Konończuk: Zełenski wiedział, co robi, gdy sięgnął po symbolikę UPA

Nowe

Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, był gościem programu „Najważniejsze Pytania” w Polsat News, gdzie rozmawiał z Karoliną Olejak i Przemysławem Szubartowiczem o eskalującym sporze polsko-ukraińskim, kondycji ukraińskiego społeczeństwa oraz zagrożeniach ze strony Rosji.

Geneza sporu: kalkulacja polityczna Zełenskiego

Rozmowę otworzyło pytanie o rosnące nastroje antyukraińskie w Polsce i antypolskie na Ukrainie. Konończuk ocenił, że decyzja Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia bohaterów UPA wynikała z kalkulacji politycznej skierowanej do wewnątrz kraju. Prezydent Ukrainy miał liczyć się z krytyką ze strony Polski, jednak – zdaniem eksperta – skala tej reakcji go zaskoczyła. Konończuk przypomniał, że Ukraina była wielokrotnie ostrzegana, iż heroizowanie na poziomie państwowym formacji uznawanych przez Polskę za zbrodnicze odbije się na relacjach dwustronnych.

Analityk wskazał na kontekst wewnątrzpolityczny: część ukraińskich elit nie wyklucza, że wybory mogą odbyć się w przyszłym roku, dlatego Zełenski uznał za ważniejsze zdobycie poparcia w kręgach nacjonalistycznych i wojskowych – choć ekspert zastrzegł, że ma wątpliwości, czy rzeczywiście środowiska te domagały się takiego gestu.

Prowadzący przywołał nietypową interpretację byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego Jerzego Stępnia, według której impulsem miało być wcześniejsze spotkanie prezydenta Nawrockiego z Zełenskim, podczas którego Nawrocki przekazał mu książkę o Wołyniu – co miało zostać odebrane jako prowokacja. Konończuk nie wykluczył, że relacje mogłyby wyglądać inaczej, ale ocenił, że spór historyczny między dwiema skonfliktowanymi narracjami potrwa jeszcze bardzo długo. Podkreślił jednocześnie, że stosunki polsko-ukraińskie to dziś coś więcej niż historia – łączy je wspólny interes bezpieczeństwa wobec zagrożenia rosyjskiego, które długo nie zniknie, a to sprawia, że fundament współpracy się nie rozpadnie.

Prowadząca zaproponowała inną interpretację: prezydent Ukrainy miałby świadomie grać na sporze polsko-ukraińskim, licząc, że pomoże mu to przyciągnąć część obywateli, którzy wyjechali i nie chcą wracać do kraju wymagającego odbudowy – ludzi obciążonych kredytami i zobowiązaniami w Polsce, z dziećmi w polskich szkołach. Konończuk odrzucił tę tezę. Jego zdaniem, gdyby relacje społeczne polsko-ukraińskie rzeczywiście miały się pogorszyć, Ukraińcy mieszkający w Polsce raczej wyjechaliby do innych krajów niż wrócili na Ukrainę. Mężczyźni w wieku poborowym i tak nie wrócą, bo nie chcą iść do wojska, a pozostali – jeśli mieliby szukać innego miejsca zamieszkania – wybraliby raczej Czechy, Niemcy czy Skandynawię niż Ukrainę, dopóki trwa wojna.

Czy Polska jest gotowa na powrót weteranów i uchodźców

Wątek rozwinął się w stronę gotowości polskiego państwa na falę powrotów po ewentualnym zakończeniu wojny – w tym osób, które walczyły na froncie i mają za sobą trudne doświadczenia bojowe. Konończuk przyznał, że trudno się na to przygotować i że będzie to wymagało wysiłku również ze strony samego państwa ukraińskiego. Zwrócił uwagę, że raczej głowy rodzin z frontu dołączą do bliskich mieszkających dziś w Warszawie, Wrocławiu, Pradze czy Magdeburgu, niż rodziny wrócą do nich na Ukrainę – a im dłużej trwa wojna, tym mniejsza szansa na masowy powrót Ukraińców, którzy wyjechali po 2022 roku.

Ekspert wskazał na osobny, palący problem: konieczność „pojednania ukraińsko-ukraińskiego” po wojnie. Wewnątrz kraju narastają napięcia między tymi, którzy zostali, a tymi, którzy wyjechali (ponad 4 miliony osób) – ci pierwsi zarzucają drugim, że nie płacą podatków, nie walczą, nie spadają na nich rakiety i mieszkają w bezpiecznym, ciepłym kraju. Konończuk oparł tę ocenę na obserwacji badań i ukraińskich sieci społecznościowych, zastrzegając, że nie dają one pełnego obrazu nastrojów. Jego zdaniem będzie to jedno z największych wyzwań społecznych po zakończeniu wojny.

Dodatkowym czynnikiem utrudniającym powroty ma być zjawisko „zapuszczania korzeni” przez dzieci migrantów, które często lepiej mówią i piszą po polsku, niemiecku czy czesku niż po ukraińsku – co dodatkowo utrudni ewentualny powrót rodzin z dziećmi.

Czy Ukraina wciąż potrzebuje wsparcia Zachodu

Poruszono również tezę, popularną w polskiej debacie, że Ukraina jest dziś w innej sytuacji niż na początku wojny – dysponuje własnymi technologiami dronowymi, umiejętnościami bojowymi i środkami z unijnej pożyczki w wysokości 90 miliardów, a więc rzekomo nie potrzebuje już takiego wsparcia jak wcześniej. Konończuk zdecydowanie odrzucił ten pogląd. Podkreślił, że mimo posiadanych zdolności dronowych, bez zagranicznego wsparcia militarnego – w tym pocisków do systemów Patriot i znacznej części sprzętu używanego na froncie – Ukraina nie byłaby w stanie prowadzić tej wojny, a jej sytuacja byłaby dziś dużo gorsza.

Ekspert ocenił, że państwo ukraińskie przetrwa wojnę jako suwerenny podmiot, choć prawdopodobnie w innych granicach niż obecne. Warunkiem przetrwania pozostaje jednak utrzymanie pomocy zagranicznej – Ukraina ma wciąż istotne deficyty, między innymi w obronie przeciwlotniczej. Choć Ukraińcy skutecznie atakują rosyjski sektor energetyczny i uszkodzili około jednej trzeciej rosyjskich mocy rafineryjnych, to wciąż za mało, by skłonić Władimira Putina do zakończenia wojny bez poczucia porażki.

Poruszono także krytykę ze strony ukraińskiej prasy wobec Zełenskiego, który miałby zajmować się negocjacjami międzynarodowymi zamiast sprawami wewnętrznymi, dzieląc się z partnerami zachodnimi technologią dronową jako kartą przetargową. Konończuk ocenił, że dbanie o utrzymanie międzynarodowego wsparcia jest kluczowym zadaniem prezydenta, co czyni trudnym do zrozumienia, dlaczego – patrząc racjonalnie na interes Ukrainy w tej wojnie – Zełenski zdecydował się jednocześnie na konflikt z Polską. Ekspert przypomniał, sięgając po analogię z integracją Polski z NATO i Unią Europejską w latach 90., że sprawne wejście Polski do tych struktur było możliwe między innymi dzięki dobrym relacjom z Niemcami. Polska pełni dla Ukrainy analogiczną rolę – jest kluczowym krajem tranzytowym dla pomocy wojskowej i eksportu ukraińskiego do UE, a Ukraina wciąż nie ma żadnych gwarancji członkostwa we Wspólnocie, ponieważ proces akcesyjny dopiero się zaczyna i będzie długi oraz trudny – także ze względu na brak politycznej woli wprowadzenia trudnych reform systemowych.

Prowadząca zaproponowała interpretację, że spór z Polską może być dla Zełenskiego sposobem na wcześniejsze wskazanie „winnego” ewentualnego niepowodzenia w drodze do UE. Konończuk nie wykluczył tego wątku, choć podtrzymał, że głównym motywem pozostają czynniki wewnątrzpolityczne – budowanie poparcia w kręgach nacjonalistycznych i wojskowych. Zwrócił uwagę, że decyzja o nazwaniu jednostki imieniem bohaterów UPA nie była odosobniona – po niej nastąpił bojkot zorganizowanej przez polską stronę rządową konferencji w Gdańsku, a kilka dni później błyskawicznie zgłoszony projekt Panteonu Narodowego, do którego mieliby trafić między innymi Stepan Bandera i Roman Szuchewycz. W ocenie eksperta to sygnał, że kwestia historii stała się dla Zełenskiego efektywnym narzędziem mobilizowania poparcia – po raz pierwszy na taką skalę w historii niepodległej Ukrainy.

Jak zmieniało się podejście Ukraińców do UPA

Konończuk przedstawił szerszy proces zmiany postrzegania UPA na Ukrainie, który – jego zdaniem – nasilił się wyraźnie w ciągu ostatnich czterech lat, od pełnoskalowej agresji rosyjskiej, ale rozpoczął się już ponad dekadę temu, po rewolucji godności. Przypomniał, że w kwietniu 2015 roku ukraiński parlament przyjął ustawę uznającą członków UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy, co odzwierciedlało wcześniej głównie negatywne postrzeganie tej formacji przez znaczną część ukraińskiego społeczeństwa. Zdaniem eksperta ostatnia dekada to sukces środowiska nacjonalistów ze Lwowa, którym udało się przenieść narrację funkcjonującą dotąd głównie w zachodniej Ukrainie na poziom państwowy i narzucić ją reszcie kraju – co widać także w podręcznikach szkolnych.

Konończuk ocenił, że ostatnie tygodnie sporu polsko-ukraińskiego wokół UPA raczej wzmocniły pozytywny stosunek Ukraińców do tej formacji niż go osłabiły – w jego przekonaniu ewentualny sondaż ogólnoukraiński wykazałby dziś, że znaczna większość społeczeństwa ocenia UPA jako formację, która odegrała pozytywną rolę w historii kraju. Wyjaśnił to różnicą w podejściu do własnej historii: w Polsce funkcjonuje pluralistyczna opinia publiczna i krytyczne podejście do trudnych kart własnej przeszłości – jak choćby debata wokół Jedwabnego sprzed dwóch dekad – natomiast na Ukrainie brakuje porównywalnego krytycyzmu wśród elit intelektualnych i politycznych. Ekspert wskazał, że gdyby zestawić temat ukraińskiego Holokaustu z rolą OUN i UPA, okazałoby się, że w zachodniej Ukrainie latem 1941 roku doszło do wielu pacyfikacji, w których podpalano stodoły z żydowskimi mieszkańcami – a mimo to na Ukrainie nigdy nie odbyła się porównywalna do polskiej dyskusja ogólnospołeczna na ten temat.

Prowadząca przywołała opinię profesora Grzegorza Motyki, który – jak wskazano w programie – mówił, że po stronie ukraińskiej nie brakuje badań dotyczących Wołynia, lecz brakuje woli, by tę wiedzę upowszechniać. Konończuk poszedł dalej, oceniając, że problemem jest raczej brak krytycznych intelektualistów mających odwagę mówić publicznie o trudnych sprawach – zaznaczył przy tym, że wizja niektórych ukraińskich historyków, w tym samego Motyki, nie odbiega znacząco od ustaleń strony polskiej, jednak ci sami badacze inaczej wypowiadają się dla polskich, a inaczej dla ukraińskich dziennikarzy.

Konończuk podkreślił, że UPA wyrosła jako zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która miała program o charakterze faszystowskim, niedemokratycznym, zakładający budowę państwa ukraińskiego bez mniejszości narodowych oraz masową czystkę etniczną, nieoszczędzającą Polaków, Żydów, Czechów ani Ormian. W jego ocenie na poziomie ogólnospołecznym Ukraińcom brakuje dziś wiedzy o tym programie – formacja postrzegana jest głównie przez pryzmat walki z okupacją sowiecką, prowadzonej faktycznie aż do lat 50.

Prowadzący dopytywał, czy na Ukrainie w ogóle odbyła się debata o własnej tożsamości narodowej i podziale na wschód i zachód kraju, przypominając też wypowiedź ówczesnego prezesa IPN Karola Nawrockiego, który mówił, że Polska nie będzie Ukraińcom wybierać bohaterów, domagając się jednocześnie prawa do ekshumacji i pochówku polskich ofiar – ton wypowiedzi Nawrockiego zmienił się od tamtego czasu. Konończuk ocenił, że Zełenski obecnie skupia się przede wszystkim na prowadzeniu wojny obronnej i utrzymaniu władzy – dąży do reelekcji – i nie myśli jeszcze o swoim miejscu w historii po wojnie. Niezależnie od dalszych błędów, jakie może popełnić, ekspert ocenił, że prezydent Ukrainy wypracował już sobie pozytywne miejsce w historii i międzynarodowej pamięci, głównie dzięki temu, że nie opuścił Kijowa w pierwszych godzinach rosyjskiej inwazji.

Korupcja i sytuacja polityczna wewnątrz Ukrainy

Rozmowa zeszła na temat korupcji wokół prezydenta. Konończuk przypomniał niedawny skandal ujawniony przez Narodową Agencję Antykorupcyjną Ukrainy, dotyczący budowy luksusowego osiedla pod Kijowem realizowanego przez bliskich współpracowników Zełenskiego, gdzie na nagraniach pojawiało się imię „Wowa” – zdrobnienie od Wołodymyr, co część ukraińskich komentatorów łączy z osobą prezydenta, choć pozostają to domysły. Zełenski jako głowa państwa korzysta z immunitetu i nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności, dopóki sprawuje urząd – jego dalsze losy w tym zakresie zależeć będą od tego, co wydarzy się po zakończeniu kadencji. Ekspert zaznaczył, że dla prezydenta relacje z Polską nie są priorytetem, biorąc pod uwagę, że część ukraińskich elit politycznych nie ma skrupułów przed nielegalnym wzbogacaniem się nawet w warunkach pełnoskalowej wojny obronnej.

Konończuk ocenił, że Zełenski cieszy się dziś poparciem sporej części społeczeństwa, choć Ukraińcy nie chcą przeprowadzania wyborów w trakcie wojny i wolą je odłożyć. Gdyby wybory odbyły się w najbliższych miesiącach, prezydent miałby szansę je wygrać w pierwszej turze, jednak w drugiej – według sondaży – przegrałby z generałem Wałerijem Załużnym, byłym głównodowodzącym armią ukraińską, gdyby ten zdecydował się kandydować. Ekspert ocenił, że spór z Polską wzmocnił pozycję Zełenskiego we własnym społeczeństwie.

Odnosząc się do zapowiedzianych zmian w rządzie ukraińskim, Konończuk stwierdził, że nie mają one większego znaczenia systemowego – w warunkach wojennych prezydent posiada niemal dyktatorskie prerogatywy, a premier pełni funkcję czysto wykonawczą, podobnie jak większość ministrów-technokratów. Zmiany personalne mogą usprawnić działanie aparatu państwa i wyeliminować część osób podejrzewanych o korupcję, ale nie wpływają na pozycję samego prezydenta.

Pytany o największe pretensje Ukraińców wobec Zełenskiego, ekspert wskazał na zmęczenie wojną oraz – obok samej wojny – korupcję, którą określił jako stały element czołówki największych problemów w oczach społeczeństwa. Przypomniał, że rok wcześniej próba ograniczenia niezależności instytucji antykorupcyjnych wywołała protesty społeczne mimo trwającej wojny, co pokazuje granicę tego, na co Zełenski może sobie pozwolić.

Zapytany o przyczyny szczególnej skali korupcji na Ukrainie, Konończuk wskazał na system w dużej mierze oligarchiczny, odróżniający ten kraj od innych państw postsowieckich. Ocenił, że mimo powstania instytucji antykorupcyjnych, które odnotowują sukcesy, problem korupcji na poziomie wysokopolitycznym i codziennym pozostaje systemowo niezmieniony – wymienił przykład opłacania funkcjonariuszy w celu uniknięcia poboru do wojska. Podkreślił rolę niezależnych ukraińskich mediów śledczych w ujawnianiu mechanizmów korupcyjnych, w tym w sektorze zbrojeniowym i zamówieniach dla armii, nazywając to zjawisko „rakiem, który trawi państwo ukraińskie” – z zastrzeżeniem, że walka z nim jeszcze potrwa. Zauważył jednocześnie, że milionowa migracja Ukraińców do krajów o innych standardach instytucjonalnych może z czasem obniżać społeczną akceptację dla korupcji po powrocie migrantów.

Nastroje wobec Polski i przywódcy

Prowadzący dopytywał, czy poparcie dla Zełenskiego w sporze historycznym wynika z nastrojów antypolskich, czy raczej z potrzeby silnego przywództwa. Konończuk ocenił, że nastawienie ewoluowało – w pierwszych tygodniach sporu dominowało zdziwienie Ukraińców reakcją Polski na nadanie jednostce imienia UPA, po czym Zełenski „popłynął” na fali nastrojów godnościowych, odwołujących się częściowo do stereotypowego, sięgającego okresu sowieckiego postrzegania Polaków jako patrzących z wyższością. Prowadzący zwrócił uwagę, że pomoc Polski dla Ukrainy w pierwszych miesiącach wojny była znacząca. Konończuk przyznał, że ukraińscy politycy niemal zawsze zaczynają wypowiedzi od podziękowań, ale ocenił, że pamięć o tej pomocy została w ostatnich tygodniach częściowo przyćmiona przez emocje związane ze sporem historycznym – emocje po stronie ukraińskiej mogą być nawet silniejsze niż po polskiej, choć wynikają z innych przyczyn: poczucia, że Polska chce narzucać Ukrainie, jakich bohaterów ma czcić.

Jako ilustrację skali tych emocji ekspert przywołał przykład z ostatnich dni: w ukraińskich sieciach społecznościowych rozniósł się post ze zdjęciami sugerującymi, że podczas wizyty prezydenta Nawrockiego w miejscowości Radrusz (11 lipca, w rocznicę wołyńską) doszło do zniszczenia zabytkowego cmentarza z ukraińskimi grobami. Konończuk wyjaśnił, że zdjęcia zostały dobrane w sposób wprowadzający w błąd – pokazywały zaniedbaną, nieodnowioną część nekropolii, podczas gdy dwie trzecie cmentarza zostało w ostatnich latach starannie odrestaurowane głównie dzięki środkom polskiego Ministerstwa Kultury i władz samorządowych. Jak zaznaczył, próby tonowania tej dyskusji w ukraińskich mediach społecznościowych, w które sam się angażował, napotykały opór mimo faktycznego stanu cmentarza.

Prowadzący zapytał także o wypowiedzi jednego z polskich dyplomatów, który odniósł się w debacie publicznej do polskich win wobec Ukraińców w historii, pytając, czy taki ton ma dziś sens. Konończuk ocenił, że w obecnej atmosferze żaden gest dobrej woli ze strony polskiej nie przyniesie efektu, ponieważ w ukraińskim społeczeństwie panuje przekonanie, że to była wojna polsko-ukraińska, w której obie strony popełniały zbrodnie, a Ukraina nie ma się z czego tłumaczyć. Podkreślił różnicę względem Polski, która – jego zdaniem – przeszła przez wiele trudnych debat wewnętrznych i otwarcie przyznaje w podręcznikach, że II Rzeczpospolita prowadziła fatalną politykę wobec mniejszości narodowych, w tym ukraińskiej. Po stronie ukraińskiej, w ocenie eksperta, brakuje analogicznej gotowości, by jednoznacznie nazwać i potępić odpowiedzialność UPA za czystkę etniczną na Polakach, zamiast symetryzować i porównywać ją do działań AK.

Konsekwencje sporu dla relacji dwustronnych

Pytany o skutki narastającego napięcia, Konończuk ocenił, że obecna eskalacja rozpoczęła się wyraźnie po decyzji Zełenskiego z 26 maja – dwa tygodnie wcześniej odbył się bowiem konstruktywny kongres polskich i ukraińskich historyków, obejmujący całość wspólnej historii od średniowiecza, w którym uczestniczył sam ekspert, oceniając go jako merytoryczną i kulturalną rozmowę mimo różnic zdań. Późniejsze decyzje o jednostce wojskowej i Panteonie Narodowym przeniosły spór na poziom administracyjny, co – zdaniem eksperta i przywoływanych przez prowadzących analityków – zapowiada kolejne podobne sygnały w przyszłości.

Konończuk nie spodziewa się porozumienia historycznego w dającej się przewidzieć przyszłości, ponieważ wymagałoby ono rachunku historycznego po stronie ukraińskiej. Wyraził nadzieję, że rozgrzane emocje po obu stronach z czasem opadną, zastrzegając jednocześnie, że pojawi się pokusa – zarówno w części polskich sił politycznych, jak i po stronie rządzącej Ukrainą – by instrumentalizować temat historii, skoro Zełenski przekonał się o jego skuteczności jako narzędzia mobilizacji społeczeństwa. Podkreślił, że najważniejszym tematem dla obu krajów powinna pozostać przyszłość związana z trwającym zagrożeniem rosyjskim, które nie zniknie i będzie nadal generować problemy zarówno dla Ukrainy, jak i dla Polski oraz reszty Europy.

Odnosząc się do wymiaru gospodarczego relacji, ekspert wskazał, że mimo sporu polski eksport na Ukrainę stale rośnie – Polska jest największym europejskim partnerem handlowym Ukrainy i drugim po Chinach partnerem globalnym, z nadwyżką w handlu obejmującą m.in. paliwa i żywność. Spór odbija się natomiast przede wszystkim na relacjach społecznych – przyszłe badania systemowe najprawdopodobniej wykażą spadek sympatii Ukraińców do Polaków, choć – zdaniem eksperta – niekoniecznie przełoży się to istotnie na relacje międzyludzkie, biorąc pod uwagę asymetrię: w Polsce mieszka około półtora miliona Ukraińców, podczas gdy relacja odwrotna nie istnieje w porównywalnej skali. Konończuk zaznaczył przy tym, że w ostatnich dniach odnotowano przypadki zachowań ksenofobicznych, które – jego zdaniem – wymagają szybkiej reakcji i konsekwentnego karania łamania prawa.

Pytany o efekty konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku, ekspert ocenił, że mimo gorącego sporu historycznego rozmowy biznesowe nie zostały zakłócone – uczestnicząc w wydarzeniu, rozmawiał zarówno z polskimi, jak i ukraińskimi przedsiębiorcami i dostrzegł przede wszystkim pragmatyzm po obu stronach, ponieważ biznes jest zainteresowany, by polityka nie przeszkadzała w jego prowadzeniu.

Czy Putin uderzy na państwo NATO

Prowadzący zapytał wprost, czy Rosja jest zdolna do prowokacji lub ataku na państwo należące do NATO. Konończuk zaznaczył, że odpowiedź wymaga szerszego kontekstu. Wskazał, że sytuacja na froncie od kilku miesięcy jest dla Rosji niekorzystna – armia rosyjska praktycznie stoi w miejscu, a Ukraińcy skutecznie paraliżują i częściowo niszczą rosyjski sektor rafineryjny oraz infrastrukturę energetyczną, powodując deficyty paliwa w wielu regionach Rosji; ukraińskie drony docierają nawet nad Moskwę. Jednocześnie rozmowy na linii Rosja-USA, w tym między Putinem a Trumpem, utknęły w martwym punkcie – strona rosyjska jest niezadowolona z braku zdecydowanej presji administracji Trumpa na Kijów.

W tym kontekście Konończuk ocenił, że choć bezpośrednie uderzenie na Polskę czy inny kraj NATO jest dziś mało prawdopodobne, dopóki Rosja utrzymuje otwarty front na Ukrainie, to nie wyklucza scenariusza, w którym jeden lub więcej dronów bądź pocisków rosyjskich spadłoby na ważną instalację w którymś z krajów wschodniej flanki NATO – jako element presji na Europę, by ograniczyła wsparcie dla Ukrainy.

Ekspert podkreślił, że Putin nie zrezygnuje z wojny, dopóki nie osiągnie sukcesu na froncie – traktuje ją osobiście, postrzegając siebie jako kontynuatora wielkich postaci rosyjskiej historii, takich jak Piotr Wielki, Katarzyna II czy Stalin, dążącego do odbudowy części dawnego imperium, w którym Ukraina zajmuje kluczowe miejsce. Ocenił, że rosyjska propaganda konsekwentnie przedstawia wojnę jako obronną – wymierzoną nie w Ukrainę, lecz w NATO, które miałoby rękami ukraińskimi atakować Rosję – i że znaczna część rosyjskiego społeczeństwa w tę narrację wierzy, poddawana zmasowanej propagandzie od lat. Zaznaczył jednocześnie, że rozmowy trójstronne pod patronatem USA obecnie nie trwają, ponieważ uwaga prezydenta Trumpa skupiona jest na Bliskim Wschodzie, a sam Trump – zdaniem eksperta – stracił zapał do negocjacji z Putinem po tym, jak okazało się, że warunki proponowane przez Rosję są nie do przyjęcia dla Ukrainy, a Stany Zjednoczone nie mają ani chęci, ani zdolności, by wymusić na Kijowie ich akceptację.

Bliski Wschód: Iran, Izrael i cieśnina Ormuz

Rozmowa przeszła do sytuacji na Bliskim Wschodzie. Konończuk przypomniał wstępne porozumienie amerykańsko-irańskie, zakładające 60 dni na wypracowanie ostatecznego układu, obejmującego zniesienie amerykańskich sankcji nałożonych na Iran po rewolucji islamskiej z 1979 roku – co, jego zdaniem, zaskoczyło wielu amerykańskich ekspertów. Ocenił, że Iran, mimo ataków amerykańskich i izraelskich, wytrzymał tę konfrontację i we własnym przekonaniu ją wygrał, ponieważ Stany Zjednoczone nie osiągnęły zakładanych celów. Zaznaczył jednak, że sprawa uregulowania relacji amerykańsko-irańskich jest wciąż daleka od zakończenia, o czym świadczą trwające bombardowania oraz zapowiedź Trumpa dotycząca blokady cieśniny Ormuz i pobierania opłat od przepływających przez nią statków – bez jasnej podstawy prawnej takich działań.

Odnosząc się do pozycji Izraela, Konończuk ocenił, że nie zmieniła się ona zasadniczo – Izrael nie popiera porozumienia amerykańsko-irańskiego i konsekwentnie działa na rzecz jego storpedowania, nie wierząc w możliwość normalizacji relacji z Iranem niezależnie od charakteru tamtejszego reżimu. Przyznał natomiast, że zmieniło się nastawienie części opinii publicznej i rządów europejskich do Izraela w związku ze zbrodniami wobec ludności palestyńskiej w Strefie Gazy i ekspansją osadnictwa na Zachodnim Brzegu – polityka ta bywa dziś porównywana do apartheidu, a część komentatorów mówi wprost o zbrodniach ludobójstwa popełnionych przez Izrael w Gazie w ciągu ostatnich ponad dwóch lat.

Pytany, czy wydarzenia na Bliskim Wschodzie stanowią przełomowy moment ukazujący słabość Stanów Zjednoczonych, Konończuk ocenił, że to rzeczywiście nowy moment w historii regionu – Iran, mimo strat, wojny nie przegrał, co pokazało, że nawet największe mocarstwo świata nie zawsze jest w stanie osiągnąć zakładane cele polityczne. Efektem konfliktu ma być wzrost pozycji mocarstwowej Iranu w regionie, co budzi niepokój państw Zatoki Perskiej – ZEA, Kataru i Arabii Saudyjskiej. Ekspert zwrócił uwagę na zbliżające się wybory w Izraelu, w których startuje premier Beniamin Netanjahu, zaznaczając, że niezależnie od ich wyniku polityka Izraela wobec regionu nie ulegnie rewizji.

Na pytanie o rolę Unii Europejskiej w nowym układzie geopolitycznym Konończuk odpowiedział jednoznacznie, że na Bliskim Wschodzie Unia praktycznie nie jest postrzegana jako samodzielny aktor – nie ma nawet unijnego przedstawicielstwa w Iranie, a państwa regionu wolą rozmawiać bezpośrednio z najważniejszymi europejskimi stolicami niż z Brukselą. Inaczej sytuacja wygląda we wschodniej części kontynentu, gdzie sankcje i wsparcie unijne dla Ukrainy odgrywają kluczową rolę, choć – jak zaznaczył ekspert – Ukraina wciąż nie dołączy do UE tak szybko, jak chciałyby tego władze w Kijowie. Pytany, czy wojna na Ukrainie wzmocniła spójność Unii, Konończuk ocenił, że zależy to od perspektywy – w oczach Ukraińców Unia jest dziś bardzo doceniana, natomiast wśród państw pozaeuropejskich, od Chin po kraje Zatoki Perskiej i globalnego Południa, postrzegana jest raczej jako powolna, ociężała organizacja, przez co skuteczniejsze bywają bezpośrednie rozmowy z Francją czy Niemcami niż z Brukselą.

Odnośnie wpływu napięcia w cieśninie Ormuz na Rosję, ekspert wyjaśnił, że wcześniej wzrost cen ropy przynosił Rosji korzyści – w pierwszych miesiącach wojny zarabiała na eksporcie ropy i produktów naftowych niemal dwukrotnie więcej niż wcześniej. Prawdziwym przełomem okazały się jednak ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, które doprowadziły do tego, że Rosja nie tylko przestała eksportować produkty naftowe, lecz po raz pierwszy w najnowszej historii zaczęła je importować. W efekcie, jak ocenił Konończuk, obecna sytuacja w cieśninie Ormuz niekoniecznie przekłada się już jednoznacznie na korzyść gospodarki rosyjskiej, ponieważ deficyt paliw w Rosji ogranicza także możliwości eksportu surowej ropy.

Obecność USA w Polsce i wydatki na obronność

W końcowej części rozmowy Konończuk odniósł się do zapowiedzi stałej – a nie, jak dotychczas, rotacyjnej – obecności wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce, oceniając to jako realną szansę, choć w kontraście do ogólnego trendu redukowania przez Amerykanów obecności wojskowej w Europie na rzecz priorytetu Indo-Pacyfiku i rywalizacji z Chinami. Zaznaczył, że mimo pozostawienia „parasola nuklearnego” nad Europą, kontynent od dziesięcioleci nie jest w stanie samodzielnie się obronić bez wsparcia amerykańskiego – co kolejni prezydenci USA, w tym Donald Trump, konsekwentnie komunikują europejskim sojusznikom.

Odnosząc się do wzrostu wydatków obronnych w Europie, ekspert wskazał na ustalony poziom 3,5 proc. PKB na obronność i dodatkowe 1,5 proc. na inwestycje związane z obronnością (łącznie 5 proc.), zaznaczając, że tylko nieliczne kraje zbliżają się do tego progu lub go przekraczają. Podkreślił, że nadrobienie wieloletnich zaniedbań w systemach obronnych wielu państw, w tym Niemiec, wymaga wielu lat inwestycji, a nie jednego czy dwóch lat zwiększonych nakładów.

Pytany o kolejny pakiet sankcji Unii Europejskiej wobec Rosji, Konończuk ocenił, że w interesie całej Wspólnoty leży dalsze osłabianie rosyjskiej gospodarki, choć dotychczasowy arsenał sankcyjny nie został w pełni wykorzystany ze względu na trudności w wypracowywaniu konsensusu wśród 27 państw członkowskich. Zaznaczył, że same sankcje nie doprowadzą do zakończenia wojny przez Rosję, ale mogą z czasem pogłębić problemy gospodarcze i osłabić przekonanie części rosyjskich elit, że wojnę da się wygrać – wskazał też na konieczność uszczelniania już istniejących sankcji, które bywają obchodzone. Na zakończenie ekspert przypomniał, że wojna ma wymiar egzystencjalny nie tylko dla Ukrainy, lecz także dla samego Putina, który wiąże z nią nie tylko swoje miejsce w podręcznikach historii, ale, jak ocenił Konończuk, być może również własne bezpieczeństwo fizyczne.


Rozmowę przeprowadzili Karolina Olejak i Przemysław Szubartowicz. Program „Konończuk: Zełenski myślał, że może zignorować Polskę” dostępny jest na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 507 tys. subskrybentów. Wyemitowany 14 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *