Dr Łukasz Jasina, znawca Ukrainy i były rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, rozmawiał z Igorem Janke o reakcjach ukraińskich na odebranie orderu, przyczynach decyzji Zełenskiego i długofalowych konsekwencjach kryzysu.
Reakcje ukraińskie — emocje i polityczne polecenie
Jasina ocenił, że oddanie orderów przez Sybihę, Budanowa, ambasadora Bodnara i zastępcę szefa biura prezydenta Żowkwę to polecenie wydane przez Zełenskiego — solidaryzowanie się ze swoim prezydentem, który stracił order. Nikt nie planował ich orderów odbierać. Jednocześnie zastrzegł, że ukraińskiego społeczeństwa nie należy oceniać przez kilkanaście emocjonalnych wpisów anonimowych ludzi w internecie. Społeczeństwo ukraińskie zareaguje spokojniej — jest tam potężna pamięć polskiej pomocy i nie ma tak głębokiego zakorzenienia w sporze historycznym jak w Polsce.
Jasina zapowiedział, że nadchodzi dzień kończenia przyjaźni i przerywania wieloletnich współprac — przynajmniej na jakiś czas. Środowiska eksperckie i analityczne są zbyt emocjonalne i tej emocjonalności ulegną.
Dlaczego Zełenski to zrobił
Jasina wyjaśnił motywacje Zełenskiego. Po pierwsze — przykrycie afery Midas, która trawi ukraińską politykę od roku: chodzi o sprzeniewierzenie setek milionów dolarów łączące sektor energetyczny, budowę luksusowych willi pod Kijowem i zamówienia wojskowe. W najnowszych nagraniach coraz bardziej obecne jest słowo wołwa, czyli Wołodymyr. Odwołano szarą eminencję ukraińskiej polityki Andrija Jermaka — ale jak odkryli dziennikarze Ukraińskiej Prawdy, wciąż mieszka w luksusowym apartamencie w centrum Kijowa, jako sąsiad Zełenskiego.
Po drugie — zysk wyborczy. UPA w trakcie wojny rośnie w sondażach, Zełenski liczy na kolejną kadencję. Warto też pamiętać, że po awanturze Trumpa w Białym Domu ukraińskie społeczeństwo zjednoczyło się wokół prezydenta. Teraz na Zełenskiego rzucili się Polacy — można się spodziewać podobnego efektu.
Jasina podkreślił: Zełenski to chłopak z Krzywego Rogu, południe Ukrainy, gdzie historycznie stosunek do UPA był kiepski. Wątpi, żeby w ogóle wiedział o rzezi wołyńskiej w dzieciństwie. Dopiero gdzieś w trakcie kariery politycznej się o niej dowiedział. Dlaczego więc to zrobił? Bo mógł. I dlatego bardzo dobrze, że nastąpiła polska reakcja — pokazuje Zełenskiemu, że nie może robić sobie takich rzeczy, kiedy zechce.
Decyzja Nawrockiego właściwa, ale spóźniona
Jasina ocenił, że biorąc pod uwagę siłę polskiego wzburzenia, prezydent nie miał innego wyjścia i powinien był podjąć taką decyzję, jaką podjął. Symboliczny akt Zełenskiego został zrównoważony symbolicznym aktem ze strony polskiego prezydenta. Polska nie odpowiedziała w sferze militarnej, gospodarczej ani politycznej — to paradoksalnie deeskalacja.
Błędem był jednak timing. Trzeba było to zrobić półtora tygodnia wcześniej. Czas sprzyjał polskiej dyplomacji w poprzednim tygodniu, a nie teraz — gdy decyzja nałożyła się na bombardowania Moskwy i szczyt G7. Przewlekanie przez dwa tygodnie, prawdopodobnie pod wpływem doradców czekających na gest Zełenskiego, było błędem. Trzeba raka wyciąć szybko — bylibyśmy już dwa tygodnie po tym.
Teraz to strona ukraińska eskaluje emocjonalnie, odsyłając kolejne odznaczenia, nie rozumiejąc, że było jeden za jeden — akt za akt, i że nie należy tego dalej eskalować.
Koniec przyjaźni, początek chłodnego sojuszu
Jasina postawił poważną diagnozę długofalową. Nie traktuje się już państwa ukraińskiego jako państwa zaprzyjaźnionego. Po raz pierwszy w Polsce pojawia się takie myślenie — Ukraina to państwo, które wspieramy, jesteśmy jego sojusznikiem, ale nie przyjacielem. Jak Związek Radziecki był sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w latach 1941-1945, nie będąc ich przyjacielem.
Jeżeli relacje będą się dalej eskalowały, może nastąpić brak zaufania w stosunkach wojskowych, szukanie ukraińskich szpiegów, trudności w codziennej współpracy. A jeśli Polacy stracą sentyment do Ukrainy, mogą przestać rozróżniać dobrych Ukraińców, Białorusinów i Rosjan — co byłoby katastrofą.
Jasina ostrzegł też przed jednym konkretnym scenariuszem: jeżeli Ukraina postanowi dalej ciągnąć kult banderowskich bohaterów, zmusi Polskę do kolejnych symbolicznych odpowiedzi. A to może uniemożliwić wizyty, kontakty, wpuszczanie niektórych polityków.
Wreszcie — Polska jest w tej chwili silniejszym państwem od Ukrainy i może być wobec niej asertywna. Co ważne: Ukraina nigdy nie wejdzie do Unii Europejskiej, jeśli będzie w konflikcie z Polską. Polska weszła do UE tylko dlatego, że zgodzili się na to Niemcy. Polacy mogą przestać widzieć swój interes w zbliżeniu Ukrainy z Unią.
Efekt Streisand i jeden pozytyw kryzysu
Jasina i Janke zgodzili się, że dzięki tej całej awanturze świat dowiedział się o zbrodni wołyńsko-galicyjskiej — co w normalnych warunkach byłoby niemożliwe. Dowiedzą się tego też Ukraińcy, w tym żołnierze walczący na froncie, którzy niekoniecznie wiedzieli, czym naprawdę była UPA dla Polaków. Ukraina, wzięła teraz formalną odpowiedzialność za czyny tej organizacji, bo to państwo ukraińskie oficjalnie ją uczciło. Jeżeli w ukraińskim społeczeństwie zacznie się dyskusja o czarnych kartach historii — tak jak w Polsce — to może to być jeden pozytywny efekt kryzysu.
Tusk podpisze — ale po Gdańsku
Jasina powiedział wprost: uważa, że premier Tusk złoży kontrasygnatę pod decyzją o odebraniu orderu, ale zrobi to po konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Zaapelował przy tym do ministra Sikorskiego o mniejsze emocje w mediach społecznościowych.