Zbigniew Parafianowicz, dziennikarz Wirtualnej Polski i autor książki „Kłopot z Zełenskim”, rozmawiał z Łukaszem Warzechą w obszernej rozmowie o kulisach kryzysu polsko-ukraińskiego, mechanizmach polskiej polityki wschodniej i o tym, co wynika z jego rozmów z polskimi i ukraińskimi dyplomatami, politykami i ludźmi z otoczenia Zełenskiego.
Dlaczego Nawrocki zwlekał z decyzją o orderze
Parafianowicz wyjaśnił, że Pałac Prezydencki celowo zostawił sobie pole manewru — nie po to, żeby się wahać, lecz po to, żeby dać Zełenskiemu czas na wycofanie się z twarzą. Do Kijowa poszły co najmniej dwa pomysły. Pierwszy — dodanie do nazwy jednostki określenia walczących z Sowietami — Pałac Prezydencki ocenia sceptycznie jako niesatysfakcjonujące. Drugi — żeby sami żołnierze tej jednostki wystąpili o zmianę nazwy i poszukanie bardziej kompromisowej, nawiązującej np. do wspólnej historii polsko-ukraińskiej — byłby dla strony polskiej satysfakcjonujący.
Parafianowicz zastrzegł, że polityk postsowiecki nie cofa się łatwo, bo ustępstwo jest w tej kulturze politycznej traktowane jako objaw słabości. Obserwując konflikt Poroszenki z rządem Beaty Szydło w 2017 roku, nie wierzy, że Zełenski się cofnie. Niemniej Pałac Prezydencki liczył na to, że Budanow — który w Warszawie zrozumiał powagę sytuacji i że Zełenski ją przegrzał — będzie w stanie przekonać prezydenta do jakiegoś kompromisu. Ostatecznym deadlinem była konferencja o odbudowie w Gdańsku za dwa tygodnie od momentu nagrania.
Kłym Sawur i pierwotny pomysł
Parafianowicz odniósł się do informacji Newsweeka, że pierwotny pomysł żołnierzy dotyczył nadania jednostce imienia Kłyma Sawura — czyli Dmytro Klaczkowskiego, dowódcy UPA odpowiedzialnego zdaniem wielu historyków za wydanie rozkazu eksterminacji Polaków. Parafianowicz ocenił tę informację jako prawdopodobnie nieprawdziwą w sensie formalnym — był to jeden z pomysłów, z którego jednak zrezygnowano. Skomentował to ironicznie: na zasadzie jak w kawale o Stalinie — mogli zabić, ale zrezygnowali z takiej jednoznaczności. Zaznaczył jednocześnie, że strona ukraińska jest w pełni świadoma tego, kogo honoruje budując mit założycielski współczesnej Ukrainy.
Rebanderyzacja pod patronatem państwa
Parafianowicz rozróżnił dwie rzeczy: weteranów, którzy pod Mukaczewem palą pochodnie i wołają do Bandery — a patronatem państwa nad kultem UPA. To drugie jest jakościowo różne — to jest projekt z pieczęcią prezydenta. I tego nie można akceptować bez konsekwencji. Jeśli teraz nie zacznie się usztywniać tej polityki i asertywnie domagać korekty, za 10 lat będzie za późno — sprawa będzie tak zakorzeniona po stronie ukraińskiej, że żadna dyskusja nie będzie możliwa.
Polska zakładała sobie Nelsony
Parafianowicz ostro ocenił mechanizm, który przez lata blokował asertywność Polski wobec Ukrainy: poprawność polityczna każe myśleć, że nie można nic robić, bo jest wojna, bo Ukraina wyświadcza Polsce jakąś przysługę. To błędne założenie od początku — Ukraina nie wyświadcza Polsce żadnej przysługi, broni własnej niepodległości, a przy okazji realizuje interesy zbieżne z polską polityką bezpieczeństwa. Nelsony zakładane Polsce — moralne, praktyczne, polityczne — są bezzasadne.
Nawet argument, że Polska nie wysłała kontyngentu wojskowego na Ukrainę i dlatego jest wykluczona z rozmów E3, Parafianowicz nazwał absurdem — żadna operacja na Ukrainie bez Polski się nie odbywa, bo Polska jest terytorium tranzytowym i Jasionka jest bazą tranzytową.
Marginalizowanie rangi logistycznej Polski jest sztucznym wymysłem, który służy interesom Berlina, niesprzyjającego emancypacji wschodniej flanki NATO.
Przywoływał też słowa Witka Jurasza, że problemem polskiej polityki na wschodzie jest myślenie o tym, jakie interesy można zrealizować w tych państwach, zamiast jakie interesy Polski można zrealizować za ich pomocą. Polska zbyt długo była adwokatem Ukrainy w Europie, tymczasem nikt tej adwokatury nie potrzebuje — ani Francuzi, ani Niemcy, mający własne służby i ośrodki analityczne.
Andrzej Duda — emocjonalne rozczarowanie
Parafianowicz omówił wątek byłego prezydenta, który w jego książce pojawia się jako człowiek rozgoryczony i rozczarowany. Bronił Dudy do pewnego stopnia — jego zaangażowanie w relacje z Zełenskim na przełomie 2021–22 było racjonalne: budowanie relacji po to, żeby zdyskontować ją w relacjach z Amerykanami i żeby w pierwszych miesiącach wojny dostarczać Ukrainie ciężki sprzęt. To była słuszna polityka.
Problemem było to, co nastąpiło później. Duda przyjął naiwne założenie, że będzie czekał na telefon od Zełenskiego — a Zełenski nigdy nie dzwonił. Zostawał asystentem, którego nikt nie potrzebuje. Parafianowicz wyliczył policzki, które Zełenski wymierzył polskim elitom: przemówienie w ONZ-ecie o graniu w rosyjskiej orkiestrze, sprawa Przewodowa gdzie Zełenski do dziś nie przyznał, że to był ukraiński pocisk, zapraszanie ministrów Dudy na symulacje mające udowodnić że pocisk nie mógł być ukraiński, zboże negocjowane z Brukselą ponad głowami Warszawy, zarzuty o nieprzekazaniu MiGów-29 powiązane z kłamstwem o misji air policing.
Mimo to Parafianowicz nie chciał kopać leżącego — widział w działaniach Dudy przynajmniej dobrą wolę i racjonalne przesłanki, choć później ta polityka uległa deterioracji.
Jakie mamy lewary — i dlaczego ich nie używamy
Parafianowicz wskazał konkretne narzędzia, których Polska nie używa lub używa za słabo. Polska musi się zgadzać na wydawanie pieniędzy przedakcesyjnych, takich jak Karpacka Inicjatywa Integracyjna. Polska może się odwołać do referendum w sprawie akcesji Ukrainy do UE — i to jest argument bolesny, bo Budanow zdaje sobie z tego sprawę. Polska może budować koalicję w Parlamencie Europejskim na rzecz rezolucji i docelowo aktów prawnych delegalizujących odwoływanie się do tradycji ludobójczych jako warunku integracji europejskiej.
Zamiast stu NGO opowiadających o tym jak Ukraina broni Europy przed Rosją, warto założyć pięćdziesiąt NGO badających zbrodnie ludobójstwa na Wołyniu albo podejmujących współpracę z Jad Waszem w badaniach nad ludobójstwem Żydów przez formacje UPA i kolaborujące z nazistami. To nie jest imposybilizm — to jest robota pragmatyczna, która przekłada się na trwałe rozwiązania niezależne od woli konkretnego polityka.
Paweł Kowal — zasługi i zastrzeżenia
Parafianowicz bronił Kowala przed uproszczoną krytyką. To Kowal doprowadził do odblokowania ekshumacji — konsekwentnie pracował z Ministerstwem Kultury Ukrainy i był twarzą procesu, który finalnie uruchomił ekshumacje właściwe w Późnikach. To też zasługa Kowala, że od ekshumacji odsunięto Swiatosława Szeremetę — zagończyka banderowskiego, który swego czasu miał zakaz wjazdu do strefy Schengen.
Jednocześnie Parafianowicz wskazał na problem z niedopuszczaniem dziennikarzy do dołu w Późnikach. Efekt był taki, że tuż po zakończeniu ekshumacji strona ukraińska zaczęła rozgłaszać, że ekshumowanych ciał jest mniej niż mówili Polacy i że Polaków zabiło NKWD. Ustępstwo w sprawie filmowania dało Ukraińcom narzędzie do podważenia samych wyników ekshumacji.
W kwestii sporu Kowala z Leszkiem Millerem Parafianowicz zachował dystans — ocenił, że jeśli ktoś wypomina Millerowi moskiewską pożyczkę i próbuje go ustawiać jako agenta Kremla, musi się liczyć z lustrzaną odpowiedzią. Miller jest byłym premierem, który wiele ma do powiedzenia o polityce. Wykluczanie kogoś z dyskusji za inny pogląd utrwala tylko te poprawności polityczne, przed którymi Parafianowicz przestrzega.
Jasionka — lotnisko poza kontrolą
Parafianowicz odniósł się do zaprzeczenia byłego premiera Morawieckiego, który powiedział, że Polska miała pełną kontrolę nad lotniskiem w Jasionce. Parafianowicz powiedział wprost, że wierzy swoim rozmówcom i bogatemu materiałowi fotograficznemu i filmowemu, który zgromadził. Opisał szereg nieprawidłowości: Amerykanie przy wyborze lotniska nie mieli obstawy polskich służb specjalnych i sami decydowali czy to będzie Lublin czy Jasionka. Konsumowanie marihuany przez amerykańskich żołnierzy w campie niedaleko pasa startowego. Instalacje w pobliżu pasa startowego nielegalnie w świetle prawa lotniczego. Wizyta Bidena przebiegająca drugą bramą z agentem Secret Service — pracownik lotniska musiał schylić głowę żeby nie widzieć kto wysiada. Stały dopływ kerozyny dobudowano dopiero na bardzo późnym etapie działania lotniska. Dwaj Ukraińcy rekomendowani przez ukraiński rząd chodzący z łapówką żeby odprawić samolot z bronią poza procedurami — zostali zgłoszeni do SKW i wyrzuceni.
Parafianowicz ocenił, że personel lotniska udźwignął to zadanie i był tylko jeden incydent — uszkodzenie oświetlenia przez Antonowa. Ale zaznaczył, że takie myślenie zawsze prowadzi do tajnych więzień CIA — niezapobieganie i niestawianie granic sojusznikom kończy się wchodzeniem im na głowę.
Osobowość Zełenskiego a słabość instytucji
Parafianowicz ocenił, że wybuchowość i narcyzm Zełenskiego nie są niczym wyjątkowym w świecie polityków — Tusk też słynął z wybuchów złości, to jest cecha immanentna tej profesji. Problem polega na tym, że im słabsze instytucje państwowe, tym bardziej negatywne cechy przywódcy odbijają się na funkcjonowaniu całego państwa. Ukraina jest tego przykładem.
Mitologizacja ukraińskiej polityki jako gry w szachy 3D rozbija się o taśmy Mindicza, z których wynika, że Jermak chodził do wróżki w sprawach kadrowych. Parafianowicz przyznał, że słyszał tę informację wcześniej, nie uwierzył i nie zawarł jej w książce — wydawała mu się zbyt absurdalna. Okazała się prawdziwa
Architektura sankcyjna i pragmatyzm postsowiecki
Parafianowicz omówił wątek, który go zaskoczył w trakcie badań do książki: ukraińskie prawo sankcyjne wobec Białorusi jest tak skonstruowane, że w dniu zawieszenia broni Ukraina może natychmiast zacząć handlować z Białorusią. Asfalt z białoruskiego przemysłu petrochemicznego — produkowany z rosyjskich surowców — trafi na Ukrainę szerokim torem. Już teraz istnieją rozwiązania umożliwiające handel przez traderów zarejestrowanych w Mińsku. Diesel z rafinerii węgierskich przerabiających rosyjską ropę trafia do ukraińskich czołgów. Prąd z węgierskiej elektrowni PAX zasilanej przez Rosatom trafia przez linie przesyłowe na Ukrainę przy blackoutach. Ropa z Turcji trafia do naftobasów w Delcie Dunaju.
To pokazuje — ocenił Parafianowicz — postsowiecki pragmatyzm ukraińskich elit: z jednej strony antyrosyjska retoryka i likwidowanie pomników, z drugiej korzystanie z rosyjskich surowców tam gdzie jest taniej i wygodniej. Zełenski zaostrzył kurs wobec Łukaszenki dopiero wtedy, gdy reset amerykańsko-białoruski zaczął być postrzegany jako wstęp do rozmontowania systemu sankcji na Rosję.
Co dalej z wojną
Parafianowicz ocenił, że każda wojna musi się kiedyś skończyć — ta zostanie zamrożona i najprawdopodobniej kiedyś do niej wrócimy. Natura konfliktu przypomina bliski wschód — zamrożenie, a potem kolejna eskalacja. Wszystkie trendy geopolityczne — rosnące notowania AfD, zwycięstwa partii antyukraińskich w wyborach lokalnych w Wielkiej Brytanii, perspektywa Bardelli we Francji, Bułgaria która ogłosiła zaprzestanie dostaw sprzętu wojskowego — nie sprzyjają pozycji Ukrainy. Tym bardziej zadziwia go odwaga Zełenskiego w rujnowaniu relacji z Polską w tak niekorzystnym dla Ukrainy momencie.