fedorow stanie się politycznym rywalem Zełenskiego. Prezydent stara się budować pozycję jedynego liczącego się kandydata w przyszłych wyborach, ale – jak ocenił ekspert – na razie mu to słabo wychodzi, a rosnąca popularność Fedorowa zaczęła stanowić dla niego zagrożenie, obok naruszenia przez niego licznych interesów oligarchicznych i biznesowych.

Ekspert zwrócił uwagę, że kryzys nie został zakończony – Fedorow nie pogodził się z sytuacją, wystąpił publicznie z długim wpisem opisującym swoje osiągnięcia mimo zaledwie półrocznego stażu na stanowisku ministra obrony, co Budzisz odczytał jako sygnał ambicji wykraczających poza rolę członka ekipy Zełenskiego. Zaznaczył przy tym paradoks: Ukraina ma już nowy rząd, ale wciąż nie ma ministra obrony ani ministra spraw zagranicznych – stanowisk obsadzanych bezpośrednio przez prezydenta.

Konflikt pokoleniowy i rola weteranów w przyszłych wyborach

Odpowiadając na pytanie Jankego, czy jest to konflikt personalny, walka klanów biznesowych, czy starcie dwóch Ukrain – starej, oligarchicznej, i nowej, cyfrowej – Budzisz ocenił, że wszystkie te elementy występują jednocześnie, ale kluczowy jest wymiar polityczny związany z nadchodzącymi wyborami. Przypomniał, że kadencje prezydenta, Rady Najwyższej i samorządów już dawno się skończyły, a o wyniku przyszłych wyborów zdecyduje to, kto zyska sympatię weteranów i żołnierzy – najbardziej dynamicznej i wpływowej dziś grupy w ukraińskim społeczeństwie.

Konflikt między sześćdziesięcioletnim Syrskim a trzydziestopięcioletnim Fedorowem, absolwentem Yale, ma więc wyraźny wymiar pokoleniowy. Budzisz zwrócił uwagę, że znaczna część dowódców ukraińskich brygad – ok. 140 jednostek – to ludzie, którzy przed wojną nie planowali kariery wojskowej, jak np. Brody Madziar, dowódca sił bezzałogowych, wcześniej menedżer prowadzący giełdę rolną w Użhorodzie. To właśnie od poparcia tej grupy będzie zależała przyszłość polityczna Ukrainy – nie bez powodu głównymi potencjalnymi rywalami Zełenskiego pozostają generałowie: Załużny i Budanow (najmłodszy ukraiński generał lejtnant w historii, najszybciej osiągający ten stopień).

Ekspert wskazał na symptomatyczne, choć nieliczne, publiczne reakcje wojskowych: generał Drapaty, dowódca operacyjny sił ukraińskich, poparł Fedorowa, podczas gdy jeden z dowódców pułku Azow opowiedział się po stronie Syrskiego.

Cień Jermaka i rosnąca rola Arachamii

Budzisz zwrócił uwagę na spotkanie Andrija Jermaka z generałem Syrskim, o którym poinformowała ukraińska prasa. Choć Jermak formalnie stracił stanowisko szefa administracji prezydenckiej, nadal spotyka się z Zełenskim i zachowuje wpływy. Ekspert przypomniał, że Fedorow był jednym ze „spiskowców”, którzy doprowadzili do odsunięcia Jermaka – obok Budanowa i szefa frakcji Sługi Narodu Dawyda Arachamii, którego rola w ukraińskich rozgrywkach politycznych, zdaniem Budzisza, systematycznie rośnie.

Istotnym kontekstem, jak zaznaczył ekspert, są majowe sondaże zamówione przez administrację prezydencką, które po raz pierwszy od miesięcy pokazały wzrost zaufania do Zełenskiego, przy jednoczesnym spadku popularności rezydującego w Londynie i coraz mniej obecnego w ukraińskich mediach Załużnego. Obóz prezydencki, zdaniem Budzisza, wykorzystuje w tej rozgrywce wszystkie dostępne narzędzia – w tym spór historyczny z Polską wokół upamiętnień, konkretnie upamiętnienie jednostki Sił Specjalnych, co miało służyć pozyskaniu sympatii żołnierzy i oficerów frontowych, choć nie był to jedyny tego typu element. Przejawem podobnej strategii było również spotkanie Zełenskiego z radykalnym politykiem nacjonalistycznym Ołehem Liaszką, obecnie dowódcą jednego z pododdziałów sił bezzałogowych.

Nowi oligarchowie i powroty starych graczy

Zapytany wprost, dlaczego użył słowa „oligarchowie” wobec nowego pokolenia biznesu zbrojeniowego, Budzisz wyjaśnił, że chodzi mu o grupę już bardzo zamożnych i wpływowych ludzi – niekoniecznie identycznych mentalnie ze swoimi poprzednikami. Przypomniał, że wśród dawnych oligarchów byli też zwolennicy prozachodniego kursu, jak Petro Poroszenko. Zwrócił jednak uwagę na powroty do wpływów postaci związanych z dawną Partią Regionów – jak Serhij Tihipko, nieformalny doradca Budanowa i były wicepremier w rządzie Azarowa (Azarow mieszka dziś pod Moskwą, gdzie uciekł razem z Janukowyczem). Nowy premier Serhij Korecki, wywodzący się z zachodu Ukrainy, był z kolei wcześniej związany z ośrodkami politycznymi sytuowanymi w centrum sceny politycznej – co pokazuje, zdaniem Budzisza, że Zełenski poprzez swoje nominacje demonstruje gotowość do politycznego poszerzania bazy poparcia, od skrajnych nacjonalistów po klany biznesowe wschodniej Ukrainy.

Ekspert oszacował skalę środków przepływających przez sektor zbrojeniowy: przy rocznych wydatkach obronnych Ukrainy na poziomie 70 miliardów dolarów i marży producentów skompresowanej przez Fedorowa do około 25 proc., łatwo obliczyć, jak ogromne majątki powstają w tym sektorze – i jak silna jest walka o kontrolę nad tymi strumieniami finansowymi.

Osłabienie presji antykorupcyjnej i dystans elit wobec UE

Budzisz ocenił, że presja obozu Zełenskiego na walkę z korupcją wyraźnie osłabła w ostatnim czasie. Jego zdaniem ukraińska elita rządząca jest w praktyce mniej zainteresowana pełną akcesją do Unii Europejskiej niż samym dostępem do unijnego rynku, ponieważ członkostwo oznaczałoby konieczność podporządkowania się unijnym regulacjom antykorupcyjnym. Jako dowód przywołał los tzw. planu KOS-Kaczka – porozumienia podpisanego przez byłego wicepremiera Tarasa Kaczkę z unijnym komisarzem odpowiedzialnym za rozszerzenie, przewidującego konkretną sekwencję reform na 12 miesięcy. Po pół roku sam Kaczka przyznawał, że zapisy udało się zrealizować jedynie w 15 procentach.

Ekspert ocenił, że wystąpienia polskich polityków grożących zablokowaniem członkostwa Ukrainy w UE są w tym sensie pozbawione sensu, że ukraińska elita wcale nie dąży do pełnej akcesji – a ukraińscy wyborcy usłyszawszy takie groźby będą raczej obwiniać Polskę niż własnych polityków za brak postępów w tym obszarze. Tego rodzaju deklaracje świadczą, jego zdaniem, po prostu o nieznajomości sytuacji na Ukrainie – ale ocenił to jako zjawisko typowe dla Polski w ogóle: polska elita nie obserwuje Ukrainy na bieżąco i kieruje się dość zdezaktualizowanymi, „archiwalnymi” przekonaniami na temat tego, co się w tym państwie faktycznie dzieje.

Genocidalizm i symetryzm: spór historyczny bez wyjścia

Odpowiadając na pytanie o zróżnicowanie głosów na Ukrainie dotyczących relacji z Polską, Budzisz przyznał się do pesymizmu w kwestiach historycznych. Ocenił, że dominujący na Ukrainie pogląd praktycznie wyklucza porozumienie z Warszawą w tym obszarze – chyba że Polska przyjmie krytykowaną przez niego postawę „symetryzmu”, jaką zaprezentował polski ambasador w Kijowie.

Ekspert opisał dwa dominujące na Ukrainie nurty: pierwszy, który określił mianem „genocydializmu” – kwestionowanie skali zbrodni wołyńskiej, w tym argumenty, że liczba zaatakowanych polskich wsi 11 lipca była znacznie mniejsza niż podaje polska historiografia (10-20 zamiast 100), a pozostałe relacje świadków wymagają weryfikacji. Drugi nurt to symetryzm – przekonanie, że Armia Krajowa i bataliony chłopskie również dokonywały czystek, a Polska otacza szacunkiem NSZ, przy czym niektórzy ukraińscy historycy, jak przywołany przez Budzisza Bohdan Fujc, posuwają się do twierdzenia, że Roman Dmowski i Narodowa Demokracja reprezentowali ideologię ludobójczą. Ekspert podkreślił, że są to poglądy dość powszechne na Ukrainie, nie margines – choć z niuansami.

Zdaniem Budzisza, przy takim nastawieniu każde ustępstwo ze strony ukraińskiej jest odbierane jako uznanie polskiej przewagi w relacjach dwustronnych, na co Kijów się nie godzi, chcąc partnerstwa równorzędnego. Zwrócił jednak uwagę na głosy odmienne – przywołał wypowiedzi europosła Solidarności Europejskiej Mykoły Kniażyckiego – podkreślające wspólny interes strategiczny obu krajów.

Polska korzysta na sąsiedztwie, ale jest bierna gospodarczo

Budzisz przypomniał, że relacja gospodarcza nie jest jednostronna – Polska jest głównym partnerem handlowym Ukrainy i utrzymuje dużą nadwyżkę handlową, choć Ukraina odpowiada jedynie za 3 proc. polskiego handlu zagranicznego. Zwrócił uwagę na obiegowe w Polsce obawy, że to Niemcy, Holendrzy czy Francuzi przejmą odbudowę Ukrainy, podczas gdy sama Polska – dzięki położeniu geograficznemu – i tak będzie na tym procesie korzystać.

Jednocześnie ekspert ocenił, że strona ukraińska powszechnie postrzega Polskę jako niesłychanie pasywną w porównaniu z aktywnością firm zachodnioeuropejskich (niemieckich, holenderskich, francuskich, norweskich) czy nawet państw bałtyckich, penetrujących rynek ukraiński. Podkreślił, że obecność na Ukrainie to nie zakup gotowego produktu, ale uczestnictwo w procesie rozwoju nowego sektora zbrojeniowego, łączącego zachodnią technologię z ukraińskim doświadczeniem bojowym – i że wszyscy najwięksi światowi producenci to rozumieją, poza Polską.

Inicjatywa Freya jako przykład zaniechań

Na pytanie o ewentualny postęp mimo napięć politycznych – w kontekście niedawnej konferencji URC – Budzisz odpowiedział jednoznacznie, że widzi raczej regres, przywołując przykład inicjatywy Freya, europejskiego projektu obrony antybalistycznej z udziałem ukraińskiej firmy Fire Point oraz koncernów takich jak SAAB, Rheinmetall, Safran, Kongsberg, holenderski Destinus i MBDA. Premier Donald Tusk tłumaczył nieobecność Polski w projekcie brakiem oferty ze strony polskiego biznesu, jednak Budzisz zwrócił uwagę, że jeszcze w kwietniu polska delegacja pod wodzą Roberta Kupieckiego, doradcy premiera Tuska ds. bezpieczeństwa i wiceministra spraw zagranicznych, prowadziła negocjacje ws. wejścia do programu – co jego zdaniem świadczy o niespójności oficjalnego tłumaczenia, skoro oferty biznesowej podobno nigdy nie było.

Ekspert przypomniał, że polski rząd, nadzorujący Polską Grupę Zbrojeniową, dysponował bezpośrednimi narzędziami do zainspirowania takiej oferty. Przywołał też konkretny przykład zaniechania: w sierpniu ubiegłego roku dyrektor generalna Fire Point Iryna Terech odwiedziła Kielce i spotkała się z jednym z wiceministrów obrony, ale spotkanie nie zaowocowało współpracą – tego samego dnia rząd Danii ogłosił budowę wspólnej z tą firmą fabryki paliwa rakietowego, która dziś już powstaje.

System Wisła i ryzyko niedoboru rakiet Patriot

Budzisz odniósł się krytycznie do argumentu, że Polska nie potrzebuje uczestniczyć w takich inicjatywach, bo buduje własny system Wisła oparty na amerykańskich Patriotach. Wskazał, że drugi etap programu obejmuje zakup ok. 700 rakiet PAC-3, podczas gdy w ciągu 40 dni konfliktu z Iranem Amerykanie zużyli ponad tysiąc takich rakiet, a producent deklaruje osiągnięcie rocznej produkcji na poziomie 2 tysięcy dopiero w 2030 roku (w zeszłym roku wyprodukowano 650 sztuk). Zwrócił uwagę, że statystycznie do przechwycenia jednej rosyjskiej rakiety balistycznej potrzeba dwóch rakiet przechwytujących, a Rosja produkuje miesięcznie około 60 rakiet balistycznych – co oznacza, że nawet w pełni skonstruowany system Wisła może nie wystarczyć w scenariuszu bezpośredniego rosyjskiego ataku na Polskę.

Przywołał też różnicę kosztów: jedna rakieta Patriot kosztuje od 2,5 do 3,5 miliona dolarów (czyli przechwycenie jednej rakiety balistycznej – ok. 7 mln dolarów), podczas gdy rakieta przechwytująca rozwijana w ramach Freya ma kosztować 600-700 tysięcy dolarów. Ocenił, że dojrzałe państwa, jak Niemcy, dywersyfikują źródła zaopatrzenia – rozwijają własne zdolności, negocjują z Izraelem, Koreą Południową i Turcją, uczestniczą w wielu projektach europejskich równolegle, w tym w inicjatywie ELSA, w której – jak zauważył – Polska formalnie uczestniczy, choć bez wkładu własnego biznesu.

Polski przemysł zbrojeniowy: brak wsparcia dla rodzimych firm

Budzisz podsumował, że Polska wydaje najwięcej w NATO w relacji do PKB, ale nie buduje własnego, niezależnego potencjału przemysłowego, w przeciwieństwie do wszystkich innych dużych i średnich państw europejskich, w tym Danii, Szwecji i Turcji, a nawet samej Ukrainy. Porównał to do sytuacji, w której Polska mając pięciokrotnie większe PKB niż Ukraina, „boksuje dwie klasy niżej”, podczas gdy Ukraina ze znacznie mniejszym PKB „boksuje dwie klasy wyżej”.

Wskazał na przykład Niemiec, gdzie 85 proc. wydatków zbrojeniowych trafia do rodzimego przemysłu, podczas gdy Polska w dużej mierze zasila zagraniczne, w tym amerykańskie i koreańskie, koncerny zbrojeniowe. Przywołał przykład niemieckiego startupu Helsing, wycenianego dziś na kilkanaście miliardów euro, mimo że powstał dopiero w 2021 roku, i ocenił, że w Polsce istnieje co najmniej pięć prywatnych firm z potencjałem do osiągnięcia podobnej skali – gdyby otrzymały odpowiednie wsparcie państwa. Zaapelował o rozliczenie zarówno obecnej, jak i poprzedniej koalicji rządzącej z tego, jak wykorzystano dziesiątki i setki miliardów dolarów wydanych na bezpieczeństwo w ostatnich czterech latach. Budzisz zamknął ten wątek stwierdzeniem, że świat nie znosi próżni – jeśli Polska nie będzie działać, inni będą działać za nią, a efekt jest dokładnie taki, jaki obserwujemy dziś.

Słabość polskiego MSZ i placówki w Kijowie

Budzisz ocenił krytycznie poziom polskiej wiedzy o procesach zachodzących na Ukrainie, wskazując, że mimo czterech lat wojny żaden polski instytut badawczy dedykowany wyłącznie tematyce ukraińskiej nie powstał ani w Warszawie, ani w żadnym ukraińskim mieście. Skrytykował ostro poziom polskiej reprezentacji dyplomatycznej w Kijowie – reprezentowanej przez ambasadora, oficera wywiadu, który – jego zdaniem – nie tylko wygłosił nieprzemyślane przemówienie w duchu symetryzmu, ale też nie zorganizował systemu zbierania danych i wyciągania wniosków z ukraińskich doświadczeń wojennych na potrzeby polskich służb i sił zbrojnych.

Ekspert zwrócił uwagę, że polskie stanowisko w sprawie upamiętnień UPA, choć merytorycznie słuszne, jest powszechnie odbierane w ukraińskich mediach – niezależnie od orientacji politycznej – jako próba narzucenia Ukrainie roli młodszego partnera, co jest nieskuteczne i wynika z braku rozeznania w ukraińskich realiach. Ocenił to jako świadectwo strukturalnej słabości polskiego MSZ, resortu jego zdaniem nieprzygotowanego do obecnej sytuacji.

Rekomendacja: polityka transakcyjna zamiast sojuszu strategicznego

Odpowiadając na pytanie o rekomendowaną politykę wobec Ukrainy, Budzisz otworzył swoją odpowiedź obrazowym porównaniem: żeby aktywnie grać w jakąkolwiek grę, trzeba mieć zespół i trenera – a polska polityka zagraniczna, jego zdaniem, nie dysponuje obecnie ani jednym, ani drugim.

Ocenił, że kryzys wywołany przez Zełenskiego ze względów wewnątrzukraińskich trwale zmienił charakter relacji polsko-ukraińskich – z bliskiego sojuszu strategicznego, opartego na wspólnej ocenie przyszłości, na relację transakcyjną, opartą na rachunku doraźnych zysków i strat. Ocenił, że ucierpi na tym bardziej Ukraina, która – jak to ujął dosadnie – zdaniem części własnych obywateli już niemal „wita się z gąską”, mimo że do zwycięstwa w wojnie wciąż daleko.

Budzisz przyznał przy tym, że jako obywatel Rzeczpospolitej ma realny wpływ na Polskę, ale jedynie ograniczony wpływ na Ukrainę – może co najwyżej tłumaczyć swoim ukraińskim rozmówcom, że Zełenski popełnia błąd strategiczny, ale ten błąd już się dokonał i szybko się go nie odbuduje.

Zaapelował o budowę polskiej „wielkiej strategii” w perspektywie najbliższej dekady, a nie najbliższego cyklu wyborczego, oraz o przezwyciężenie wewnętrznych podziałów politycznych utrudniających szybkie reagowanie na zmieniającą się sytuację. Podkreślił, że era polityki opartej na frazach o wspólnocie i wzajemnym szacunku się kończy, a zaczyna liczyć się interes państwowy, skuteczność administracji i siła własnego przemysłu.


Rozmowę przeprowadził Igor Janke z Markiem Budziszem (Strategy&Future). Program „Marek Budzisz: Walka oligarchów na Ukrainie. Chaos polityczny i wojna. Polski MSZ nie działa” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 221 tys. subskrybentów. Opublikowany 17 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *