Szeligowski w Kanale Otwartym: Ukraina to nie walka dobra ze złem, a kruszenie fundamentów władzy Zełenskiego

Nowe

Igor Janke rozmawiał w Kanale Otwartym z Danielem Szeligowskim z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych o wewnętrznym kryzysie politycznym na Ukrainie, dymisji ministra obrony Mychajła Fedorowa, sukcesach na Krymie oraz o tym, dlaczego relacje polsko-ukraińskie tak gwałtownie się pogorszyły.

Nie walka dobra ze złem, lecz starcie dwóch modeli

Odpowiadając na pytanie prowadzącego, czy na Ukrainie toczy się dziś „walka dobra ze złem”, Szeligowski zdecydowanie to zakwestionował – takie czarno-białe rozróżnienie zarezerwował wyłącznie dla relacji Rosja-Ukraina. W przypadku sporu wokół ministra Fedorowa sytuacja jest, jego zdaniem, znacznie bardziej złożona. Ekspert przypomniał, że w ukraińskim systemie politycznym minister obrony pochodzi z tzw. kwoty prezydenckiej – Zełenski ma pełne prawo dobierać sobie współpracowników, nawet jeśli decyzja ta budzi sprzeciw części społeczeństwa i środowisk wojskowych. Szeligowski ocenił tę decyzję jako błędną, ale podkreślił, że nie chodzi wyłącznie o osobę ministra – podobnie jak w przypadku ubiegłorocznych protestów w obronie niezależności instytucji antykorupcyjnych, chodziło o zasady i instytucje, nie tylko jednostki.

Druga strona konfliktu, jak zaznaczył ekspert, jest równie istotna: Fedorow nie potrafił dogadać się z żadnym z generałów, w tym z naczelnym dowódcą Ołeksandrem Syrskim ani ze sztabem generalnym, a jego przyglądanie się zamówieniom obronnym nie spodobało się wielu wpływowym osobom na Ukrainie. Konflikt między ministrem a wojskowymi był, zdaniem Szeligowskiego, nieunikniony – i to Zełenski musiał rozstrzygnąć spór na korzyść generała Syrskiego, kosztem Fedorowa.

Koszty polityczne i przyszła kariera Fedorowa

Szeligowski ocenił, że koszt polityczny tej decyzji rozłoży się w czasie – w krótkiej perspektywie spodziewa się spadku poparcia dla Zełenskiego w sondażach, co ma znaczenie zwłaszcza w kontekście ambicji reelekcyjnych prezydenta. Jednocześnie zauważył pewien paradoks: Zełenski dał Fedorowowi „przepiękną platformę medialną” do rozpoczęcia własnej kariery politycznej. Ekspert nie ma wątpliwości, że sam Fedorow ma ambicje polityczne, dysponuje szerokim zapleczem medialnym oraz niezłym poparciem społecznym i może stać się jednym z kandydatów do większej roli politycznej przy najbliższej sposobności. Zdaniem Szeligowskiego to właśnie te ambicje – obok konfliktu z generalicją – były jednym z powodów, dla których minister nie podobał się prezydentowi, niechętnemu wobec osób budujących własną pozycję polityczną.

Nowe pokolenie biznesu i możliwe zaplecze polityczne

Pytany o to, czy za Fedorowem stoją realne siły społeczne i biznesowe, Szeligowski potwierdził istnienie nowego pokolenia ukraińskich przedsiębiorców, którzy wzbogacili się na wojnie – w branży zbrojeniowej, rolniczej oraz IT, blisko związanej z samym Fedorowem. Ekspert unika jednak określenia „oligarchowie” w odniesieniu do tej grupy, rezerwując ten termin dla starszego pokolenia biznesmenów sprzed dekady. Zaznaczył przy tym, że ten nowy biznes działa w sposób relatywnie bardziej transparentny, ale nie całkowicie – wciąż trzeba dostosować się do panujących reguł gry, w tym czasem opłacać odpowiednie osoby, by uzyskać udział w rynku. Przywołał badania socjologiczne pokazujące, że najmłodsze pokolenie Ukraińców czuje się stosunkowo komfortowo w warunkach korupcyjnych, w przeciwieństwie do średniego pokolenia, które pamięta Majdan sprzed 10-12 lat.

Ekspert zauważył ukraiński zwyczaj „rozkładania jajek do różnych koszyków” – biznes zwykle wspiera kilku polityków jednocześnie, by nie postawić wszystkiego na jedną kartę. Wśród polityków z ambicjami wymienił, obok samego Fedorowa, prezydenta Zełenskiego, Kyryła Budanowa (obecnego szefa administracji prezydenckiej, wcześniej szefa wywiadu wojskowego) oraz przebywającego w Londynie generała Załużnego.

Redystrybucja władzy po odejściu Jermaka

Szeligowski przedstawił szerszy kontekst rekonstrukcji rządu jako element budowania nowego, bardziej zdecentralizowanego układu sił po odejściu Andrija Jermaka. System władzy, dotąd oparty na duopolu Zełyński-Jermak, ma zostać zastąpiony bardziej rozproszonym modelem – z Budanowem przyciągniętym do administracji prezydenckiej oraz z powracającym do łask Dawidem Arachamią, szefem frakcji parlamentarnej Sługi Narodu, pełniącym rolę łącznika między prezydentem a parlamentem. Zdaniem eksperta ta elastyczność pomoże systemowi przetrwać obecny kryzys – ale wiąże się też z rozproszeniem odpowiedzialności: winę za niepopularne decyzje ponosi już nie tylko Jermak, ale całe wąskie grono najbliższych współpracowników prezydenta.

Ekspert opisał też polityczne „sprzątanie” po dymisji Fedorowa: generał Chmara, dotychczas pełniący obowiązki szefa SBU, ma zostać ministrem obrony, natomiast kontrolę nad samą SBU przejmie generał Pokład, uznawany za człowieka związanego z obozem Zełyński-Jermak.

Erozja zaufania wśród lojalistów

Szeligowski zwrócił uwagę na szczególny wymiar dymisji Fedorowa – był on jednym z najbliższych współpracowników Zełenskiego od kampanii wyborczej w 2019 roku i jedynym członkiem rządu utrzymującym się na stanowiskach nieprzerwanie od siedmiu lat, nigdy nie wypowiadając się przeciwko prezydentowi. Zdaniem eksperta odejście tak lojalnego współpracownika wysyła sygnał do najbliższego otoczenia prezydenta: nawet wieloletnia lojalność nie chroni przed usunięciem, jeśli pojawi się polityczna potrzeba. To, jak ocenił Szeligowski, będzie w dłuższej perspektywie kruszyć fundamenty zaufania w najbliższym kręgu władzy.

Sukcesy na Krymie a rola Fedorowa

Odpowiadając na pytanie o wpływ Fedorowa na spektakularne sukcesy Ukrainy w atakach na Krym i głąb Rosji, Szeligowski wyjaśnił, że Ministerstwo Obrony nie planuje bezpośrednio działań wojennych, ale ma istotny wpływ na zamówienia obronne – co, gdzie i do kogo trafia sprzętu. To był, jego zdaniem, główny obszar pracy Fedorowa: porządkowanie systemu zamówień i ograniczanie korupcji. Janke, wprowadzając ten wątek, zwrócił uwagę, że spektakularne uderzenia na Krym odbywają się zapewne przy wsparciu wywiadowczym Stanów Zjednoczonych, określając Amerykanów jako „oczy” tych operacji.

Ekspert przedstawił rolę Fedorowa jako starcie dwóch modeli prowadzenia wojny – tradycyjnego, określanego jako „sowiecki” model Syrskiego, opartego na liczebności wojsk, oraz technologicznego modelu Fedorowa, stawiającego na drony i systemy bezzałogowe. Szeligowski wyraził wątpliwość, czy uda się utrzymać wprowadzone przez Fedorowa reformy zamówień publicznych przy kolejnej zmianie na stanowisku ministra – zwłaszcza że będzie to już piąty minister obrony od początku wojny, a każda zmiana wymaga miesięcy na poznanie specyfiki resortu.

Ekspert przywołał też pojawiające się głosy, że Fedorow miał planować gruntowny audyt zamówień publicznych, prawdopodobnie z udziałem dużej zachodniej, być może amerykańskiej firmy – co mogło wywołać panikę wśród części środowiska i przyspieszyć decyzję o jego odwołaniu.

Kulisy rekonstrukcji: skandal wokół ambasador w Waszyngtonie

Szeligowski zdementował tezę, jakoby rekonstrukcja rządu była efektem długo planowanej strategii. Bezpośrednim impulsem miała być rezygnacja ambasador Ukrainy w USA Switłany Szynkarenko, związana ze zbliżającą się sprawą korupcyjną. To wymusiło szybkie decyzje – stanowisko ambasador miała objąć dotychczasowa premier Julia Swyrydenko, znająca administrację Trumpa z negocjacji umowy surowcowej. Ekspert zwrócił uwagę na ironię sytuacji: przez cały okres wakacyjny Ukraina nie będzie miała zatwierdzonego przez parlament ministra spraw zagranicznych ani ministra obrony, ponieważ – w przeciwieństwie do pozostałych członków rządu – te stanowiska podlegają odrębnemu zatwierdzeniu przez parlament, który uda się na przerwę wakacyjną.

Gwałtowny wzrost niechęci wobec Polski

W drugiej części rozmowy Janke pytał o mechanizm nagłej zmiany nastrojów wobec Polski – z entuzjastycznego przyjęcia, jakiego doświadczał osobiście podczas licznych wyjazdów na Ukrainę, do fali krytyki i wrogości. Szeligowski wskazał na rosnący na Ukrainie „suwerenizm” – przekonanie, że kraj po pięciu latach obrony przed Rosją jest już na tyle silny, że nie pozwoli nikomu, w tym Polsce, dyktować sobie warunków. Ekspert nazwał to mechanizmem psychologicznego wyparcia i zilustrował je krótką riposetą: z prezydentem Kuczmą Polska rozmawiała z pozycji prośby, z Poroszenką – z pozycji groźby.

Odnosząc się do konkretnego pytania Jankego o dwóch amerykańskich komentatorów ukraińskiego pochodzenia, którzy nagle zaczęli intensywnie krytykować Polskę – Ihora Suszkę, znanego z tłumaczenia rzekomych przechwyconych listów rosyjskiej FSB na początku wojny, oraz ekonomistę Romana Szeremetę – Szeligowski nie potwierdził tezy o bezpośrednim sterowaniu tymi kontami, ale opisał istnienie skoordynowanego przekazu wśród ukraińskich polityków i dyplomatów. Ukraiński Stratkom rozsyła, jego zdaniem, wytyczne dotyczące tego, jak tłumaczyć konkretne zagadnienia, w tym spór z Polską przedstawiany jako wewnętrzny polski konflikt polityczny. Ekspert przywołał też własne doświadczenie z konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku, gdzie rozmówcy z bardzo różnych środowisk – od ministrów po przedstawicieli mniejszości ukraińskiej w Polsce – powtarzali niemal identyczne argumenty.

Szeligowski zwrócił uwagę na monitoring medialny prowadzony przez zagraniczne, w tym brytyjskie firmy, pokazujący, że treści dotyczące Polski zbierają znacznie lepsze zasięgi niż inne tematy wojenne – co dodatkowo napędza tę tendencję.

Ekspert ocenił też, że na ukraińskiej scenie politycznej pojawiła się swego rodzaju pusta nisza antypolska, która – jak to ujął – „zażarła” i działa. Jego zdaniem oznacza to, że prędzej czy później znajdzie się siła polityczna, najpewniej z nurtu nacjonalistyczno-patriotycznego, która będzie chciała tę niszę politycznie zagospodarować.

Kontrast z Polską: jedność Ukraińców za granicą

Janke zauważył wyraźny kontrast z polską sceną polityczną – w Polsce nie do pomyślenia byłoby, żeby politycy PiS bronili za granicą polityków Platformy Obywatelskiej, i odwrotnie; przeciwnie, w Brukseli czy Waszyngtonie obie strony częściej oskarżają się nawzajem o bycie agentami Rosji. Szeligowski przyznał, że mimo wewnętrznych sporów, na Ukrainie obowiązuje coś w rodzaju wewnętrznego „paktu o nieagresji” między głównymi siłami politycznymi w kontekście wojennym – ukraińska elita, jego zdaniem, zdała ten egzamin, prezentując na zewnątrz jednolity front niezależnie od wewnętrznych podziałów.

Polska jako kustosz status quo, Ukraina jako siła je przewracająca

Na poziomie strategicznym Szeligowski przedstawił fundamentalną różnicę interesów: Polska, jako beneficjent porządku po 1990 roku – członkostwa w NATO i Unii Europejskiej – dąży do utrzymania obecnego status quo, mimo że system ten się wyczerpuje. Ukraina natomiast, najbardziej dotknięta rosyjską agresją, dąży do jego przebudowy i stworzenia nowej architektury bezpieczeństwa w Europie, w której zajmowałaby centralne miejsce, a nie peryferyjne. Ekspert opisał obserwowaną przez siebie orientację ukraińskiej polityki zagranicznej na „sojusz północny” – Skandynawię, Niemcy, Francję i Wielką Brytanię – z pominięciem Polski, mimo posiadania przez nią największej armii w regionie po Ukrainie.

Szeligowski wytłumaczył to pragmatyzmem ukraińskiej klasy politycznej: liczą się ci, którzy mogą dać pieniądze i broń, a możliwości Polski w tym zakresie są już w dużej mierze wyczerpane, w przeciwieństwie do Niemiec.

Głosowanie Parlamentu Europejskiego jako sygnał ostrzegawczy

Ekspert przywołał niedawne głosowanie w Parlamencie Europejskim nad rezolucją potępiającą UPA, za którą opowiedziało się ponad pięciuset eurodeputowanych – określił to jako sygnał, że cierpliwość wobec Zełenskiego, który ma zwyczaj stawiania zagranicznych polityków w niezręcznych sytuacjach, zaczyna się wyczerpywać nie tylko w relacjach z Polską. Szeligowski wymienił szereg wcześniejszych precedensów napięć między Zełenskim a zachodnimi partnerami, w tym słynną uwagę brytyjskiego ministra Bena Wallace’a, że Ukraina „nie jest Amazonem”, z którego można dowolnie wybierać zamówione uzbrojenie, a także wcześniejszą odmowę udzielenia mu prawa do drugiego wystąpienia przed Kongresem USA.

Sceptycyzm części ukraińskiego biznesu wobec integracji z UE

Na pytanie, czy otoczenie Zełenskiego rzeczywiście dąży do pełnego członkostwa w Unii Europejskiej, Szeligowski wskazał na podzielone interesy: część ukraińskiego biznesu, zwłaszcza środowisk oligarchicznych, wolałaby ograniczyć się do dostępu do unijnego rynku bez konieczności dostosowania się do wymogów regulacyjnych i konkurencyjnych. To środowisko, zdaniem eksperta, może wspierać polityków sięgających po hasła „suwerenistyczne” wymierzone zarówno w Moskwę, jak i w Brukselę. Jako przykład realnego oporu wobec przyspieszenia integracji Szeligowski przywołał reakcję premiera Węgier, który jako pierwszy zastrzegł, że poparcie dla otwierania kolejnych klastrów negocjacyjnych z Ukrainą będzie musiało zostać potwierdzone w referendum – co ekspert określił mianem „mechanizmu atomowego”: przegrane referendum oznaczałoby definitywny koniec procesu.

Polska sama się wypisuje z przyszłych negocjacji

Odnosząc się do polskiej polityki wobec Ukrainy, Szeligowski wyraził obawę, że Polska dobrowolnie rezygnuje z miejsca przy stole, na którym w przyszłości zapadać będą decyzje o powojennym ładzie bezpieczeństwa w regionie – między innymi odmawiając wysłania nawet symbolicznych sił w ramach ewentualnej koalicji pokojowej. Zwrócił uwagę, że Polska pozostaje poza formatem E3 (Wielka Brytania, Francja, Niemcy), a on sam nie ma wiedzy, czy jest to efekt celowego działania partnerów, czy naturalnej niechęci wąskiego grona do jego rozszerzania. Porównał to do mechanizmu obowiązującego w G20 – Ukraina bywa tam zapraszana gościnnie, ale jej stałe członkostwo oznaczałoby konieczność usunięcia z grupy kogoś innego, stąd naturalny opór wobec rozszerzeń tego typu formatów.

Szeligowski zauważył też żartobliwie, że wielu w Polsce żałuje politycznego odejścia premiera Węgier Viktora Orbána, który wcześniej „na ochotnika” blokował niewygodne dla Warszawy decyzje unijne, pozwalając Polsce się za nim schować – teraz trzeba będzie szukać kogoś innego gotowego pełnić tę rolę.

Kryzys nie zagrozi zdolnościom obronnym Ukrainy

Podsumowując, Szeligowski ocenił, że obecny kryzys polityczny, choć realny, nie powinien znacząco wpłynąć na zdolności obronne Ukrainy – podobnie jak wcześniejsze skandale korupcyjne, z których Zełenski wychodził obronną ręką. Porównał sytuację do Wielkiej Brytanii okresu drugiej wojny światowej, gdzie mimo sporów wewnętrznych i konfliktów między generałami – w tym z udziałem Winstona Churchilla – kraj zachowywał jedność wobec zewnętrznego zagrożenia. Podobnie, jego zdaniem, Ukraińcy potrafią się wewnętrznie spierać, jednocześnie prezentując jednolity front na arenie międzynarodowej – co ekspert ocenił jako zasługujące na uznanie.


Rozmowę przeprowadził Igor Janke z Danielem Szeligowskim (Polski Instytut Spraw Międzynarodowych). Program „Demonstracje, walki frakcji, ukraińska korupcja i sukcesy na Krymie” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 221 tys. subskrybentów. Opublikowany 17 lipca 2026,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *