Dr Adamski w Super Expressie o relacjach polsko-ukraińskich: Polska idealizowała Ukrainę. Ukraińskie elity są transakcyjne i nie odwzajemniają sentymentów

Dr Łukasz Adamski, dyrektor Centrum Dialogu Mieroszewskiego, rozmawiał z Karoliną Pajączkowską w Super Expressie o kulisach kryzysu polsko-ukraińskiego, kulturze politycznej Ukrainy, korupcji w Kijowie i perspektywach akcesji do UE.

Ukraina to problematyczny, ważny partner

Adamski odrzucił proste kategoryzacje. Ukraina nie jest sojusznikiem Polski w sensie prawnym — nie mamy sojuszu wojskowego z Ukrainą i nie mamy prawnych obowiązków wspierania jej w odpieraniu rosyjskiej agresji. Nie jest też wrogiem. Jest problematycznym sąsiadem i jednocześnie ważnym partnerem — bo absorbuje rosyjską armię, ma unikalne doświadczenia bojowe i technologię, której nie posiadają armie NATO, i której Polska może się uczyć. Jednocześnie Polska jest Ukrainie potrzebna ze względu na swoje położenie geograficzne, rolę logistyczną i dotychczasowe wsparcie procesów integracji europejskiej.

Ukrainofilizm 2022 i jego skutki

Adamski opisał mechanizm, który jego zdaniem zaciążył na relacjach. W 2022 roku pod wpływem wstrząsu jakim była rosyjska agresja — obrazki z Buczy, oblężony Kijów — u Polaków odżyły wspomnienia II wojny światowej i pojawiło się ogromne emocjonalne współczucie. Kilka tygodni taka Ukrainofilia była zrozumiała i dobra — Polacy okazali się solidarni i mają serce. Problem polegał na tym, że w części polskich elit politycznych, dziennikarskich i intelektualnych ta emocjonalna Ukrainofilia przerodziła się w idealizację Ukrainy — i sprawiła, że tracono zdolność do manifestowania polskich interesów.

Ukraińskie elity tymczasem były wdzięczne Polsce, bo Polska w jakiejś mierze uratowała państwo ukraińskie dostarczając czołgi i pomoc wojskową. Ale gdy zaczęły pomagać państwa zachodnie z większymi możliwościami, te stały się głównym partnerem. Elity ukraińskie są bardzo transakcyjne. Do tego Zełenski uznał, że broni nie tylko Ukrainy, ale całej Europy przed moskiewską barbarią i zaczął stawiać żądania — czego ofiarą padli nie tylko polscy politycy, ale też Trump i Steinmeier.

Kultura polityczna Ukrainy — nie Sowiety, ale nie Europa

Adamski odrzucił uproszczoną tezę, że Ukraina to Sowiety. Sowietyzmu najwięcej jest w ukraińskiej kulturze administracyjnej i w kulturze zarządzania — nie w sposobie myślenia społeczeństwa. Centralizacja, przekonanie że jak się jest naczelnikiem to można traktować poddanych z góry, mała gotowość do konsultowania się. Natomiast ukraińska kultura polityczna ma też elementy zupełnie odmienne od rosyjskiej: emocjonalność, zdolność do improwizacji, zdolność do powstań. Majdan 2014 był — w ocenie Adamskiego — dokładną kopią staropolskiej konfederacji: kiedy szlachta zawiązywała związek w imię jakiejś sprawy i kiedy uważała, że władca narusza pakta konwenta, miała prawo do buntu. Adamski podsumował ukraińską kulturę polityczną jako mieszaninę elementów sowieckich, europejskich, bizantyjskich i sarmacko-kozackich — z przewagą tych ostatnich.

Porównał relacje polsko-ukraińskie do Kargula i Pawlaka: potrafimy się emocjonalnie kochać i bardzo emocjonalnie kłócić, a w tych kłótniach Kargul tłukł własne dzbanki, Pawlak drzał własne koszule — i żony musiały im uświadomić, że przez ich kłótnie wszyscy tracą.

Wołyń — nie zna wioski, w której chłopi sami mordowali

Adamski powiedział, że nie zna przypadku żadnej ukraińskiej wioski na Wołyniu ani w Galicji, gdzie ukraińscy chłopi sami z siebie poszli mordować polskich sąsiadów. Wszędzie tam, gdzie udało się zidentyfikować sprawców, byli to albo upowcy, albo przynajmniej upowcy kierowali napadem. Zbrodnie wołyńskie popełnili ukraińscy nacjonaliści — przytłaczająca większość Ukraińców była w tym czasie obywatelami sowieckimi w Armii Czerwonej i nie miała z tym nic wspólnego.

Problem polega na tym, że po 1991 roku nacjonaliści, często ze wsparciem diaspory z Kanady infiltrowanej przez banderowców, zdołali przekonać resztę Ukraińców — wychowanych częściowo w duchu sowieckim — że UPA to bohaterowie, bo walczyła z Moskalami i broniła zachodniej Ukrainy przed sowietyzacją. A rzeź wołyńska została przykryta pod dywan, bo przyznanie się do tej zbrodni — tak nacjonaliści sądzili — zaszkodzi pozytywnym ocenom ukraińskiego ruchu niepodległościowego. Po 2014 roku ten nacjonalizm stał się częścią ogólnonarodowej polityki pamięci.
Adamski ocenił, że Ukraina godzi tym w podstawowe zasady europejskiej pamięci o II wojnie światowej: nie usprawiedliwiamy ludobójstw, czystek etnicznych, współpracy z Hitlerem, kolaboracji. Tymczasem żołnierze ukraińscy noszą naszywki SS Galicjen. Ukraińcy, którzy krzyczą że skoro

Rosja nazywa ich banderowcami to znaczy że Bandera był pozytywną postacią — prezentują stanowisko skrajnie naiwne i godzące w pamięć Polaków, Żydów i częściowo Niemców. Rozwiązanie nie jest możliwe bez psychologów, dialogu i dojrzałości elit — bo historycy są bezradni wobec tak silnych emocji po obu stronach.

Styl dyplomacji Zełenskiego

Adamski opisał Zełenskiego jako człowieka pracującego pod przeogromnym stresem — bez urlopów, dzień i noc. Ukraina stała się rodzajem starożytnej dyktatury wojennej w starożytnorzymskim sensie: jeden człowiek ponosi przepotężną odpowiedzialność. Adamski przypuszczał, że Zełenski często jest zmęczony i niewyspany, co przekłada się na złe decyzje.

Zełenski naprawdę wierzy, że broni całej Europy i w związku z tym może stawiać żądania. Ten ofensywny, brutalny styl negocjacji jest ryzykowny z perspektywy interesów Ukrainy — europejscy politycy są często zaszokowani, bo w Europie kompromis jest wartością samą w sobie. Ukraińcy zaś, podobnie jak Rosjanie, są często maksymalistami: wyeskalują żądania tak mocno, że partner europejski albo uzna ich za niepoważnych, albo będzie tak zaszokowany że pójdzie na jeszcze większe ustępstwo niż planował. Żeby to zmienić, trzeba by zmienić prezydenta — a jak zrobić wybory w czasie wojny.

Adamski zaznaczył, że wysłanie Budanowa do Warszawy dowodzi, że Zełenski ma jakąś świadomość, że coś jest nie tak. Zobaczymy, czy wyciągnie odpowiednie wnioski.

Akcesja do UE — nie na ulgowych warunkach

Adamski ocenił, że Ukraina nie spełnia kryteriów kopenhaskich: nie wdrożyła prawa europejskiego, nie zapewniła praworządności — niezależnych sądów, niezależnej prokuratury. Jeśli po zakończeniu wojny ukraińskie elity skoncentrują się wyłącznie na spełnieniu kryteriów, to w ciągu do dziesięciu lat Ukraina mogłaby to osiągnąć — ale wymaga to ogólnonarodowej mobilizacji i zmiany paradygmatu.

Zełenski chciałby członkostwa do końca 2028 lub początku 2029 roku. Kanclerz Niemiec Merz zaproponował plan częściowego członkostwa — uczestnictwo w procesach politycznych UE, a dołączanie do kwestii gospodarczych w miarę gotowości. Ukraina tego nie chce, bo Zełenski naprawdę wierzy, że Ukraina jest pępkiem świata i że Europa powinna ją przyjąć bez warunków.

Paradoksalnie Polska mogłaby na akcesji Ukrainy zyskać najwięcej — historycznie największe korzyści z rozszerzeń czerpały państwa ościenne. Polska jest już teraz po Chinach drugim największym eksporterem na Ukrainę i zarabia na stowarzyszeniu. Dwa problemy to transport i rolnictwo — i to zadanie dla polskich władz, żeby tym sektorom wynagrodzić ewentualne straty. Ale pod warunkiem, że to nie będzie ulgowe członkostwo — a właśnie tego chcą ukraińskie elity.

Korupcja — tradycja kilkusetletnia

Adamski wyjaśnił źródła korupcji na Ukrainie odwołując się do tradycji Cesarstwa Rosyjskiego — korupcja o kilkusetletnich korzeniach. Zwalczenie jej wymaga żelaznej woli i sprawnych instytucji. Zmniejszyła się korupcja bytowa dotycząca codziennego życia obywateli — łapówki za studia prawie zniknęły. Nie zmniejsza się korupcja na szczytach władzy, przy przetargach i dużych inwestycjach.

Opisał mechanizm obchodzenia przetargów: gdy pięćdziesięciokilometrowy odcinek drogi podzielono na pięćdziesiąt jeden fragmentów poniżej jednego kilometra każdy, bo takie odcinki były zwolnione z przetargu — i można je było oddać znajomym. Taśmy Mindicza są wstrząsające — rozmowy toczą się po rosyjsku, grypserą, a dotyczą przekrętów sięgających giełd kryptowalut w Moskwie. Dwadzieścia tysięcy euro kosztuje mniej więcej uzyskanie zgody na wyjazd mężczyzny w wieku poborowym za granicę. Ci sami nacjonaliści, którzy wycierają sobie usta patriotycznymi frazesami, bogacą się na ustawionych przetargach i kradzieży pomocy humanitarnej.

Adamski wskazał na nadzieję: gdy deputowani próbowali osłabić niezależność instytucji antykorupcyjnych, ukraińska młodzież wyszła na ulicę. Ukraińcy chcą zwalczyć korupcję — inaczej niż Rosjanie, którzy uważają że tak zawsze było i tak musi być. Problem polega na tym, że każdy chciałby, żeby zmiana zaczęła się od kogoś innego. A ryba psuje się od głowy — i dopóki Zełenski toleruje Jermaka i jest oskarżany o uwikłanie w schematy korupcyjne, przykład idzie zły.

Przewodów — powinni przeprosić

Adamski ocenił, że Ukraina powinna była przyznać się do rakiety, która spadła w Przewodowie i przeprosić. Nie jest to zbrodnia wojenna, lecz nieszczęśliwy wypadek — ale brak przyznania się jest problemem. Tłumaczył, że Ukraina boi się efektu dominy: gdyby przyznała się do Przewodowa, następnym krokiem mogłyby być oskarżenia o inne zbrodnie, których ukraińscy żołnierze dopuścili się zapewne w stanie afektu. To strategia zła, ale wynikająca ze zrozumiałego lęku.

Pół nasza wojna

Na pytanie, czy to jest polska wojna, Adamski odpowiedział: to jest pół nasza wojna. Polska nie uczestniczy w tej wojnie bezpośrednio. Ale konsekwencje tej wojny bardzo mocno wpływają na polskie bezpieczeństwo — przegrana Ukrainy grozi rozlaniem się konfliktu na terytorium NATO, a Polska może być pierwszym polem bitwy. Jeśli Polska zostałaby częściowo zajęta przez Rosjan, państwa bałtyckie wpadłyby w ręce rosyjskie jak śliwka w kompot. To wymaga od polskich elit i całego społeczeństwa dojrzałej refleksji: zdolności do zaprotestowania gdy trzeba, ale też zdolności do pewnej empatii i dania czasu narodowi ukraińskiemu na oświecenie.

Adamski zaapelował o to, żeby ofiarami nieprzemyślanej polityki Ukrainy wobec pamięci historycznej nie padały matki z dziećmi, które schroniły się w Polsce, ani bogu ducha winni Ukraińcy, którzy tutaj mieszkają, pracują i płacą podatki.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *