Mikołaj Dowejko rozmawiał na kanale Namzależy z generałem Leonem Komornickim o eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie, jej wpływie na dostawy uzbrojenia dla Polski i Ukrainy, a przede wszystkim o sporze wywołanym wypowiedzią generała Andrzejczaka na temat rzekomego „chamstwa strategicznego” Ukrainy wobec Polski.
Eskalacja na Bliskim Wschodzie: „wojna kowbojska” bez strategii
Komornicki ocenił, że nie zmienia swojej wcześniejszej prognozy dotyczącej konfliktu Izraela i USA z Iranem – uznał, że Stany Zjednoczone prowadzą tę wojnę bez jasno zdefiniowanej strategii politycznej, mimo wcześniejszych sygnałów woli zakończenia konfliktu. Odwołał się przy tym do konkretnego dokumentu – nowej strategii bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych, wydanej w grudniu 2025 roku, której jednym z głównych deklarowanych celów miało być wygaszanie konfliktów i strategiczna stabilizacja obszarów istotnych dla amerykańskich interesów. Zdaniem generała rzeczywiste działania administracji Trumpa wobec Iranu stoją w wyraźnej sprzeczności z założeniami tej strategii.
Wskazał, że Iran nie przegrał pierwszego etapu wojny, a warunki ewentualnego porozumienia były bliższe oczekiwaniom Teheranu, jednak odrzucił je Izrael – co, jego zdaniem, pokazuje, że to właśnie Izrael, mimo że nie jest mocarstwem, pełni rolę „państwa moderatora” wpływającego na strategiczne decyzje swojego głównego sojusznika, Stanów Zjednoczonych.
Generał ocenił, że kontynuowanie wojny bez operacji lądowej nie pozwoli USA osiągnąć celów militarnych ani politycznych wobec Iranu, który zachowuje zdolność do długotrwałej, wyczerpującej wojny opartej na blokowaniu Cieśniny Ormuz oraz atakach rakietowo-dronowych. Zwrócił uwagę, że wzrost cen ropy i paliw wynikający z tej sytuacji uderza nie tylko w gospodarkę światową, ale też same Stany Zjednoczone, podczas gdy realnymi beneficjentami konfliktu są państwa bloku chińsko-rosyjskiego oraz Korea Północna.
Komornicki dodał, że pełnoskalowa operacja lądowa oznaczałaby dla USA totalną destabilizację regionu, globalny kryzys gospodarczy i wieloletnie „ugrzęźnięcie” osłabiające pozycję Ameryki jako supermocarstwa. Wskazał również na presję czasową związaną z listopadowymi wyborami w USA – niezakończenie wojny do tego czasu byłoby, jego zdaniem, katastrofą dla Republikanów i ruchu MAGA, który już dziś przejawia poważne, trudne do opanowania wewnętrzne pęknięcia.
Wyczerpujące się zapasy rakiet Patriot i skutki dla Polski i Ukrainy
Dowejko zapytał wprost, czy Amerykanom wystarczy rakiet i jak wpłynie to na zamówienia sojuszników, w tym Polski. Komornicki potwierdził poważne wyczerpanie amerykańskich zapasów – w pierwszym etapie konfliktu na Bliskim Wschodzie zużyto praktycznie roczną produkcję rakiet do systemu Patriot, a produkcja nie nadąża za tempem zużycia w tak długotrwałym konflikcie. Dodał, że podobny los spotkał zapasy rakiet Tomahawk, których w pierwszym etapie wojny na Bliskim Wschodzie wykorzystano już ok. 80 proc.
Ocenił, że wpłynie to bezpośrednio na realizację polskich zamówień – Polska zamówiła ponad 800 sztuk rakiet, z czego dotychczas dotarła część w ramach dwóch baterii, a pięć rakiet Polska przekazała Ukrainie. Zaznaczył, że kolejnych sześć baterii planowanych na przyszły rok najprawdopodobniej ulegnie przesunięciu w czasie.
Zdaniem generała ten sam mechanizm bezpośrednio uderza w obronę powietrzną Ukrainy, która już dziś cierpi z powodu niedoborów uzbrojenia. Wskazał na powstały w odpowiedzi program obrony przeciwbalistycznej, którego liderem jest Ukraina i do którego dołączyło dziewięć państw, choć ocenił, że jego realizacja w ciągu roku jest niepewna, a Rosja tymczasem wykorzystuje istniejącą lukę czasową. Podsumował, że Stany Zjednoczone prowadzą wojnę na Bliskim Wschodzie, nie licząc się z potrzebami europejskich sojuszników wynikającymi z zagrożeń dla ich bezpieczeństwa.
Przywołał też doniesienia, według których Ukraina zakontraktowała w Chinach komponenty do dronów o wartości 6 miliardów euro. Skonkludował, że na obecnej sytuacji korzystają przede wszystkim Chiny – dostarczające komponenty zarówno Rosji, jak i Ukrainie, a nawet pośrednio Stanom Zjednoczonym, ponieważ ok. 80 proc. metali rzadkich wykorzystywanych w amerykańskim uzbrojeniu pochodzi właśnie z Chin, obecnie głównego dysponenta nowych technologii w tym obszarze.
Spór z gen. Andrzejczakiem: „to nie chamstwo, to kultura strategiczna”
Dowejko przywołał kontekst wypowiedzi wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza o przekazaniu Ukrainie rakiet Patriot w zamian za „wdzięczność” – zauważając, że wdzięczność nie jest walutą ani skutecznym narzędziem dyplomacji – oraz komentarz generała Andrzejczaka, który miał ocenić, że Ukraina nie ma kultury strategicznej, tylko „chamstwo strategiczne”. Zapytał wprost, czy Komornicki się z tą oceną zgadza, oraz czy polscy politycy mogli wierzyć, że Ukraina z wdzięczności będzie zawsze pamiętać o Polsce i sama zabiegać o dobre relacje.
Komornicki zdecydowanie odrzucił interpretację Andrzejczaka, nazywając ją „radosną twórczością”. Ocenił, że to, co obserwujemy, nie jest chamstwem, lecz w pełni ukształtowaną kulturą strategiczną, wyssaną przez ukraińskie elity rządzące nie „z mlekiem matki”, lecz z okresu, gdy Ukraina współtworzyła Związek Sowiecki i dzieliła tę samą kulturę strategiczną co Rosja. Przywołał rosyjskie porzekadło „kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” (kura nie ptak, Polska nie zagranica) jako ilustrację tego, że zarówno Rosja, jak i Ukraina postrzegają Polskę jako peryferium – kraj usługowy, a nie równorzędnego partnera. Podkreślił przy tym, że Ukraina jako samodzielne, suwerenne państwo istnieje dopiero od 1991-1992 roku, co jego zdaniem tłumaczy trwałość tego dziedzictwa mentalnego.
Podkreślił, że na wdzięczności – wbrew słowom wicepremiera Kosiniaka-Kamysza – nie buduje się ani zdolności obronnych, ani odpowiedzialnej polityki państwowej, która powinna służyć bezpieczeństwu obywateli, a nie doraźnemu zadowoleniu władzy.
Ukraina jako konkurent do roli regionalnego lidera
Komornicki rozwinął tezę, że Ukraina, wykorzystując wojnę i zbudowane relacje z USA oraz europejskimi sojusznikami, świadomie dąży do zajęcia pozycji regionalnego „państwa moderatora” na wschodniej flance Europy – roli, którą, jego zdaniem, powinna pełnić Polska, analogicznie do tego, jak funkcję tę pełnią wobec swoich sojuszników Korea Południowa, Turcja czy Izrael, mimo że same nie są mocarstwami. Ocenił, że fundamentem tej ukraińskiej strategii jest postępująca od lat 90. „banderyzacja” państwowości i budowa tożsamości na ideologii banderyzmu, analogicznie do tego, jak Rosja buduje swoją tożsamość na „ideologii putinowskiej” – co uznał za zjawisko groźne, rzutujące bezpośrednio na relacje z Polską.
W tym kontekście zwrócił uwagę na konkretny wymiar technologiczny tej rywalizacji: Ukraina zbudowała już bliską współpracę z europejskim przemysłem zbrojeniowym w zakresie dronów, sztucznej inteligencji na polu walki, automatyzacji oraz budowania świadomości sytuacyjnej, a także weszła w posiadanie rakiet dalekiego zasięgu, balistycznych i manewrujących, których Europa wciąż nie posiada. Polski, jego zdaniem, w tych projektach po prostu nie ma – bądź dlatego, że sami wolimy czekać na stanowisko Stanów Zjednoczonych, zamiast działać samodzielnie, bądź dlatego, że nie jesteśmy przez Ukraińców zapraszani.
Lista „nieprzyjaznych gestów” wobec Polski
Na poparcie tezy o marginalizowaniu Polski przez Ukrainę i jej zachodnich sojuszników Komornicki wymienił konkretne przykłady: nieobecność Polski na rozmowach w Genewie, gdzie omawiano gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy i kwestie jej powojennej odbudowy; sytuację podczas spotkania z prezydentem Trumpem w Londynie, gdy w pociągu z Polski do Kijowa Zełenski jechał w pierwszym wagonie z przywódcami europejskimi, a polski premier w drugim; a także miejsce polskiego premiera podczas defilady w Paryżu – w trzecim rzędzie, na skrzydle, podczas gdy w pierwszym rzędzie stanęli prezydenci Rumunii i Serbii, a premier, jak zauważył generał, miał przy tym wyraźnie niezadowoloną minę.
Ocenił, że Zachód w pierwszej kolejności wychodzi naprzeciw oczekiwaniom Ukrainy, ponieważ ta – demonstrując siłę i zdolności obronne – stała się dla europejskich państw ważniejszym partnerem strategicznym niż Polska, a rządy Francji i Wielkiej Brytanii dodatkowo są dziś politycznie osłabione (odchodzący premier Wielkiej Brytanii, Macron „na wylocie”) i kierują się bieżącymi nastrojami społecznymi, niechętnymi kontynuacji wojny. Podkreślił też, że obecna wojna prawdopodobnie nie zakończy się klasycznym traktatem pokojowym spełniającym cele obu stron, lecz pozostanie „wojną niezakończoną” – a to, jakie miejsce zajmie w niej i po niej Polska, rozstrzyga się właśnie teraz, a nie dopiero przy przyszłym stole negocjacyjnym.
Brak strategii bezpieczeństwa narodowego od 2020 roku
Komornicki po raz kolejny podkreślił – określając to jako swoją „mantrę” – że Polska od 2020 roku nie posiada aktualnej strategii bezpieczeństwa narodowego ani jasno zdefiniowanej strategii wobec Ukrainy, którą należało zdefiniować już w chwili wybuchu wojny. Zaznaczył wyraźnie, że pomoc dla Ukrainy należy kontynuować, a Ukraińców przebywających w Polsce nie wolno stygmatyzować ani zaogniać relacji prowadzących do nienawiści i konfrontacji. Ocenił jednak, że udzielana pomoc powinna być uwarunkowana konkretnymi oczekiwaniami wobec Kijowa – przede wszystkim zaniechaniem „banderyzacji” ukraińskiej państwowości i budowy tożsamości ukraińskiej armii na tym fundamencie ideologicznym.
Uzależnienie od USA i potrzeba dywersyfikacji
Odpowiadając na pytanie o polską strategię zbrojeniową – w kontekście uwagi Dowejki, że Polska mocno postawiła na kierunek amerykański, podczas gdy same Stany Zjednoczone produkują przede wszystkim na własne potrzeby i potrzeby innych sojuszników NATO, a europejski przemysł zbrojeniowy przez lata był zaniedbywany – Komornicki ocenił, że sojusz z USA pozostaje dla Polski kluczowy, ale nadmierne uzależnienie od amerykańskich dostaw uzbrojenia, przy ograniczonych zdolnościach produkcyjnych USA (planowana roczna produkcja rakiet PAC-3 ma osiągnąć 3000 sztuk dopiero w 2030 roku, wobec obecnych 800), stanowi poważne ryzyko strategiczne. Podkreślił, że siłę wojska mierzy się nie stanem posiadania na początek konfliktu, lecz zdolnością do jego utrzymania po tygodniach czy miesiącach wyczerpującej wojny.
Zaapelował o aktywniejsze uczestnictwo Polski w europejskich programach zbrojeniowych, w tym we wspomnianym programie obrony przeciwbalistycznej, oceniając jako błędne przekonanie, że Polska nie ma nic wartościowego do wniesienia do takich inicjatyw – wskazał na polskie radary, system dowodzenia sieciocentrycznego firmy Teldat (porównywalny, jego zdaniem, z rozwiązaniami amerykańskimi wykorzystywanymi w systemie Patriot) oraz krajową optoelektronikę jako obszary realnej przewagi technologicznej. Ostrzegł, że w scenariuszu zmasowanego ataku – wskazał hipotetycznie na 1000–2000 dronów szturmowych połączonych z rakietami balistycznymi, manewrującymi i bombami szybującymi – obecne zdolności obronne Polski, w tym europejskie systemy przeciwrakietowe, nie byłyby w stanie skutecznie odpowiedzieć na takie zagrożenie.
Rozmowę przeprowadził Mikołaj Dowejko z gen. Leonem Komornickim. Materiał „Gen. Komornicki: Nie zgadzam się z gen. Andrzejczakiem! To nie jest chamstwo strategiczne…” dostępny na kanale namzalezy.pl na YouTube, liczącym 517 tys. subskrybentów. Opublikowany 20 lipca 2026.