Mazurek: nadanie jednostce imienia „bohaterów UPA” to policzek dla Polski. Polskie władze milczą

Jedna z ważnych jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy — Samodzielne Centrum Operacji Specjalnych Północ — została uhonorowana przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego tytułem imienia „bohaterów UPA”. Decyzja wywołała w Polsce falę krytyki, choć polskie władze zachowały milczenie. Komentarz do sprawy zamieścił na Kanale Zero dziennikarz Robert Mazurek.

„To policzek dla nas wszystkich” — stwierdził Mazurek, zaznaczając jednocześnie, że nie jest antyukraińskim fanatykiem, wielokrotnie bywał na Ukrainie i uważa każdego, kto walczy z Putinem, za sojusznika. Jednak tej decyzji — jego zdaniem — obronić się nie da.

Uzasadnienie Zełenskiego i kontekst historyczny

Prezydent Ukrainy uzasadnił decyzję „chęcią przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska” oraz docenieniem „wzorowej służby jednostki podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy”. Mazurek skomentował to dosadnie: „Jakie historyczne tradycje? Tradycje mordowania Polaków i Żydów?”

Ukraińska Powstańcza Armia — zbrojna organizacja wywodząca się z banderowskiego skrzydła Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, założonej w 1929 roku w Wiedniu — ponosi odpowiedzialność za rzeź wołyńską, w której w latach 1943–1945 zamordowano około 100 tysięcy Polaków. UPA mordowała również Żydów, działając w dużej mierze w ramach współpracy z hitlerowcami.

Mazurek przywołał kontekst sprzed kilku dni: tuż przed decyzją o nadaniu imienia jednostce Zełenski uczestniczył w honorowym pogrzebie Andrija Melnyka — agenta Abwery i zwolennika ścisłej współpracy z III Rzeszą — na Narodowym Wojskowym Cmentarzu Pamięci pod Kijowem. Na tę decyzję zdecydowanie zareagował Izrael — Instytut Jad Vashem i izraelskie MSZ zaprotestowały. Polskie MSZ nie wydało żadnego oświadczenia.

Nie incydent, lecz trwała polityka

Mazurek przywołał ocenę profesora Grzegorza Motyki — według dziennikarza jednego z najlepszych specjalistów od relacji polsko-ukraińskich — który wskazuje, że gloryfikacja UPA to nie chwilowy PR-owy kaprys Zełenskiego ani kalkulacja wyborcza, lecz element konsekwentnej, wieloletniej polityki historycznej Ukrainy. „To jest coś znacznie gorszego” — ocenił Mazurek. Wskazał, że Bandera ma ulicę w każdym miasteczku zachodniej Ukrainy, a we Lwowie Roman Szuchewycz — którego Mazurek określił mianem zbrodniarza wojennego — ma dwie ulice w centrum miasta, pod dwoma różnymi nazwiskami.

Polskie milczenie

Szczególnie mocno Mazurek skrytykował brak reakcji polskich władz. Polskie MSZ — jak wskazał — w momencie nagrywania komentarza nie wydało żadnego oświadczenia w tej sprawie. Zamiast tego na stronie resortu widniały informacje o jubileuszowym szczycie polsko-niemieckiego partnerstwa Odry. Pełnomocnik rządu ds. kontaktów z Ukrainą Paweł Kowal również nie zabrał głosu.

„Plują nam w twarz, a my co, udajemy, że mżawka?” — pytał Mazurek. Zaznaczył, że jego stanowisko nie wynika z nienawiści do Ukraińców ani z chęci przypodobania się środowiskom nacjonalistycznym, lecz z przekonania, że Polska nie może pozwalać na gloryfikację sprawców zbrodni na 100 tysiącach polskich obywateli, niezależnie od kontekstu geopolitycznego. „Ukraina musi dbać o swoje interesy narodowe. Nie jestem dzieckiem, ale nie musi tego robić w ten sposób” — podsumował dziennikarz.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *