Iwona Wyszogrodzka rozmawiała z Oleksandrą Iwaniuk, adiunktką na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego, o sytuacji społeczności ukraińskiej w Polsce w najgorszym, jak to określono, momencie nowożytnych relacji polsko-ukraińskich — po odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego i nadaniu jednostce wojskowej imienia dowódców UPA.
„Stajemy się zakładnikami polityki polsko-ukraińskiej”
Iwaniuk opisała, jak społeczność ukraińska w Polsce od lat regularnie odczuwa na własnej skórze każdy kryzys w relacjach dwustronnych — hejt i frustracja przelewają się na ulice, do autobusów, wywołując atmosferę, w której boi się mówić po ukraińsku, bo sam akcent staje się rozpoznawalnym sygnałem ryzyka. Potwierdziła, że fizyczne ataki, pobicia i wyzwiska zdarzają się coraz częściej, choć wiele osób boi się je zgłaszać.
Wyjaśniła, że zjawisko to nie zaczęło się teraz — sięga roku 2015, kiedy PiS doszedł do władzy i zaczął prowadzić, jak to określiła, „schizofreniczną” politykę: na poziomie gospodarczym ukraińscy migranci byli mile widziani i zapraszani do pracy, jednocześnie pojawiały się nieodpowiedzialne deklaracje polityczne sugerujące, że Ukraińcy mają „we krwi” skłonność do brutalności ze względu na Wołyń. Zwróciła uwagę na stopniową radykalizację narracji o Wołyniu w kolejnych latach — z każdą uchwałą sejmową rosła liczba przypisywanych ofiar polskich, a malała lub znikała wzmianka o ukraińskich ofiarach polskich odwetów; sama terminologia z czasem miała się zaostrzać, od „bestialskiego działania” po sugestie, że nawet słowo „ludobójstwo” nie oddaje w pełni skali zbrodni.
Czy do eskalacji doszłoby tak czy inaczej
Zapytana, czy bez sprawy orderu i nazwy jednostki wojskowej do obecnej eskalacji by nie doszło, Iwaniuk odpowiedziała jednoznacznie, że konflikt nie pojawił się w próżni — narastające po obu stronach błędy i wzrost nacjonalistycznej asertywności w polityce pamięci sprawiały, że wybuch był kwestią czasu, niezależnie od konkretnego pretekstu. Podkreśliła, że strona ukraińska od 2022 roku raczej próbowała robić gesty pojednawcze — zgodziła się na wznowienie ekshumacji, a w maju tego roku odbył się w dobrej atmosferze kongres historyków polsko-ukraińskich.
Wyjaśniła jednak, że Ukraina nigdy jednoznacznie nie przeprosiła za Wołyń, bo temat ten nie jest dla ukraińskiego społeczeństwa priorytetem, a presja ze strony Polski bywa odbierana nie jako spór o historię, lecz jako próba narzucenia polskiej narracji bez uwzględnienia szerszego kontekstu — w tym elementów, które w ukraińskiej pamięci kojarzą się z polskim panowaniem kolonialnym: prześladowaniem prawosławia, zakazem ukraińskich szkół, brakiem możliwości prowadzenia życia politycznego czy postrzeganiem polskiej szlachty przez chłopstwo jako opresyjnej.
Symbolika UPA jako zjawisko powojenne
Iwaniuk podkreśliła, że kult UPA w obecnej, masowej formie to zjawisko stosunkowo nowe — nabrał znaczenia dopiero po Majdanie w 2014 roku i w ramach polityki dekomunizacyjnej prezydenta Petra Poroszenki, w dużej mierze oderwany od faktycznych realiów historycznych organizacji. Zauważyła, że większość Ukraińców niewiele wie o biografii Stepana Bandery, w tym o tym, że nie przebywał na Wołyniu w czasie rzezi — sama, dorastając w niepodległej Ukrainie, uczyła się o wydarzeniach 1943 roku z jednego, niejasnego akapitu w podręczniku, przedstawiającego konflikt jako wzajemne zabójstwa wynikające ze sprzecznych interesów, bez wskazania sprawców.
Podkreśliła, że w czasach sowieckich temat ten był w podręcznikach praktycznie nieobecny, a osobista wiedza wielu Ukraińców pochodzi dopiero z rozmów rodzinnych lub — jak w jej przypadku — z konfrontacji z tematem po przyjeździe do Polski. Opisała własną, początkową, silnie emocjonalną reakcję obronną — jako osoba pochodzenia żydowsko-ukraińskiego, budująca tożsamość na poczuciu bycia ofiarą, miała trudność z przyjęciem, że jej naród mógł być też sprawcą zbrodni.
Anegdota o windzie i presja „zdawania egzaminu” z poglądów na Banderę
Iwaniuk przywołała anegdotę ukraińskiego deputowanego Mykoły Kniażyckiego o sytuacji w windzie hotelowej, gdy sam fakt usłyszenia ukraińskiego akcentu wywołał u nieznajomej osoby natychmiastowe pytanie o stosunek do Bandery — ilustrację absurdalnej presji, jakiej doświadczają Ukraińcy w Polsce, zmuszani niejako do „zdawania egzaminu” z własnych poglądów historycznych w przypadkowych, codziennych sytuacjach.
Dyskurs o Ukraińcach jako „sile roboczej”
Iwaniuk krytycznie oceniła dominujący w Polsce dyskurs przedstawiający Ukraińców głównie jako „siłę roboczą” — nawet w wypowiedziach polityków starających się przekonywać Polaków do Ukraińców. Podkreśliła, że taka narracja sprawia, iż ochrona przed przemocą jest warunkowana użytecznością ekonomiczną, a nie samym człowieczeństwem. Opisała, jak w obliczu narastającego napięcia sama zapisała się na kurs samoobrony po odebraniu orderu, a jej znajome przestały mówić po ukraińsku do własnych dzieci na przystankach autobusowych. Podała przykład osobistego ataku słownego w tramwaju, który po opisaniu na Facebooku wywołał lawinę podobnych świadectw od innych Ukraińców — co jej zdaniem pokazało skalę zjawiska, zaskakującą nawet samych poszkodowanych.
Apel o reagowanie i zgłaszanie
Wyszogrodzka zaapelowała do widzów o aktywne reagowanie w sytuacjach ataków — nie poprzez konfrontację z napastnikiem, lecz zwracanie się bezpośrednio do osoby atakowanej, by dać jej poczucie widoczności i wsparcia. Iwaniuk podkreśliła znaczenie formalnego zgłaszania incydentów na policję, by odzwierciedlały się one w statystykach jako ataki na tle narodowościowym — opisała własne, pozytywne doświadczenie ze zgłoszeniem na policji, kontrastujące z przywołanym przez prowadzącą przypadkiem, w którym funkcjonariuszka nie uznała za akt na tle narodowościowym pobicia chłopca mimo skandowanych podczas ataku słów każących mu opuścić Polskę.
Granica polsko-ukraińska i billboardy „Wołyń pamiętamy”
Iwaniuk zwróciła uwagę na symboliczne znaczenie billboardów z hasłem „Wołyń pamiętamy” witających Ukraińców na przejściach granicznych, a także na wieloletnie, powszechnie relacjonowane wśród Ukraińców trudne doświadczenia z polską strażą graniczną — sytuację, którą porównała do braku podobnych doświadczeń na innych granicach, nawet tych wcześniej wymagających wiz. Oceniła, że długotrwałe przyzwolenie na taką atmosferę — zarówno na granicy, jak i na ulicach — doprowadziło do stopniowej normalizacji wrogości, zauważalnej w zmianie własnych doświadczeń na przestrzeni ostatniego roku: od sytuacji, gdy ktoś zawsze podchodził z pomocą, po sytuacje całkowitej obojętności otoczenia.
Debata historyczna: czy i kiedy Ukraina powinna ją przeprowadzić
Iwaniuk podkreśliła, że mimo instrumentalnego wykorzystywania tematu Wołynia przez polityków, sama trauma nie jest wymyślona — zna osobiście rodziny, dla których wydarzenia te pozostają realną, przekazywaną z pokolenia na pokolenie raną. Wyraziła przekonanie, że Ukraina w pewnym momencie będzie musiała przeprowadzić własną debatę na ten temat — nie dla Polski, lecz dla siebie — ale nie może się to odbyć na żądanie, w oderwaniu od szerszego kontekstu wielowiekowych relacji polsko-ukraińskich, i nie w warunkach toczącej się wojny, gdy priorytetem pozostaje przetrwanie państwa.
Skrytykowała przy tym gesty strony ukraińskiej — w tym wysłanie orderu Pocztą Nową (określone jako „ordynopad”) — jako pogłębiające konflikt, a nie łagodzące go, i wyraziła sprzeciw wobec narracji sugerującej, że cała sprawa Wołynia jest jedynie polityczną manipulacją bez realnych podstaw.
Krytyka polskich ekspertów i Ziemowita Szczerka
Wyszogrodzka przywołała stanowisko publicysty Ziemowita Szczerka, według którego w Ukrainie brakuje głosów gotowych podjąć krytyczną debatę o UPA, ponieważ nikt z odpowiednim zasięgiem nie chce łagodzić słusznego, jego zdaniem, oburzenia ukraińskiego społeczeństwa. Iwaniuk odpowiedziała, że takie osoby istnieją, choć jest ich mniej niż w Polsce — wskazała na historyka Jarosława Hrycaka jako przykład kogoś, kto porusza temat Wołynia w sposób wyważony, starając się wyjaśniać kontekst, a nie „rzucać bombą”. Zaznaczyła, że wśród ukraińskich historyków istnieje spór — część określa wydarzenia jako „drugą wojnę polsko-ukraińską”.
Iwaniuk skrytykowała też sposób, w jaki część polskich ekspertów zajmujących się od lat Ukrainą (przywołując środowiska takie jak Ośrodek Studiów Wschodnich czy think tanki zajmujące się polityką wschodnią) przypisuje ukraińskim elitom rzekomy „postimperializm” analogiczny do postawy Rosjan po rozpadzie ZSRR — ocenę, którą uznała za zniekształconą, „kolonialną” perspektywę, niemającą pokrycia w rzeczywistości. Podkreśliła, że sam prezydent Zełenski, wychowany w rosyjskojęzycznym regionie i wykształcony w sowieckiej szkole, jeszcze do niedawna nie przywiązywał do symboliki UPA żadnego osobistego znaczenia. Wyraziła też rozczarowanie tonem wypowiedzi Przemysława Czarnka o Ukraińcach, porównując go do sposobu, w jaki niekiedy zwraca się do kobiet, traktując rozmówcę jako niedojrzałego i niewartego wysłuchania.
Co Ukraińcy myślą o Polakach
Na zakończenie części rozmowy z Iwaniuk padło pytanie o postrzeganie Polaków przez Ukraińców. Iwaniuk odpowiedziała, że do niedawna Polska była jednym z najbardziej lubianych przez Ukraińców narodów — przywołała sondaż, według którego 58 proc. Ukraińców deklarowało gotowość obrony Polski przez ukraińskie siły zbrojne w razie rosyjskiego ataku. Zaznaczyła jednak, że mimo tej sympatii, Polska nie zajmuje w ukraińskiej debacie publicznej i kulturze centralnego miejsca — ukraińskie elity polityczne koncentrują się przede wszystkim na relacjach z USA, Wielką Brytanią, Francją i Niemcami, zakładając niejako automatycznie, że Polska i tak pozostanie sojusznikiem ze względu na własne bezpieczeństwo, co ogranicza motywację do szczególnych gestów wobec Warszawy.
Wyszogrodzka uzupełniła po zakończeniu rozmowy z gościnią, że przywołany sondaż bywa w Polsce odczytywany wybiórczo — wskazała, że jeszcze wyższy odsetek Ukraińców deklaruje gotowość obrony Litwy, z którą relacje są obecnie lepsze niż z Polską.
Świadectwa ukraińskich uchodźców przed zamknięciem ośrodków
W drugiej części materiału Wyszogrodzka zapowiedziała nagranie przygotowane z myślą o wygaśnięciu z dniem 1 lipca instytucjonalnej pomocy dla części ukraińskich uchodźców przebywających w Polsce — w tym rodzin z małymi dziećmi, osób starszych i chorych mieszkających od czterech lat w dużych halach zbiorowego zakwaterowania, w których łącznie przebywa około 6 tysięcy osób, w tym 3,5 tysiąca dzieci, zagrożonych utratą dachu nad głową.
Pierwszym z uczestników nagrania był dziewięcioletni Michał, uczeń trzeciej klasy. Julia, lat 30, przedstawiła swoją szóstkę dzieci: syna Michała oraz córki Marię, Darię, Weronikę i bliźniaczki Alisę i Kirę. Zaprezentowano dalej serię krótkich, osobistych wypowiedzi mieszkańców ośrodków — dzieci przedstawiających swój wiek i klasę szkolną, kolejnych matek wymieniających liczbę i imiona swoich dzieci, a także dorosłych opisujących pierwsze dni w Polsce — otrzymaną pomoc rzeczową (jedzenie, pieluchy, kosmetyki), ciepłe przyjęcie oraz plany na przyszłość, w tym chęć zostania protetykiem pomagającym rannym w wyniku wojny, chęć powrotu do Ukrainy czy zostania baletnicą. Jedna z kobiet, przebywająca w Polsce od listopada, wspomniała o walce z ciężką chorobą nowotworową, na którą chemioterapia przestała już działać. Nagranie zamknęła wypowiedź jednej z kobiet wyrażająca życzenie zdrowia dla siebie i dzieci oraz tęsknotę za śmiechem, po długim okresie płaczu.
Zamykający komentarz prowadzącej
Wyszogrodzka zakończyła program własną, emocjonalną refleksją — skrytykowała rząd Donalda Tuska za to, co określiła jako wycofywanie się z wcześniejszego „surfowania” na fali antyukraińskich nastrojów dla własnych korzyści politycznych, w tym ignorowanie zaleceń raportów o rosyjskiej dezinformacji celowo wbijającej klin między Polskę a Ukrainę. Przywołała w tym kontekście wcześniejszą, sprzed kilku miesięcy rozmowę na ten temat z Pauliną Ossien, podsumowując gorzko, że „Rosja zniknęła nam zupełnie z radaru” — Polacy przestali się jej bać, bo przestała być widoczna w bieżącej debacie publicznej.
Zaapelowała bezpośrednio do widzów o aktywne przeciwdziałanie tej dezinformacji poprzez reagowanie na ulicy — zwracanie uwagi napastnikom i okazywanie solidarności osobom atakowanym, niezależnie od ich narodowości. Podkreśliła, że Polska „przestała trenować” myślenie o zagrożeniu rosyjskim, skupiając się zamiast tego na wewnętrznym konflikcie z Ukraińcami, mimo że to Ukraina wciąż utrzymuje wojnę z dala od polskich granic.
Materiał „Wołyń, UPA i ordery vs codzienność Ukrainek” (z udziałem Oleksandry Iwaniuk) poprowadziła Iwona Wyszogrodzka. Opublikował kanał Reset Obywatelski na YouTube, liczący 93,9 tys. subskrybentów. Data premiery: 13 lipca 2026.