Janusz Korwin-Mikke był gościem Moniki Jaruzelskiej w programie na kanale „Monika Jaruzelska zaprasza”. Punktem wyjścia rozmowy był artykuł Korwina-Mikke opublikowany w tygodniku „Do Rzeczy”, opatrzony przez redakcję tytułem „Sojusz Niemiec i Ukrainy przeciw Polsce, ostrzega Janusz Korwin-Mikke”. Rozmowa dotyczyła historycznych relacji niemiecko-ukraińskich, sytuacji Białorusi, planowanych wyborów prezydenckich na Ukrainie, amerykańskiego finansowania Majdanu oraz wewnętrznej polskiej polityki wobec Ukraińców.
Historyczne korzenie niemieckiego wsparcia dla ukraińskiego ruchu narodowego
Korwin-Mikke przedstawił tezę, że sojusz niemiecko-ukraiński ma niemal dwustuletnią historię. Wyjaśnił, że Niemcy popierały ukraiński ruch narodowy najpierw, by słabić Rosję, a później – gdy realna stała się perspektywa odrodzenia Polski – by mieć sojusznika na jej tyłach. Wskazał, że organizacje ukraińskie od dawna miały swoje ośrodki działania nie w Polsce, lecz w Niemczech – niezależnie od tego, czy panowało tam Cesarstwo, Republika Weimarska czy III Rzesza – a po wojnie kontynuowały działalność w RFN, gdzie w Monachium został zamordowany Stepan Bandera.
Przypomniał, że z Niemiec do Ukrainy po rozpadzie Związku Sowieckiego przyjeżdżały osoby związane z ukraińską emigracją, w tym Julia Tymoszenko, Arsenij Jaceniuk i obecny burmistrz Kijowa Witalij Kłyczko. Korwin-Mikke zwrócił przy tym uwagę na kwestię językową, zaznaczając, że nazwisko burmistrza Kijowa powinno być wymawiane i zapisywane po ukraińsku jako „Kłyczko”, nie w formie zrusyfikowanej „Kliczko”, jak powszechnie mówi się w Polsce.
Ocenił, że Niemcy wahały się między poparciem dla Rosji a poparciem dla Ukrainy, ale zdecydowały się jednoznacznie na Ukrainę, gdy rok wcześniej Stany Zjednoczone zaczęły wycofywać się ze wsparcia dla Kijowa. Wskazał na zawarty 24 kwietnia obszerny traktat o sojuszu niemiecko-ukraińskim – finansowy, polityczny i kulturalny – zaznaczając, że w Polsce temat ten jest, jego zdaniem, dyskutowany zbyt mało, mimo geograficznej oczywistości: Polska nie leży już między Niemcami a Rosją, lecz między Niemcami a Ukrainą, ponieważ jedynym bezpośrednim sąsiedztwem z Rosją pozostaje obwód kaliningradzki, który porównał do eksklawy geograficznie niepowiązanej z resztą terytorium.
Zwrócił uwagę, że traktat niemiecko-ukraiński został podpisany 24 kwietnia – w rocznicę podpisania w 1931 roku podobnego paktu między Związkiem Sowieckim a Niemcami. Ocenił, że z geopolitycznego punktu widzenia Ukraina zajęła dziś miejsce, jakie wcześniej zajmował Związek Sowiecki jako wschodni sąsiad Polski, mimo że formalnie i prawnie spadkobiercą ZSRS jest Rosja.
Popieranie niepodległości Ukrainy i Białorusi jako strategia wobec Rosji
Korwin-Mikke przypomniał, że od dziesięcioleci, jeszcze w czasach PRL, był zwolennikiem koncepcji niepodległej Ukrainy i niepodległej Białorusi, argumentując wobec władz komunistycznych, że oddzielenie tych republik od Związku Sowieckiego poprawiłoby, nie pogorszyło, relacje Polski z Rosją, ponieważ zniknąłby wspólny punkt sporny. Ocenił, że ta koncepcja się zrealizowała, a fakt, że Ukraina jest obecnie nastawiona wrogo wobec Polski, uznał za spodziewaną konsekwencję, z której należy wyciągnąć praktyczne wnioski.
Zaproponował, że Polska powinna dążyć do dobrych relacji z Rosją niezależnie od sporu z Ukrainą, tworząc równowagę sił – Rosja i Polska miałyby wspólnie być w stanie, w razie potrzeby, powściągnąć Ukrainę, a analogicznie na zachodniej granicy Polska powinna budować sojusz z siłami politycznymi we Francji sceptycznymi wobec Niemiec. Skrytykował polskich polityków, w tym środowisko związane z Jarosławem Kaczyńskim, za, jego zdaniem, niepotrzebne zaogniające relacje z Francją, mimo że – jak ocenił – może dojść do przejęcia władzy we Francji przez siły określone przez niego jako Front Narodowy, silnie antyniemieckie. Uznał, że sojusz Polski, Rosji i Francji przeciw Niemcom i Ukrainie byłby, w jego ocenie, historycznie stabilnym układem sił, wymagającym jednak od Polski przezwyciężenia, jak to określił, „histerii antyrosyjskiej”.
Sytuacja Białorusi i relacje Łukaszenki z Rosją
Korwin-Mikke opisał sytuację Białorusi jako odmienną od ukraińskiej – w jego ocenie kraj ten z natury jest przyjazny zarówno Polsce, jak i Rosji. Wskazał, że prezydent Alaksandr Łukaszenka nie jest w Rosji uznawany za etnicznego Białorusina, lecz za dziedzica tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego, i że okresowo wysuwa nieformalne pretensje terytorialne do Smoleńska, powołując się na historyczne granice tego księstwa.
Odniósł się do niedawnej wizyty Łukaszenki w Chinach, przywołując historyczny wzorzec, w którym mniejsi sojusznicy Moskwy szukali oparcia w Pekinie jako przeciwwagi wobec zależności od Rosji – wymienił w tym kontekście wcześniejsze epizody z historii Rumunii i Polski. Ocenił, że Łukaszenka utrzymuje z Chinami relacje gospodarcze lepsze niż sam Władimir Putin.
Wyjaśnił, że czynnikiem utrzymującym Białoruś w orbicie Rosji jest przede wszystkim militarna siła Rosji – obecnie w dużej mierze zaangażowana w wojnę na Ukrainie – oraz dostawy rosyjskiej ropy i gazu po preferencyjnych cenach, co jednak, jego zdaniem, szkodzi długoterminowo rozwojowi Białorusi, analogicznie do sytuacji Tajwanu, który dopiero po odcięciu od amerykańskiego finansowania przeszedł realne reformy gospodarcze.
Korwin-Mikke szczegółowo przedstawił historię formalnego Związku Białorusi i Rosji (ZBiR), założonego przez samego Łukaszenkę za czasów prezydentury Borisa Jelcyna z intencją przejęcia w nim faktycznego przywództwa – po dojściu do władzy Władimira Putina organizacja ta pozostała formalnie istniejąca, lecz faktycznie niedziałająca. Przywołał wydarzenia z 9 września 2021 roku, podczas manewrów wojskowych „Zapad”, gdy – według jego relacji – Władimir Putin postawił Łukaszence ultimatum, skutkiem czego 5 listopada tego roku Białoruś podpisała 28 porozumień z Rosją, w tym ostatnie przewidujące włączenie białoruskiej armii i sił specjalnych do struktur Federacji Rosyjskiej. Korwin-Mikke, jako wiceprezes sejmowego koła polsko-białoruskiego, opisał trudności w potwierdzeniu tej informacji u ambasady białoruskiej, a po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej – oficjalne zaprzeczenie przez stronę białoruską, że porozumienia te wciąż obowiązują. Ubolewał, że informacja ta, mimo upublicznienia w Sejmie wobec posłów obu głównych obozów politycznych, nie wzbudziła żadnego zainteresowania.
Przedstawił również argumentację, że Łukaszenka, w przeciwieństwie do Rosji, nie uznał niepodległości Abchazji i Osetii Południowej (a po 2021 roku zmienił to stanowisko wobec części z nich) oraz konsekwentnie nie uznaje aneksji Krymu i istnienia tzw. Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej – co wiązał z obawą przed precedensem separatyzmu wobec własnych, historycznie rosyjskojęzycznych regionów, takich jak Witebsk.
W tym kontekście przedstawił szerszą tezę historyczną o różnicy w postrzeganiu Lenina i Stalina między Rosją i Białorusią. Wskazał, że w białoruskich miasteczkach powszechnie stoją pomniki Lenina, czego praktycznie nie widuje się już w samej Rosji, wywodząc tę różnicę z antyrosyjskiego charakteru wczesnego bolszewizmu, którego kierownictwo – jak zaznaczył – w większości nie było etnicznie rosyjskie. Przywołał w tym kontekście pamiętniki rosyjskiego pisarza i laureata Nagrody Nobla Iwana Bunina, który pisał, że zwykli Rosjanie mieli mówić o bolszewikach jako o osobach złych, bo żydowskich, a o komunistach jako o dobrych, bo swoich – zauważając przy tym, że sam Józef Stalin, mimo gruzińskiego pochodzenia, w sondażach na największego Rosjanina wszechczasów zdobywał około 60 procent głosów, ponieważ jako przywódca miał później eliminować dawnych bolszewików, co w rosyjskiej pamięci historycznej odbierane jest jako uwolnienie kraju od wpływów niesłużących samym Rosjanom. Dodał, że bolszewicy celowo poszerzali terytoria republik radzieckich – Białorusi, Ukrainy i Kazachstanu – kosztem etnicznie rosyjskich obszarów, w tym przyłączając do Białorusi Witebsk i Orszę, a do Ukrainy Donieck i Ługańsk, w celu słabienia centralnej pozycji Rosji w ramach ZSRS; podobny mechanizm, jak zauważył, dotyczył też utworzenia dwóch okręgów o charakterze polskim na terenie Związku Sowieckiego, co Stalin później wykorzystał do represji wobec Polaków.
Korwin-Mikke ocenił, że polityka Polski wobec Białorusi uległa w ostatnich latach niekorzystnej zmianie – wskazał, że wcześniej Łukaszenka utrzymywał dobre relacje z katolikami na Białorusi jako przeciwwagę dla prawosławia, w tym remontując polskie kościoły, jednak po tym, jak – jego zdaniem – polski wywiad wojskowy przekształcił Związek Polaków na Białorusi w organizację jednoznacznie antyłukaszenkowską, doszło do pogorszenia relacji. Wskazał również na wprowadzenie Karty Polaka jako czynnik budzący niezadowolenie części społeczeństwa białoruskiego, które nie miało analogicznego dostępu do Polski.
Odnosząc się do kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej, przedstawił tezę, że po ograniczeniu przez Unię Europejską możliwości lotów białoruskich linii lotniczych migranci zaczęli podróżować przez Moskwę, skąd granica z Białorusią jest w praktyce niekontrolowana – co, jego zdaniem, świadczy, że sam Łukaszenka nie ma bezpośredniego wpływu na ten mechanizm, a problem jest w Polsce medialnie wyolbrzymiany.
Zwrócił uwagę na paradoksalne, jego zdaniem, poparcie ministra Radosława Sikorskiego dla podobnej koncepcji – przypomniał depeszę ujawnioną przez WikiLeaks, w której Sikorski pisał, że dla poprawy relacji z Rosją Polska powinna popierać Łukaszenkę, co – jak zauważył Korwin-Mikke – nie znajduje odzwierciedlenia w obecnej polityce ministra.
Pięć punktów Grzegorza Brauna wobec Ukrainy
Jaruzelska przedstawiła Korwinowi-Mikke opublikowaną kilka dni wcześniej „piątkę” Grzegorza Brauna, dotyczącą polityki wobec Ukrainy – analogicznie do znanej wcześniej „piątki Mentzena”. Punkty te obejmowały: żądanie natychmiastowego wstrzymania funkcjonowania lotniska Rzeszów-Jasionka jako punktu tranzytowego dla dostaw wojskowych na Ukrainę; całkowite zaprzestanie wszelkich dostaw uzbrojenia i sprzętu wojskowego dla Ukrainy; przywrócenie penalizacji służby w obcych armiach, ze szczególnym uwzględnieniem armii ukraińskiej; wymóg podpisania przez przebywających w Polsce Ukraińców deklaracji lojalnościowej, obejmującej wyrzeczenie się gloryfikacji ideologii związanej z UPA; oraz moratorium migracyjne i weryfikację statusu przybyszów z Ukrainy.
Korwin-Mikke odniósł się do tych propozycji częściowo krytycznie, wskazując, że obowiązek uzyskania zgody ministra na służbę w obcej armii już istnieje w polskim prawie (kwestionując więc nowość postulatu Brauna), oraz oceniając ideę deklaracji lojalnościowej jako w praktyce niewiele znaczącą. Zgodził się natomiast zasadniczo z propozycją całkowitego wstrzymania dostaw wojskowych dla Ukrainy przez terytorium Polski – ocenił, że jawne zerwanie przez Polskę z koalicją wspierającą Ukrainę miałoby dla Rosji dużą wartość strategiczną, którą Polska mogłaby wykorzystać do wynegocjowania korzystnych ustępstw terytorialnych, w tym uzyskania obwodu kaliningradzkiego jako części takiej transakcji, argumentując, że utrzymanie tego terytorium jest dla Rosji kosztowne, a wcześniej rozważano jego ewentualną odsprzedaż Niemcom.
Wizja: Ukraina silna wobec Rosji, ale słaba wobec Polski
Korwin-Mikke przedstawił swoją docelową koncepcję regionalnego układu sił: Ukraina powinna być, jego zdaniem, wystarczająco silna, by przeciwstawić się Rosji, ale zbyt słaba, by zagrażać jednocześnie Polsce i Rosji – analogicznie do relacji, w jakiej Niemcy nie powinny być w stanie przeciwstawić się jednocześnie Polsce i Francji. Ocenił, że kraje Grupy Wyszehradzkiej – Słowacja, Węgry i Czechy – nie podzielają, w jego opinii, „antyrosyjskiej histerii” obecnej w Polsce, co utrudnia budowanie z nimi wspólnego stanowiska.
Argumentował, że polskie postrzeganie relacji gospodarczych z Rosją jest zaburzone emocjonalnie – Polacy, jego zdaniem, oceniają potencjalne porozumienia handlowe nie przez pryzmat własnych korzyści, lecz przez odmowę akceptacji sytuacji, w której Rosja, jako kraj większy, uzyskałaby proporcjonalnie większy udział we wspólnych zyskach. Przywołał w tym kontekście myśl Romana Dmowskiego o patriotach, którzy bardziej nienawidzą wroga niż kochają własny kraj, jako, jego zdaniem, błąd myślenia.
Odpowiadając na pytanie, czy wyobraża sobie polskich polityków głoszących podobne poglądy publicznie, Korwin-Mikke przypomniał, że w 2007 roku podobne stanowisko wobec Rosji wyrażał Donald Tusk, a relacje polsko-rosyjskie w okresie przed 2008 rokiem, jego zdaniem, były znacznie lepsze niż obecnie – ocenił, że wojna w Gruzji w 2008 roku stanowiła punkt zwrotny w postrzeganiu Polaków przez Rosjan, od dawnego wizerunku „polskiego pana” do obecnego postrzegania Polski jako sojusznika zależnego od USA. Przywołał sondaż, według którego 76 procent Rosjan miałoby wolę, by rosyjskie rakiety trafiały w Polskę, nie w Ukrainę, oceniając jednak, że obecność Władimira Putina u władzy, w przeciwieństwie do hipotetycznego bardziej demokratycznego rządu, ogranicza realizację takich nastrojów.
Odnosząc się do potencjalnego ryzyka konfliktu z Rosją, Korwin-Mikke wyraził wątpliwość co do realnych zdolności obronnych Polski, wskazując na budowę trzech fregat, którą ocenił jako przestarzałą inwestycję w warunkach dominacji dronów i rakiet, przywołując zatopienie rosyjskiego krążownika „Moskwa” jako przykład bezużyteczności takich jednostek w obecnych warunkach wojennych.
Perspektywy wyborów prezydenckich na Ukrainie
Odpowiadając na pytanie o zapowiadane wybory prezydenckie na Ukrainie, Korwin-Mikke ocenił, że notowania Wołodymyra Zełenskiego znacząco spadły, umieszczając go na trzecim miejscu w potencjalnym wyścigu wyborczym. Za najważniejszego kandydata wskazał generała Kyryła Budanowa, szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego – opisał go jako otwartego wroga Polski, ale jednocześnie osobę zimną, twardą i uczciwą w swojej wrogości, deklarującą otwarcie zamiar zabijania Rosjan wszędzie, gdzie to możliwe. Przywołał w tym kontekście niedawny zamach w Monako przypisywany, jego zdaniem, ludziom Budanowa, w którym ranna została partnerka celu zamachu.
Skomentował także kontrowersję dotyczącą uszkodzenia infrastruktury kolejowej w Polsce, przedstawiając własną, spekulatywną teorię, że za tym zdarzeniem stoją polskie służby, nie Rosja czy Ukraina, powołując się na charakter techniczny wykonanego uszkodzenia.
Amerykańskie finansowanie Majdanu według Korwina-Mikke
Korwin-Mikke przedstawił twierdzenie, że obalenie prezydenta Wiktora Janukowycza w 2014 roku było w dużej mierze sfinansowane przez Stany Zjednoczone. Powołując się na rozmowę, jaką miał odbyć z byłą podsekretarz stanu USA Victorią Nuland, podał, że na całościowe „wprowadzenie demokracji” na Ukrainie Amerykanie mieli wydać 5 miliardów dolarów, z czego samo obalenie Janukowycza – w tym przekupienie sędziów uznających wybory za nielegalne, części generałów i policjantów, a także finansowanie uczestników Majdanu – kosztowało około 500 milionów dolarów.
Ocenił, że gdy Stany Zjednoczone zaczęły się wycofywać z tego zaangażowania, Niemcy natychmiast wypełniły powstałą próżnię, zawierając wspomniany wcześniej sojusz z Ukrainą.
W tym kontekście przywołał opinię przypisywaną Leszkowi Millerowi, według której europosła Pawła Kowala należałoby traktować jako przedstawiciela ukraińskiej „piątej kolumny” w polskiej polityce. Korwin-Mikke ocenił tę tezę jako zbyt daleko idącą, sugerując, że gdyby szukać zagranicznego mocodawcy, byłaby to raczej agentura amerykańska niż ukraińska.
Wspólny front z Leszkiem Millerem w polityce wschodniej
Korwin-Mikke ocenił, że jego stanowisko w kwestii polityki wschodniej jest bliskie poglądom Leszka Millera, z którym prowadził publiczne debaty na ten temat już dwadzieścia lat wcześniej. Zaznaczył jednak, że motywacja obu polityków różni się – u niego wynika z kalkulacji taktycznej, u Millera ma inne podłoże ideowe. Zwrócił uwagę, że dowodem ewolucji poglądów Millera jest to, jakiego kandydata SLD wystawiło niegdyś na wybory prezydenckie, oceniając, że osoba ta reprezentowała wąski elektorat byłych działaczy PZPR, którzy po 1989 roku stali się prywatnymi przedsiębiorcami, nigdy nie czytając Marksa.
Osobiste doświadczenia z Krymu i zmiana poglądów na Zełenskiego
Korwin-Mikke opowiedział o swojej podróży na Krym jeszcze w czasach komunistycznych, gdy – jako zwolennik niepodległości Ukrainy – próbował nauczyć się języka ukraińskiego, zapisując się na kurs prowadzony przez lokalne Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Ukraińskiej. Opisał, że był tam traktowany z wyraźną, niewyjaśnioną wówczas dla niego wrogością – dopiero po latach zrozumiał, że uczestnicy kursu podejrzewali go o bycie wysłannikiem służb, mającym infiltrować środowisko ukraińskich działaczy niepodległościowych pełnych nienawiści wobec Polaków.
Przyznał, że początkowo popierał Wołodymyra Zełenskiego, gdy ten szedł do władzy z ponad 70-procentowym poparciem, obiecując wprowadzenie wolnego rynku i zawarcie pokoju z Rosją. Zaznaczył, że jako „ideolog” kieruje się wyłącznie programem politycznym, nie osobą polityka – gdy Zełenski nie zrealizował żadnej z tych obietnic, automatycznie przestał go popierać, a obecnie traktuje go jako przeciwnika. Ocenił, że podobny proces powinien zachodzić w społeczeństwie ukraińskim.
Odnosząc się do generała Kyryła Budanowa jako potencjalnego następcy Zełenskiego, przypomniał, że Budanow, pochodzący z rosyjskojęzycznego, prorosyjskiego wschodu Ukrainy, w przeszłości głosował na Wiktora Janukowycza – polityka, który jako prezydent zakazał kultu Stepana Bandery, obalonego następnie w wyniku wydarzeń Majdanu, po czym jego następca Petro Poroszenko przywrócił Banderę do rangi bohatera narodowego. Korwin-Mikke ocenił to jako przykład politycznej niekonsekwencji, w tej kwestii zgadzając się w pełni z Leszkiem Millerem.
Propozycja: skierować niechęć Ukraińców w Polsce wobec Zełenskiego
Odpowiadając na uwagę Jaruzelskiej o narastającej wzajemnej wrogości między Polakami i Ukraińcami mieszkającymi w Polsce, Korwin-Mikke ocenił, że taka eskalacja niczemu nie służy.
Zaproponował, by nie budować niechęci wobec samych Ukraińców przebywających w Polsce, którzy – jego zdaniem – powinni być traktowani jako osoby poszukujące pracy lub prowadzące legalny biznes, o ile nie angażują się politycznie ani nie starają się o polskie obywatelstwo. Zasugerował, że skuteczniejszą strategią propagandową byłoby rozbudzanie w tej społeczności niechęci wobec samego Zełenskiego, przez którego – jak to ujął – musieli uciekać z Ukrainy, zamiast wobec Polski jako takiej. Ubolewał, że żadna z głównych polskich partii politycznych, ani rządzących, ani opozycyjnych, nie prowadzi takiej narracji.
Jaruzelska zwróciła uwagę na możliwość, że dzieci ukraińskich migrantów, uczące się w polskich szkołach i mówiące bezakcentowo po polsku, w kolejnych pokoleniach mogą całkowicie zatracić widoczne pochodzenie ukraińskie. Korwin-Mikke odniósł to do analogicznej sytuacji Łemków przesiedlonych po wojnie na Dolny Śląsk, Pomorze Zachodnie i Mazury, zaznaczając, że mimo upływu dekad wciąż utrzymują się w tych społecznościach napięcia związane z pochodzeniem.
Plany wyborcze Korwina-Mikke
Na zakończenie rozmowy Korwin-Mikke potwierdził zamiar kandydowania w przyszłych wyborach parlamentarnych, deklarując wolę startu w ramach szerokiego porozumienia z Konfederacją, obejmującego również środowisko Grzegorza Brauna, argumentując, że oddzielny start groziłby odebraniem głosów sojusznikom bez przekroczenia progu wyborczego. Wyraził nadzieję na wspólny wynik na poziomie co najmniej 15 procent.
Rozmowę przeprowadziła Monika Jaruzelska. Program dostępny na kanale Monika Jaruzelska zaprasza na YouTube, liczącym 215 tys. subskrybentów. Opublikowany 4 lipca 2026.