Rosja będzie w najbliższych miesiącach zwiększać skalę ataków rakietowych i dronowych na Ukrainę, próbując wywołać kryzys humanitarny i polityczny — ocenił dziennikarz Wirtualnej Polski Zbigniew Parafianowicz w programie „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News. Odniósł się również do kulis dyskusji o przekazaniu Ukrainie pocisków do systemów Patriot, zapowiadanego transferu polskich MiGów-29 oraz bardzo krytycznie ocenił sposób, w jaki ukraińskie elity prowadzą rozmowy z Polską.
„Deszcz balistyczny” i taktyka terroru wobec ukraińskich miast
Parafianowicz ocenił, że skala pocisków balistycznych, manewrujących i dronów spadających obecnie na Ukrainę jest na tyle duża, że żadne pojedyncze państwo nie jest w stanie samodzielnie jej powstrzymać. Określił to jako celową rosyjską taktykę, nazywaną „deszczem balistycznym”, która prawdopodobnie zostanie jeszcze nasilona jesienią, we wrześniu i październiku. Zaznaczył, że wykorzystywane pociski nie pochodzą wyłącznie z produkcji rosyjskiej — Rosja sprowadza je również z Korei Północnej oraz prawdopodobnie z Iranu. W jego ocenie mamy dziś do czynienia z nowym etapem systematycznego niszczenia ukraińskich miast — jako przykład wskazał rejon Szewczenkowski w Kijowie, niemal całkowicie zrównany z ziemią. Podkreślił, że choć cele cywilne były atakowane od dawna, obecna skala i determinacja tych działań są bezprecedensowe w tym sezonie wojny.
Odpowiadając na pytanie, czy Rosja celowo dąży do wywołania kryzysu humanitarnego mającego złamać Ukrainę, Parafianowicz potwierdził, że chodzi zarówno o kryzys humanitarny, jak i polityczny. Zaznaczył, że Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę, iż każdy kolejny rok rządów Wołodymyra Zełenskiego osłabia jego legitymizację, przywołując niedawną, dość nieudaną rekonstrukcję rządu, w wyniku której stanowisko stracił popularny minister obrony, co wywołało falę protestów. Zauważył też, że Moskwa uważnie obserwuje nastroje polityczne w Europie Zachodniej — wie, jaka partia prowadzi w niemieckich sondażach, jakie siły polityczne pretendują do władzy we Francji, oraz że priorytety premiera Wielkiej Brytanii koncentrują się dziś bardziej na sprawach wewnętrznych i dobrobycie niż na dalszym dozbrajaniu Ukrainy.
Czy Ukraina wytrzyma presję?
Pytany wprost, czy Ukraina „pęknie” pod naporem rosyjskich ataków, Parafianowicz ocenił, że nie — zaznaczając, że podobne pytania pojawiają się co sezon, ilekroć Rosja wprowadza nową metodę zwiększania presji, tak jak zimą, gdy atakowano ukraińską infrastrukturę elektroenergetyczną. Wskazał na brutalny paradoks obecnej sytuacji — z Ukrainy, jego zdaniem, faktycznie „nie ma już kto wyjechać”. Przypomniał, że z niemal 48-milionowego narodu z 1991 roku Ukraina skurczyła się dziś prawdopodobnie do poniżej 30 milionów mieszkańców, z czego jedna trzecia to emeryci pobierający świadczenia z budżetu państwa, praktycznie w całości finansowanego przez instytucje międzynarodowe, takie jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Komisja Europejska czy grupa G7.
Kulisy dyskusji o Patriotach
Odnosząc się do możliwego przekazania Ukrainie pocisków do systemów Patriot, Parafianowicz zaznaczył, że taka decyzja mogłaby zapaść wyłącznie w formie transakcji i byłaby efektem długiego procesu. Poinformował, że tego dnia opublikował w Wirtualnej Polsce tekst opisujący kulisy tej dyskusji, podkreślając, że to dopiero jej początek — sygnał musiałby wyjść od sekretarza generalnego NATO, a przekazanie broni wymagałoby stworzenia koalicji państw dysponujących systemami Patriot. Wyjaśnił, że Polska dysponuje około 200 pociskami PAC-3 MSE, jednak w grę wchodziłoby przekazanie jedynie kilku, maksymalnie kilkunastu sztuk, na wzór wcześniejszej koalicji leopardowej z 2023 roku, gdy za rządów Prawa i Sprawiedliwości kilka państw wspólnie złożyło się na pulę sprzętu wojskowego dla Ukrainy.
Parafianowicz ujawnił również, na podstawie informacji z Ministerstwa Obrony Narodowej, że jako pierwsze na Ukrainę trafią w najbliższych tygodniach polskie samoloty MiG-29, w ramach procesu trwającego od początku roku — mają one odegrać rolę we wsparciu ukraińskiej obrony powietrznej. W zamian, jak wynika z ustaleń Wirtualnej Polski, do Polski ma trafić duża partia ukraińskich dronów, technologii oraz know-how, w tym danych wykorzystywanych do trenowania systemów obsługujących technologię dronową. Zaznaczył, że wcześniej Ukraińcy oczekiwali od Polski przekazania samolotów MiG-29 wraz z ich modernizacją, bez konieczności przekazywania czegokolwiek w zamian, co uznał za sytuację kuriozalną i niedopuszczalną. Ocenił, że zarówno Ukraina, jak i Polska stopniowo przechodzą na model relacji zgodny z zasadą sformułowaną przez Kyryła Budanowa, opisującą podział na tych, którzy tworzą reguły gry, i tych, którzy je jedynie przyjmują — model transakcyjny i pragmatyczny, oparty na wzajemnych korzyściach obu stron.
Krytyka sposobu prowadzenia rozmów przez ukraińskie elity
Pytany, czy obecna transakcyjność w relacjach polsko-ukraińskich daje nadzieję na przełom w stosunkach obu krajów, Parafianowicz odpowiedział bardzo krytyczną oceną postawy ukraińskich elit politycznych, określając ją mianem „niesamowitego poziomu głupoty”. Wskazał, że trudno oczekiwać przychylności polskiego rządu, którego koalicjantem jest partia ludowa (PSL), wobec próśb o przekazanie systemów Patriot w sytuacji, gdy równocześnie napływają informacje o planowanej ekshumacji szczątków Jewhena Konowalca, jednego z dowódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów — zamordowanego przez NKWD jeszcze przed ludobójstwem wołyńskim, ale odpowiedzialnego wcześniej za działania dywersyjne i terrorystyczne wymierzone w II Rzeczpospolitą — którego szczątki mają zostać z honorami pochowane pod Kijowem, podobnie jak wcześniej Andrija Melnyka, określonego przez Parafianowicza jako kolejnego kolaboranta hitlerowskiego.
Zapytany, czy ukraińska strona nie rozumie skutków takich działań, czy raczej celowo prowokuje, Parafianowicz ocenił to jako przejaw dość skrajnej politycznej głupoty, wynikającej z niewyciągania wniosków z bieżącej sytuacji. Jako kolejny przykład wskazał sposób, w jaki prezydent Zełenski komunikuje się z Polską w sprawie Patriotów — wyłącznie za pośrednictwem wywiadów prasowych, mimo że, jak podkreślił Parafianowicz w swoim dzisiejszym artykule dla Wirtualnej Polski, żaden formalny wniosek w tej sprawie nie wpłynął i nie istnieje żaden oficjalny dokument. Ocenił, że taki sposób komunikacji jest mało rozsądny i źle odbierany po stronie polskiej. Skrytykował także próbę łączenia przez stronę ukraińską kwestii ekshumacji w Hucie Pieniackiej z rozmowami o Patriotach — podkreślając, że przeprowadzenie ekshumacji nie jest żadnym gestem dobrej woli Ukrainy wobec Polski, lecz elementem wcześniejszych ustaleń, który nie powinien podlegać żadnym negocjacjom ani być przedmiotem transakcji.
Pragmatyzm zamiast przełomu
Podsumowując, Parafianowicz jednoznacznie stwierdził, że nie wierzy w nadchodzący przełom w relacjach polsko-ukraińskich, zaznaczając zarazem, że przełomy w polityce niekoniecznie są w ogóle potrzebne. Wyraził natomiast wiarę w transakcyjne i pragmatyczne realizowanie interesów przez obie strony, dążące do obopólnych korzyści ze współpracy — jak w przypadku wymiany MiGów-29 na ukraińskie drony, dzięki której Polska otrzyma nowoczesną technologię dronową, a Ukraina samoloty zdolne zestrzeliwać rosyjskie pociski manewrujące, co, jego zdaniem, powinno usatysfakcjonować obie strony.
Program „Gość Wydarzeń” dostępny na kanale polsatnews.pl na YouTube, liczącym 527 tys. subskrybentów. Opublikowany 14 sierpnia 2026 roku. Oryginalny tytuł materiału: „«Niesamowity poziom głupoty». Mocne słowa o ukraińskich elitach”.