„Świat nie dzieli się na sojuszników i wrogów. Świat dzieli się na tych, którzy kształtują reguły, i tych, którzy są zmuszeni według nich żyć” — te słowa Kyryła Budanowa, szefa Biura Prezydenta Ukrainy i byłego szefa wywiadu wojskowego, stały się punktem wyjścia rozmowy prowadzącego kanału War Gang ze Zbigniewem Parafianowiczem, publicystą Wirtualnej Polski i autorem książki „Kłopot z Zełenskim”. Rozmówcy przeanalizowali, na ile ambicje Ukrainy jako eksportera bezpieczeństwa mają realne podstawy, jak wykorzystuje ona swoje służby specjalne poza granicami kraju oraz jakie zagrożenia rysują się dla Polski i wschodniej flanki NATO jesienią tego roku.
Ukraina jako mocarstwo? Jeszcze nie
Parafianowicz ocenił słowa Budanowa jako wyraz szerszej percepcji ukraińskich elit politycznych, wojskowych i służbowych — swoiste „prężenie muskułów ponad stan”. Przyznał, że nikt nie kwestionuje siły ukraińskiej armii ani skuteczności jej służb specjalnych, zaprawionych w boju i zdolnych do agresywnych działań, ani rozwiniętych kompetencji dronowych, w tym własnej produkcji pocisków manewrujących. Zaznaczył jednak, że Ukraina pozostaje państwem-klientem, całkowicie zależnym od zewnętrznego wsparcia finansowego i sprzętowego — gdyby to wsparcie ze strony Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych ustało, wojna zakończyłaby się natychmiast. Jako dowód wskazał uporczywe prośby Zełenskiego o pociski do systemów Patriot oraz próby budowania nowej koalicji dostawców złożonej z Polski, Niemiec, Japonii i USA — Ukraina potrzebuje, jego zdaniem, około 300 pocisków PAC-3 MSE, których po prostu nie ma, a ukraiński budżet nadal opiera się na pomocy Międzynarodowego Funduszu Walutowego oraz państw G7.
Parafianowicz podkreślił, że taka postawa — manifestowanie siły ponad realne możliwości — jest charakterystyczna dla polityki posowieckiej i wymaga krytycznego rozłożenia na czynniki pierwsze. Jego zdaniem czym innym jest zdolność do punktowych uderzeń dronami w głąb Rosji czy zniszczenie pojedynczego tankowca floty cieni u wybrzeży Omanu, a czym innym bycie w pełni sprawnym, samodzielnym podmiotem geopolitycznym na wzór Izraela. Przypomniał, że Ukraina z niemal 48-milionowego państwa w 1991 roku skurczyła się dziś do poniżej 30 milionów mieszkańców, z czego jedna trzecia to emeryci. Ocenił, że mówienie o Ukrainie jako mocarstwie czy eksporterze bezpieczeństwa jest dziś przedwczesne — obecnie eksportuje ona raczej niestabilność, a rola eksportera bezpieczeństwa mogłaby stać się realna dopiero po zakończeniu wojny i wieloletnim procesie odbudowy państwa i sił zbrojnych. Zwrócił też uwagę na poważne dysfunkcje wewnątrz armii — przywołał głośne reportaże dotyczące nadużyć w Pułku „Skala” oraz mechanizm przymusowego poboru (tzw. „busyfikacji”), w którym możliwość wykupienia się od służby prowadzi do sytuacji, w której osoby zamożne unikają frontu, a te bez środków trafiają na front niemal jak, jak to ujął, „żywy towar”.
Transakcyjność zamiast sentymentów
Odnosząc się do praktycznych konsekwencji filozofii Budanowa dla Polski, Parafianowicz ocenił, że relacje polsko-ukraińskie coraz bardziej przesuwają się w stronę czystej transakcyjności — i jego zdaniem jest to kierunek zdrowy. Jako przykład przywołał własny artykuł w Wirtualnej Polsce opisujący kulisy rozmów o systemach Patriot, prowadzonych za pośrednictwem sekretarza generalnego NATO w gronie państw dysponujących tymi systemami, a także kulisy wymiany polskich samolotów MiG-29 (przelatanych i z przekroczonymi resursami) na duże partie ukraińskich dronów i związanych z nimi technologii. Ocenił, że relacje międzypaństwowe nie powinny opierać się na sentymentach czy podkreślaniu bliskości kulturowej, lecz na jasno liczonych interesach — Ukraina, jako państwo z korzeniami oligarchicznymi, funkcjonuje od dawna niczym „izba handlowa”, co ułatwia współpracę z nią, o ile obie strony przyjmą pragmatyczny, a nie idealistyczny paradygmat.
Siły specjalne jako narzędzie polityki zagranicznej
Parafianowicz szczegółowo opisał, jak Ukraina wykorzystuje kompetencje wywiadu wojskowego (HUR) i sił specjalnych do realizacji celów dalece wykraczających poza własne terytorium. Ataki na jednostki floty cieni czy infrastrukturę naftową, wpływające na globalną podaż surowców, prowokowały już bezpośrednie reakcje takich postaci jak wiceprezydent USA J.D. Vance, domagającego się ich zaprzestania — Ukraińcy, jego zdaniem, w pełni świadomie wykorzystują to jako kartę przetargową w rozmowach z Waszyngtonem.
Jako przykład eksportu kompetencji wskazał wsparcie udzielane przez ukraińskie siły specjalne Francuzom w walce z pozostałościami po Grupie Wagnera (obecnie działającymi jako tzw. Afrika Korps) w Mali, Burkina Faso i Republice Środkowoafrykańskiej — usługę tę Ukraina wycenia później w postaci konkretnego sprzętu, takiego jak pociski Aster do systemów SAMP/T, haubice Caesar czy samoloty Mirage. Podkreślił, że dedykowany pododdział wywiadu wojskowego, Grupa Tymur, realizuje takie zadania z myślą o wymianie zdobytej wiedzy na wsparcie polityczne, sprzęt obrony powietrznej lub lobbing w kwestii finansowania ukraińskiej armii. Przywołał również rolę Ukrainy w obaleniu reżimu Baszara al-Asada w Syrii, powiązaną z relacjami z Turcją (szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha był wcześniej ambasadorem w Ankarze), co zaowocowało później zakupem przez Ukrainę tureckich pocisków ATMACA wykorzystywanych do uderzeń na terytorium Rosji.
Skonfrontował te działania z sytuacją polskich służb specjalnych, oceniając, że nawet elitarne jednostki określane jako tier one wciąż funkcjonują głównie jako sprawne jednostki antyterrorystyczne, a nie narzędzia realizacji strategicznych interesów państwa — przywołując jako przykład właściwego rozumienia tej roli operację „Samum” z lat 90., przeprowadzoną częściowo w celu zredukowania polskiego zadłużenia wobec instytucji międzynarodowych.
Eksport bezpieczeństwa do Afryki i na Bliski Wschód
Rozwijając wątek afrykański, Parafianowicz wyjaśnił, że Ukraina dysponuje unikalną, szczegółową wiedzą operacyjną na temat pozostałości po Grupie Wagnera — personaliów, uzbrojenia, słabych stron i sposobu reagowania na zagrożenia dronowe — co pozwala skuteczniej i taniej zwalczać te formacje realizujące rosyjskie interesy w Afryce Subsaharyjskiej. Ocenił, że za tymi działaniami stoi spójna, przemyślana strategia, czego dowodem była błyskawiczna oferta pomocy złożona przez ukraińską dyplomację państwom Zatoki Perskiej po amerykańskim ataku na Iran — Ukraina oferowała im wiedzę m.in. o skutecznym zwalczaniu dronów typu Shahed, licząc na przychylność w kontekście negocjacji pokojowych oraz dostęp do surowców energetycznych po korzystnych cenach.
Przywołał też wypowiedź generała Wałerija Załużnego, sugerującą, że Ukraina może w przyszłości dążyć do przemodelowania architektury bezpieczeństwa w Europie, oferując państwom bałtyckim gwarancje bezpieczeństwa poza artykułem 5 NATO — np. w postaci szybko przerzucanych grup operatorów dronowych zdolnych reagować na zagrożenia podprogowe. Parafianowicz ocenił tę tezę jako na razie mocno wyprzedzającą rzeczywistość, dodając zarazem, że tego rodzaju retoryka Załużnego — niezależnie od intencji — do pewnego stopnia wpisuje się w propagandę kremlowską, głoszącą, że NATO jest organizacją nieistotną i przestarzałą. Nie wykluczył jednak, że w perspektywie dekady taka zmiana może rzeczywiście nastąpić — szczególnie jeśli państwa wschodniej flanki NATO, w tym Polska, nie przyspieszą własnej transformacji w kierunku nowoczesnej wojny dronowej. Przypomniał w tym kontekście plany utworzenia w Polsce silnie zdronizowanej 7. Dywizji na bazie 6. Brygady Powietrznodesantowej i 25. Brygady Kawalerii Powietrznej, zaznaczając, że Rosja planuje docelowo stworzyć 140–160-tysięczną armię złożoną wyłącznie z operatorów dronów — siłę liczebnie przewyższającą całe polskie siły zbrojne.
Wiedza z frontu jako towar
Odnosząc się do doniesień „Wall Street Journal” o ćwiczeniach w Niemczech, podczas których ukraińscy operatorzy dronów w symulacji skutecznie „zniszczyli” znaczną część sprzętu amerykańskiego, Parafianowicz ocenił, że wiedza zdobyta przez Ukraińców na polu walki — nagrania z dronów, wypracowane procedury, doświadczenie w rozpraszaniu skoncentrowanych zgrupowań wojsk — jest dziś bezcenna. Przywołał opinie znajomych służących na Ukrainie, według których znaczna część armii NATO w obecnych warunkach mogłaby nie dotrzeć nawet na linię styku z przeciwnikiem, zanim zostałaby „spalona” przez wrogie oddziały dronowe. Zaznaczył, że Brytyjczycy intensywnie zbierają takie dane, podczas gdy Polska i reszta wschodniej flanki NATO robią to zbyt wolno, wciąż trzymając się przestarzałej kultury koncentrowania dużych związków taktycznych w jednym miejscu — praktyki, która na współczesnym polu walki oznacza pewny cel dla artylerii i dronów przeciwnika. Podkreślił przy tym, że Ukraińcy niechętnie dzielą się tą wiedzą za darmo, traktując ją jako cenną walutę przetargową.
Proliferacja kompetencji wojennych jako zagrożenie
Parafianowicz ocenił jako realne ryzyko przenikanie zdobytych na wojnie kompetencji dronowych do organizacji przestępczych i potencjalnie terrorystycznych. Potwierdził doniesienia o Kolumbijczykach walczących zarówno po stronie ukraińskiej, jak i rosyjskiej, przywołując analizy think tanku Hartija działającego w rejonie kupiańskim — część z nich, jego zdaniem, świadomie wyjeżdża na Ukrainę, by zdobyć praktyczne doświadczenie bojowe i przewieźć je później do Ameryki Łacińskiej. Zaznaczył, że mimo prób ukraińskiego kontrwywiadu wyłapywania tego rodzaju „turystyki wojennej”, brak jest wiarygodnych danych o skuteczności tych działań, a jeszcze bardziej niepokojącym, kompletnie niezbadanym obszarem pozostają motywacje i plany walczących po obu stronach frontu bojowników pochodzących z Północnego Kaukazu.
Zagrożenie rosyjską prowokacją jesienią
Parafianowicz potwierdził swoją wcześniejszą prognozę opublikowaną w Wirtualnej Polsce, według której pod koniec lata lub jesienią Rosja może przeprowadzić prowokację na wschodniej flance NATO, prawdopodobnie pod obcą (w tym ukraińską) flagą. Wskazał na napływające z poważnych agencji wywiadowczych, w tym amerykańskich, sygnały dotyczące potencjalnych scenariuszy uderzeń na infrastrukturę energetyczną oraz obiekty wojskowe — m.in. budowane na południu Litwy, przy granicy z Białorusią, koszary dla 45. Brygady Pancernej Bundeswehry, rafinerię w Możejkach czy sieci przesyłowe łączące Polskę z państwami bałtyckimi, a także budowę polskiej elektrowni atomowej. Przywołał niedawne zatrzymanie w Polsce potencjalnego zamachowca pochodzącego z Donbasu (o czym informował dziennikarz TVN Robert Zieliński), a także wcześniejsze zabójstwo rosyjskiego opozycjonisty we wschodniej Polsce, jako przykłady rosyjskiej strategii wykorzystywania „szarej strefy” i niejasności narodowościowych do podważania wzajemnego zaufania w regionie. Zwrócił uwagę na otwarte pytanie o sposób dostarczenia zatrzymanemu broni i amunicji — czy nastąpiło to za pośrednictwem rosyjskiej poczty dyplomatycznej i kurierów dyplomatycznych, czy w inny sposób, oraz czy rosyjskie służby są zdolne nawiązywać kontakt z przestępczym półświatkiem w tej części Europy.
Za najsłabsze ogniwo NATO w regionie uznał Łotwę, praktycznie pozbawioną skutecznej obrony przeciwlotniczej i przeciwdronowej, gdzie wcześniejsze incydenty z błąkającymi się ukraińskimi dronami doprowadziły już do upadku rządu i zaplanowanych na październik przedterminowych wyborów. Skorelował ryzyko eskalacji jesienią również z wyborami do rosyjskiej Dumy Państwowej, które będą wymagały od Kremla odnowienia legitymizacji władzy poprzez konsolidację społeczeństwa wokół narracji o konflikcie z całym NATO, a nie tylko z Ukrainą. Coś o wiele bardziej spektakularnego, jak ocenił, mogłoby oznaczać uderzenie dronami lub pociskami rakietowymi pod obcą flagą, z celowym obarczeniem winą Białorusi.
Wybuch rosyjskiej rakiety w Polsce jako sygnał do dalszej eskalacji
Odnosząc się do incydentu z rosyjską rakietą, która eksplodowała w rejonie Tarnawy Kolonii bez zestrzelenia przez polską obronę powietrzną, Parafianowicz ocenił brak reakcji jako najbardziej niepokojący element całej sprawy — potwierdzono, że był to pocisk typu Ch-101, co jego zdaniem wyklucza spekulacje o udziale strony ukraińskiej. Podkreślił, że łatwość, z jaką opinia publiczna „przeszła do porządku dziennego” nad tym wydarzeniem, bez uruchomienia jakiejkolwiek formalnej procedury NATO, stanowi zachętę dla Rosji do kontynuowania i stopniowego eskalowania podobnych działań. Ocenił, że powtórzenie podobnego scenariusza wobec Litwy — w kontekście budowanych tam koszar dla wojsk niemieckich — miałoby dla Rosji szczególne znaczenie, mogąc zniechęcić Niemcy do stałego rozmieszczenia tam swojej brygady pancernej, zwłaszcza biorąc pod uwagę rosnące poparcie dla AfD w niemieckich sondażach.
Cel nadrzędny: demontaż NATO
Parafianowicz podsumował, że wszystkie te działania — od prowokacji granicznych po dezinformację — służą realizacji niezmiennych od początku wojny celów rosyjskich, zapisanych w tzw. memorandum Gruszki, przedstawionym w Genewie pod koniec 2021 roku przez rosyjskiego wiceministra spraw zagranicznych. Poza osłabieniem czy pokonaniem Ukrainy, celem Rosji pozostaje demilitaryzacja wschodniej flanki NATO oraz w perspektywie maksymalnej — doprowadzenie do faktycznego rozpadu samego Sojuszu, poprzez systematyczne podważanie wiarygodności artykułu 5 i udowadnianie, że NATO jest organizacją „papierową”. Odniósł się też krytycznie do niespójnych deklaracji administracji Donalda Trumpa, w tym wycofanej obietnicy licencjonowania produkcji pocisków PAC-3 dla Ukrainy — ocenił wiarygodność takich zapowiedzi jako bardzo niską, porównując je do równie niespełnionych gróźb wobec Iranu w kontekście Cieśniny Ormuz. Wyjaśnił również, że amerykańskie koncerny zbrojeniowe (Raytheon, Lockheed Martin) nie są zainteresowane udostępnianiem Ukrainie zaawansowanych technologii produkcji pocisków Patriot z obawy przed ich nieautoryzowanym kopiowaniem — przywołując przy tym wcześniejszy przypadek prób przejęcia przez Chińczyków technologii silników lotniczych ukraińskiej firmy Motor Sicz.
Co powinna robić Polska
Na zakończenie, pytany o rekomendacje dla polskiej polityki bezpieczeństwa, Parafianowicz jednoznacznie opowiedział się za tym, by Polska również dążyła do współtworzenia reguł gry, a nie wyłącznie ich biernego przyjmowania. Wskazał na pilną potrzebę fundamentalnego przemyślenia struktury polskiego sektora bezpieczeństwa — w tym roli wywiadu, kontrwywiadu i jednostek specjalnych — oraz zbudowania realnej synergii między siłami specjalnymi a służbami wywiadowczymi, w tym rozwoju zdolności SIGINT oraz własnego obrazowania satelitarnego. Ocenił, że zasoby potrzebne do tego w Polsce już istnieją, brakuje jedynie spójnej koncepcji ich wykorzystania.
Program „War Gang: Debriefing” dostępny na kanale War Gang na YouTube, liczącym 2,55 tys. subskrybentów. Opublikowany 15 sierpnia 2026 roku. Oryginalny tytuł materiału: „WIEDZA Z FRONTU JEST WALUTĄ | Zbigniew Parafianowicz – Służby, drony i siły specjalne”.