Arleta Bojke w materiale opublikowanym na Kanale Zero podjęła temat sporu wokół postaci Stepana Bandery, wywołanego incydentem z banderowską flagą na Stadionie Narodowym oraz reakcją prezydenta Karola Nawrockiego, który zapowiedział ustawę zrównującą symbolikę banderowską z nazistowską i komunistyczną. Bojke zaznaczyła na wstępie, że żadne przepisy zakazujące tej symboliki nie zmienią faktu, iż dla Ukraińców Bandera pozostaje bohaterem walki z Sowietami o niepodległość, a nie zbrodniarzem — mimo że wystarczy przejechać kilka kilometrów za polsko-ukraińską granicę, by zobaczyć dziesiątki czerwono-czarnych, banderowskich flag. Podkreśliła jednocześnie, że dyskusja na ten temat jest potrzebna, ponieważ Ukraińcy powinni wiedzieć, że po polskiej stronie granicy ta symbolika nie jest tolerowana.
Flaga na Stadionie Narodowym i reakcja Nawrockiego
Bojke przypomniała okoliczności incydentu: banderowska flaga została wniesiona przez Ukraińca na koncert białoruskiego rapera Maxa Korża na Stadionie Narodowym, mimo obowiązującego zakazu, co wywołało silne oburzenie w Polsce i przyczyniło się do inicjatywy ustawodawczej prezydenta Nawrockiego, zapowiadającego wprowadzenie do projektu ustawy hasła „stop banderyzmowi” oraz zrównanie w kodeksie karnym symboliki banderowskiej z symboliką niemieckiego narodowego socjalizmu i sowieckiego komunizmu. Bojke zaznaczyła, że mężczyzna, który wniósł flagę — określony w materiale jako Dmitry — przeprosił, tłumacząc, że nie wiedział, jak bardzo bolesna jest ta symbolika dla Polaków. Wyjaśnił, że flaga miała dla niego znaczenie hołdu dla żołnierzy walczących obecnie na froncie rosyjsko-ukraińskim, a nie odniesienia do rzezi wołyńskiej — Stepan Bandera, jak podkreślił, walczył z Rosją o niepodległość Ukrainy w czasie II wojny światowej, podobnie jak Ukraina broni dziś swojej niepodległości. Bojke, komentując tę argumentację, zauważyła, że nasuwa się pytanie, dlaczego sam Dmitry nie jest na froncie, zaznaczając jednocześnie, że ukraińska mobilizacja obejmuje mężczyzn dopiero od 25. roku życia, a młodsi mogą trafić na front wyłącznie jako ochotnicy.
Sonda uliczna i różne postrzeganie Bandery
Bojke opisała własną nieformalną sondę przeprowadzoną wśród przypadkowych osób przed galerią handlową w Warszawie, w ramach której zapytała ich o Stepana Banderę. Przyznała, że była zaskoczona, iż niemal wszyscy pytani wiedzieli, kim był Bandera — nie wiedziały tego jedynie dwie osoby — a skojarzenie z tą postacią było jednoznacznie związane z Wołyniem. Jedna z pytanych osób oceniła, że Ukraińcy nie są wdzięczni za pomoc, jaką otrzymują od Polski, jednocześnie broniąc swojej historii i nie chcąc przyznać, że była ona zła. Zapytana wprost, kim był dla niej Stepan Bandera, odpowiedziała, że zbrodniarzem; zapytana z kolei, co o nim wie, doprecyzowała, że był zbrodniarzem w kontekście wojny z Ukrainą. Hasło „stop banderyzmowi” oceniła pozytywnie, wiążąc je z rzezią wołyńską. Bojke, komentując te odpowiedzi, sama jednoznacznie stwierdziła, że to, co wydarzyło się na Wołyniu, było ludobójstwem. Kolejna pytana osoba określiła Banderę jako ukraińskiego przywódcę nacjonalistycznego, który miał być pod wpływem komunistów, co ukształtowało jego sposób myślenia.
Bojke zwróciła szczególną uwagę na wypowiedź nazwanego przez nią pana Piotra, który ocenił, że w dyskusji o współczesnym banderyzmie nie ma znaczenia historyczna biografia samego Bandery, lecz to, co dziś dzieje się pod jego szyldem jako ideologicznym symbolem — ocenił przy tym, że Ukraińcy zostali w pewnym sensie oszukani i wykorzystani przez stronę rosyjską, która ukształtowała w nich taki rodzaj bohatera, jaki odcina ich od Europy Zachodniej i od najbliższego sąsiada, czyli od Polski. Bojke doceniła tę wypowiedź jako bardziej złożoną, wskazując, że otwiera ona dwa istotne wątki: czym jest dzisiejszy banderyzm jako zjawisko społeczne na Ukrainie oraz jak gloryfikacja Bandery wpływa na relacje polsko-ukraińskie — na razie, jak zaznaczyła, wyłącznie negatywnie. Wyjaśniła, że współczesny banderyzm bywa odbierany w Polsce jako synonim antypolonizmu, skoro Bandera stał na czele organizacji odpowiedzialnej za rzeź wołyńską — jednak dla Ukraińców ten wątek pozostaje poboczny wobec całej symboliki związanej z jego postacią.
Banderowskie flagi jako element ukraińskiego krajobrazu
Bojke opisała, że wystarczy przekroczyć granicę polsko-ukraińską i wjechać do przygranicznej Rawy Ruskiej, by zobaczyć liczne czerwono-czarne flagi — na domach, urzędach, w sklepach z pamiątkami, a przede wszystkim na cmentarzach, gdzie świeże groby poległych ukraińskich żołnierzy niemal zawsze oznaczone są dwiema flagami: państwową niebiesko-żółtą oraz banderowską. Podkreśliła, że dla Ukraińców nie jest to żaden przejaw antypolskości, lecz sposób oddania hołdu żołnierzowi poległemu w walce z Rosją. Przyznała, że wielokrotnie spotykała się z komentarzami zarzucającymi jej pokazywanie tej symboliki w swoich materiałach z Ukrainy, wyjaśniając, że przy dokumentowaniu skali strat wojennych — na przykład podczas nagrań na cmentarzach — fizycznie nie da się wykadrować tych flag, ponieważ jest ich zbyt dużo; podobnie nie da się ich uniknąć na kijowskim Majdanie, gdzie w miejscu poświęconym pamięci poległych żołnierzy niebrakuje czerwono-czarnych flag z ich nazwiskami. Zaznaczyła, że próba wycinania tej symboliki z materiałów byłaby w istocie fałszowaniem ukraińskiej rzeczywistości, ponieważ flaga na trwałe wpisała się w tamtejszy krajobraz, niezależnie od tego, czy Polacy się z tym zgadzają.
Bojke wskazała, że natężenie tej symboliki maleje w miarę przesuwania się na wschód Ukrainy, ponieważ zarówno UPA, jak i Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów historycznie związane są głównie z zachodnią częścią kraju — jednak zarówno we Lwowie, jak i w Kijowie można znaleźć ulice noszące imiona bohaterów UPA oraz samego Bandery. Podkreśliła przy tym, że w okresie, gdy dochodziło do pogromów Polaków na Wołyniu, Bandera przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym, mimo wcześniejszej współpracy z hitlerowskimi Niemcami, a jego bezpośredni wpływ na wydarzenia wołyńskie był ograniczony. Wyjaśniła, że na ukraińskie sztandary trafił przede wszystkim jako symbol walki o niepodległość i przeciwko Sowietom, a szczególnie po 2014 roku Ukraina — jak tłumaczył jej szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, stworzonego na wzór polskiego IPN, Ołeksandr Ałfiorow — poszukiwała w swojej historii postaci jednoznacznie antyrosyjskich, a takich bohaterów było paradoksalnie niewielu.
Rosyjska propaganda a znaczenie słowa „banderowiec”
Ałfiorow, cytowany przez Bojke, ocenił, że to, iż postać Bandery stała się częścią bieżącej debaty publicznej, jest w dużej mierze skutkiem rosyjskiej propagandy — ukraińskie społeczeństwo miało wcześniej niejednoznaczny stosunek do tej postaci, dopóki w 2014 roku Rosjanie nie zaczęli nazywać „banderowcami” wszystkich Ukraińców, którzy chwycili za broń w obronie kraju. Wskazał, że wielu ludzi, którzy wcześniej nie gloryfikowali Bandery, zaczęło na złość Rosji określać się mianem banderowców, ponieważ słowo to zaczęło oznaczać po prostu antyrosyjskość. Zaznaczył, że dla samych Ukraińców okres 1932–1947 kojarzy się przede wszystkim z serią masowych represji sowieckich, dlatego wielu z nich w ogóle nie zna historii Wołynia — jeśli była ona wcześniej wspominana, to jako jedna z wielu tragicznych, trudnych do wyodrębnienia historii, podczas gdy dziś, jak podkreślił, ma być rozumiana jako wspólna tragedia, która powinna łączyć oba narody we wspólnym doświadczeniu bólu.
Bojke zaznaczyła, że celowo zdecydowała się nie pytać o Banderę historyków o bardziej radykalnych, antypolskich poglądach, ponieważ taki wybór zniekształciłby realny obraz sytuacji. Zwróciła uwagę, że sam fakt, iż na czele ukraińskiego IPN stoi dziś historyk uznawany za propolskiego, świadczy o zmianie klimatu politycznego na Ukrainie — wcześniej, do 2019 roku, tę instytucję kierował Wołodymyr Wiatrowicz, znany z zrównywania odpowiedzialności Polaków i Ukraińców za zbrodnie wojenne, co było stałym źródłem napięć w relacjach polsko-ukraińskich. Bojke przypomniała, że Wiatrowicz, obecnie parlamentarzysta, bywa krytykowany również przez samych Ukraińców — przywołała wpis ukraińskiej dziennikarki przypominający sytuację z 2023 roku, gdy Wiatrowicz odwiedził wystawę jednej z brygad pułku Azow, na której w pewien sposób gloryfikowano symbolikę SS Galizien, nie reagując na to krytycznie mimo wcześniejszych kontrowersji wokół podobnych powiązań pułku, które miały wpływać nawet na umieszczenie go na amerykańskich listach sankcyjnych jeszcze przed 2022 rokiem.
Ekshumacje na Wołyniu jako sygnał otwartości
Bojke wskazała, że trwające obecnie na zachodniej Ukrainie ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej oraz zapowiedziane na wrzesień pierwsze uroczyste pochówki ekshumowanych osób świadczą o gotowości Ukrainy do pewnych ustępstw w kwestiach historycznych i poszukiwaniu dróg porozumienia, mimo że strony wciąż są daleko od pełnego rozliczenia tej historii. Zastrzegła jednak, że nie oznacza to zniknięcia z ukraińskich miast ulic i pomników poświęconych bohaterom UPA czy samemu Banderze — nie zniknie też ulica ani aleja Romana Szuchewycza w Kijowie, mimo że to właśnie on, bardziej niż Bandera, bezpośrednio odpowiada za zbrodnię wołyńską. Zaznaczyła, że nawet ewentualne przyjęcie przez Polskę ustawy zrównującej tę symbolikę z nazistowską nie zmieni sytuacji na Ukrainie, ponieważ — jak wynikało z jej rozmowy z Ałfiorowem — kraj ten wciąż zmaga się z niedostatkiem historycznych postaci jednoznacznie antyrosyjskich, a proces budowania na nich tożsamości narodowej trudno będzie zatrzymać.
Ałfiorow, cytowany dalej, podkreślił, że ekshumacje na Wołyniu prowadzone są mimo trwających rosyjskich ostrzałów, ponieważ Ukraina dąży do poznania prawdy o tragicznej historii, która rozegrała się na jej terytorium podczas niemieckiej okupacji i doprowadziła do masowych ofiar po obu stronach granicy dzielącej państwa sąsiadujące ze sobą od ponad tysiąca lat. Zaznaczył, że nie da się napisać wspólnego podręcznika historii dla obu krajów, ponieważ bohater jednego państwa bywa antybohaterem drugiego, a sam Bandera nigdy nie był jednoznacznie pozytywnie oceniany nawet na Ukrainie — zwrócił przy tym uwagę, że ani jego, ani Ukraińskiej Powstańczej Armii nigdy nie osądził Trybunał Norymberski.
Ałfiorow wskazał, że mniej kontrowersyjnymi, powszechnie akceptowanymi ukraińskimi bohaterami są Symon Petlura i Iwan Mazepa — wielu Ukraińców identyfikuje się dziś z Armią Ukraińskiej Republiki Ludowej, która w 1920 roku razem z wojskiem polskim, walcząc na pozycjach w okolicach Zamościa, przyczyniła się do powstrzymania tej samej ofensywy bolszewickiej, którą Polacy nazywają Cudem nad Wisłą — armii, która 105 lat temu dążyła do przeniesienia rewolucji dalej, aż do Niemiec i na Węgry. Zaznaczył, że pomniki Petlury czy Mazepy istnieją na Ukrainie i nie budzą takich kontrowersji jak pomniki Bandery, choć jeszcze 30 lat temu Mazepie zarzucano zdradę cara Piotra I.
Rosyjska satysfakcja z polsko-ukraińskiego sporu
Bojke podsumowała, że spór o Banderę zawsze będzie w pewnym stopniu dzielił oba narody, jednak można przynajmniej dążyć do wzajemnego zrozumienia — ponieważ brak takiego zrozumienia z pewnością cieszy Moskwę. Przywołała wpis Dmitrija Miedwiediewa, byłego prezydenta Rosji i obecnie wiceszefa rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, który skomentował spór słowami, że gdy kłócą się dwaj „chorzy rusofobi”, to dobrze świadczy o sytuacji Rosji. Zwróciła uwagę, że Rosja od dawna odwróciła znaczenie pojęcia banderyzmu — opowiedziała, że sama, jako Polka odwiedzająca w 2014 roku Krym i Donbas, była przez miejscowych nazywana „banderówką”, ponieważ rosyjska propaganda utożsamiła banderyzm z antyrosyjskością, całkowicie pomijając wołyński kontekst tego pojęcia oraz fakt, że dla Polaków Bandera pozostaje zbrodniarzem, a Polaków nie sposób nazwać banderowcami w pierwotnym sensie tego słowa.
Zaznaczyła, że choć Ukraińcy również często stawiają znak równości między banderyzmem a rusofobią, w ich przypadku odbywa się to ze swoistą dumą — co, jak podkreśliła, w żaden sposób nie usprawiedliwia braku podstawowej wiedzy historycznej u tych, którzy przyjeżdżają do Polski. Oceniła, że osoby te powinny znać elementarne fakty dotyczące polskiej historii i rozumieć wrażliwość tego tematu, natomiast to, jakie symbole Ukraińcy eksponują we własnym kraju, pozostaje ich wewnętrzną sprawą. Podsumowała, że zainicjowaną przez prezydenta Nawrockiego dyskusję ocenia pozytywnie, licząc, że dotrze ona również do mieszkających w Polsce Ukraińców — jeśli zrezygnują oni z używania symboliki banderowskiej na terenie Polski, będzie to dla niej wyraz szacunku i wdzięczności wobec Polaków, którzy wnieśli swój wkład w obronę Ukrainy przed Rosją.
Materiał „POLSKO-UKRAIŃSKI SPÓR O BANDERĘ” opublikowany został na kanale „Kanał Zero” na YouTube, liczącym 2,35 mln subskrybentów, 29 sierpnia 2025.