Gen. Cieniuch dla Gazety Wyborczej: „Zwycięska Ukraina zagrożeniem dla Polski nie będzie”

Nowe

Gen. Mieczysław Cieniuch, były szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, obecnie ekspert Sieci Badawczej Łukasiewicz, był gościem Doroty Roman w wideopodcaście Gazety Wyborczej „Przysposobienie Obronne”. Rozmowa dotyczyła zagrożenia ze strony Rosji, gotowości obronnej Polski, decyzji o przekazaniu Ukrainie systemów Patriot, braku strategii bezpieczeństwa narodowego, relacji polsko-ukraińskich oraz przyszłej pozycji Ukrainy w regionie po zakończeniu wojny.

Zdefiniowany przeciwnik i stan gotowości militarnej

Cieniuch potwierdził, że permanentne zagrożenie ze strony Rosji zostało jednoznacznie zdefiniowane w dokumentach normatywnych, strategiach oraz w ramach NATO, a także funkcjonuje już w świadomości społecznej – ocenił to jako dobrą sytuację, bo najgorszym scenariuszem jest niezdefiniowany przeciwnik.

Zapytany, czy Polska ma analogicznie zdefiniowany stan swojego potencjału militarnego, odpowiedział przecząco. Zaznaczył, że dążenie do samodzielnej zdolności przeciwstawienia się zagrożeniu rosyjskiemu wymagałoby zbyt dużych wyrzeczeń i podważałoby sens członkostwa w sojuszach międzynarodowych – gotowość Polski należy rozpatrywać w szerszym kontekście gotowości całego NATO.

Ile czasu Polska musiałaby bronić się sama

Odnosząc się do pytania, jak długo Polska musiałaby czekać na sojuszniczą pomoc, Cieniuch podkreślił, że w sensie strategicznym zaskoczenie atakiem pełnoskalowym nie jest dziś możliwe – o narastającym zagrożeniu Polska i sojusznicy dowiedzieliby się z wyprzedzeniem, a decyzje o przemieszczeniu wojsk zapadałyby jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu. Wskazał, że większość ćwiczeń sojuszniczych opiera się na scenariuszach szybkich przegrupowań na tereny zagrożone, co jest dobrą wiadomością dla Polski. Zastrzegł jednak, że dodatkowe zdolności do samodzielnej obrony zawsze się przydają, choć nie powinny być traktowane jako podstawowa opcja.

Roman dopytała o możliwość zaskoczenia taktycznego, przywołując precedens z lat 2021–2022, gdy Stany Zjednoczone jawnie ostrzegały Polskę i inne kraje przed nadchodzącą rosyjską inwazją na Ukrainę, a mimo to – zdaniem wielu ekspertów – Polska zmarnowała ten czas na przygotowania. Cieniuch zgodził się z określeniem „zmarnowała” bardziej niż „przegrała”, wyjaśniając, że zaskoczenie strategiczne rzeczywiście jest niemożliwe, ale zaskoczenie na niższym, taktycznym poziomie już tak – bo posiadanie informacji to jedna sprawa, a wiara w nią to zupełnie inna kwestia. Ocenił, że w tamtym okresie Polska nie do końca uwierzyła, że zagrożenie realnie jej dotyczy, traktując wojnę jako odległy o ponad tysiąc kilometrów konflikt. Zaznaczył też, że decyzje polityczne o zwiększaniu wydatków obronnych są trudne, bo wiążą się z niepopularnymi cięciami w innych obszarach budżetu, przez co politycy naturalnie je odwlekają – co jednak dla wojska bywa bardzo kosztowne, a czasem tragiczne w skutkach.

Czy pomoc dla Ukrainy rozbroiła polską armię

Roman przywołała niedawne upublicznienie przez Ministerstwo Obrony Narodowej części raportu dotyczącego skali pomocy wojskowej przekazanej Ukrainie przez poprzedni rząd, pytając, czy Cieniuch zgadza się z tezą, że ówczesna ekipa „rozbroiła Polskę”. Generał zdecydowanie się z tym nie zgodził. Ocenił, że konflikt rosyjsko-ukraiński przyspieszył nieuniknioną zmianę pokoleniową w polskich siłach zbrojnych – mentalnie, szkoleniowo i proceduralnie polska armia była już częścią NATO, ale wciąż korzystała z poradzieckiego sprzętu. Wyjaśnił, że bez wojny prawdopodobnie jeszcze przez wiele lat trudno byłoby podjąć kosztowną decyzję o wymianie uzbrojenia na zachodnie – przekazanie starego sprzętu Ukrainie, dysponującej rezerwami osobowymi zdolnymi do jego szybkiego wykorzystania, było korzystne dla obu stron i nie zaszkodziło Polsce.

Sprecyzował, że mówi o okresie 2022–2023, kiedy Polska opróżniła magazyny ze sprzętu niepotrzebnego lub wiążącego ją ze wschodnim systemem uzbrojenia – zastrzegł jednak, że magazyny nie są jeszcze w pełni uzupełnione sprzętem odpowiadającym obecnym potrzebom. Podsumował, że nie była to sytuacja „rozbrojenia” armii, lecz przyspieszenie wciąż trwającej zmiany generacyjnej, która pokazała nieefektywność starego układu sprzętowo-osobowego.

Mocne i słabe strony polskiej armii

Zapytany o najmocniejsze i najsłabsze punkty polskich sił zbrojnych, Cieniuch zastrzegł, że nie ma już dostępu do szczegółowych, niejawnych informacji, ale ocenił lotnictwo jako mocną stronę – systematycznie modernizowane i niemal całkowicie przestawione na sprzęt zachodni. Za mocną stronę uznał też artylerię, dobrze wyposażoną i ukompletowaną, zastrzegając jednak, że systemowi ognia brakuje wystarczającej amunicji, o czym regularnie donoszą media.

Za najsłabszy element wskazał marynarkę wojenną – mimo szybkiej i kosztownej modernizacji, wciąż nie osiąga pożądanego poziomu, startując z bardzo niskiego pułapu. Ocenił, że silna marynarka na Bałtyku ma charakter w dużej mierze iluzoryczny, ponieważ ten akwen łatwiej i taniej chronić z lądu – stąd trzy dywizjony rakiet nadbrzeżnych skuteczniej zabezpieczają polskie wybrzeże niż okręt podwodny. Zaznaczył, że okręt podwodny jest potrzebny, ale nie na Bałtyku – jego wartość polega na stwarzaniu zagrożenia poza tym akwenem, do czego potrzebne byłoby uzbrojenie w rakiety balistyczne. Odnosząc się do ewentualnej współpracy ze Szwecją w tym zakresie, zaznaczył, że szwedzkie okręty podwodne typu A-26 dotąd nie były wyposażane w takie rakiety, co rodzi pytanie o koszty takiej modernizacji i to, kto miałby je ponieść.

Debata wokół przekazania Patriotów Ukrainie

Cieniuch jednoznacznie poparł decyzję o przekazaniu Ukrainie części zasobów systemów Patriot, argumentując, że stanowiły one część polskiego wkładu do wspólnej puli NATO, a odstępstwo od zobowiązań sojuszniczych podważałoby wiarygodność Polski jako partnera – kluczowego elementu utrzymującego bezpieczeństwo kraju.

Odnosząc się do hipotetycznego scenariusza kolejnych żądań ze strony NATO czy USA, ocenił to jako naturalne pole do negocjacji politycznych, nie wojskowych – kwestię tego, ile sprzętu przekazać i w zamian za co (np. budowanie wiarygodności czy stałą obecność sojuszniczą w Polsce). Przywołał własne trzyletnie doświadczenie pracy w Kwaterze Głównej NATO w Brukseli, podkreślając, że relacje sojusznicze trzeba systematycznie budować, bo NATO jest organizacją demokratyczną, w której decyzje zapadają na zasadzie konsensusu – wspomniał anegdotę o polskim ministrze obrony pytającym go w Brukseli, dlaczego NATO podejmuje „głupie decyzje”, na co odpowiedział, że decyzje unijne z definicji nie mogą być idealne dla wszystkich, skoro muszą uzyskać powszechną zgodę. Ocenił, że twarda odmowa przekazania jakiegokolwiek sprzętu byłaby szkodliwa dla polskiej pozycji w sojuszu, bo miejsce to natychmiast wykorzystałby inny kraj członkowski.

Zapytany o publiczną, obraźliwą wymianę zdań między prezydentem a szefem MON na platformie X podczas szczytu NATO w Ankarze, dotyczącą oceny przekazania rakiet Patriot, Cieniuch ocenił to jednoznacznie jako szkodliwe dla wiarygodności i powagi międzynarodowej państwa – tego typu wewnętrzne spory są zawsze wykorzystywane przez innych.

Nieobecność w koalicji antybalistycznej

Zapytany, czy podobny mechanizm dotyczy nieobecności Polski w koalicji antybalistycznej tworzonej z udziałem Ukrainy, Cieniuch przyznał, że nie zna szczegółów sprawy. Zaznaczył, że z intensywnie śledzonych przez siebie ukraińskich portali wynika, iż to Ukraina miałaby być odpowiedzialna za to wykluczenie, ale nie jest w stanie ocenić, czy są to fakty, czy tylko słowa – wyraził nadzieję, że to nieprawda.

Brak strategii bezpieczeństwa narodowego

Cieniuch ocenił brak aktualnej strategii bezpieczeństwa narodowego jako realny problem – to podstawowy dokument, na podstawie którego budowane są zdolności obronne państwa, nie tylko wojska. Podkreślił, że wartość strategii polega w dużej mierze na konsensusie politycznym, w jakim powinna powstawać, wyznaczając idealny, choć niekoniecznie w pełni osiągalny, stan docelowy. Brak takiego dokumentu prowadzi do tego, że poszczególne instytucje realizują partykularne, rozbieżne interesy.

Roman przypomniała historię tego zaniechania – strategię opracowaną pod koniec kadencji prezydenta Andrzeja Dudy, którą ten nie podpisał, pozostawiając decyzję swojemu następcy; wzajemne oskarżenia między obozami politycznymi; oraz fakt, że dopiero w maju 2026 roku koncepcja trafiła do Rady Ministrów, gdzie utknęła bez dalszego biegu. Cieniuch przypomniał, że także prezydent Duda przez niemal całą kadencję ograniczył swoją aktywność w tym obszarze do wydania ogólnych wytycznych dla rządu. Odnosząc się do dążenia obecnego prezydenta do większej kontroli nad armią, ocenił to jako przejaw słabości systemu – wykorzystywanie tak ważnego dokumentu do wewnętrznej walki politycznej jest złą wiadomością dla obronności kraju.

Zapytany, czy w kontekście zbliżających się wyborów parlamentarnych spodziewa się nasilenia upolitycznienia kwestii wojskowych, wyraził nadzieję, że nie, zaznaczając jednak, że politycy w demokracji z natury podążają za oczekiwaniami społecznymi – dlatego kluczowa jest edukacja obywateli w zakresie bezpieczeństwa, jednego z dwóch (obok rozwoju) najważniejszych obszarów, o które społeczeństwo powinno zabiegać, kształtując klasę polityczną.

Cywilna kontrola nad wojskiem

Cieniuch zdecydowanie opowiedział się za utrzymaniem cywilnej kontroli nad siłami zbrojnymi, argumentując, że to ona daje wojsku możliwość rozwoju i buduje jego wiarygodność. Wskazał, że mimo szybkości podejmowania decyzji w systemach autorytarnych, to społeczeństwa demokratyczne z cywilnym zwierzchnictwem nad armią są historycznie bogatsze i bezpieczniejsze niż reżimy dyktatorskie.

Czy Ukraina chce zastąpić Polskę jako lidera flanki wschodniej

Na zakończenie rozmowy Roman zapytała wprost, czy Ukraina postrzega siebie jako przyszłego lidera flanki wschodniej zamiast Polski. Cieniuch ocenił obecną sytuację konfrontacyjną między obu krajami jako jednoznacznie złą, w której trudno doszukać się pozytywnych stron. Wyraził przypuszczenie – zastrzegając, że może się mylić – że Ukraina rzeczywiście realizuje własne, wielkie cele strategiczne kosztem Polski. Skrytykował próby wpływania przez stronę ukraińską na wewnętrzną scenę polityczną Polski jako nieakceptowalne, wskazując, że Polska również nie powinna ingerować w sprawy wewnętrzne Ukrainy, ale zgoda na rozgrywanie polskich obozów politycznych przez Kijów jest nie do przyjęcia.

Zwrócił uwagę na wypowiedzi części ukraińskich polityków średniego szczebla oraz osób publicznych, w tym środowisk akademickich, otwarcie twierdzących, że Ukraina jest ważniejsza dla Europy niż Polska i będzie w przyszłości pełnić wiodącą rolę – łącznie z aroganckimi, jego zdaniem, sugestiami, że poprzez Brukselę Ukraina będzie w stanie „wymuszać” na Polsce określone zachowania, np. groźbami ograniczenia funduszy unijnych. Ocenił takie stwierdzenia jako przejaw arogancji i „grania powyżej swoich możliwości”. Zaapelował o zachowanie przez Polskę spokoju i dystansu wobec drobnych, medialnych zaczepek – jako przykład podał kontrowersje wokół tego, z jakiego lotniska (Rzeszów czy Kiszyniów) wylatywał prezydent Zełenski – sugerując, że tego typu tematy nie powinny angażować całego społeczeństwa, lecz co najwyżej być przedmiotem nieformalnych rozmów dyplomatów, na wzór postawy państw zachodnich, które nie reagują natychmiastowo na każdą prowokację.

Roman zauważyła, że taka strategia spokoju wymaga siły wewnętrznej, a Polska osłabiona politycznie może przegrać rywalizację o rolę lidera regionu w poszukiwaniu sojuszników. Cieniuch przyznał jej rację, powracając do apelu o niepozwalanie żadnemu zewnętrznemu podmiotowi, w tym Ukrainie, na rozgrywanie wewnętrznych podziałów politycznych Polski.

Przyszłość Ukrainy po wojnie

Zapytany, co się stanie, jeśli Europa Zachodnia po zakończeniu wojny bardziej skupi swoją uwagę na Ukrainie dysponującej ogromnym doświadczeniem bojowym, Cieniuch przyznał, że jeśli wojna zakończy się bez zwycięstwa Rosji, Ukraina rzeczywiście stanie się silnym militarnie i politycznie państwem w Europie – to fakt, z którym nie ma sensu dyskutować. Zastrzegł jednak, że Ukraina pozostaje głęboko uzależniona od zewnętrznych dostaw sprzętu, materiałów i finansowania, przez co jeszcze przez wiele lat nie będzie stanowić realnego zagrożenia dla Polski.

Podkreślił, że Polska, jako jeden z sześciu wiodących krajów Unii Europejskiej, sama będzie miała wpływ na europejską politykę wobec Ukrainy – zaapelował, by nie dystansować się od polityki unijnej, lecz się z nią utożsamiać, skoro Polska współtworzy tę politykę. Zaznaczył, że siła militarna Ukrainy leży w polskim interesie, a realnego zagrożenia z tej strony nie widzi, biorąc pod uwagę skalę uzależnienia Ukrainy od unijnego wsparcia finansowego, sprzętowego i serwisowego. Dodał, że Ukraina będzie też musiała przebudować swoją gospodarkę, przywołując zasadę, że bitwy wygrywa się wojskami pancernymi, ale wojny wygrywa się ekonomią – kraje słabe gospodarczo nie są w stanie prowadzić długich konfliktów.

Na zakończenie Roman zwróciła uwagę na fakt, że prezydent RP wciąż nie podpisał traktatu z Wielką Brytanią, a umowa z Niemcami nie miała rangi traktatu, lecz jedynie porozumienia resortowego. Cieniuch ocenił to jako słabość państwa, niekorzystną dla polskiego bezpieczeństwa, choć unikał określenia tego mianem porażki w kategorycznym sensie.


Rozmowę przeprowadziła Dorota Roman w wideopodcaście Gazety Wyborczej „Przysposobienie Obronne”. Materiał „Zwycięska Ukraina zagrożeniem dla Polski nie będzie” dostępny na kanale Gazeta Wyborcza na YouTube, liczącym 48,7 tys. subskrybentów. Opublikowany 21 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *