Piskorski i Anusz w Polsat News: Polska nie jest już dla Kijowa tak ważna jak na początku wojny. Prawdziwe starcie nadejdzie przy akcesji do UE

Dr Paweł Piskorski i dr Andrzej Anusz dyskutowali w programie „Debata Gozdyry” w Polsat News o stanie relacji polsko-ukraińskich, skuteczności narzędzi nacisku i tym, czego Polska powinna się spodziewać w przyszłości.

Ukraina poczuła się silna

Anusz ocenił, że decyzja o nazwie jednostki wpisuje się w szerszy trend: Ukraina ostatnie tygodnie ma dobre na froncie i ta siła przekłada się na asertywność wobec partnerów europejskich, w tym Polski. Polska klasa polityczna zaczyna sobie uświadamiać, że wejście Ukrainy do UE będzie bardzo dużym kosztem dla Polski i że relacje z Kijowem trzeba już teraz ustawiać bardziej asertywnie, bo za chwilę pojawią się sprzeczne interesy.

Piskorski poszedł dalej: politycy ukraińscy powiedzieli sobie, że na to stać — że Polska nie jest już tak ważna jak na początku wojny i że można zobaczyć, jak zareaguje. Do tej pory bowiem Polska reagowała bardzo miękko. Dodał, że prawdziwe wyzwania dopiero przed nami — w momencie negocjacji akcesji unijnej Ukraina będzie dążyła do przyspieszonej i ułatwionej ścieżki, co jest zabójcze nie tylko dla polskiego rolnictwa, ale dla wielu branż.

Postsowiecka mentalność i prowokacje

Piskorski zaznaczył, że nie wierzy w naiwność Zełenskiego ani jego administracji — trudno zakładać, że oni nie zdawali sobie sprawy, czym jest UPA i jak to zostanie odebrane w Polsce. Postawił pytanie, czy to błąd, czy celowe sprowokowanie konfliktu — skoro Zełenski będzie niedługo stawał w szranki wyborcze, a Załużny może go przeskoczyć przywiązaniem do ukraińskiego nacjonalizmu, być może Zełenski postanowił, że skoro konflikt z Polską i tak nastąpi, to lepiej go rozegrać w imię symboli ważnych dla ukraińskiej prawicy.

Obaj rozmówcy zwrócili uwagę na reakcję ukraińskiego MSZ, który wziął w obronę wiceministra Szeptyckiego i wydał w tej sprawie oficjalny komunikat — to celowe działanie, wkładanie kija w mrowisko. Piskorski dodał, że ukraiński MSZ mówił nieprawdę, bo rodzina Szeptyckich rozdzieliła się na część ukraińską i polską, a wiceminister jest polskim obywatelem — i krytykować należy jego wypowiedź, a nie pochodzenie.

Polityka orderowa jako nowe narzędzie

Anusz ocenił decyzję Nawrockiego jako stworzenie nowego, skutecznego narzędzia, które nazwał polityką orderową. Order — symbol — stał się elementem realnego nacisku politycznego. Widać, że to narzędzie działa, bo Ukraińcy zareagowali żywo — pisali, że niech przyjedzie i odbierze, jeśli się odważy. To świadczy o tym, że sprawa ich poruszyła. Jednocześnie to narzędzie nie wymaga wstrzymania Jasionki ani innych form wsparcia — Polska może nadal wspierać Ukrainę w wojnie z Rosją i jednocześnie wywierać symboliczny nacisk.
Anusz zauważył też wymiar wewnętrzny: dla Nawrockiego każde rozwiązanie jest korzystne — jeśli odbierze, zyska, jeśli premier Tusk odmówi kontrasygnaty, Tusk poniesie cenę polityczną. Nie wykluczył, że polityka orderowa pojawi się w przyszłości, bo okazała się skuteczna.

Czy Zełenski się ugnie

Piskorski był sceptyczny. Budanow przyjechał do Warszawy wysłuchać, jaki jest poziom emocji po polskiej stronie — odbił się od ściany lodu, bo Kosiniak-Kamysz, Tusk i przedstawiciele prezydenta mówili jednym głosem. Ale wycofanie się Zełenskiego byłoby dla niego politycznie bardzo kosztowne — jeśli ugnie się przed Polakami i zmieni nazwę oddziału, nacjonaliści nie będą go mogli poprzeć przed zbliżającymi się wyborami. Klucz w tym, czy zmienią nazwę jednostki — bo to, że wysłali tu przedstawiciela, to rutyna, nic więcej.

Piskorski zakończył apelem o realizm: Ukraińcy są racjonalni — tylko na swój sposób, nie tak jak byśmy chcieli. Ich elita polityczna używa postsowieckich agregatów myślowych i myśli o własnym zwycięstwie, a nie o tym, że relacje z Polską są kluczowe. Popierając Ukrainę, nie miejmy złudzeń, że to będzie partner bez problemów.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *