Prof. Szumiło w Delegaturze IPN Bydgoszcz: dlaczego ukraińscy nacjonaliści mordowali Polaków
Prof. Mirosław Szumiło wygłosił w Delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej w Bydgoszczy wykład poświęcony genezie zbrodni wołyńskiej, koncentrując się nie na samym przebiegu mordów, lecz na pytaniu, dlaczego do nich doszło.
Skąd zainteresowania historyka
Profesor, dziękując za zaproszenie delegatury IPN, wyjaśnił, że stosunkami polsko-ukraińskimi i historią XX wieku zajmuje się od ponad 30 lat, począwszy od pracy magisterskiej i doktorskiej poświęconych okresowi II Rzeczpospolitej. Podkreślił, że pochodzi z Lubelszczyzny, konkretnie z ziemi chełmskiej – pogranicza polsko-ukraińskiego zamieszkiwanego przez ludność ukraińską aż do akcji „Wisła” w 1947 roku, gdzie w jego własnej rodzinie zdarzały się mieszane małżeństwa prawosławno-katolickie, co – jak zaznaczył – jest mu bliskie od dzieciństwa.
Terminologia: „zbrodnia wołyńska” i spór o ludobójstwo
Szumiło zastrzegł na wstępie, że tytułowe określenie „zbrodnia wołyńska” jest pewnym skrótem myślowym, ponieważ fala mordów przeniosła się z Wołynia na Galicję Wschodnią (stąd też funkcjonujące określenie „zbrodnia wołyńsko-galicyjska”), a później także na Lubelszczyznę w ramach ówczesnego dystryktu lubelskiego Generalnego Gubernatorstwa.
Omówił też spór terminologiczny wokół słowa „ludobójstwo” – uznanego w Polsce prawnie, politycznie i historycznie, ale odrzucanego przez stronę ukraińską, która posługuje się określeniem „tragedia wołyńska”, sugerującym rzekomo symetryczne cierpienie obu stron bez wskazania sprawcy. Szumiło przywołał prawną definicję ludobójstwa – czynu dokonanego w zamiarze zniszczenia w całości lub części danej grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej – i ocenił, że działania OUN i UPA jednoznacznie spełniają te kryteria, ponieważ ich celem było zniszczenie polskiej ludności zamieszkującej konkretne obszary właśnie dlatego, że była polska. Podkreślił, że kluczowe znaczenie ma tu zamiar sprawców, a nie sama liczba ofiar.
Obalanie ukraińskich narracji: Wiatrowycz i „wojna polsko-ukraińska”
Szumiło wymienił szereg tez forsowanych przez stronę ukraińską mających rozmyć odpowiedzialność OUN-UPA – od teorii o prowokacji niemieckiej czy sowieckiej, przez twierdzenie o rzekomo spontanicznej, oddolnej fali przemocy chłopskiej bez ingerencji z zewnątrz, po koncepcję „fałszywej symetrii”. Szczególną uwagę poświęcił Wołodymyrowi Wiatrowyczowi, byłemu szefowi ukraińskiego IPN, określonemu jako główny ukraiński historyk nacjonalistyczny dążący od lat do gloryfikacji OUN i UPA – swojemu rówieśnikowi, którego, jak wspomniał, spotykał osobiście na konferencjach naukowych. Wiatrowycz forsuje tezę o toczącej się w latach 1942-1947 „wojnie polsko-ukraińskiej” między dwiema rzekomo równorzędnymi stronami, zapoczątkowanej – według tej narracji – przez Polaków mordujących Ukraińców na Chełmszczyźnie już w 1942 roku. Szumiło zapowiedział, że wykaże w dalszej części wykładu, iż to twierdzenie jest niezgodne z faktami.
Korzenie w II Rzeczpospolitej: UOW i zamach na Piłsudskiego
Prof. Szumiło wskazał początek konfliktu na listopad 1918 roku, gdy wybuchły walki o Lwów i Galicję Wschodnią, gdzie Ukraińcy powołali Zachodnioukraińską Republikę Ludową – odrębną od Ukraińskiej Republiki Ludowej Symona Petlury w Kijowie, który głównego wroga widział w Rosji, podczas gdy Ukraińcy galiccy głównego wroga upatrywali w Polsce. Państwo zachodnioukraińskie przetrwało jedynie osiem miesięcy, przegrywając wojnę z Polską, a status Galicji Wschodniej pozostawał formalnie nieuregulowany aż do marca 1923 roku, kiedy Rada Ambasadorów Ententy przyznała go Polsce.
Szumiło zaznaczył, że choć do tego momentu można by mówić o czasowej okupacji, po 1923 roku – a w przypadku Wołynia po traktacie ryskim z marca 1921 roku – ziemie te stały się integralną częścią państwa polskiego zarówno faktycznie, jak i prawnie, co czyni używane do dziś przez Ukraińców określenie „polska okupacja” niezgodnym z rzeczywistością.
W 1920 roku Jewhen Konowalec założył Ukraińską Organizację Wojskową (UOW), poprzedniczkę OUN, prowadzącą walkę terrorystyczną przeciwko polskiej władzy – już w 1922 roku, w czasie bojkotu wyborów parlamentarnych, organizacja przeprowadziła kilkaset podpaleń, zerwała linie telefoniczne i zabiła 22 polskich policjantów i żołnierzy oraz 13 ukraińskich działaczy nastawionych ugodowo wobec Polski.
OUN i ideologia integralnego nacjonalizmu
W 1929 roku na bazie UOW powstała Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), oparta na ideologii integralnego nacjonalizmu Dmytra Doncowa, czerpiącej z darwinizmu społecznego – przekonania, że silniejsze narody mają prawo zwyciężać nad słabszymi, a naród stanowi wartość wyższą nawet od wiary religijnej. Szumiło przywołał sprzeciw części duchowieństwa greckokatolickiego wobec tej ideologii, szczególnie biskupa stanisławowskiego Grzegorza Chomyszyna, ukraińskiego patrioty, który otwarcie nazywał radykalny nacjonalizm herezją nie do pogodzenia z chrześcijaństwem.
Celem OUN była nacjokracja – totalitarna dyktatura narodu wykluczająca prawa mniejszości narodowych, w tym Polaków, budowana na wzorcach zbliżonych do faszyzmu i nazizmu. Szumiło zacytował dwa najbardziej drastyczne punkty pierwotnej wersji „Dekalogu ukraińskiego nacjonalisty” Stepana Łenkawskiego z 1929 roku, później złagodzone w oficjalnych publikacjach: nakaz niewahania się przed największą zbrodnią, jeśli wymaga tego dobro sprawy, oraz nakaz zwalczania wroga nienawiścią, bezwzględną walką i podstępem. Przytoczył też słowa innego ideologa OUN, Mychajły Kołodzińskiego, z tego samego roku, mówiące wprost o potrzebie krwi, piekielnego terroru i niewstydzenia się mordów, grabieży i podpaleń, ponieważ w walce nie ma etyki.
Kogo zabijała OUN: ci, którzy szukali porozumienia
Szumiło podkreślił paradoks działalności terrorystycznej OUN w II Rzeczpospolitej – organizacja nie atakowała najbardziej nieprzychylnych Ukraińcom polskich środowisk politycznych (nigdy nie próbowano zamachu na Romana Dmowskiego), lecz właśnie tych, którzy dążyli do dialogu polsko-ukraińskiego: dokonano zamachów na Tadeusza Hołówkę oraz ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Podobnie zwalczano umiarkowanych ukraińskich polityków zasiadających legalnie w polskim Sejmie i Senacie (w szczytowym momencie 46 posłów i 12 senatorów), którzy działali w sposób cywilizowany, nigdy nie uciekając się do przemocy.
Powołał się na zestawienie ukraińskiego historyka na emigracji Aleksandra Motyla, według którego w zamachach terrorystycznych OUN zginęło 36 Ukraińców, 25 Polaków, jeden Rosjanin i jeden Żyd – więcej Ukraińców niż Polaków, co Szumiło określił jako szokujące, lecz logiczne w kontekście strategii OUN dążącej do permanentnej rewolucji i utrzymywania stanu napięcia, eliminując zwolenników porozumienia po obu stronach.
Wspomniał też o pacyfikacji Galicji Wschodniej z 1930 roku, będącej reakcją władz polskich (Józefa Piłsudskiego) na akcję sabotażową OUN – wprowadzeniu wojska i policji do ukraińskich wsi, rewizjach i zarekwirowaniu ponad tysiąca sztuk broni, co jednak samo w sobie przełożyło się na wzrost niechęci ludności ukraińskiej wobec władz polskich.
Bandera przejmuje kierownictwo: zamach na Pierackiego i proces lwowski
W 1933 roku na czele Krajowej Egzekutywy OUN stanął młody, bezkompromisowy Stepan Bandera, który zorganizował zamach na ministra Pierackiego w 1934 roku – w odpowiedzi władze polskie utworzyły obóz odosobnienia w Berezie Kartuskiej. W tym samym roku, miesiąc później, zamordowano też dyrektora ukraińskiego gimnazjum we Lwowie, Iwana Babija, który wcześniej sam walczył o niepodległość Ukrainy w latach 1918-1919, lecz zginął z rąk OUN za odmowę wpuszczenia banderowskich agitatorów na teren szkoły – decyzję podjętą z czysto pragmatycznych powodów, by chronić uczniów przed represjami policji polskiej, co jednak w oczach Bandery uznano za zdradę.
Podczas procesu w sprawie zamachu na Pierackiego, zakończonego karą śmierci dla Bandery, później zamienioną na dożywocie (co Szumiło ocenił z żalem, sugerując, że wykonanie wyroku zmieniłoby bieg historii), przyszły przywódca OUN wypowiedział we lwowskim sądzie słynne słowa o gotowości poświęcenia milionów ofiar dla realizacji swojej idei.
Wrzesień 1939: pierwsze mordy i podział na OUN-B i OUN-M
Prof. Szumiło wskazał wrzesień 1939 roku jako prolog właściwego ludobójstwa – zorganizowane struktury OUN, wspierane wcześniej przez niemiecki wywiad Abwehry, napadały na cofające się oddziały Wojska Polskiego oraz ludność cywilną, mordując w 1939 roku co najmniej 3300 Polaków.
W 1940 roku doszło do rozłamu w OUN na frakcję Andrija Melnyka (OUN-M) i Stepana Bandery (OUN-B), z przewagą tej drugiej, bardziej radykalnej i czerpiącej z wzorców nazistowskich. Na Kongresie Ukraińskich Nacjonalistów w Krakowie w kwietniu 1941 roku, odbywającym się pod niemieckim nadzorem Hansa Franka, przyjęto zasadę „jeden naród, jedna partia, jeden wódz” oraz czerwono-czarną flagę nawiązującą do nazistowskiej symboliki „krwi i ziemi”.
Szumiło zaznaczył, że mimo iż ukraińscy historycy podkreślają dyskryminację ludności ukraińskiej w II Rzeczpospolitej jako kontekst tych wydarzeń, żadna forma dyskryminacji nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, a główną przyczyną zbrodni była nacjonalistyczna ideologia OUN, a nie realne krzywdy.
Ukraińska Rewolucja Narodowa i internowanie Bandery
W maju 1941 roku Bandera opracował dokument „Walka i działalność OUN w czasie wojny”, zakładający „unieszkodliwienie wszystkich wrogich elementów” – Polaków i Żydów. Bataliony „Nachtigall” i „Roland” wzięły udział w ataku na ZSRR 22 czerwca 1941 roku, a 30 czerwca w zajętym Lwowie proklamowano niepodległe państwo ukraińskie – głową tego państwa, właściwie prezydentem Ukrainy, miał zostać sam Bandera, na czele rządu stanął zaś Jarosław Stećko. Niemcy nie uznali tego aktu, internując przywódców OUN-B, w tym samego Banderę, który spędził kilka miesięcy w areszcie domowym w Berlinie, a od końca 1941 do 1944 roku przebywał w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen.
Szumiło odniósł się w tym miejscu do argumentu podnoszonego dziś przez część środowisk ukraińskich – że nie sposób obwiniać Banderę o zbrodnię wołyńską, skoro sam spędził w tym czasie blisko trzy lata w niemieckim obozie koncentracyjnym. Podważył jednak wagę tego argumentu, wskazując, że Bandera nie przebywał tam na warunkach zwykłego więźnia, lecz w specjalnym oddziale Zellenbau, dysponując dwupokojową celą z sypialnią i pokojem gościnnym, bez obowiązku noszenia stroju obozowego czy pracy przymusowej, spożywając posiłki w jadalni SS. Zaznaczył, że nie ma dokumentów pozwalających ustalić, co dokładnie Bandera wiedział o wydarzeniach na Wołyniu w tym okresie, dodając przy tym, że po zwolnieniu z obozu w 1944 roku ponownie podjął współpracę z Niemcami – choć w samym momencie wybuchu ludobójstwa na Wołyniu fizycznie nie przebywał już na tym terenie.
Dwie UPA: Taras Bulba-Borowiec kontra banderowcy
Prof. Szumiło poświęcił osobny wątek historii pierwszej organizacji noszącej nazwę UPA, założonej przez Tarasa Borowca, pseudonim Taras Bulba (nawiązującym do postaci z powieści Gogola), niezwiązanego ani z OUN-B, ani OUN-M, kontynuującego tradycję petlurowską i traktującego Związek Sowiecki jako głównego wroga. Borowiec współpracował z Niemcami przeciw Sowietom, tworząc krótkotrwałe państewko ukraińskie wokół miasta Olewsk na Polesiu, lecz zerwał tę współpracę, gdy Niemcy zażądali od niego udziału w mordowaniu Żydów, przechodząc do konspiracji przeciw obu stronom.
Szumiło podkreślił, że wbrew niektórym stereotypom brak dowodów na masowe mordy dokonywane przez ludzi Borowca na polskich wsiach – wprost przeciwnie, pozostawione przez niego dokumenty świadczą przeciw banderowcom. Gdy banderowcy, budujący własne oddziały dopiero od początku 1943 roku, próbowali podporządkować sobie organizację Borowca, ten odmówił, po czym 9 kwietnia 1943 roku odrzucił żądanie „oczyszczenia” terytorium z ludności polskiej, odpowiadając – jak zacytował Szumiło – że uwolnienie terytorium od mniejszości narodowych może nastąpić jedynie drogą wymiany ludności prowadzonej przez suwerenne państwo, nie zaś poprzez represje armii regularnej, oraz że zasadę zbiorowej odpowiedzialności rodzinnej mogą stosować tylko barbarzyńcy. Banderowcy następnie po prostu przejęli nazwę UPA siłą, wcielając też część jego oddziałów do własnych szeregów.
Pierwszy mord w Parośli i dezercja 5000 policjantów
Bezpośrednim dowódcą banderowskiej UPA na Wołyniu był Dmytro Kłaczkiwski, pseudonim Kłym Sawur. Szumiło przyznał, że nie zachował się żaden pisemny rozkaz nakazujący eksterminację Polaków – prawdopodobnie decyzje przekazywano ustnie, celowo unikając śladów – jednak fakty świadczą jednoznacznie: pierwsza sotnia UPA pod dowództwem Hryhorija Perehiniaka, pseudonim Dowbeszka-Korobka, dokonała 9 lutego 1943 roku mordu w kolonii Parośle w powiecie sarneńskim, zabijając co najmniej 155 osób – symboliczny początek ludobójstwa.
Kluczowym momentem eskalacji było zdezerterowanie w marcu-kwietniu 1943 roku pięciu tysięcy ukraińskich policjantów służących wcześniej w niemieckiej Ukrainische Hilfspolizei – ci sami ludzie, którzy wcześniej uczestniczyli w egzekucjach wołyńskich Żydów u boku Niemców, przeszli do UPA, tworząc trzon oddziałów mordujących następnie Polaków – już zaprawieni w zbrodni i przygotowani do tej roli.
Krwawa Niedziela: symboliczna kulminacja
Fala mordów, jak wyliczył Szumiło, przesuwała się z powiatów wschodnich przez centrum Wołynia na zachód – do czerwca 1943 roku zginęło już co najmniej 9 tysięcy Polaków, a kulminacją stał się 11 lipca 1943 roku, Krwawa Niedziela, gdy napadano na Polaków zgromadzonych na mszach świętych w kościołach.
Zaznaczył, że ofiarami byli nie tylko Polacy – choć większość Żydów zginęła jeszcze przed powstaniem UPA, to według wyliczeń Ewy Siemaszko co najmniej 1210 Żydów ukrywających się wówczas wśród ludności polskiej zginęło z rąk UPA w trakcie samej akcji antypolskiej, a dodatkowo zginęło również około 400-500 Wołyńskich Czechów – co, jak zauważył Szumiło, jest tematem obecnie podnoszonym przez stronę czeską.
Dlaczego akurat Wołyń i dlaczego Polacy
Prof. Szumiło wyjaśnił wybór Wołynia jako miejsca rozpoczęcia akcji względami czysto pragmatycznymi – mniejszą niż w Galicji liczbą Polaków oraz sprzyjającymi partyzantce terenami leśnymi. Zdecydowanie odrzucił też popularną obecnie tezę (przywołując w tym kontekście wywiad Normana Daviesa), jakoby to Sowieci byli pierwotnym wrogiem numer jeden – w rzeczywistości, jak podkreślił, to Polacy stali się pierwszym celem, co potwierdza jawnie deklarowany przez samych banderowców cel „depolonizacji” tych terenów.
Kluczem, zdaniem Szumiło, była chłodna kalkulacja polityczna – wiosną i latem 1943 roku, po klęsce Niemiec pod Stalingradem, banderowcy zakładali rychłą klęskę III Rzeszy i liczyli na powojenne negocjacje międzynarodowe w sprawie granic. Skoro polski rząd na uchodźstwie w Londynie uznawał granicę ryską sprzed 1939 roku, usunięcie z tego obszaru wszystkich Polaków miało pozbawić Polskę argumentów do odzyskania tych ziem po wojnie. Na poparcie tej tezy Szumiło wskazał, że UPA nie prowadziła analogicznej akcji na terenach dalej na wschód – w obwodzie żytomierskim czy pod Kamieńcem Podolskim, gdzie do dziś istnieją całe polskie wsie, mimo że UPA tam w ogóle nie działała – co świadczy, jego zdaniem, o precyzyjnie przemyślanym, a nie spontanicznym charakterze zbrodni ograniczonej do spornego terytorialnie obszaru Wołynia i Galicji Wschodniej.
Mobilizacja chłopów i mit spontanicznego buntu
Szumiło opisał rolę Służby Bezpeky OUN (SB OUN), pełniącej funkcję wewnętrznej policji politycznej porównywalnej do instytucji politruków, czyli komisarzy politycznych w Armii Czerwonej – wymuszającej, częściowo dobrowolnie, częściowo pod przymusem, udział ukraińskich chłopów w mordach poprzez tworzenie oddziałów tzw. samoobrony. Celem było stworzenie pozoru masowego, spontanicznego zrywu ludowego, uzasadniającego tezę o „rewolucji narodowej” z udziałem całego narodu. Przywołał w tym kontekście cytat Ewy Siemaszko z Biuletynu IPN, że nieznany jest ani jeden przypadek, w którym cała ukraińska wieś sama z siebie, bez żadnej inspiracji ze strony OUN, rzuciłaby się z kosami i siekierami na polską wieś – wszystko było organizowane przez bojówki OUN i oddziały UPA.
Zaznaczył też, że rzeczywista niechęć ukraińskich chłopów przed wojną dotyczyła konkretnych polskich policjantów, urzędników i ziemian – tymczasem w momencie mordów tych grup już praktycznie nie było na tym terenie, ponieważ zostały wcześniej deportowane przez Sowietów podczas pierwszej okupacji sowieckiej. Pozostali wyłącznie zwykli polscy chłopi, nieróżniący się od ukraińskich niczym poza językiem i wyznaniem, niestanowiący żadnego zagrożenia dla ukraińskiej niepodległości.
Bilans ofiar: liczby po obu stronach
Prof. Szumiło oszacował liczbę polskich ofiar na 100-130 tysięcy, opierając się na wieloletnich badaniach Ewy Siemaszko, zastrzegając, że liczby sięgające pół miliona uznaje za nierealne. Po stronie sprawców i zmobilizowanych chłopów w tzw. samoobronach wiejskich szacuje się udział 40-50 tysięcy Ukraińców na przestrzeni całej akcji do 1945 roku.
Podkreślił przy tym wagę rozróżnienia między „ukraińskimi nacjonalistami” a całym narodem ukraińskim – w tamtym czasie na spornym obszarze mieszkały 4 miliony Ukraińców, a zdecydowana większość ludności ukraińskiej mieszkała na Ukrainie centralnej i wschodniej, nie mając nic wspólnego ze zbrodnią. Zestawił to z faktem, że w szeregach UPA na przestrzeni całej jej historii mogło przewinąć się od 100 do 300 tysięcy ludzi, podczas gdy równolegle około 4 milionów Ukraińców służyło w Armii Czerwonej, walcząc przeciw Niemcom – co określił jako prawdziwy, choć dziś pomijany, wkład Ukrainy w II wojnę światową, zdominowany obecnie w narracji publicznej przez tradycję banderowską ze względu na trwającą wojnę z Rosją.
Sprawiedliwi Ukraińcy
Szumiło poświęcił osobny wątek Ukraińcom ratującym Polaków, przywołując wydaną przez IPN w 2007 roku publikację „Kresowa Księga Sprawiedliwych” autorstwa Romualda Niedzielki, dostępną w Bibliotece Cyfrowej – dokumentującą co najmniej 1341 Ukraińców udzielających pomocy Polakom, z których ponad 400 zostało zamordowanych przez UPA za tę pomoc, dzięki czemu ocalało co najmniej 2,5 tysiąca osób.
Zaznaczył, że sytuacja tych osób była w pewnym sensie gorsza niż Sprawiedliwych ratujących Żydów przed Niemcami – tam karą śmierci groził okupant, tu karą śmierci groziły własne, ukraińskie struktury podziemne, bez możliwości liczenia na wsparcie rodaków. Polecił w tym kontekście książkę Witolda Szabłowskiego „Sprawiedliwi zdrajcy” oraz wspomniał o ustanowionych w 2019 roku medalach „Virtus et Fraternitas”, przyznawanych przez Instytut Pileckiego także pośmiertnie Sprawiedliwym Ukraińcom, których sylwetki dostępne są na stronie instytutu – oceniając, że powinni oni mieć swoje miejsce we współczesnym ukraińskim panteonie narodowym.
UPA a Armia Krajowa: dlaczego to nie jest symetria
W zakończeniu wykładu prof. Szumiło odniósł się wprost do popularnego porównania UPA i Armii Krajowej jako rzekomo równorzędnych stron konfliktu. Podkreślił, że nie było żadnej symetrii – ludobójstwo rozpoczęło się w momencie, gdy Armia Krajowa jako zorganizowana siła zbrojna jeszcze faktycznie nie istniała (oddziały tworzono dopiero latem 1943 roku), a pierwszą reakcją była budowa niezorganizowanych jeszcze samoobron wiejskich. Do bezpośredniego starcia zbrojnego doszło dopiero wiosną 1944 roku pod Hrubieszowem, nad rzeką Huczwą.
Wyjaśnił też mechanizm, dzięki któremu UPA jest dziś na Ukrainie przedstawiana jako formacja niepodległościowa – jej działalność nie skończyła się w 1944-45 roku, lecz trwała przeciw władzy sowieckiej aż do końca lat 50., a przeciw władzy komunistycznej w Polsce do akcji „Wisła” w 1947 roku. Wspomniał dowódcę UPA Romana Szuchewycza, odpowiedzialnego – jak zaznaczył, na podstawie konkretnych dowodów – za kontynuację ludobójstwa w Galicji Wschodniej na mocy własnego rozkazu z początku 1944 roku, poległego w 1950 roku w walce z NKWD, oraz samego Banderę, zamordowanego w 1959 roku w Monachium, obu dziś czczonych jako męczenników sprawy narodowej.
Szumiło przyznał, że UPA rzeczywiście prowadziła też walkę z sowieckimi funkcjonariuszami NKWD, milicjantami i działaczami partyjnymi – podobnie jak polskie podziemie zwalczało analogiczne struktury komunistyczne. Podkreślił jednak zasadniczą różnicę metod: UPA prowadziła też bezwzględną walkę przeciw zwykłym Ukraińcom uznanym za „zdrajców” – według dostępnych statystyk, oprócz około 8 tysięcy funkcjonariuszy NKWD i milicjantów, z rąk UPA na sowieckiej Ukrainie zginęło ponad 15 tysięcy zwykłych ukraińskich chłopów i kołchoźników, przy czym stosowano zasadę odpowiedzialności zbiorowej – zabijając całe rodziny „zdrajców” wraz z żonami i dziećmi, czego – jak podkreślił – polskie podziemie nigdy nie robiło.
Zdaniem Szumiło UPA była jednocześnie formacją niepodległościową i zbrodniczą – te dwie oceny nie wykluczają się wzajemnie, a szczytny cel w żaden sposób nie usprawiedliwia zastosowanych metod, tym bardziej że polscy mieszkańcy wsi nie stanowili żadnego realnego zagrożenia dla przyszłej niepodległości Ukrainy – realnym wrogiem był Związek Sowiecki, którego banderowcy obrali sobie za cel dopiero po Polakach.
Podsumowanie
Kończąc wykład, prof. Szumiło podsumował, że choć na genezę konfliktu nałożyło się poczucie „polskiej okupacji” z czasów II Rzeczpospolitej, główną i decydującą przyczyną zbrodni była świadomie zaplanowana czystka etniczna o charakterze ludobójczym, przeprowadzona przez kierownictwo OUN-B i UPA w konkretnym celu pozbycia się Polaków z tego terytorium – u której podłoża stała ideologia integralnego ukraińskiego nacjonalizmu sformułowana już w latach 20. XX wieku.
Wykład wygłosił prof. Mirosław Szumiło 9 lipca 2026 roku w Delegaturze Instytutu Pamięci Narodowej w Bydgoszczy. Materiał opublikowany na kanale Tygodnik Bydgoski na YouTube, liczącym 3,85 tys. subskrybentów. Opublikowany 10 lipca 2026.










