Marek Budzisz: spór Fedorow–Syrski to konflikt o miliardy dolarów i przyszłe wybory

Nowe

Marek Budzisz, ekspert Strategy&Future, był gościem Igora Janke w programie „Kanał Otwarty”. Rozmowa dotyczyła protestów w ukraińskich miastach po odwołaniu ministra obrony Mychajła Fedorowa, konfliktu między Fedorowem a generałem Ołeksandrem Syrskim, walki o kontrolę nad finansowymi strumieniami sektora zbrojeniowego, politycznego tła zbliżających się wyborów na Ukrainie oraz wpływu tych wydarzeń na relacje polsko-ukraińskie.

Fala protestów w ukraińskich miastach

Janke otworzył rozmowę, wymieniając miasta objęte demonstracjami – Kijów, Iwano-Frankiwsk, Winnicę, Łuck, Dniepr, Odessę i Lwów – i zapytał o tło masowych protestów przeciwko zmianom rządowym, w tym odwołaniu bardzo dobrze ocenianego ministra obrony Fedorowa.

Budzisz zauważył, że protesty zainicjowały te same środowiska, które rok wcześniej wzywały do demonstracji w obronie niezależności antykorupcyjnej prokuratury (NABU) i Biura Śledczego, gdy Zełenski i jego otoczenie próbowały ograniczyć ich niezależność. Fedorow, wcześniej minister cyfryzacji, a od pół roku minister obrony, jest, jego zdaniem, uznawany za symbol zmian wprowadzanych w Ukrainie – zarówno w produkcji i organizacji sektora zbrojeniowego, jak i w budowie systemu tzw. świadomości sytuacyjnej. Jego odwołanie stało się dla części społeczeństwa szokiem.

Budzisz podkreślił, że na Ukrainie – jego zdaniem nawet bardziej niż w Polsce – wszystkie decyzje mają przede wszystkim podłoże polityczne, a kwestie zagraniczne, choć istotne, pozostają drugorzędne wobec wewnętrznych rozgrywek. Ocenił, że pozycja Zełenskiego po tym kryzysie będzie osłabiona, ponieważ manewr polegający na odwołaniu całego rządu Julii Swyrydenko – co miało umożliwić „przy okazji” odwołanie Fedorowa – nie okazał się skuteczny politycznie i wygenerował nowe problemy zamiast rozwiązać istniejące.

Konflikt Fedorow–Syrski: reformy kontra stary model

Janke zapytał o istotę sporu między Fedorowem a Syrskim, wskazując na kontrast między post-sowieckim stylem zarządzania armią (scentralizowanym, nieoddającym inicjatywy niższym dowódcom) a próbami uporządkowania procesu zakupowego przez nowego ministra.

Budzisz wyjaśnił, że Ukraina przeznacza całość wpływów podatkowych na kontynuowanie wojny, co oznacza gigantyczny budżet wojskowy dystrybuowany wieloma kanałami – zarówno na zaopatrzenie, jak i pozyskiwanie sprzętu. Sektor ten, jego zdaniem, nie jest wolny od korupcji w szerokim rozumieniu – przypomniał dymisję ministra Ołeksija Reznikowa, który kupował dla wojska jajka po cenach wielokrotnie przekraczających rynkowe. Zaznaczył, że te najprostsze schematy korupcyjne są dziś mniej dominujące, natomiast trwa zażarta rywalizacja między producentami dronów – Zełenski zapowiadał produkcję 10 milionów dronów w tym roku, docelowo nawet 20 milionów – a wraz z wojną narodziły się nowe firmy i nowi oligarchowie kontrolujący te strumienie finansowe.

Budzisz ocenił, że to jeden z kluczowych elementów sporu: Syrski reprezentuje, jak się mówi na Ukrainie, stary model dowodzenia i pozyskiwania sprzętu, oparty na układach, podczas gdy Fedorow forsował większą konkurencję i kompresję marż producentów, co wywołało opór środowisk biznesowych.

Drugim elementem sporu jest, według Budzisza, system tzw. świadomości sytuacyjnej – zbudowany przez Fedorowa jeszcze w czasach kierowania Ministerstwem Cyfryzacji system informatyczny integrujący dane z milionów sensorów (kamer dronów, żołnierzy, sensorów dźwiękowych, obserwacji satelitarnych) w jedno centrum obliczeniowe, przetwarzające terabajty danych dziennie. Dzięki temu oficerowie liniowi na tabletach uzyskują obraz sytuacji frontowej wspomagany już częściowo sztuczną inteligencją, co skraca i przyspiesza łańcuch dowodzenia – ale jednocześnie czyni część oficerów sztabowych mniej niezbędnymi, generując napięcia. Budzisz zastrzegł, że nie jest to system wdrożony jednolicie w całej armii – określił go jako „wyspowy”, z enklawami nowoczesności i enklawami wciąż działającymi według starych, sowieckich zasad.

Zaznaczył, że nie przesądza, czyje podejście – Fedorowa czy Syrskiego – jest słuszniejsze; to przedmiot burzliwej dyskusji w środowisku wojskowym, w tym pytania, czy armia prowadząca wojnę powinna jednocześnie przechodzić tak głębokie reformy wewnętrzne. Poinformował, że według wczorajszych słów Zełenskiego, obaj panowie – minister obrony i głównodowodzący, a także szef sztabu – od dłuższego czasu ze sobą nie rozmawiali, oskarżając się nawzajem o intrygi; w tle pojawiały się też wątki kampanii wizerunkowych na Telegramie, inspirowanych przez środowiska niechętne Fedorowowi.

Czy Fedorow zagraża Zełenskiemu politycznie

Budzisz ocenił, że w dużej mierze chodzi o to, czy Fedorow stanie się politycznym rywalem Zełenskiego – być może „czarnym koniem” przyszłych wyborów. Zełenski stara się budować pozycję jedynego liczącego się kandydata, na razie z ograniczonym powodzeniem, a rosnąca popularność Fedorowa zaczęła stanowić dla niego zagrożenie – w połączeniu z naruszonymi przez niego interesami oligarchicznymi to, zdaniem Budzisza, główne powody decyzji o odwołaniu.

Podkreślił, że kryzys nie został zakończony – Fedorow nie pogodził się z sytuacją, wystąpił publicznie z briefingiem i wcześniejszym obszernym wpisem opisującym swoje osiągnięcia po zaledwie pół roku urzędowania, co Budzisz odczytał jako sygnał wobec opinii publicznej, że ma ambicje wykraczające poza rolę jednego z członków ekipy prezydenckiej. Zwrócił uwagę, że nowy rząd wciąż nie ma obsadzonych stanowisk ministra obrony ani spraw zagranicznych – funkcji, o których obsadzie decyduje prezydent – co Janke skomentował jako dramatyczną sytuację jak na kraj ogarnięty wojną.

Konflikt personalny, biznesowy czy pokoleniowy?

Janke zapytał wprost, czy to konflikt osobisty dwóch różnych ludzi, spór klanów biznesowych o marże, czy starcie „starej” skorumpowanej Ukrainy z „nową”, cyfrową.

Budzisz odpowiedział, że to konflikt polityczny, obejmujący po trochu wszystkie te elementy. Przypomniał, że kadencje prezydenta, Rady Najwyższej i samorządów już dawno wygasły, więc wybory na Ukrainie prędzej czy później muszą się odbyć, a o ich wyniku zdecyduje to, kto zdobędzie sympatię żołnierzy i weteranów – dziś najbardziej dynamicznej i wpływowej grupy w ukraińskim społeczeństwie. Konflikt między sześćdziesięcioletnim Syrskim a 35-letnim, wykształconym na Yale Fedorowem ma więc również wymiar pokoleniowy i wymiar walki o wpływy w siłach zbrojnych.

Zwrócił uwagę, że znaczna część dowódców ukraińskich brygad (na ok. 140 istniejących) to ludzie, którzy przed wojną nie planowali kariery wojskowej – jak Robert „Madziar” Brovdi, dowódca ukraińskich sił bezzałogowych, wcześniej prowadzący giełdę rolną w Użhorodzie. To właśnie od poparcia takich dowódców i weteranów zależy, kto będzie rządził Ukrainą – nieprzypadkowo głównymi rywalami Zełenskiego w ewentualnych wyborach wymienia się generałów: Wałerija Załużnego i Kyryła Budanowa (najmłodszego ukraińskiego generała porucznika w historii).

Budzisz zauważył, że wśród dowódców liniowych, którzy publicznie zabrali głos, generał Mychajło Drapatyj (określony jako dowódca operacyjny sił ukraińskich) poparł Fedorowa, podczas gdy jeden z dowódców pułku „Azow” opowiedział się za Syrskim – co świadczy o tym, że rozgrywka wciąż trwa, choć w przytłumionej formie.

Rola Andrija Jermaka i szerszy kontekst polityczny

Budzisz poinformował, że według ukraińskiej prasy z Syrskim spotkał się Andrij Jermak – formalnie zdymisjonowany szef administracji prezydenckiej, wciąż jednak obecny w życiu publicznym i utrzymujący kontakt z Zełenskim, mimo utraty pozycji nieformalnego „wiceprezydenta”. Przypomniał, że Fedorow był jednym ze „spiskowców” odpowiedzialnych za wcześniejszą dymisję Jermaka, obok Budanowa oraz szefa frakcji „Sługa Narodu” Dawyda Arachamii – tego ostatniego, jak zauważył Budzisz, obecnie uznaje się za polityka o rosnącym wpływie na ukraińskie rozgrywki.

Wyjaśnił, że w administracji Zełenskiego zaczęto poważnie myśleć o wyborach prezydenckich po tym, jak majowe sondaże zamówione przez samą administrację pokazały pierwszy od miesięcy wzrost popularności prezydenta, podczas gdy notowania Załużnego – rezydującego w Londynie i coraz mniej obecnego w ukraińskich mediach – zaczęły wyraźnie spadać. Ocenił, że obóz prezydencki wykorzystuje w tej rozgrywce wszystkie dostępne narzędzia, w tym zainicjowanie sporu z Polską o upamiętnienia (dotyczącego jednostki sił specjalnych) jako element budowania sympatii wśród żołnierzy i oficerów frontowych. Jako inny przykład przywołał niedawne spotkanie Zełenskiego z Dmytrem Laszko – radykalnym politykiem nacjonalistycznym, obecnie dowódcą jednego z pododdziałów systemów bezzałogowych na froncie – oceniając je jako symboliczny gest, biorąc pod uwagę, że prezydent nie spotyka się z każdym dowódcą liniowym.

Skala pieniędzy w grze

Budzisz zilustrował skalę finansową sporu prostym wyliczeniem: gdyby przyjąć, że Fedorow skompresował marże producentów sprzętu w swoim systemie przejrzystych przetargów do poziomu 25 proc., a Ukraina wydaje rocznie około 70 miliardów dolarów na kontynuowanie wojny, to widać, jak ogromne sumy trafiają do dynamicznie rosnącego sektora produkcyjnego, tworząc nowe majątki, nowych oligarchów i nowe ośrodki wpływów rywalizujące o kontrolę nad tymi strumieniami.

Osłabienie determinacji elit wobec akcesji do UE

Budzisz ocenił, że presja obozu Zełenskiego na walkę z korupcją wyraźnie osłabła w ostatnim czasie. Wyraził przekonanie, że ukraińska elita rządząca jest dziś bardziej zainteresowana dostępem do europejskiego rynku niż samym członkostwem w Unii Europejskiej, ponieważ akcesja oznaczałaby konieczność podporządkowania się unijnym regulacjom antykorupcyjnym, co byłoby dla tej elity niewygodne.

Jako przykład podał sytuację byłego wicepremiera Tarasa Kaczki, odpowiedzialnego za negocjacje unijne – mimo uznawanej sprawności negocjacyjnej, nie był w stanie zrealizować własnego planu reform uzgodnionego z unijnym komisarzem ds. rozszerzenia (tzw. plan KOS-Kaczka), podpisanego rok wcześniej na 12 miesięcy. Po pół roku sam Kaczka miał przyznać, że zapisy porozumienia zrealizowano jedynie w 15 procentach. Budzisz zaznaczył, że ta słabnąca determinacja dotyczy klasy politycznej, nie zwykłych obywateli, dla których członkostwo w UE ma bezpośrednie znaczenie życiowe, w tym dla pracujących za granicą.

Konsekwencje dla relacji polsko-ukraińskich

Budzisz ocenił, że powyższa obserwacja rzuca istotne światło na polską debatę o ewentualnym blokowaniu członkostwa Ukrainy w UE – skoro, jego zdaniem, ukraińska elita sama nie dąży dziś do akcesji, groźby polskich polityków o zablokowaniu członkostwa są, jak to ujął, „bez sensu”: w razie niepowodzenia tego procesu ukraińscy wyborcy i obywatele będą raczej obwiniać Polskę niż własnych polityków. Ocenił to jako dowód nieznajomości sytuacji na Ukrainie przez polskie elity polityczne, kierujące się – jego zdaniem – „archiwalnymi” wyobrażeniami o tym kraju.

Podsumowanie: klucz polityczny do zrozumienia kryzysu

Budzisz podsumował, że w obecnym kryzysie „jest wszystkiego po trochu”, ale jego rdzeniem pozostaje polityka – konflikt związany z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi na Ukrainie i pytaniem, kto obejmie władzę po ich przeprowadzeniu, niezależnie od tego, czy odbędą się jesienią, czy w przyszłym roku. Zaapelował, by wszystkie działania zarówno rządu, jak i opozycji ukraińskiej interpretować przede wszystkim przez ten pryzmat, ponieważ pozwala to zrozumieć wiele z pozoru niespójnych zachowań ukraińskich elit politycznych.


Rozmowę przeprowadził Igor Janke w programie „Kanał Otwarty”. Materiał „Marek Budzisz: Walka o władzę i miliardy na wojnę. Co dzieje się w Ukrainie? Fragment nagrania” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 221 tys. subskrybentów. Opublikowany 22 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *