Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz Rzeczpospolitej, ocenił w podcaście „Rzecz w tym”, że prezydent Nawrocki miał rację sprzeciwiając się decyzji Zełenskiego o nazwie jednostki wojskowej — ale wybrał najgorsze możliwe narzędzie i teraz sam jest zakładnikiem swojej eskalacji.
Armata do wróbla
Nizinkiewicz stwierdził, że Nawrocki od razu wystrzelał się z najmocniejszej amunicji. Grożąc odebraniem najwyższego polskiego odznaczenia, nie zostawił sobie żadnego pola do dalszych negocjacji. „Co będzie później? Może zagrozić, że Polska nie będzie wspierać Ukrainy? No tak nie powinna wyglądać dyplomacja” — powiedział. Jego zdaniem należało działać dyplomatycznie, kuluarowo — wezwać ambasadora, złożyć ostrą notę protestacyjną, wywrzeć presję innymi kanałami.
Teraz Nawrocki jest w pułapce, którą sam sobie zastawił. Jeśli odbierze order, Moskwa będzie bić brawo, a cały demokratyczny świat będzie łapał się za głowę. Jeśli nie odbierze — wyjdzie na człowieka, który przelicytował i się wycofał. Z informacji Rzeczpospolitej wynika, że Pałac Prezydencki czeka na jakiś gest ze strony Ukrainy, który pozwoliłby mu zachować twarz. „Czekanie na to, co zrobi prezydent Ukrainy — to nie jest dobra pozycja dla prezydenta Polski” — ocenił dziennikarz.
Tusk popsuł grę, ale też pokazał słabość
Nizinkiewicz ocenił, że Nawrocki liczył na to, iż Tusk zacznie bronić Zełenskiego i wpadnie w pułapkę — „jak możecie bronić UPA, które mordowało Polaków”. Tusk jednak nie wszedł w tę grę i publicznie zaproponował, żeby obaj prezydenci porozmawiali między sobą. To było politycznie skuteczne — problem stał się problemem Nawrockiego, nie Tuska. Ale Nizinkiewicz zaznaczył, że to jednocześnie przyznanie się do słabości — wizyta Budanowa nie przyniosła żadnego rezultatu i rząd de facto umył ręce.
Wewnętrzna kalkulacja przed wyborami
Dziennikarz nie miał wątpliwości, że inicjatywa Nawrockiego w dużej mierze jest obliczona na politykę wewnętrzną przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku. PiS i Nawrocki próbują przejąć elektorat Konfederacji, przesuwając narrację w stronę ukrainosceptyczną — tak jak wcześniejPiS narzucał emocje związane z migrantami czy LGBT. Nizinkiewicz zwrócił uwagę, że Nawrocki jeszcze trzy lata temu jako prezes IPN mówił, że nie będzie wybierał bohaterów narodowych Ukrainie. Dziś mówi coś innego. „Co się zmieniło? Zmieniło się to, że Nawrocki jest politykiem i uprawia politykę” — powiedział.
Nawrocki odcina się od dziedzictwa Lecha Kaczyńskiego
Nizinkiewicz przypomniał, że wszyscy poprzedni prezydenci — Kwaśniewski, Lech Kaczyński, Komorowski, Duda — mieli dobre relacje z Ukrainą i zdawali sobie sprawę, jak żmudna i długotrwała jest praca nad kwestiami historycznymi. Lech Kaczyński wiedział, że sprzeciwienie się Juszczence w sprawie tytułu bohatera Ukrainy dla Bandery należy robić dyplomatycznie — i dlatego nigdy nie wnioskował o odebranie mu Orderu Orła Białego. Jarosław Kaczyński dziś odcina się od tego proukraińskiego dziedzictwa brata po to, żeby nie rządzić z Braunem, którego nie akceptują Amerykanie, lecz z Konfederacją.
Ukraińcy w Polsce — nie może dojść do złej krwi
Nizinkiewicz przestrzegł przed konsekwencjami podgrzewania nastrojów antyukraińskich. Polska ma dwa miliony Ukraińców — płacą podatki, pracują, ich dzieci uczą się w polskich szkołach, a polska gospodarka bez nich funkcjonowałaby znacznie gorzej. Wielkie słowa z ekranów mogą się przerodzić w złe czyny — ataki i agresję wobec Ukraińców, którzy przy pytaniach o UPA nie będą się wypierać swojego punktu widzenia. „Raz wzniconej antyukraińskiej nienawiści nie da się łatwo zatrzymać” — przytoczył słowa Michała Szułdrzyńskiego. Apelował, żeby politycy brali odpowiedzialność za atmosferę, którą tworzą.