Zbigniew Parafianowicz, publicysta Wirtualnej Polski i autor książki Kłopot z Zełenskim, rozmawiał z Piotrem Witwickim i Marcinem Fijołkiem w programie Polityczny WF w Polsat News o postsowieckiej mentalności ukraińskich elit, kulisach projektu przyjaźni Dudy z Zełenskim, korupcji na Ukrainie i perspektywach polskiego biznesu przy odbudowie.
Zełenski oderwał się od racjonalności
Parafianowicz ocenił, że decyzja o nazwie jednostki na razie nie robi na Zełenskim wrażenia — bo jest politykiem, który oderwał się od takiej racjonalności. Z turbo realistycznego polityka stał się mocno sfoszonym graczem, którego niektórzy z jego rozmówców porównują do Grety Thunberg w codziennym obejściu. Na jego współpracownikach — owszem. Budanow był w Warszawie, bo rozumiał, że Kijów przegrzał i ta decyzja szkodzi relacjom polsko-ukraińskim. Budanow jest człowiekiem racjonalnym, z myśleniem kalkulacyjnym — w przeciwieństwie do Zełenskiego, który potrafi krzyczeć, wyzywać albo sfoszyć się.
Zełenski gra powyżej swojej wagi — co jest klasyczną cechą polityków eskalacyjnych, a polityków eskalacyjnych z byłego ZSRR w szczególności. Parafianowicz ocenił, że Zełenski jest w tej samej lidze co Putin, Trump i Netanyahu — jeśli chodzi o metody eskalacyjne w relacjach z partnerami. Rosja nigdy nie była tak silna jak prezentował Putin — czego dowodem jest inwazja na Ukrainę, bo odniósł porażkę, nie zdobył Kijowa i z ogromnym trudem zawojowuje terytorium.
Postsowiecka szkoła dyplomacji
Parafianowicz wyjaśnił mechanizm posowieckiej polityki: ona każe stawiać poprzeczkę bardzo wysoko po to, żeby potem schodzić z tych oczekiwań. Memorandum Gruszki z Genewy z 2021 roku — żądanie kapitulacji Zachodu, demilitaryzacja wschodniej flanki NATO — było wejściem w temat negocjacyjny, z którego coś zostanie. Tak samo Zełenski jedzie do Wilna w 2023 roku, mimo że mówił, że nie pojedzie bez zaproszenia do NATO — finalnie jedzie, bo realnymi celami była obrona przeciwlotnicza i patrioty, a nie członkostwo w Sojuszu.
Ta szkoła dyplomacji wynika z tego, że sowiecja była jednym wielkim więzieniem. Reguły polityki w świecie posowieckim w dużej mierze odnoszą się do reguł świata kryminalnego. Nie bez powodu najpopularniejszą rozgłośnią w Rosji jest Radio Chanson puszczające piosenki kryminalne. Zełenski do 2014 roku robił karierę sceniczną w Rosji, dorobił się pieniędzy w Rosji, funkcjonował w kodzie popkulturowym, w którym chanson i pojęcia kryminalne są czymś oczywistym. Jego zastępcą w administracji prezydenckiej jest Ołeh Tatarów — były wiceszef MSW z czasów Janukowycza, szef zarządu śledczego MSW, który miał teczki na wszystkich ważnych graczy na Ukrainie. Tatarów odpowiada za operacje Fala i Bumerang, czyli pacyfikację Majdanu. Jermak radził się wróżki w sprawach kadrowych — co jest specyficznym rodzajem kupowania odpustów w ZSRR, w takiej bardzo ludowej religijności.
Waluta wdzięczności i poczucia winy są pojęciami abstrakcyjnymi w tej polityce. Ktoś, z kim się kłócisz, na drugi dzień może przybić piątkę i robić dalej interesy. Ten, kto nie chce tego kodu zrozumieć, musi być skazany na porażkę.
Plaskacz dla Kaczyńskiego
Parafianowicz wskazał konkretny moment, w którym ujawnił się prawdziwy Zełenski. W marcu 2022 roku Kaczyński ogłosił pomysł wprowadzenia wojsk NATO na zachodnią Ukrainę. Zełenski udzielił wtedy wywiadu rosyjskiej prasie niezależnej, w którym bardzo asertywnie zakomunikował, że to nie Polska będzie decydować, co i jakie wojska zostaną wprowadzone na Ukrainę. Polska była wówczas lobbystą przekazywania ciężkiego sprzętu na Ukrainę — a Kaczyński był faktycznym decydentem tej polityki. Mimo to Zełenski wszedł z nim w zwarcie, ryzykując usztywnienie się strony polskiej. Parafianowicz nazwał to plaskaczem — i ocenił, że wtedy ujawnił się prawdziwy Zełenski: eskalacyjny, roszczeniowy, sfoszony.
Projekt przyjaźni — kulisy
Parafianowicz opisał kulisy projektu przyjaźni między Dudą a Zełenskim. Rozmowy w Wiśle przed wojną wynikały z chęci powtórzenia relacji Kuczma-Kwaśniewski — budowania kanału komunikacji, w którym przy mniej oficjalnej atmosferze można załatwiać sprawy i zdobywać informacje o tym, co dzieje się w głowach ukraińskich elit.
Duda wchodził w układ z Zełenskim z nieufnością — bo miał za sobą złe doświadczenia z Poroszenką, który go wystawił. Poroszenko obiecał Dudzie na spotkaniu w swoim prywatnym domu w Kozynie pod Kijowem, że do rządu ukraińskiego wejdą polscy politycy. Zamiast tego zaproponował fotel premiera Balcerowiczowi — ikonie anty-PiS — a potem wpuścił do administracji inne elity platformerskie. Celem był sygnał, że PiS jest partią sezonową, którą Poroszenko przeczeka. Duda mówił swoim współpracownikom, że Poroszenko go wystawił. Nie wszedł więc w projekt przyjaźni z Zełenskim naiwnie.
Parafianowicz miał też stuprocentową pewność z rozmów z bliskimi współpracownikami Dudy, że w ONZ-ecie Duda jako polityk z dużym czuciem politycznym wiedział, że rola asystenta Zełenskiego dobiegła końca i że nie będzie dla niego partnerem. Ale wyjście z tego układu było kiepskie — zamiast asertywności było czekanie na telefon, który nie nadchodził.
UPA jako mit założycielski
Parafianowicz ocenił, że mitem założycielskim dla współczesnego narodu i państwa ukraińskiego jest UPA — organizacja, która razem z ramieniem politycznym, czyli OUN, miała wizję budowania państwa ukraińskiego opartego o sojusz z III Rzeszą. OUN-UPA planowała zbudować państwo satelickie wobec III Rzeszy — takie jak Ustasze — i jednocześnie próbowała wymordować wszystkich Polaków na Wołyniu, tak jak w Bośni podczas wojen bałkańskich strony walczące wyrzynały wioski po to, żeby ustalić granice na zasadach etnicznych. Tak samo rozumowała UPA: wyrżniemy wszystkich Polaków, aby żywioł ukraiński mógł tu zakorzenić się w swoim państwie.
Chorwacja wstępując do UE musiała porzucić mit państwa ustaszy i wydać generała Gotovina do Hagi. Ukraina, chcąc wejść do Europy, stanie przed analogicznym wymogiem. Zełenski prawdopodobnie zakłada, że i tak nie wejdzie do Unii — więc po co rezygnować ze swoich bohaterów. Obsługuje emocje pod przyszłe wybory i pod Ukrainę, która będzie wiecznie stowarzyszona z UE i wiecznie negocjuje warunki.
Parafianowicz podkreślił rozróżnienie, które uważa za kluczowe: nie jest problemem z punktu widzenia państwa polskiego, jak weterani gdzieś po lasach hajlują albo organizują koncerty neopogańskie — to jest ich sprawa. Czym innym jest wzięcie pod patronat państwowy ideologii banderowskiej i UPA. W Hiszpanii ludzie pośpiewują sobie piosenki falangistów, ale nie jest to ideologia państwowa i nigdy nią nie była. Chorwacja musiała zrezygnować z patronatu państwowego nad tradycjami ustaszy. To jest najważniejsza różnica.
Lewary wobec Ukrainy
Polska nie jest bezradna. Może zacząć myśleć nad promowaniem na poziomie unijnym przepisów, które delegalizują promocję przez państwo ukraińskie ideologii odwołującej się do totalitarnych praktyk UPA i ludobójstwa na Wołyniu — dotyczy to też ludobójstwa Żydów galicyjskich, bo formacja dowodzona przez Szuchewicza operacyjnie odpowiada za ludobójstwo Żydów lwowskich i w wielu innych miastach Galicji. Zaczynając od rezolucji Parlamentu Europejskiego, kończąc na rozwiązaniach będących źródłem prawa europejskiego. Przykład Polski, która pod presją Izraela całkowicie odwróciła nowelizację ustawy o IPN, pokazuje że takie rzeczy są do zrobienia.
Przykładem sprytnego działania, które Polska zmarnowała, była sprawa Mindicza — kiedy ten znalazł się w Polsce uciekając na Izrael. Polska powinna była go zatrzymać i potraktować jako zakładnika, który mógłby być źródłem wiedzy na temat skandali na Ukrainie. To byłoby aktywo w rozmowach z Kijowem. Zamiast tego go przepuszczono.
Kijów grał ponad głowami Warszawy
Parafianowicz wyliczył przykłady, kiedy Zełenski działał całkowicie z pominięciem Polski. Podczas kryzysu zbożowego Ukraińcy grali ponad głowami polskiego rządu i prezydenta — Zełenski na konferencji prasowej z Dudą w Kijowie ogłosił, że załatwił problem zboża z von der Leyen. W sprawie misji Air Policing powiedział, że załatwił to ze Stoltenbergiem — co proceduralnie jest niemożliwe, bo taką misję negocjuje się na poziomie ministrów państw NATO. Przed szczytem w Wilnie spinował bez konsultacji z Polską pomysł wycofania wojsk amerykańskich i zastąpienia ich siłami ukraińskimi. Wmawiał Amerykanom, że Polska już się zgodziła na tę zamianę.
Biznes i odbudowa — bez złudzeń
Parafianowicz ostudził entuzjazm wokół forum odbudowy w Gdańsku. Polscy przedsiębiorcy nie wyjdą z tej konferencji z kontraktami — Ukraińcy przyjeżdżają po kapitał, a przedsiębiorcy polscy chcieliby mieć kontrakty na których zarobią. Francuzi te kontrakty już mają.
Jeden z rozmówców Parafianowicza powiedział mu, że prędzej Ukraińcy odbudują Polskę niż Polska Ukrainę. Ukraiński duży biznes interesuje się bazami paliwowymi w rejonie Świnoujścia, złożami węgla kamiennego na Śląsku, wchodzi w sieci handlowe. Premier Tusk pojechał z pierwszą wizytą do Kijowa i ogłosił, że Polska będzie budowała autostradę do Lwowa — i żadna polska firma do przetargu nie stanęła. Z obawy o bezpieczeństwo pracowników, korupcję i niepewność prawną. Paweł Kowal ich nie zmusi.
Sprawa Control Process jest ostrzeżeniem: firma wygrała siedem arbitraży międzynarodowych, a mimo to władze Lwowa próbują ją wywłaszczyć, a pieniądze z gwarancji bankowych zostały już przejęte przez mera Lwowa i jego popleczników. Polska spółka giełdowa nie może dawać łapówek, bo grozi jej odpowiedzialność karna — i w ten sposób jest wykluczona z gry o kontrakty.
Korupcja — głowa wybucha
Parafianowicz powiedział wprost, że taśmy Mindicza są wstrząsające. Po pierwsze, rozmowy toczą się po rosyjsku i grypserą więzienną, po drugie mówi się o przekrętach sięgających giełd kryptowalut w Moskwie — co jest wstrząsające z punktu widzenia egzystencjalnego zagrożenia, w którym znajduje się Ukraina. Jeden z inżynierów firmy produkującej ukraińskie drony dalekiego zasięgu przed wojną współpracował biznesowo z obywatelem Federacji Rosyjskiej zaangażowanym kapitałowo i inżyniersko w rozwijanie pocisków Iskander, które teraz spadają na Ukrainę.
Parafianowicz zaznaczył jednak, że korupcja nie jest zjawiskiem danym raz na zawsze. Rumunia radykalnie obniżyła jej poziom, uprawniając biuro antykorupcyjne do wyczyszczenia świata polityki. Ukraińcy nie są predestynowani do korupcji — ale są predestynowani do tego, żeby mieć państwo półbandyckie. I prawo oraz obyczaj mogą to zmienić — tak jak zmieniły Rumunię, Bułgarię, Chorwację i inne państwa integrujące się z UE.
Kowal i Późniki
Parafianowicz oddał Kowalowi zasługę za odmrożenie ekshumacji — to jego benedyktyńska robota sprawiła, że po przejęciu władzy przez koalicję ekshumacje w Późnikach i Hucie Pieniackiej zostały odblokowane. Jednocześnie wyjaśnił kontrowersje wokół ograniczenia dostępu mediów do ekshumacji w Późnikach: jedną z osób zaangażowanych w ten konkretny proces był pan Dancewicz, który ekshumował tam swoich własnych przodków. Chodziło o ochronę prywatności osoby z prywatnym interesem w tej ekshumacji — i to jest argument do rozważenia. Natomiast skutek był taki, że Ukraińcy wykorzystali to natychmiast: zaraz po zamknięciu Późnik ministerstwo kultury Ukrainy zaczęło mówić, że ofiar jest mniej niż mówili Polacy i że mordowało NKWD. Gdyby były dostępne zdjęcia czaszek dzieci poprzebijanych, trudniej byłoby spinować tę wersję.