Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potwierdził podczas wizyty w Serbii, że Ukraina nie uznaje niepodległości Kosowa, nazywając ją jednostronną deklaracją i uznając Kosowo za terytorium Serbii. Dr Maciej Pieczyński, rusycysta i ukrainista z Uniwersytetu Szczecińskiego, twórca kanału Prąd Wschodni i publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, wyjaśniał w rozmowie z Kamilą Baranowską historyczny i polityczny kontekst tej deklaracji, a także omówił szerzej relacje polsko-ukraińskie, wewnętrzną sytuację polityczną na Ukrainie oraz wiarygodność ostrzeżeń Zełenskiego przed rosyjską mobilizacją.
Historyczne korzenie sojuszu serbsko-rosyjskiego
Pieczyński wyjaśnił, że prorosyjskość Serbii ma głębokie podstawy historyczne, sięgające XIX wieku, gdy w Imperium Rosyjskim popularna była idea wyzwolenia prawosławnych Słowian bałkańskich spod panowania osmańskiego – rosyjscy ochotnicy walczyli wówczas zbrojnie o niepodległość Serbów. Przełomowym momentem, który na nowo umocnił ten sojusz, było bombardowanie Jugosławii przez NATO w 1999 roku – Rosja odebrała to jako naruszenie swojej strefy wpływów na Bałkanach i jeden z impulsów do zwrotu przeciwko Zachodowi. Jako ilustrację tego wpływu Pieczyński przywołał rosyjskiego pisarza wojennego Daniela Tulenkowa, który w swojej książce przyznaje, że to właśnie bombardowanie Jugosławii ukształtowało jego przekonanie o wrogości Zachodu wobec Rosji. Według przywołanych przez Pieczyńskiego sondaży, dziś około 71 procent Serbów popiera Rosję.
Interesy stojące za wizytą w Belgradzie
Zdaniem Pieczyńskiego, mimo prorosyjskich nastrojów społecznych, prezydent Serbii przyjął Zełenskiego z honorami z powodów pragmatycznych – Serbia pośrednio dostarcza Ukrainie potrzebną jej amunicję, choć bezpośrednia sprzedaż przekroczyłaby czerwoną linię w relacjach z Moskwą. Serbia dąży też do zbliżenia z Ukrainą, by jednocześnie zbliżyć się do Unii Europejskiej, co jest częściowo wymogiem Brukseli. Jak zaznaczył Pieczyński, Serbia stara się utrzymać równowagę – nie popiera w pełni sankcji wobec Rosji, ale jednocześnie unika wizerunku bezwarunkowego sojusznika Moskwy, licząc na przyszłą integrację europejską.
Odnosząc się do słów Zełenskiego o Kosowie, Pieczyński wskazał na ich wewnętrzną logikę – kwestia Kosowa była wykorzystywana przez Rosję do uzasadniania aneksji Krymu oraz powstania tzw. republik ługańskiej i donieckiej, dlatego popieranie niepodległości Kosowa byłoby, z ukraińskiej perspektywy, otwieraniem furtki dla separatyzmu, z którym Ukraina sama się zmaga. Zaznaczył jednak, że decyzja wywołała w Kosowie poczucie afrontu – usunięto tam m.in. wielką flagę z napisem „Wolna Ukraina”, przypominając, że Kosowo popierało sankcje wobec Rosji i udzielało schronienia ukraińskim dziennikarzom uciekającym przed wojną. Pieczyński ocenił, że nie była to genialna decyzja dyplomatyczna – porównał styl działania Zełenskiego do „słonia w składzie porcelany” – dostrzegł w niej jednak także element psychologicznego przytyku wobec Rosji, pokazujący, że nawet prorosyjska Serbia niekoniecznie wierzy w rosyjskie zwycięstwo. Ocenił, że reakcja Putina na to zbliżenie będzie raczej ograniczona, biorąc pod uwagę geograficzny dystans i inne priorytety Kremla.
Zełenski liczy na Polskę i Niemcy w sprawie systemów Patriot
Rozmówcy odnieśli się także do słów Zełenskiego wypowiedzianych w Belgradzie, w których stwierdził, że skala amerykańskich dostaw nie odpowiada potrzebom Ukrainy, wymieniając przy tym Polskę i Niemcy jako państwa dysponujące systemami Patriot, które mogłyby zwiększyć pomoc dla Kijowa. Pieczyński ocenił to jako kolejny przykład niedoszacowania przez Zełenskiego sytuacji w Polsce – prezydent Ukrainy liczy raczej na naciski społeczności międzynarodowej, w tym ewentualnie Donalda Trumpa, niż na bezpośrednie łagodzenie napięć z Warszawą wynikających z konfliktu o politykę historyczną. Pieczyński ujął to obrazowo, porównując sytuację do tego, jakby Zełenski pytał Polaków, czy nie chcieliby czegoś z Ejwonu – nawiązując do mema o nachalnej sprzedaży od drzwi do drzwi, co jego zdaniem dobrze oddaje niezręczność tej próby zbliżenia zaraz po ostrym konflikcie historycznym z Polską.
Zdaniem Pieczyńskiego wynika to z szerszego zjawiska w ukraińskich elitach politycznych – kompleksu wyższości i niższości wobec Polski jednocześnie, wzmacnianego przekonaniem części ukraińskich publicystów, że polska krytyka historyczna wynika nie z troski o pamięć ofiar Wołynia, lecz z zazdrości o siłę militarną Ukrainy. Jako przykład przywołał ukraińskiego publicystę Witalija Portnykowa, który apelował, by Ukraina rozmawiała raczej z Niemcami i Francją niż z Polską, licząc, że presja zachodnich partnerów i tak zmusi Warszawę do dalszej pomocy.
Poczucie wyjątkowości i mesjanizm ukraińskich elit
Pieczyński opisał zjawisko przekonania części ukraińskiego społeczeństwa i elit politycznych o własnej wyjątkowości, wynikające z bezpośredniego doświadczenia wojny – Ukraińcy, jego zdaniem, czują się bardziej kompetentni w prowadzeniu wojny niż europejscy partnerzy, którzy dostarczają jedynie technologię i finansowanie. Wskazał na narastające rozczarowanie brakiem szybkiej integracji z Unią Europejską i NATO oraz towarzyszący temu mesjanizm – przekonanie, że Ukraina jako „tarcza Europy” broniąca kontynentu przed Rosją zasługuje na bezwarunkowe wsparcie. Przywołał artykuł ukraińskiego publicysty Witalija Dejnegi (określonego jako Michał Dobyniański) z „Ukraińskiej Prawdy”, z którego wynika, że Ukrainie może być wygodniej pozostać „tarczą” Europy niż jej pełnoprawną częścią, ponieważ członkostwo wiązałoby się z koniecznością spełniania standardów i krytyką, na przykład ze strony Polski w sprawie Wołynia.
Ekshumacje jako gest dyplomatyczny bez zmiany narracji
W kontekście trwających prac ekshumacyjnych IPN w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej oraz wydania przez stronę ukraińską zgody na kolejne ekshumacje w Hucie Pieniackiej i Ugłach, Pieczyński ocenił decyzję Zełenskiego jako sprytne posunięcie – Zełenski nie wycofał się z kontrowersyjnej decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA, ale wydając zgody na ekshumacje, zamyka usta umiarkowanym krytykom w Polsce, nie zmieniając przy tym zasadniczej narracji historycznej. Zwrócił uwagę, że w ukraińskich mediach ofiary nadal opisywane są w kategoriach „tragedii wołyńskiej” – symetrii win obu stron – a nie jednostronnego ludobójstwa, a towarzyszące ekshumacjom komentarze ukraińskich badaczy podkreślają potrzebę odnalezienia i upamiętnienia również ofiar ukraińskich w tym samym rejonie, co, zdaniem Pieczyńskiego, sygnalizuje brak realnego przesunięcia w ukraińskiej polityce historycznej. Jako analogiczny przykład takiego mechanizmu Pieczyński przywołał wcześniejszą propozycję włączenia generała Marka Bezruczki do ukraińskiego Panteonu jako bohatera wspólnego dla Polski i Ukrainy – zaznaczając, że w tym samym Panteonie ostatecznie znajdą się też postacie zupełnie nieakceptowalne dla strony polskiej, co pokazuje powtarzający się schemat: Ukraina robi krok w polską stronę, po czym wykonuje kilka kroków w stronę przeciwną.
Polska jako „nowa Rosja” w ukraińskiej publicystyce
Baranowska przywołała nieujawnione z nazwiska źródło rządowe, według którego premier Donald Tusk podczas spotkania w Lublinie miał bezpośrednio zwrócić Zełenskiemu uwagę na granice tolerancji wobec kłamliwych narracji ukraińskich mediów dotyczących Polski. Pieczyński ocenił tę wypowiedź pozytywnie, zaznaczając jednak wątpliwość, czy Zełenski cokolwiek z niej wyciągnie – w jego ocenie dominująca narracja w ukraińskich mediach nie zakłada ustępstw wobec Polski, lecz raczej poszukiwanie innych sojuszników i naciskanie na zachodnich partnerów, by wywierali presję na Warszawę. Zwrócił uwagę, że coraz częściej pojawiają się w ukraińskiej publicystyce porównania Polski do Rosji – wskazał tu na przykład byłego szefa IPN Wołodymyra Wiatrowycza, prominentnego polityka Solidarności Europejskiej Petra Poroszenki, którego poglądy uznał za reprezentatywne dla mainstreamu politycznego na Ukrainie – choć zastrzegł, że nie pada jeszcze otwarcie określenie Polski jako wroga.
Rosnący wewnętrzni konkurenci Zełenskiego
Odnosząc się do sondaży, w których Zełenski spadł na czwarte miejsce popularności za Wałerijem Załużnym, Mychajłem Fedorowem i Kyryło Budanowem, Pieczyński zaznaczył, że nie można powtarzać wcześniejszej pomyłki Donalda Trumpa, który błędnie twierdził, jakoby poparcie dla Zełenskiego sięgało zaledwie kilku procent – w rzeczywistości prezydent Ukrainy nadal cieszy się wysokim poparciem, choć wynika ono głównie z efektu skupienia się wokół władzy w czasie wojny, a nie z osobistej popularności. Wskazał na trzech potencjalnych rywali: Załużnego – bohatera początkowego etapu wojny, obecnie przebywającego poza krajem; Budanowa – dziś bardziej urzędnika niż wojskowego, którego Zełenskiemu częściowo udało się „przekupić” stanowiskiem szefa Biura Prezydenta; oraz Mychajła Fedorowa, odwołanego ministra obrony, którego Pieczyński uznał za najciekawszego kandydata na przyszłość – symbolizującego modernizację armii i cyfryzację państwa (w tym aplikację Dija), niezamieszanego w skandale korupcyjne, w przeciwieństwie do części otoczenia Zełenskiego. Pieczyński przypomniał, że w przeciwieństwie do Załużnego, który miał odmówić przyjęcia jakiegokolwiek stanowiska poza prezydenckim, Fedorow zadeklarował chęć powrotu jedynie na stanowisko ministra obrony. Zwrócił też uwagę, że jedyne poważniejsze protesty uliczne na Ukrainie od 24 lutego 2022 roku dotyczyły właśnie kwestii antykorupcyjnych – najpierw próby ograniczenia niezależności instytucji antykorupcyjnych, a później sprawy odwołania Fedorowa.
Straszenie mobilizacją jako narzędzie polityczne
Pytany o wiarygodność ostrzeżeń Zełenskiego przed planowaną przez Rosję ukrytą mobilizacją, Pieczyński ocenił, że jest to w większym stopniu narzędzie polityczne niż realny, potwierdzony scenariusz – Zełenski jako prezydent na czas wojny politycznie korzysta z utrzymywania poczucia zagrożenia, które jednocześnie stanowi sygnał dla Zachodu o konieczności dalszego wsparcia Ukrainy. Odnosząc się do sytuacji wewnętrznej w Rosji, zwrócił uwagę na niedawne odsunięcie od wyborów liberalnej partii Jabłoko jako dowód wewnętrznych problemów Putina, zaznaczając jednocześnie, że pełna mobilizacja w Rosji pozostaje politycznie problematyczna, ponieważ naruszałaby dotychczasową nieformalną umowę społeczną, zgodnie z którą zwykli Rosjanie mieli jedynie obserwować wojnę w telewizji, a nie brać w niej bezpośredniego udziału.
Rozmowę przeprowadziła Kamila Baranowska. Program dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube. Opublikowany 13 sierpnia 2026 roku. Oryginalny tytuł materiału: „Zełenski, Serbia, Kosowo. Po co Zełenski pojechał do prorosyjskiej Serbii? Maciej Pieczyński”.