Wbrew powszechnemu przekonaniu wojna Rosji z Ukrainą nie rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku, lecz osiem lat wcześniej — w 2014 roku, wraz z aneksją Krymu i wsparciem separatystów w Zagłębiu Donieckim. Materiał telewizji Biełsat, oparty na tekście Piotra Pogorzelskiego, wyjaśnia, jak doszło do eskalacji tego konfliktu i jak rozwijał się on w ciągu kolejnej dekady, ilustrując narrację archiwalnymi nagraniami z tamtego okresu.
Prezydentura Janukowycza i droga do Rewolucji Godności
Prezydent Wiktor Janukowycz podjął szereg działań zbliżających Ukrainę do Rosji — już w 2010 roku podpisał z ówczesnym prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem umowę przedłużającą stacjonowanie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie aż do 2042 roku, w zamian uzyskując dla Kijowa zniżkę na dostawy gazu. Wprowadzał też zmiany w systemie edukacji zbliżające go do modelu rosyjskiego i sprzyjał Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego, jednocześnie chroniąc miejscowy rynek przed szerszym otwarciem na rosyjski kapitał — początkowo w interesie własnego, tzw. donieckiego klanu, a później wyłącznie swojej najbliższej ekipy. W tym okresie rosła korupcja i nepotyzm, a polityczni oponenci prezydenta trafiali do więzień.
Równolegle Janukowycz prowadził jednak rozmowy z Unią Europejską o umowie stowarzyszeniowej obejmującej strefę wolnego handlu, co oznaczałoby zmianę orientacji ukraińskich producentów z rynku rosyjskiego na zachodni — rozwiązanie popierane przez społeczeństwo, w którym zwolenników integracji europejskiej było zazwyczaj średnio o 10 punktów procentowych więcej niż zwolenników unii celnej kontrolowanej przez Moskwę. Mimo to w listopadzie 2013 roku, tuż przed szczytem w Wilnie, władze w Kijowie ogłosiły rezygnację z podpisania umowy, tłumacząc to nadmiernymi kosztami integracji. Wywołało to protesty, które — choć niemasowe — doprowadziły do stałej obecności grupy około stu osób, głównie studentów, na kijowskim Placu Niepodległości (Majdanie).
Do przełomu doszło w nocy z 29 na 30 listopada 2013 roku, gdy służby brutalnie spacyfikowały obozowisko protestujących. Skala przemocy wstrząsnęła społeczeństwem i nadała impuls kolejnym, znacznie większym demonstracjom, które z czasem przerodziły się w protest przeciwko samowoli władzy — Rewolucję Godności. Demonstracje trwały z różnym natężeniem przez kolejne trzy miesiące, a ich ostatnia faza, w lutym 2014 roku, zakończyła się próbą siłowego stłumienia protestu, w wyniku której zginęło ponad 100 osób. Wiktor Janukowycz uciekł wówczas z kraju do rosyjskiego Rostowa nad Donem. Przez cały okres protestów rosyjskie media, wciąż wtedy dostępne w ukraińskich sieciach kablowych, przedstawiały demonstrantów jako neonazistów i element marginesu społecznego.
Aneksja Krymu
Upadek Janukowycza oznaczał dla Moskwy drugą z rzędu porażkę na Ukrainie — dekadę wcześniej sfałszowane wybory prezydenckie z jej udziałem zakończyły się Pomarańczową Rewolucją i zwycięstwem prozachodniego Wiktora Juszczenki. Rosja szybko znalazła pretekst do reakcji: po zwycięstwie protestów ukraiński parlament przyjął uchwałę uchylającą ustawę o językach regionalnych, choć decyzji tej nigdy nie podpisał pełniący obowiązki prezydenta Ołeksandr Turczynow, przez co faktycznie nic się nie zmieniło. Mimo to rosyjskie media oraz prorosyjscy politycy na Krymie i w Zagłębiu Donieckim rozpętali kampanię dezinformacyjną, sugerującą rzekome prześladowania ludności rosyjskojęzycznej ze strony Kijowa.
Był to trzeci w historii rosyjski wysiłek przejęcia Krymu — po nieudanych próbach politycznych w 1991 i 1994 roku oraz nieudanej budowie grobli łączącej rosyjskie terytorium z półwyspem w 2003 roku, udaremnionej przez ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmę. Tym razem, w lutym 2014 roku, na Krymie pojawili się rosyjscy żołnierze bez oznaczeń — tzw. zielone ludziki. Rada Najwyższa Republiki Autonomicznej Krymu zwróciła się o przyłączenie do Rosji, 16 marca zorganizowano nieuznawane referendum, a dwa dni później Moskwa ogłosiła formalną aneksję półwyspu.
Eskalacja w Donbasie
Inaczej sytuacja rozwijała się na wschodzie i południu kraju, gdzie większość mieszkańców posługiwała się na co dzień językiem rosyjskim i pozostawała przywiązana do tradycji radzieckich, choć nie oznaczało to powszechnego dążenia do przyłączenia regionu do Rosji. Protesty prozachodnie były tam niemrawe, a mieszkańcy śledzili wydarzenia na Majdanie głównie za pośrednictwem rosyjskich mediów, co ułatwiało wywoływanie strachu przed rzekomą przymusową ukrainizacją. W Doniecku, Ługańsku, Charkowie i Odessie rozpoczęły się protesty prorosyjskie — początkowo wspierane przez lokalnych oligarchów domagających się większego uwzględnienia interesów Donbasu przez nowe władze w Kijowie, ale wkrótce do gry włączył się znacznie silniejszy gracz: sama Rosja, rozpoczynając tzw. rosyjską wiosnę.
Reakcja na te wydarzenia była różna w zależności od miasta. W Charkowie zdecydowana reakcja służb doprowadziła do rozproszenia demonstrantów i zakończenia próby separatystycznej. W Zaporożu ostro zareagowali lokalni proukraińscy aktywiści. W Odessie doszło do krwawych zamieszek, w wyniku których zginęło 49 osób, głównie prorosyjskich aktywistów, w płonącym budynku związków zawodowych. W Doniecku i Ługańsku natomiast, mimo że i tam odbywały się manifestacje proukraińskie, doszło do ogłoszenia niepodległości samozwańczych republik separatystycznych. 12 kwietnia 2014 roku uzbrojone oddziały, wśród których dowódczych stanowisk nierzadko zajmowali obywatele Rosji, zajęły Słowiańsk, Kramatorsk i Drużkiwkę, a dzień później władze w Kijowie ogłosiły rozpoczęcie operacji antyterrorystycznej.
Separatyści od czerwca 2014 roku otrzymywali z Rosji wsparcie w postaci ciężkiego sprzętu wojskowego, w tym czołgów i wyrzutni rakietowych Grad, a rosyjskie wojska ostrzeliwały ukraińskie pozycje przygraniczne bezpośrednio ze swojego terytorium. Ukraińska armia w tym czasie znajdowała się w stanie daleko posuniętego zaniedbania — przez lata traktowana jako źródło łatwego dochodu poprzez wyprzedaż zapasów magazynowych, wysyłała żołnierzy do walki słabo wyposażonych, często w sportowym obuwiu zamiast wojskowych butów. Mimo że pod koniec lutego 2014 roku ówczesny pełniący obowiązki ministra obrony szacował możliwości mobilizacyjne na zaledwie 5 tysięcy żołnierzy, ostatecznie udało się zmobilizować dwunastokrotnie więcej, a do sierpnia tego samego roku liczbę Ukraińców na froncie szacowano na 60 tysięcy. Ogromną rolę odegrali wówczas ochotnicy oraz masowo powstający ruch wolontariacki, bez którego — jak podkreśla materiał — skuteczna obrona kraju byłaby niemożliwa.
Ukraińskim siłom udało się odbić część zajętego terytorium, w tym obronić Mariupol, a 1 lipca 2014 roku rozpoczęły one kontrofensywę, odbijając Słowiańsk, Kramatorsk oraz Artemiwśk (obecny Bachmut) w obwodzie donieckim, a także Siewierodonieck i Łysyczańsk w obwodzie ługańskim. Siły separatystyczne wycofały się i skoncentrowały w Doniecku i Ługańsku. 17 lipca 2014 roku separatyści, korzystając z dostarczonej przez Rosję wyrzutni BUK, zestrzelili malezyjski samolot pasażerski lotu MH17, zabijając 298 osób, w większości obywateli Holandii — wywołało to falę międzynarodowego oburzenia i kolejny pakiet sankcji wobec Moskwy. Dopiero w listopadzie 2022 roku Sąd Okręgowy w Hadze jednoznacznie stwierdził, że samolot został zestrzelony rosyjskim pociskiem BUK, skazując zaocznie na dożywocie obywateli Rosji Siergieja Dubinskiego i Igora Striełkowa-Girkina oraz obywatela Ukrainy Leonida Charczenkę, choć Moskwa nigdy nie przyznała się do odpowiedzialności.
Mimo sukcesów ukraińskiej armii Rosja w kolejnych miesiącach coraz jawniej angażowała się w konflikt — na froncie zaczęły pojawiać się egzemplarze uzbrojenia używane wyłącznie przez rosyjskie siły zbrojne. Jedną z najdotkliwszych porażek Ukraińcy ponieśli pod Iłowajskiem, gdzie mimo wcześniejszych ustaleń Rosjanie ostrzelali wycofującą się kolumnę wojsk ukraińskich, zabijając nawet do pół tysiąca żołnierzy. 22 stycznia 2015 roku ukraińscy żołnierze zostali zmuszeni do opuszczenia terminala lotniska w Doniecku, którego bronili od maja 2014 roku, zyskując za tę obronę miano „cyborgów” — w walkach zginęło co najmniej 200 z nich. W lutym 2015 roku Ukraina utraciła kontrolę nad ważnym węzłem komunikacyjnym w Debalcewem, po czym linia frontu ustabilizowała się aż do wybuchu pełnoskalowej wojny w lutym 2022 roku.
Próby dyplomatycznego rozwiązania konfliktu
Już we wrześniu 2014 roku w Mińsku osiągnięto pierwsze porozumienie, przewidujące zawieszenie broni oraz powołanie wspólnego centrum kontrolnego z udziałem przedstawicieli wojsk rosyjskich, ukraińskich oraz misji monitorującej OBWE. Porozumienie zakładało też szczególne zasady funkcjonowania samorządu terytorialnego w części obwodów donieckiego i ługańskiego, w tym przedterminowe wybory lokalne — co w praktyce oznaczałoby oddanie tych terenów pod kontrolę separatystów i ich moskiewskich mocodawców.
Rok później podpisano kolejne porozumienie — tzw. Mińsk II — negocjowane w tzw. formacie normandzkim z udziałem przedstawicieli Ukrainy, Rosji, Francji i Niemiec, podczas szesnastogodzinnych rozmów w stolicy Białorusi. Dokument precyzyjniej określał warunki zawieszenia broni i wycofania ciężkiego sprzętu, przewidywał też przywrócenie ukraińskiej kontroli nad granicą z Rosją — ale dopiero po przeprowadzeniu wyborów lokalnych, co z ukraińskiej perspektywy oznaczałoby głosowanie odbywające się dosłownie pod lufami rosyjskich karabinów. Porozumienie dawało też władzom lokalnym istotny wpływ na miejscowe służby mundurowe i politykę językową, co w praktyce oznaczałoby silne wpływy Moskwy na tych terytoriach. Mimo to, ze względu na trudną sytuację na froncie, Kijów zmuszony był zaakceptować te warunki. Podobny plan Rosja bezskutecznie proponowała wcześniej, w 2003 roku, Mołdawii — wówczas Kiszyniów odrzucił go, obawiając się nadmiernych wpływów Naddniestrza i Gagauzji. Autorem obu koncepcji był przedstawiciel Kremla Dmitrij Kozak, zaangażowany także w integrację Krymu z Rosją po 2014 roku.
W październiku 2019 roku Kijów przyjął tzw. formułę Steinmeiera, zaproponowaną przez ówczesnego prezydenta Niemiec Franka-Waltera Steinmeiera, zgodnie z którą specjalny status kontrolowanej przez Moskwę części Donbasu miał obowiązywać tymczasowo, jeszcze przed wyborami lokalnymi, a na stałe dopiero po uznaniu ich przebiegu za demokratyczny przez OBWE. Przyjęcie tej formuły było warunkiem stawianym przez Moskwę dla zwołania kolejnego spotkania w formacie normandzkim, do którego doszło w grudniu 2019 roku w Paryżu — po raz pierwszy z udziałem nowo wybranego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który w kampanii wyborczej deklarował, że do zakończenia wojny wystarczy przestać strzelać. Mimo obaw części ukraińskiego społeczeństwa, że niedoświadczony prezydent pójdzie na daleko idące ustępstwa wobec Moskwy, do tego nie doszło — Zełenski szybko przekonał się, że zakończenie konfliktu jest znacznie trudniejsze, niż zakładał.
Bilans dziesięciu lat wojny
Mimo wielokrotnie ogłaszanych w trakcie konfliktu zawieszeń broni — najczęściej z okazji świąt wielkanocnych, sylwestra, rozpoczęcia roku szkolnego czy żniw — oficjalna liczba ofiar konfliktu liczona była w tysiącach. Według danych ONZ z początku 2022 roku od 2014 roku w wyniku działań zbrojnych na Ukrainie zginęło ponad 14 tysięcy osób, z czego prawie 3400 to cywile, 6500 to prorosyjscy bojownicy, a 4400 to ukraińscy żołnierze; rannych zostało blisko 40 tysięcy osób. Około 2 milionów mieszkańców Ukrainy zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów, głównie w Zagłębiu Donieckim i na Krymie — większość z nich, 1,8 miliona, znalazła schronienie w innych regionach kraju, a jedynie część wyjechała za granicę, zarówno na Zachód, jak i do Rosji. Od 2019 roku Moskwa zaczęła wydawać rosyjskie paszporty mieszkańcom Donbasu, którzy pozostali na terenach kontrolowanych przez separatystów.
Trudne do oszacowania pozostają straty gospodarcze regionu — wbrew powszechnemu przekonaniu o Donbasie jako „żywicielu” Ukrainy, region ten przez lata otrzymywał z budżetu centralnego więcej środków, niż sam do niego wpłacał. Po 2014 roku wiele zakładów przemysłowych zostało zamkniętych, a kopalnie węgla zmuszone były prowadzić eksport przez terytorium Rosji — handel ten uległ dalszemu ograniczeniu po lutym 2022 roku.
Konflikt od samego początku wiązał się też z masową kampanią dezinformacyjną, wymierzoną zarówno w Ukraińców i Rosjan, jak i w społeczeństwa zachodnie oraz mieszkańców Afryki i Ameryki Południowej — Moskwie zależało na przekonaniu opinii publicznej, że nie ma nic wspólnego z wydarzeniami na Ukrainie, przy jednoczesnym otwartym wspieraniu separatystów i dyskredytowaniu strony ukraińskiej. To właśnie z tego okresu pochodzą jedne z najbardziej znanych przykładów rosyjskiej dezinformacji, w tym całkowicie zmyślona historia o rzekomym ukrzyżowaniu chłopca przez ukraińskich nacjonalistów.
Konsekwencją rosyjskiej agresji od 2014 roku było też przyspieszone oddalanie się Ukrainy od wpływów Moskwy — z ukraińskich sieci kablowych usunięto rosyjskie kanały telewizyjne, drastycznie ograniczono emisję rosyjskich produkcji filmowych z udziałem służb mundurowych, uruchomiono mechanizm finansowania rodzimej produkcji filmowej oraz wprowadzono obowiązkowe kwoty emisji ukraińskiej muzyki w radiu. Władze zmieniły też politykę historyczną, odchodząc od narracji radzieckiej i rosyjskiej, a szczególnym ciosem dla Moskwy było powstanie niezależnej od Patriarchatu Moskiewskiego Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej, uznanej przez Patriarchat Ekumeniczny w Konstantynopolu. Jak podsumowuje materiał, rok 2014 był momentem, w którym Władimir Putin faktycznie zaczął tracić wpływy na Ukrainie — proces ten trwał przez kolejną dekadę, aż do uznania niepodległości samozwańczych republik separatystycznych w lutym 2022 roku i rozpoczętej kilka dni później pełnoskalowej inwazji, które ostatecznie zniweczyły resztki rosyjskich wpływów w kraju.
Autor tekstu: Piotr Pogorzelski. Redaktor prowadzący: Natalia Zapór-Maziuk. Montaż: Borys Sudin. Materiał opublikowany na kanale Biełsat PL na YouTube (109 tys. subskrybentów), 24 lutego 2024.