Sadłowski w Kanale Otwartym: Rosjanie traktują Polskę jako rywala do wyeliminowania, nie wroga osobistego

Nowe

Dr Michał Sadłowski z Uniwersytetu Warszawskiego i Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską był gościem Grzegorza Ślubowskiego w programie „Kanał Otwarty”, gdzie analizował, jak Rosja postrzega spór polsko-ukraiński, dlaczego Władimir Putin regularnie sięga po wątki historyczne dotyczące Polski oraz jak kryzys paliwowy i zbliżające się wybory do Dumy Państwowej wpływają na sytuację wewnętrzną Rosji.

Jak Rosja ocenia sojusz polsko-ukraiński

Sadłowski podkreślił, że rosyjskie media, zwłaszcza państwowe i związane z Kremlem, bardzo dokładnie śledzą wypowiedzi polskich polityków różnego szczebla, co nie dziwi – Ukraina pozostaje dla Rosji głównym przeciwnikiem, państwem, które ma zostać podporządkowane, dlatego wszelkie jej kontakty zagraniczne, w tym polityka sąsiadów, są wnikliwie analizowane. Ekspert zwrócił uwagę, że od 2022 roku w rosyjskich mediach – także tych bliżej związanych z Kremlem, jak „Kommiersant” czy „Niezawisimaja Gazieta” – dominuje realistyczna ocena: między Polską a Ukrainą panuje sojusz o wyraźnie antyrosyjskim charakterze. Jednocześnie, jego zdaniem, Rosjanie dostrzegają potencjał eskalacyjny problemów historycznych, w tym Wołynia, licząc, że mogą one w przyszłości psuć relacje polsko-ukraińskie.

Analityk wskazał, że strona rosyjska bardzo dobrze rozpoznaje niuanse w polskiej polityce – zauważa na przykład bardziej koncyliacyjny ton premiera i polskiego MSZ w porównaniu z prezydentem. Przywołał też krążącą w rosyjskich mediach, w tym w „Niezawisimej Gazietie”, spekulację, jakoby Polska miała zakulisowo dążyć do złagodzenia części sankcji wobec spółek białoruskich w ramach kolejnego pakietu unijnego – co pośrednio służyłoby Rosji, uderzając jednocześnie w Ukrainę. Sadłowski zastrzegł, że nie wie, skąd pochodzą takie informacje i czy nie są to spekulacje lub wręcz świadoma wrzutka informacyjna, mająca podkręcić nastroje antypolskie w ukraińskim internecie lub dotrzeć do ukraińskich decydentów za pośrednictwem ośrodków analitycznych i służb.

Pytany, czy Rosja aktywnie podsyca konflikt polsko-ukraiński, Sadłowski ocenił, że dostrzega w działaniach rosyjskich pewien umiar. Przyznał, że Rosja poprzez internet i dostępne kanały wpływu próbuje podgrzewać spór, jednak ma ograniczone możliwości oddziaływania na społeczeństwa obu krajów, a sam konflikt – jego zdaniem – jest na tyle autentyczny i samoistny, że żyje już niezależnie od rosyjskich działań. Za błąd po stronie polskiej uznał łączenie kwestii Wołynia z bieżącymi relacjami z Ukraińcami mieszkającymi w Polsce – ocenił, że takie połączenie może działać na korzyść Kremla, Zełenskiego czy ukraińskiej dyplomacji, nie zaś na korzyść Polski. Zwrócił też uwagę na manipulacje językowe w rosyjskojęzycznych materiałach, np. błędne tłumaczenie określenia „Małopolska Wschodnia”, mające sugerować, że część polskich polityków traktuje zachodnią Ukrainę jako polską spuściznę.

Dlaczego Putin tak często wraca do historii z Polską

Prowadzący zapytał, dlaczego Władimir Putin regularnie odwołuje się do historycznych sporów z Polską – od kwestii ambasadora Lipskiego, przez zarzuty o polski antysemityzm, po tezę, że Polacy zawsze dążyli do zajęcia Lwowa. Sadłowski wskazał na dwie przyczyny. Pierwsza ma charakter pragmatyczno-polityczny: Polska jest postrzegana jako państwo realnie wspierające siły antyrosyjskie na obszarze poradzieckim i budujące architekturę bezpieczeństwa wymierzoną w Rosję, a także jako kluczowy dostawca pomocy dla Ukrainy.

Druga przyczyna, jak wyjaśnił ekspert – od lat zajmujący się badaniami nad postacią Pawła Milukowa i historiografią rosyjską – ma podłoże głębsze, sięgające klasyków rosyjskiej myśli historycznej, takich jak Sołowjow czy Kluczewski, masowo wznawianych i czytanych we współczesnej Rosji. W tej tradycji, sięgającej także historyków o inklinacjach liberalnych z XIX wieku, Polska przedstawiana jest jako historyczny rywal, którego terytorium powinno być ograniczone – najlepiej do roli bufora antyniemieckiego, podporządkowanego Rosji. Sadłowski zwrócił uwagę na paradoks: to właśnie carska, a potem stalinowska Rosja realizowała program „zbierania ziem ruskich”, obejmujący między innymi Galicję i Lwów, o co zabiegali już rosyjscy dyplomaci na konferencji wersalskiej w 1919 roku – mimo że dziś Rosja odwołuje się do tej tradycji mocarstwowej, jednocześnie jej zaprzeczając.

Ekspert opowiedział też o własnych doświadczeniach z rozmów z Rosjanami, w tym osobami sceptycznymi wobec Putina, które dopytywały go wprost, czy Polska planuje „uderzyć na Lwów” – co jego zdaniem pokazuje, jak głęboko rosyjska narracja historyczna przenika społeczną świadomość, nawet wśród krytycznie nastawionych do władzy obywateli.

Sadłowski przywołał także niedawny, czerwcowy wywiad Nikołaja Patruszewa, w którym ten przedstawił drugą wojnę światową jako konflikt z „nazistami europejskimi” różnych narodowości, w tym Francuzami i Finami – co ekspert odczytał jako budowanie paraleli usprawiedliwiającej obecną wojnę: tak jak wówczas Rosja miała walczyć z całą skoalicjonowaną Europą, tak dziś rzekomo walczy z „neonazistami europejskimi” wspierającymi Ukrainę, co ma też tłumaczyć rosyjskiemu społeczeństwu przyczyny nasilających się ukraińskich ataków na rafinerie.

Pytany, czy u Putina można mówić o osobistej fobii antypolskiej, Sadłowski – zastrzegając, że nie jest psychologiem, lecz analitykiem historii państwa i prawa – ocenił, że u rosyjskiego prezydenta dominuje rdzeń neoimperialny, zakładający brak podmiotowości Polski, a sama Polska pełni w tej narracji funkcję przeszkody w odbudowie rosyjskiego imperium, nie zaś centralnego punktu zainteresowania.

Kryzys paliwowy i nastroje społeczne w Rosji

Rozmowa przeszła do konsekwencji ukraińskich ataków na rosyjski sektor rafineryjny i wynikających z nich braków paliwa. Sadłowski ocenił obecną sytuację jako bezprecedensową – nowy etap wojny, w którym konflikt zbrojny w sposób odczuwalny dotyka rosyjskie społeczeństwo cywilne. Przywołał analogię do inwazji w obwodzie kurskim, którą Rosja – mimo początkowej kompromitacji – z czasem obróciła na swoją korzyść propagandową, budując narrację o sukcesie i nowych bohaterach.

Ekspert zwrócił uwagę na zmianę tonu w rosyjskich mediach zbliżonych do Kremla, wskazując na artykuł opublikowany na portalu Profil.ru, powiązanym z Wyższą Szkołą Ekonomiki, w którym autor przyznaje wprost, że istnieją „dwie Rosje” – wojująca, tracąca ludzi na froncie, oraz niewojująca, dotąd żyjąca względnie normalnie. Tekst ma charakter koncyliacyjny: zapewnia, że problemy z paliwem są przejściowe, przypomina, że Rosja jest największym producentem zboża i wcześniej przechodziła trudniejsze kryzysy, ale jednocześnie sugeruje, że „niewojująca” część społeczeństwa może być w przyszłości bardziej zaangażowana.

Sadłowski, powołując się na dane ośrodka Lewady, wskazał, że poparcie dla władz systematycznie spada, choć z bardzo wysokiego poziomu – notowania Putina w czerwcu spadły do 74 proc., a rząd i Duma mają wyniki znacznie niższe. Przywołał też felieton Kirilla Martynowa z „Nowej Gaziety Europa” opisujący paradoks obecnej sytuacji: Rosja przechodzi radykalną totalitaryzację, próbując jednocześnie zachować pozory normalności sprzed 2022 roku.

Wybory do Dumy jako narzędzie kontroli i mobilizacji

Znaczną część rozmowy poświęcono zbliżonym na wrzesień wyborom do Dumy Państwowej, które – zdaniem Sadłowskiego – mają kluczowe znaczenie wewnątrzpolityczne. Nowa Duma zostanie wybrana na pięć lat, co w praktyce zabezpiecza ciągłość władzy nawet w przypadku nieprzewidzianych wydarzeń, w tym potencjalnej zmiany na stanowisku prezydenta – rosyjskie elity, jak zaznaczył ekspert, są silnie przywiązane do formalnych instytucji.

Sadłowski podkreślił, że Duma w rzeczywistości ustrojowej nie funkcjonuje jak zachodni parlament, lecz jako organ przedstawicielski elity putinowskiej, pełniący jednak realną funkcję polityczną – bywa wykorzystywana do wypuszczania „balonów próbnych” w sprawie kontrowersyjnych pomysłów legislacyjnych, tak by administracja prezydencka nie ponosiła bezpośredniej odpowiedzialności za krytykę.

Wybory, jak ocenił ekspert, pełnią też funkcję papierka lakmusowego pokazującego obawy władzy – wskazał na wzmożone represje wobec systemowej Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej, traktowanej przez Kreml jako potencjalne ujście dla nastrojów protestacyjnych ze względu na jej zakorzenienie sprzed epoki putinowskiej. Wspomniał też o partii „Nowi Ludzie” jako projekcie wewnątrzsystemowym, mającym kanalizować niezadowolenie części społeczeństwa w sposób kontrolowany przez Kreml, a także o planach ewentualnego tworzenia nowych partii po wyborach, by osłabić dotychczasowe ugrupowania systemowe, w tym Sprawiedliwą Rosję i LDPR.

Ślubowski, odwołując się do własnych doświadczeń z okresu mieszkania w Petersburgu i bliskich kontaktów ze środowiskiem liberalnej opozycji związanej z partią Jabłko, zwrócił uwagę, że rosyjskie wybory tradycyjnie pełniły też funkcję pewnego „popuszczania wentyla” – dopuszczano do udziału osoby niekoniecznie w pełni popierające władzę, co miało mobilizować obywateli przekonaniem, że wybór faktycznie istnieje. Zauważył, że mimo autentycznie wysokiego poparcia dla Jabłka w Petersburgu, wyniki wyborcze partii były systematycznie zaniżane – notowała ona oficjalnie około 7–8 proc., choć realne poparcie było wyższe. Sadłowski odpowiedział, że rozważa, czy nie mamy dziś do czynienia z podobnym mechanizmem – tworzeniem nadziei zarówno wśród części rosyjskiego społeczeństwa, jak i na Zachodzie, poprzez formalne istnienie struktur opozycyjnych i wyborczych, które mogłyby sugerować, że demokratyczny potencjał w Rosji nie został całkowicie stracony. Dodał, że zachodnie postrzeganie takich sygnałów bywa nadmiernie optymistyczne, ponieważ – jego zdaniem – społeczeństwa zachodnie, jako spadkobiercy tradycji rewolucji francuskiej i koncepcji suwerenności narodu, skłonne są przeceniać potencjał nawet niewielkich przejawów aktywizmu.

Istotnym wątkiem, jak zaznaczył Sadłowski, jest fakt, że tegoroczne wybory po raz pierwszy od inwazji obejmą również okupowane terytoria Ukrainy, w tym Ługańsk – co tłumaczy nasilenie ukraińskich ataków w tym regionie, mających utrudnić przeprowadzenie głosowania. Zwrócił uwagę, że na czołowych miejscach list wyborczych partii Jedna Rosja na tych terenach znajdują się przedstawiciele centralnych elit moskiewskich, a nie lokalni działacze separatystyczni, co ma manifestacyjnie pokazać Ukrainie pełną integrację tych ziem z Rosją.

Weterani wojny jako nowa elita systemu

Ostatni wątek rozmowy dotyczył roli weteranów wojny w rosyjskim systemie politycznym. Sadłowski ocenił, że próba włączenia ich do struktur władzy nie ma charakteru czysto fasadowego, lecz stanowi realny proces adaptacyjny – celem jest, by liczna już dziś grupa kombatantów nie stała się siłą przeciwną systemowi. Wskazał na konkretne przykłady legislacyjne z ostatnich dni: wniosek lidera Sprawiedliwej Rosji Siergieja Mironowa do Putina o utworzenie odrębnego ministerstwa ds. weteranów oraz przyjęty w pierwszym czytaniu w Dumie projekt ustawy usprawniającej świadczenia socjalne dla rodzin i sierot poległych żołnierzy.

Ekspert zwrócił uwagę na obecność wojennego korespondenta Jewgienija Poddubnego w czołówce listy wyborczej Jednej Rosji jako sygnał świadomej strategii włączania środowisk żołnierskich do elity politycznej, przy jednoczesnym dystansie – rosyjskie władze, jak ocenił, obawiają się nadania weteranom realnych kompetencji zarządczych, powierzając kluczowe funkcje administracyjne, na przykład na terenach okupowanego Donbasu, wykwalifikowanym urzędnikom centralnym związanym z otoczeniem Siergieja Kirijenki. Sadłowski podsumował, że temat weteranów będzie w Rosji zyskiwał na znaczeniu wraz ze wzrostem liczby osób powracających z frontu.


Rozmowę przeprowadził Grzegorz Ślubowski. Program „Konflikt polsko-ukraiński oczami Rosji. Putin, Polska i kryzys paliwowy – dr Michał Sadłowski” dostępny jest na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 220 tys. subskrybentów. Opublikowany 14 lipca 2026,


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *