Jan Piński rozmawiał na żywo z mjr. Robertem Hedą o 83. rocznicy Rzezi Wołyńskiej jako pretekście do szerszej rozgrywki, w której — ich zdaniem — zarówno rosyjskie służby specjalne, jak i sam Zełenski traktują napięcie polsko-ukraińskie jako polityczne narzędzie.
Sondaże: rosnąca niechęć do Ukrainy i Zełenskiego
Piński otworzył rozmowę tezą, że największym problemem ukraińskich elit jest ucieczka obywateli do Polski i ich stopniowa polonizacja oraz niechęć do powrotu do skorumpowanego państwa ukraińskiego — dlatego koncepcją władz w Kijowie miałoby być maksymalne zaogniowanie relacji polsko-ukraińskich.
Heda ocenił, że możemy spodziewać się kolejnej eskalacji ze strony ukraińskiej, ponieważ ostatnia prowokacja Zełenskiego już przyspieszyła i tak zmieniający się stosunek Polaków do Ukrainy. Przywołał świeże sondaże: według CBOS dla Onetu 48 proc. Polaków popiera przyjmowanie kolejnych uchodźców z Ukrainy, a 46 proc. jest przeciw — dane wyraźnie gorsze niż w poprzednich latach. Badanie SW Research dla Wirtualnej Polski pokazało z kolei, że 45 proc. respondentów uważa obecną pomoc dla Ukrainy (w kwocie 16,5 miliarda złotych ujawnionej przez ministra Kosiniaka-Kamysza) za zbyt dużą, 32 proc. za odpowiednią, a niecałe 7 proc. za zbyt małą. Ośrodek Irbis dla „Rzeczpospolitej” ustalił, że 58 proc. Polaków ma dziś negatywny stosunek do Zełenskiego, a 30 proc. pozytywny, w większości „raczej”, nie „zdecydowanie”. Jednocześnie, jak zaznaczył Heda, aż 92 proc. Polaków uznaje wydarzenia na Wołyniu za ludobójstwo, a 78 proc. oczekuje, że państwo ukraińskie za nie przeprosi.
Zwrócił uwagę, że media głównego nurtu bagatelizują te liczby, twierdząc, iż deklaracje ankietowe różnią się od realnych, przyjaznych kontaktów międzyludzkich Polaków z ukraińskimi sąsiadami — inny jest jedynie stosunek do samego państwa ukraińskiego. Prawdziwy klimat, jego zdaniem, lepiej oddają media społecznościowe, gdzie dominują negatywne stereotypy o zajmowaniu miejsc pracy czy uprzywilejowanym zatrudnianiu Ukraińców w urzędach.
Ukraińska polityka historyczna: Kamieniec Podolski i rok Szuchewycza
Za jedno z głównych źródeł napięcia Heda wskazał ukraińską politykę historyczną, fałszującą nie tylko Wołyń, ale i historię I Rzeczpospolitej — przywołał przykład twierdzenia, jakoby Kamieńca Podolskiego broniła nie Polska, lecz sami Kozacy, a także „ukrainizację” Lwowa: ubieranie polskich pomników w wyszywanki, dewastację cmentarza Łyczakowskiego pod nowe pochówki oraz przypisywanie Ukrainie takich postaci jak Ignacy Łukasiewicz. Jako szczególnie rażący przykład podał zamiar Rady Obwodu Lwowskiego i Rady Miasta Lwowa ogłoszenia roku 2027 rokiem Romana Szuchewycza — dowódcy, na którego rozkaz UPA dokonała rzezi wołyńskiej.
Zauważył przy tym paradoks: ten sam nacjonalistyczny Lwów wykazuje najmniejszą gotowość do obrony wschodniej Ukrainy, czego dowodem miały być największe zamieszki obecnej wojny sprzed kilku dni, gdy 200-300 osób broniło mężczyzny zatrzymanego przez wojskową komisję poborową, przewracając wojskowe samochody i bijąc żołnierzy.
Hejt w Polsce a demograficzna „agonia narodowa”
Heda podkreślił, że hejt wobec Ukraińców w Polsce podsyca nie tylko Kijów, lecz również polska prawica — PiS ściga się z Konfederacją o antyukraiński elektorat w przededniu wyborów, mimo że przekaz w mediach społecznościowych wymierzony jest w rzeczywistości w Ukraińców mieszkających w Polsce, nie w samo państwo ukraińskie.
Piński dodał kontekst demograficzny: Polska, według niego, znajduje się w stanie „agonii narodowej” z dzietnością na poziomie jednego dziecka na kobietę, a ukraińska imigracja była dotąd realnym „kołem ratunkowym” dla starzejącego się rynku pracy i budżetu — mimo to Karol Nawrocki i PiS „radośnie” rozpętują hejt wobec ludzi, których sami wcześniej sprowadzali do kraju.
Ostrzeżenie MSWiA przed prowokacją
Heda zwrócił uwagę na ostry komunikat MSWiA i ministra Siemoniaka wydany tuż przed rocznicą, ostrzegający przed wysokim ryzykiem prowokacji podczas obchodów — nie tylko ze strony polskich bojówek, lecz też rosyjskiej lub ukraińskiej, mających sprowokować konflikt etniczny wymierzony w Ukraińców przebywających w Polsce. Ocenił, że taki komunikat, choć miał studzić emocje, ujawnił jednocześnie niemoc państwa wobec samozwańczych „patriotów” kontrolujących dworce czy ukraińskie firmy.
Spotkania Sybiha-Sikorski i Zełenski-Nawrocki jako pozoracja
Odnosząc się do niedawnych spotkań — wizyty szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy u Radosława Sikorskiego oraz rozmowy Zełenski-Nawrocki na szczycie NATO — Heda ocenił je jako czystą pozorację, „ukraińską ściemę” bez żadnego wycofania się z decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA. Przywołał ocenę wiceministra Teofila Bartoszewskiego, według którego Sybiha „przywiózł pustą teczkę”.
Spodziewa się kolejnej, dotkliwej prowokacji na wysokim szczeblu — być może ze strony szefa kancelarii Zełenskiego Kyryła Budanowa, samego prezydenta albo Rady Najwyższej — obliczonej na przekonanie Zachodu, że stroną eskalującą jest Polska. Jako możliwy cel takiej prowokacji wskazał liczącą, według szacunków polskiego MSZ, od półtora do dwóch milionów osób polską mniejszość na Ukrainie (Żytomierszczyzna, obwód lwowski, Podole), której prawa już naruszyła ukraińska ustawa językowa z 2017 roku, uderzająca też w mniejszość węgierską, słowacką i rumuńską. Zełenskiemu, jego zdaniem, zależy na powrocie do kraju miliona poborowych mężczyzn, by złagodzić katastrofalną depopulację — z Ukrainy wyjechało już 10 milionów ludzi przed wojną i kolejne 5-8 milionów od jej wybuchu.
Wspólna historia: unia lubelska i spolonizowani magnaci ukraińscy
W wątku historycznym obaj rozmówcy przywołali długą wspólną przeszłość Polski i Ukrainy — ponad 400, licząc okres w zaborze rosyjskim i galicyjskim nawet 500 lat współistnienia w jednym państwie. Piński wskazał na koncepcję austriackich służb specjalnych (tzw. „testament ck Kaschtelów”), które w ukraińskim nacjonalizmie skierowanym przeciw Rosji i Polsce widziały szansę na budowę własnej strefy wpływów, a nawet Królestwa Ukraińskiego pod berłem Habsburgów jako trzeciego członu monarchii.
Heda dodał ciekawostkę historyczną — magnaci wyzyskujący ukraińskich chłopów (Wiśniowieccy, Zbarascy, Ostrogscy) byli w istocie spolonizowanymi rodami ukraińskimi, które swój status zawdzięczały właśnie przynależności do Rzeczpospolitej. Ocenił grę mniejszościami jako „opcję atomową” — zapowiedź krwi i pogromów, na którą liczy Zełenski, ponieważ ukraińskim elitom, które rozkradły majątek narodowy, w rzeczywistości nie zależy na wejściu do Unii Europejskiej i wdrożeniu antykorupcyjnych standardów, potrzebują za to zewnętrznego „wroga” tłumaczącego zablokowaną akcesję — a tym wrogiem została wyznaczona Polska, nie Rosja.
Unia lubelska jako błąd i eurazjatycka teoria „ordy”
W dalszej części rozmowy poruszono szerszy kontekst geopolityczny — Piński i Heda zgodnie ocenili unię lubelską z 1569 roku jako błąd strategiczny, odciągający Polskę od odzyskiwania Śląska i Pomorza na rzecz „brania w utrzymanie” wschodnich rubieży. Heda rozwinął tezę tzw. szkoły eurazjatyckiej, według której rosyjska państwowość wywodzi swój imperialny, ekspansjonistyczny charakter z organizacji mongolskiej ordy, a Rosja historycznie zwalczała siłą wszelkie alternatywy ustrojowe na swoim terytorium — od zniszczenia kupieckiej Republiki Nowogrodzkiej przez Iwana Groźnego, przez zamknięcie granicy z Rzeczpospolitą przed masowymi ucieczkami chłopów, po naciski rosyjskich elit na zdławienie reform Konstytucji 3 maja.
Amerykańska AI w atakach dronowych na Rosję
Poruszono też temat amerykańskiego zaangażowania w ukraińskie ataki dronowe na rosyjską infrastrukturę paliwową — Heda potwierdził tezę, że za precyzją tych uderzeń (omijanie systemów obrony S-300 i S-400 w czasie rzeczywistym) stoi wsparcie wywiadu i sztucznej inteligencji USA, porównując to do przełomu, jaki komputery wywołały w szachach po około 2005 roku, gdy żaden człowiek przestał mieć szansę z maszyną.
Piński ocenił to jako sprawdzian zdolności obronnych Rosji, który wypadł dla niej fatalnie, co budzi też jego obawy o ewentualną odwetową reakcję Moskwy skierowaną — z braku możliwości uderzenia bezpośrednio w Ukrainę — w kraje bałtyckie lub Polskę. Heda wskazał również na narastające problemy paliwowe i logistyczne w azjatyckiej części Rosji, gdzie niektóre obwody przygotowują się już do reglamentacji żywności z powodu braków transportowych, a Indie miały zwracać się do Ukrainy o niewrażanie w konkretny tankowiec z paliwem uznawanym za pomoc humanitarną zapobiegającą głodowi.
Korupcja systemowa i najniebezpieczniejszy scenariusz
Rozmówcy zgodnie ocenili, że korupcja na Ukrainie ma charakter systemowy i wszechobecny — przywołali wypowiedź osoby bliskiej Zełenskiemu, tłumaczącą brak walki z korupcją w czasie wojny obawą przed rozpadem całego systemu obronnego.
Heda ostrzegł przed najbardziej niebezpiecznym scenariuszem: celowym kierowaniem antyukraińskich emocji na zwykłych, niewinnych i potrzebnych polskiej gospodarce Ukraińców, zamiast na samego Zełenskiego, którego atakować trudniej. Zwrócił uwagę na tolerowanie przez polskie władze samozwańczych „patriotycznych” bojówek — wspomniał wcześniejszy przypadek ruchu obrony granic Bąkiewicza i kiboli w Trójmieście jako „próbę generalną” podobnej prowokacji.
„Kaczyński zrobił z Polski drugą Ukrainę”
W ostrzejszym tonie Piński określił Jarosława Kaczyńskiego mianem „agenta wpływu Rosji”, którego celem, świadomym lub nie, jest budowa quasi-niezależnego państwa między Rosją a Niemcami opartego wyłącznie o Stany Zjednoczone — polityki realizowanej, jego zdaniem, kosztem relacji z Niemcami jako naturalnym partnerem gospodarczym. Ukuł przy tym hasło, że „Kaczyński zrobił z Polski drugą Ukrainę” pod względem metod sprawowania władzy — porównując system politycznej lojalności i przyzwolenia na kradzież w zamian za wsparcie do metod stosowanych przez Putina. Heda dodał, że plan Kremla zakłada wykorzystanie Kaczyńskiego, a następnie jego odsunięcie na rzecz „bardziej właściwych ludzi” w odpowiednim momencie.
Polska jako wygodny „kozioł ofiarny” dla Zełenskiego
Na zakończenie rozmowy poruszono kwestię strategii Zełenskiego wobec Zachodu — zdaniem obu rozmówców prezydent Ukrainy, świadomy że Niemcy i Francja zablokowały szybkie członkostwo Ukrainy w UE i NATO, poszukuje zewnętrznego „kozła ofiarnego” tłumaczącego ten impas, a Polska idealnie nadaje się do tej roli, ponieważ blokując import ukraińskiego zboża w obronie własnych rolników, sama dostarcza gotowego pretekstu do narracji o polskiej „zawiści” i „kompleksach historycznych”.
Sprostowanie: skąd nazwa „Ukraina”
Rozmowa zakończyła się krótkim sprostowaniem historycznym — wbrew popularnemu przekonaniu nazwa „Ukraina” nie została nadana przez Jana Zamoyskiego w 1590 roku, lecz pojawia się już w latopisie hipackim znacznie wcześniej, wywodząc się od określenia pogranicza Rzeczpospolitej; Heda polecił w tym kontekście książkę ukraińskiego historyka, profesora Jarosława Hrycaka.
Live przeprowadził Jan Piński z udziałem mjr. Roberta Hedy. Materiał „[LIVE] Polacy boją się Ukraińców? Major wywiadu Robert Cheda i Jan Piński” dostępny na kanale Jan Piński na YouTube, liczącym 365 tys. subskrybentów. Nadawany na żywo 11 lipca 2026.