Marcin Strzyżewski, autor kanału poświęconego tematyce rosyjskiej, odniósł się w swoim materiale do tekstu Jacka Bartosiaka na temat narastającego niezrozumienia między Polską a Ukrainą. Zastrzegł na wstępie, że rzadko komentuje polskojęzyczne teksty o wojnie i nie jest ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem Bartosiaka – chciał raczej uzupełnić jego perspektywę niż z nią polemizować.
Teza Bartosiaka: Polska broniła starej architektury, Ukraina szukała nowej
Strzyżewski zreferował kluczowe tezy tekstu Bartosiaka, przywołując m.in. jego obrazowe określenie polskiej zależności od USA jako pozostawania „pod amerykańską kryszą” – rosyjskim słowem oznaczającym zarówno dach, jak i mafijną ochronę, kojarzoną z bezpieczeństwem kosztem podmiotowości. Według Bartosiaka Ukraińcy mieli dostrzegać to ograniczenie Polski w latach 2023–2025, obserwując, jak Warszawa broni starej architektury bezpieczeństwa regionu, podczas gdy Kijów – tracący dziesiątki tysięcy żołnierzy – szukał już nowej równowagi sił. Zdaniem autora tekstu doprowadziło to do rozdźwięku w postrzeganiu stawki ryzyka: Polska błędnie oceniała sytuację bezpieczeństwa, a Ukraina patrzyła z rosnącą pogardą na polską niesamodzielność, jednocześnie irytując się rosnącymi w Warszawie oczekiwaniami wdzięczności i szacunku wynikającymi z poczucia własnej senioralności.
Bartosiak przypisywał przy tym polskiemu myśleniu konkretny zestaw przekonań napędzających to poczucie wyższości: przeświadczenie, że Polska jest bliżej Zachodu, że pełniła rolę pośrednika Ukrainy, że jest wolna od korupcji, dysponuje wielokrotnie wyższym PKB, a nawet w scenariuszu ukraińskiej porażki zachowa NATO i wsparcie USA, podczas gdy Ukraina by ich nie miała.
Strzyżewski: nie chcę oceniać emocji, wolę mówić o faktach
Strzyżewski zaznaczył, że nie chce oceniać, czy w ukraińskim społeczeństwie rzeczywiście występuje pogarda wobec Polski – uznał to za temat zbyt emocjonalny i trudny do jednoznacznej weryfikacji, wolał skupić się na konkretach. Przyznał jednocześnie, że jego własna perspektywa jest bliższa ukraińskiej niż przeciętnej polskiej, zastrzegając jednak, że podobny podział percepcji istnieje też wewnątrz samego społeczeństwa ukraińskiego.
Doświadczenie wojny jako fundamentalna różnica
Autor rozwinął własną interpretację różnicy w postrzeganiu rzeczywistości. Przypomniał, że wybuch pełnoskalowej inwazji był dla znacznej części Ukraińców szokiem, na który nie byli przygotowani nawet ci, którzy się go spodziewali. Porównał to doświadczenie do najbardziej druzgocących wydarzeń życiowych – rozwodu, śmierci bliskiej osoby, utraty pracy – z tą różnicą, że wojna przynosi wszystkie te wstrząsy naraz i nieprzerwanie. Ukraińcy, jak to ujął, funkcjonują już od pięciu lat w zupełnie innej rzeczywistości – „dywan” bezpieczeństwa wyjechał im spod stóp, podczas gdy Polacy wciąż stoją bezpiecznie na „molo”, starając się nie zmoczyć nóg.
Strzyżewski zwrócił uwagę, że ten podział widoczny jest też wewnątrz samego ukraińskiego społeczeństwa – przywołał niedawny incydent we Lwowie, gdzie doszło do starcia między cywilami a przedstawicielami wojskowej komisji mobilizacyjnej, jako przykład napięcia między tymi, którzy bezpośrednio doświadczają wojny, a resztą społeczeństwa. Żołnierze wracający z frontu po miesiącach w okopach, widząc rówieśników w restauracjach Charkowa czy Kijowa, przeżywają, jego zdaniem, podobny szok kulturowy, jaki część Ukraińców odczuwa wobec Polski.
Polskie poczucie bezpieczeństwa jako potencjalna iluzja
Strzyżewski przyznał, że sam postrzega polskie poczucie bezpieczeństwa oparte na członkostwie w NATO jako rodzaj iluzji – im silniej w nią wierzymy, tym większe ryzyko, że zrobimy zbyt mało, by rzeczywiście się bronić. Zastrzegł przy tym, że Stany Zjednoczone pozostają istotnym gwarantem bezpieczeństwa, ale nie na tyle silnym, by całkowicie eliminować obawy.
Memorandum Budapesztańskie: różnica między deklaracją a twardą gwarancją
Autor odniósł się do często przywoływanego w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej Memorandum Budapesztańskiego, w ramach którego Wielka Brytania, Stany Zjednoczone i Rosja złożyły deklaracje w zamian za rezygnację Ukrainy z broni jądrowej. Podkreślił, że już sama nazwa dokumentu wskazuje na deklarację zamiarów, a nie twardą umowę – a w jego treści nie ma zapisanej obietnicy zbrojnej pomocy w razie agresji. Mimo to, jak zauważył, wielu Ukraińców odczuwa poczucie zdrady, uznając, że złożone im wcześniej obietnice nie zostały dotrzymane, co przekłada się na postrzeganie NATO i Europy jako słabych gwarantów bezpieczeństwa.
„Europa płaci, Ukraina umiera”
Strzyżewski ocenił, że Europa chce pomóc Ukrainie, jednocześnie pozostając formalnie poza konfliktem – nazwał to dosadnie postawą „płacimy, wy umierajcie”. Zaznaczył, że rozumie tę postawę jako naturalną i ludzką, sam też chciałby uniknięcia bezpośrednich walk na terytorium Polski, ale podkreślił, że w praktyce oznacza to zaakceptowanie roli wyznaczonej Ukrainie przez Rosję – roli tych, którzy poświęcają życie. Zadeklarował, że w tej sytuacji uważa za słuszne udzielanie Ukrainie możliwie największej pomocy, przywołując własne wielokrotne wyjazdy w rejony przyfrontowe, w zasięgu rosyjskich dronów FPV, artylerii, szahedów i rakiet, jako formę osobistego podzielenia się ryzykiem poprzez dostarczanie pomocy.
Polska straciła rolę pośrednika między Ukrainą a Zachodem
Odnosząc się do koncepcji Bartosiaka o Polsce jako pośredniku między Ukrainą a Zachodem, Strzyżewski ocenił, że rola ta miała znaczenie przed wojną, gdy Ukraina nie była jeszcze głośnym graczem na arenie międzynarodowej. W momencie, gdy Kijów zaczął rozmawiać bezpośrednio z Niemcami i Amerykanami, Polska straciła tę wartość pośrednika – Zełenski, jak zauważył, nie potrzebuje dziś nikogo, kto tłumaczyłby jego sprawę Trumpowi czy Merzowi. Ocenił liczenie na budowę senioralnej pozycji wobec Ukrainy w oparciu o rolę pośrednika jako naiwne.
Nowa pozycja Ukrainy: kompetencje zamiast pretensji
Zdaniem Strzyżewskiego pięcioletnie doświadczenie wojenne, choć nadal opiera Ukrainę w dużej mierze na zachodnich technologiach i wsparciu finansowym, dało jej realną, wypracowaną pozycję na arenie międzynarodowej – umiejętność skutecznego przeciwstawienia się silniejszemu przeciwnikowi ma swoją wymierną wartość, pozwalającą Ukrainie oferować światu konkretne kompetencje w zamian za wsparcie. Ocenił, że nawet jeśli część zachowań Kijowa można odczytywać jako arogancję, stoją za nią realne sukcesy okupione krwią, których nie warto negować ani liczyć na rychły upadek Ukrainy z powodu przesadnej pychy.
Polska powinna wzmocnić swoją grę dyplomatyczną
Autor ocenił, że Polska zbudowała sobie w ostatnich latach istotny kapitał dyplomatyczny, pokazując się jako państwo zdolne do szybkiego i skutecznego działania oraz rozumiejące strategiczny interes regionu. Postawił jednak pytanie, jak ten kapitał skapitalizować w dalszej perspektywie. Zasugerował, że skoro Polska należy do grona państw pomagających, a Ukraina jest jedynym państwem faktycznie walczącym, warto przemyśleć realną pozycję Polski w tym układzie – zastrzegając, że nie chodzi o „senioralność”, lecz o realną siłę wynikającą z wnoszenia czegoś unikatowego do relacji, a nie tylko z pretensji o miejsce na hierarchicznej liście.
Priorytety: bezpieczeństwo, pozycja międzynarodowa, korzyści gospodarcze
Strzyżewski podkreślił, że kluczowe powinny być dla Polski realne korzyści, a nie wizerunkowe zwycięstwa moralne – w pierwszej kolejności bezpieczeństwo, w drugiej pozycja międzynarodowa, w trzeciej korzyści gospodarcze i dobrobyt. Ocenił, że osiągnięcie tych celów wymaga prawidłowego zrozumienia, jak zmieniła się pozycja Ukrainy w ciągu ostatnich pięciu lat wojny – zmiana ta została okupiona krwią i nie powinna być bagatelizowana ani negowana.
Polska sama musi zdecydować, jaką rolę chce odgrywać
Na zakończenie Strzyżewski przyznał, że Polska rzeczywiście się zbroi i inwestuje w sprzęt wojskowy, więc nie można jej zarzucić całkowitej bierności. Ocenił jednak, że polska inicjatywa powinna być bardziej samodzielna, jeśli kraj chce budować realną regionalną pozycję – zastrzegając, że nie jest to żaden obowiązek: Polska równie dobrze może pozostać po prostu jednym z wielu państw NATO, bez ambicji bycia regionalną potęgą. Zauważył jednak, że części polskiego elektoratu nie podoba się scenariusz, w którym Ukraina wyrasta na silnego, samodzielnego gracza regionalnego, podczas gdy Polska pozostaje jedynie „jednym z szeregu”. Ocenił, że to zasadnicze pytanie – czy Polska chce być spokojnym uczestnikiem europejskiego porządku, czy konkurować o rolę regionalnego rozgrywającego – pozostaje otwarte i wymaga głębszego namysłu.
Materiał „Dlaczego Polska i Ukraina przestały się rozumieć?” dostępny na kanale Marcin Strzyżewski o Rosji na YouTube, liczącym 173 tys. subskrybentów. Opublikowany 16 lipca 2026.