Łęcki w Męskich Rozmowach o niedokończonym filmie o Wołyniu: TVP zablokowała produkcję, a teraz ci sami ludzie jeżdżą do Domostawy i krzyczą o Wołyniu

Reżyser Konrad Łęcki rozmawiał z Jackiem Osmanem w podcaście Męskie Rozmowy o niedokończonym filmie o rzezi wołyńskiej, blokadzie ze strony TVP i hipokryzji środowisk, które dziś nagle odkryły temat Wołynia.

Film o Wołyniu — zakres i ambicja

Łęcki reżyserował film fabularny i serial o tematyce wołyńskiej — miała to być druga po Wołyniu Smarzowskiego polska produkcja na ten temat, ale szersza kontekstowo. Akcja rozgrywała się od 1934 roku — od zabójstwa ministra Pierackiego — do operacji Wisła. Film obejmował kampanię wrześniową, długą sekwencję rzezi, walki w Bieszczadach. Nakręcono około dwóch trzecich materiału. Łęcki porównał styl wizualny do Szeregowca Ryana — niemieccy współpracownicy planu nie mogli uwierzyć, ile realizowano w ciągu jednego dnia zdjęciowego przy tak trudnych scenach.

Film był opowiadany z perspektywy polskiej, ale z zachowaniem obiektywizmu i pokazaniem racji drugiej strony. Sekwencja rzezi, którą nakręcono, kosztowała ekipę nie tylko fizycznie, ale i psychicznie — grały w niej dzieci. Łęcki mówił wprost, że poziom bestialstwa był niewyobrażalny i człowiek zastanawia się, jak to w ogóle kręcić.

Blokada TVP — absurdalne uwagi, groźby, sabotaż

Decyzję o produkcji podjął osobiście ówczesny prezes TVP Jacek Kurski. Po pierwszej kolaudacji z przedstawicielami telewizji film bardzo się podobał. Dwa tygodnie później odbyła się druga kolaudacja w siedzibie władz TVP — i nagle film przestał się podobać. Łęcki otrzymał uwagi pisemne — bez podpisu, bo jak stwierdził: pewnie się bali. Jedna z uwag merytorycznych brzmiała: trup płynie w złą stronę. Takich absurdów było więcej.

Łęcki był kilkakrotnie wzywany i stosowano wobec niego metody kontrowersyjne — sugerowano, że jak nie będzie zbyt grzeczny, pojawią się problemy finansowe. Historia tego filmu jest identyczna jak Historia Roja Jerzego Zalewskiego — najpierw dostał dotację, żeby tylko film utrącić. Zalewski miał szczęście bo pomogła mu zmiana władzy — Łęcki tego wsparcia nie dostał.

Producent wykonawczy postawił na szali całą swoją firmę — TVP swoimi decyzjami tę firmę praktycznie zniszczyła. Pojawiły się co najmniej dwie osoby gotowe wykupić od TVP udziały i dokończyć film — telewizja nawet nie podjęła rozmów. Plany naprawcze, które kazano reżyserowi składać, były skonstruowane tak, że wymagały de facto nakręcenia wielu scen od nowa — co całkowicie mijało się z celem. Wszystko po to, żeby film nie powstał.

Film kosztował jedną czwartą tego, co inne produkcje realizowane mniej więcej w tym samym czasie, które kosztowały dziesiątki milionów i nie przyniosły żadnego efektu.

Hipokryzja — ci sami, którzy blokowali, teraz krzyczą o Wołyniu

Łęcki podkreślił z naciskiem, że film został wstrzymany przez poprzednią ekipę — tę, która dziś nagle odkryła temat Wołynia, jeździ do Domostawy i uczestniczy w uroczystościach. Za ich rządów sabotowali budowę pomnika w Domostawie, a ludzi angażujących się w tematykę wołyńską dyskredytowali. Najbardziej jaskrawym przykładem była nagrania rozmowy księdza Isakowicza-Zalewskiego z prezydentem Dudą, gdzie prezydent urządzał księdzu połajankę — a Isakowicz-Zalewski był postacią ikoniczną dla środowisk kresowych. Tych samych ludzi, którzy poruszali temat Wołynia, brali pod wspólny mianownik ruskiej onucy. Dziś zmienili narrację o 180 stopni. Prawda etapu — stwierdził Łęcki.

Obecna ekipa TVP też nie jest zainteresowana dokończeniem filmu — z przyczyn politycznych. Film leży na półce i TVP go nie puści, nie sprzeda, nie pozwoli dokończyć.

Stan obecny i szansa na dokończenie

Prawa autorskie należą do Łęckiego jako autora scenariusza i reżysera, ale prawa do samego filmu należą do TVP. Sytuacja jest patem. Łęcki spodziewa się ataku ze strony obecnych władz TVP, które będą budować narrację, że to wina reżysera i producenta wykonawczego, że film nie powstał.

Do dokończenia potrzeba około miliona złotych. Łęcki planuje kolejną zbiórkę publiczną i zapowiada, że przy jej ogłoszeniu pokaże krótkie fragmenty materiału. Równolegle kończy inny projekt — Pogranicznik — który też realizuje ze zbiórek publicznych, bo jak mówi: dopóki kulturą będą rządzić ci ludzie, bo opcje się zmieniają, ale ludzie pozostają ci sami, na wsparcie instytucjonalne liczyć nie może.

Łęcki zwrócił uwagę, że o rzezi wołyńskiej powstały w Polsce właściwie tylko trzy filmy — Wołyń Smarzowskiego, Ogniomistrz Kaleń z 1961 roku i jego niedokończona produkcja. Ogniomistrz Kaleń to film z głębokiej komuny, który pokazuje komunistyczną perspektywę — przy okazji obrywa tam też podziemie niepodległościowe, stawiane na równi z bandami. I właśnie taka narracja, że polscy wyklęci to jest to samo co banderowcy — pojawia się dziś znowu.

Łęcki mówił też szerzej o stanie polskiej kultury. Lewica rządzi mediami i przekaz jest stricte lewicowy — dlatego nasza historia jest opowiadana w taki, a nie inny sposób. Często prześmiewczo. Filmy, które mają być filmami o polskiej historii, nie są filmami o historii, tylko zwykłymi pastiszami. Łęcki ma nadzieję, że ta bańka mydlana kiedyś pęknie i konserwatywna strona będzie mogła swoją wrażliwość i swoje patrzenie na historię wreszcie wyrazić w kulturze.


Rozmowę przeprowadził Jacek Osman. Program dostępny na kanale Męskie Rozmowy na YouTube, liczącym 15,4 tys. subskrybentów. Opublikowany 3 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *