Pytanie nie brzmi, czy Ukraina straci 25 proc. terytorium, lecz czy wyjdzie z wojny jako jedno państwo — Sykulski w „Podkaście geopolitycznym”

Leszek Sykulski, komentator geopolityczny, omawia w „Podkaście geopolitycznym” skutki rozmów w Oslo o przyszłości Ukrainy i ewentualnym pokoju. Spotkanie z 20 października 2026 roku wywołało falę spekulacji w mediach europejskich. Zdaniem autora porozumienie z Oslo w żaden sposób nie kończy wojny na Ukrainie. Zamiast ograniczyć się do spekulacji, Sykulski porównuje straty terytorialne, jakie wiązałyby się z wdrożeniem porozumień mińskich, stambulskiego i ewentualnych ustaleń z Oslo, oraz przybliża to, co działo się na Ukrainie od 2014 roku. Rozmówcy z czatu zadali też pytania o relacje z Ukrainą, NATO, bazę amerykańską, kable podmorskie w Zatoce Perskiej i opiekę nad poszkodowanymi.

Spotkanie w Oslo, z którego wykluczono Polskę, i spekulacje o utracie 20–25 proc. terytorium

W spotkaniu z 20 października 2026 roku Polska nie uczestniczyła i nie została zaproszona, co przyznał premier Donald Tusk. Zaproszenia rozsyłało biuro Wołodymyra Zełenskiego, a głównym tematem był system gwarancji dla Ukrainy, które miałaby zaakceptować Moskwa. W rozmowach wziął udział specjalny wysłannik prezydenta Donalda Trumpa Steve Witkoff, prezydent Finlandii Alexander Stubb i premier Norwegii Jonas Gahr Støre, a zdalnie zięć Trumpa Jared Kushner. Po spotkaniu media europejskie spekulowały, czy doszło do przełomu. Część z nich pisała, że Zełenski zgodzi się na oddanie około 20 proc. terytorium Ukrainy, inne mówiły wprost o 25 proc. Sykulski nazywa Zełenskiego byłym prezydentem, twierdząc, że jego kadencja wygasła 20 maja 2024 roku.

Komentator przypomniał, że poza granicami Ukrainy znajduje się według różnych danych od 10 do kilkunastu milionów obywateli. Porównując stan sprzed 2022 roku z dzisiejszym, szacuje się, że pod bezpośrednim zwierzchnictwem władz w Kijowie brakuje około 15 mln mieszkańców. Spora część osób znajduje się na terenach zajętych przez Rosję, a według szacunków od 2 do 3 mln wyemigrowało do Rosji, reszta na zachód i południe, także do Turcji. Sykulski uważa, że akceptacja utraty terytorium nie jest najważniejszą kwestią. W jego głębokim przekonaniu Zełenski stał się podwójnie grabarzem Ukrainy: po raz pierwszy 29 marca 2022 roku, gdy zakończyły się negocjacje w Stambule, a po raz drugi, jak zaznaczył później, w Brukseli.

Wojna na Ukrainie od 2014 roku w trzech płaszczyznach i marginalizacja Polski

Według Sykulskiego wojna na Ukrainie nie zaczęła się w 2022 roku, a twierdzenie mediów głównego nurtu w Polsce jest jego zdaniem oczywistym kłamstwem. Ma trzy płaszczyzny i trwa od 2014 roku. Pierwsza to wojna domowa w Donbasie, będąca genezą konfliktu, związana z relacjami władz w Kijowie z rosyjską mniejszością i obywatelami rosyjskojęzycznymi. Druga to konflikt ukraińsko-rosyjski, a trzecia wojna zastępcza, o czym wyraźnie powiedział w 2025 roku sekretarz stanu Marco Rubio, a informację opublikowano na stronie Departamentu Stanu. Wojna rosyjsko-ukraińska jest więc tylko wycinkiem tej większej wojny. Po lutowym zamachu stanu w 2014 roku i odsunięciu legalnie wybranego prezydenta Wiktora Janukowycza władze Ukrainy są według Sykulskiego z punktu widzenia konstytucji i porządku prawnego nielegalne, bo prezydenta obalono, gdy przebywał na terytorium Ukrainy.

Komentator pokazał, że w rokowaniach w Mińsku z września 2014 i lutego 2015 roku nigdy nie uczestniczyli przedstawiciele państwa polskiego. W grupie kontaktowej były Ukraina, Rosja, OBWE i przedstawiciele dwóch tak zwanych republik ludowych, a w Mińsku II rozmawiano w formacie normandzkim, czyli z udziałem Francji, Niemiec, Rosji i Ukrainy. Trójkąt Weimarski nie odgrywał żadnej roli. Sykulski uważa, że Polska jest marginalizowana nie od rozmów w Oslo, lecz od września 2014 roku, bo nikt się z nią nie liczy. Twierdzi, że miała być samozwańczym adwokatem Ukrainy w Europie, ale Ukraińcy tak jej nigdy nie traktowali. Zauważył, że choć były prezydent Aleksander Kwaśniewski często i kwieciście mówił o Ukrainie, nigdy nie był na niej realnie szanowany. Doktrynę Kwaśniewskiego, że nie ma niepodległej Polski bez niepodległej Ukrainy, nazywa bajką, a Polskę dostarczycielem pieniędzy i sprzętu, traktowanym w jego ocenie jak frajer Europy. Jak dodał, Ukraińcy nazywają takich ludzi jak Kwaśniewski, Duda, Morawiecki i Tusk łochami, czyli frajerami.

Porozumienia mińskie i stambulskie a straty terytorialne Ukrainy

W pierwszym porozumieniu mińskim przewidziano dwustronne zawieszenie broni, rolę OBWE jako obserwatora, decentralizację władzy i specjalny tryb samorządu w obwodach donieckim i ługańskim przy pozostaniu ich w ramach państwa ukraińskiego, strefę bezpieczeństwa po obu stronach granicy ukraińsko-rosyjskiej, uwolnienie jeńców i zakładników, ustawę zakazującą ścigania uczestników rebelii oraz poprawę sytuacji humanitarnej i odbudowę Donbasu. Sykulski zwraca uwagę, że pojęcie strefy bezpieczeństwa pochodzi właśnie stąd, a nie jest nową koncepcją, jak twierdzi część zaskoczonych dziennikarzy po wystąpieniu Władimira Putina w mundurze sprzed tygodnia. Drugie porozumienie, z 12 lutego 2015 roku, potwierdzało wiele punktów, a mówiło też o strefie bezpieczeństwa o głębokości 50 km dla artylerii i 140 km dla wyrzutni rakiet, nowych wyborach, szerszej autonomii dla Donbasu i przywróceniu pełnej kontroli władz w Kijowie nad granicą państwową w całej strefie konfliktu.

Gdyby porozumienia mińskie zostały zrealizowane, Ukraina straciłaby według Sykulskiego około 7 proc. terytorium, czyli tylko Krym, bo zachowałaby suwerenność nad Donbasem ze statusem specjalnym. Porozumienia zostały jednak zerwane, a Zachód wykorzystał czas do dozbrojenia Ukrainy. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania stworzyły według niego 12 baz wywiadowczych na terytorium Ukrainy, zwróconych przeciwko Rosji, o czym wiadomo od 2024 roku.

Z rozmów w Stambule, zakończonych 29 marca 2022 roku, Sykulski wyciąga podobny wniosek. Turcja wystąpiła jako mediator, delegacji ukraińskiej przewodniczył Dawid Arachamija, deputowany z partii Sługa Narodu, czyli zaplecza politycznego Zełenskiego, które według Sykulskiego zbudował mu Ihor Kołomojski, później przez Zełenskiego wsadzony do aresztu. Arachamija powiedział wyraźnie, że te negocjacje były korzystne dla Ukrainy, bo chodziło o zaprzestanie rozlewu krwi. Ukraina miała być krajem niepodległym i neutralnym, z ograniczeniem wielkości wojska. Rozmowy nie dotyczyły zmiany granic, a o Krymie miano negocjować przez 10–15 lat. Zdaniem Sykulskiego, gdyby Ukraina zaakceptowała stambulskie porozumienie, straciłaby nadal tylko około 7 proc. terytorium. Rozmowy zostały według słów Arachamiji zerwane po wizycie brytyjskiego premiera Borisa Johnsona w Kijowie, który przekonał Zełenskiego, by toczył wojnę dalej, obiecując wsparcie. Sykulski dodaje, że 24 lutego 2022 roku rozpoczęła się nie wojna pełnoskalowa, lecz ograniczona wojna na wyniszczenie. Jego zdaniem Rosja nie niszczy do dziś systemów zaopatrzenia armii ukraińskiej, choć wystarczyłoby uderzyć w kolej i przestawianie wagonów na szerokie tory, którymi jechało ponad 100 mln sztuk amunicji przekazanej przez Polskę. Nie prowadziła też ataków dekapitacyjnych ani powszechnej mobilizacji, a na Kremlu nazywa to specjalną operacją wojskową wydzielonym rotacyjnym kontyngentem.

Dzisiejsze straty terytorialne i ludzkie Ukrainy oraz relacja Nowińskiego o Zełenskim

Ukraińcy szacują swoje straty terytorialne na 19,3 proc., powołując się na portal Deep State, a Rosjanie i część mediów zachodnich mówią o około 20 proc. Głos o 25 proc. pojawił się, bo gdyby Zełenski oddał cały Donbas, a Rosjanie zajęli całość obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego, które rosyjskie prawo uznaje za swoje, choć nie jest to uznawane na arenie międzynarodowej, byłoby to właśnie tyle. Obecnie Rosjanie kontrolują z tych czterech obwodów około 70 proc., a o resztę, przede wszystkim w Donbasie, trwają bardzo silne walki. Sykulski uważa, że 25 proc. to minimum, które trzeba zakładać w nieco dłuższej perspektywie. Nie jest to jednak koniec, bo w ubiegłym tygodniu Putin wyraźnie powiedział, że Rosja zaczyna wytyczać strefę bezpieczeństwa o długości 660 km, obejmującą także część obwodów charkowskiego i sumskiego. Jeśli Ukraina straci 25 proc., będzie to według niego szczęście w nieszczęściu, a pytanie brzmi, czy wyjdzie z wojny jako jednolite państwo. To cena za bezmyślność ukraińskich elit przekupionych i zmanipulowanych przez Zachód, między innymi przez Borisa Johnsona, który ma według komentatora sporo za uszami i powinien zostać pociągnięty do międzynarodowej odpowiedzialności za gigantyczne ofiary, jakie ponosi Ukraina.

Komentator mówi, że Ukraińcy stracili nie tylko kilkanaście milionów mieszkańców w wyniku migracji, lecz także grubo ponad milion żołnierzy. Dla wszystkich służb mundurowych podaje się widełki od miliona do 2,4 mln strat, co sam traktuje jako dane nieoficjalne. Ukraina ma według niego najwięcej amputacji kończyn górnych i dolnych od czasu pierwszej wojny światowej w europejskim kraju, a to hekatomba, którą Zełenski zgotował swoją bezmyślną postawą. Przytoczył ujawnione do mediów opinie byłego deputowanego Rady Najwyższej Wadyma Nowynskiego, który pośredniczył w rozmowach z Rosją przez Dmytra Kozaka, gdy chodziło o to, by Ukraina przyjęła neutralność i zakończyła ekspansję NATO na wschód. Według Nowynskiego Zełenski zaczął lubić bycie bohaterem, podobały mu się owacje na stojąco i to, że gdziekolwiek się pojawił, przyjmowano go jak papieża. W końcu, jak powiedział, wymienił życia Ukraińców na aplauz w parlamentach innych państw.

Boris Johnson, darowizna od Christophera Harborne’a i rola Wielkiej Brytanii

Sykulski nie uważa roli Borisa Johnsona za do końca wyjaśnioną. Przypomniał publikację brytyjskiego dziennika Guardian z 10 października ubiegłego roku o przyjęciu darowizny, a w jego rozumieniu łapówki, w wysokości 1 mln funtów (ok. 5,2 mln zł, ok. 1,2 mln euro) od milionera Christophera Harborne’a, dużego udziałowca w firmach technologii wojskowej. Harborne wpłacił ją na konto prywatnej firmy Johnsona, a firmy, w których miał udziały, dostarczały sprzęt Ukrainie, między innymi drony. Sykulski podkreślił, że w cywilizowanych krajach, a trudno uznać za takie dziś Wielką Brytanię z uwagi na cenzurę i zamykanie ludzi w areszcie za słowa na Facebooku, byłoby to traktowane jako korupcja, a Johnson, który występuje jako orędownik przedłużania wojny, i Harborne dawno siedzieliby w więzieniu. Zapytał, gdzie jest MI5 i czy nie dawało im parasola bezpieczeństwa. Jego zdaniem człowiek handlujący bronią z Ukrainą nie może tego robić w kraju z tradycjami służb bez nadzoru i podzielenia się z nimi profitami. Johnson przyczynił się według niego bardzo źle dla narodu ukraińskiego, a odpowiedzialność spada na Wielką Brytanię, która próbuje utrzymać rolę w koncercie mocarstw, podgryzając Rosję.

Komentator dodał, że Wielka Brytania nie ma wojsk lądowych, a flotę ma bardzo marną jak na państwo morskie z ambicjami mocarstwowymi. Zostały jej służby specjalne i próba podgryzania Rosji, by dochrapać się nowego koncertu mocarstw. Zastanawia się, czy kraj ten nie straci części terytorium, na przykład przez przyłączenie Irlandii Północnej do Irlandii, a także czy nie ogłoszą niepodległości Szkocja, a być może i Walia. Jego zdaniem utrzymanie jedności wymagałoby gigantycznej cenzury, cyfrowej inwigilacji i jeszcze drastyczniejszych ograniczeń praw obywatelskich. Wielka Brytania odciąga uwagę opinii publicznej straszeniem Putinem, a sprawa Johnsona wyjdzie według Sykulskiego prędzej czy później na jaw.

Czy Ukraina przetrwa jako jedno państwo, i skąd wziąć pieniądze na jej utrzymanie

Sykulski uważa, że zamiast pytać, czy Ukraina wygra wojnę, trzeba zapytać, czy już ją przegrała. Najważniejsze jest jednak to, czy wyjdzie z niej jako jedno państwo, okrojone, być może z poniżej 20 mln mieszkańców, a przy tym czy federacyjne czy unitarne. Pokazał mapę z czterema wschodnimi obwodami na czerwono i strefą buforową obejmującą Charkowszczyznę i Sumszczyznę. Przywołał też wizję trójpodziału Ukrainy, którą agencja Interfax przedstawiła 20 listopada 2024 roku, a która odzwierciedla słowa Viktora Orbána: tak zwane nowe regiony przyłączone do Rosji, w centrum polorosyjski podmiot państwowy, nazywany przez niektórych Republiką Kijowską, i terytoria sporne na zachodzie, nazywane Galicją Wschodnią lub Republiką Zachodnioukraińską. Jego zdaniem taki wariant jest możliwy w wyniku nowego Majdanu lub wojny domowej, tym bardziej że sytuacja gospodarcza jest dramatyczna.

Zełenski podpisał według Sykulskiego wyrok na Ukrainę po raz drugi 16 października 2026 roku w Brukseli, gdy zaczął się domagać dodatkowych 70 mld euro (ok. 307,4 mld zł) na funkcjonowanie państwa w 2027 roku, mimo że przyznano już 90 mld euro (ok. 395,3 mld zł) na lata 2026–2027, w domyśle bezzwrotnej pożyczki. Okazuje się według niego, że system ukraiński jest nieszczelny, jest gigantyczna defraudacja i kradzież pomocy zachodniej przez ludzi z najbliższego otoczenia Zełenskiego. Wymienił Mindicza, Jermaka, obecnego prezesa Narodowego Banku Ukrainy i prokuratora generalnego, którzy są zamieszani w afery, a także byłych ministrów. Sykulski uważa, że część decydentów na Zachodzie uświadomiła sobie, że więcej pieniędzy nie będzie, a negocjacje przypominają rozmowy z szantażystą, który widząc, że da się wyciągnąć 90, chce jeszcze 70 i więcej. Nawet naiwni politycy tacy jak Kaja Kallas rozumieją, jego zdaniem, że Ukraina tej wojny nie wygra.

Podsumował fakty: porozumienia mińskie z 5 września 2014 i 12 lutego 2015 roku oznaczałyby utratę 7 proc. terytorium, porozumienie stambulskie z 29 marca 2022 roku nadal około 7 proc., dziś Ukraina traci między 19 a 20 proc., a w mediach zachodnich mówi się o 25 proc. Gdy uwzględnić rosyjską strefę bezpieczeństwa, może się okazać, że to 30 proc. terytorium i poniżej 20 proc. ludności. Do tego dojdą jego zdaniem nastroje szowinistyczne, a jako przykład wskazał Andrzeja Biłeckiego i III Korpus. To, że szowiniści mogą dojść do władzy na Ukrainie, jest osobną sprawą i gigantycznym zagrożeniem dla państwa polskiego. Okazało się, według Sykulskiego, że Polska finansowała i dozbrajała kraj sobie wrogi. Ukraina nie jest sojusznikiem Polski, bo nie ma między oboma państwami żadnego traktatu polityczno-militarnego, nie jest też partnerem, lecz krajem głęboko wrogim. Na poparcie tej oceny odesłał do swojego wykładu o ukraińskiej myśli geopolitycznej, bo jego zdaniem ci, którzy wypowiadali się o wspieraniu Ukrainy przez Polskę, nie znają głównych pism ukraińskich myślicieli zajmujących się strategią i geopolityką.

Uchwała Rady Najwyższej z 18 grudnia 2025 roku i ukraińska myśl geopolityczna wobec Polski

Sykulski stanowczo odrzuca opisywanie uchwały Lwowskiej Rady Obwodowej o roku 2027 jako nowości. Przypomina, że 18 grudnia 2025 roku Rada Najwyższa przyjęła uchwałę numer 4748-IX o obchodach rocznic na lata 2026–2027, a w załączniku do niej wymieniono 120. rocznicę urodzin Romana Szuchewycza, przypadającą 30 czerwca 2027 roku. Dokument przewiduje obchody na szczeblu państwowym osoby odpowiedzialnej, według komentatora, nie tylko za ludobójstwo na narodzie polskim, lecz za całą akcję wysiedlenia ponad miliona Polaków z Galicji Wschodniej. Potwierdzają to jego zdaniem nawet ukrainofilscy historycy, jak prof. Grzegorz Motyka: rozkaz dotyczył 955 tys. Polaków z Małopolski Wschodniej i kilkuset tysięcy z Wołynia. Przez dziesięć miesięcy dyplomacja Radosława Sikorskiego nie reagowała, a szef placówki dyplomatycznej RP w Kijowie, Łukasiewicz, był według Sykulskiego pułkownikiem WSI i nigdy nie powinien być na takiej placówce, a o infiltracji państwa przez ukraińskie służby przy udziale WSI komentator zapowiedział osobny odcinek. Kult Szuchewycza istnieje od dekad, a nowością jest zasada upamiętnień na poziomie państwowym, przy czym rady obwodowe mają wolną rękę.

Ostro skrytykował przy tym środowiska, które nazywa intermariuszami: zwolenników Międzymorza i determinizmu historycznego, według których Polska jest skazana na wojnę z Rosją. Wymienił dr. Jacka Bartosiaka i jego zespół, zwłaszcza Marka Budzisza, który latem 2022 roku proponował Federację Polsko-Ukraińską, czyli Ukropol. Jarosław Kaczyński, prezes partii, która rządziła Polską przez osiem lat, a sam był wicepremierem do spraw bezpieczeństwa, mówił we wrześniu na Kongresie Młodzieży w Augustowie, że ukraińskie instytucje państwowe proponowały takie federacje jako pretekst do wciągnięcia Polski do wojny. Sykulski zaznaczył, że nie sugeruje współpracy czyichkolwiek ze służbami ukraińskimi, ale uważa za ciekawe, że niektóre think tanki służyły jako pas transmisyjny dla ukraińskich koncepcji. Zauważył też, że zaczął się budzić prof. Andrzej Nowak, który pisał w Arkanach o trudnościach z pojednaniem i Międzymorzem.

Sykulski przypomniał prace ukraińskich geopolityków. Włodzimierz Kubijowicz (zm. 1985 w Paryżu), twórca encyklopedii ukrainoznawstwa, stworzył koncepcję sobornej Ukrainy o terytorium prawie miliona kilometrów kwadratowych, w której Lublin, Rzeszów i Siedlce uważał za etniczne ziemie ukraińskie. Jurij Łypa jest dla Ukraińców człowiekiem objętym pewnego rodzaju kultem i uznawanym za wybitnego myśliciela, a dla Polaków, według Sykulskiego, zbrodniarzem i ludobójcą, bo był lekarzem jednej z band UPA. Etniczny Polak, który wybrał narodowość ukraińską i ukończył studia medyczne w Polsce, stworzył doktrynę czarnomorską, mówiącą o bloku państw pod egidą Ukrainy, w której Polska nie jest częścią Międzymorza, tylko przeciwnikiem geopolitycznym. Mykoła Michnowski w broszurze „Samostijna Ukraina” z 1900 roku wydanej we Lwowie również zakreślał etniczne ziemie ukraińskie obejmujące sporą część polskich. Sykulski wymienił też Dmytra Doncowa, twórcę nacjonalizmu integralnego, Szuchewycza, Banderę oraz Ołeha Olżycza, którego nazwiskiem Lwowska Rada Obwodowa opatrzyła także rok 2027 i który był jego zdaniem zbrodniarzem i ukraińskim szowinistą wpisującym się w wybitnie antypolskie manifesty OUN. Przywołał także Stepana Rudnyckiego, nazywanego przez Ukraińców wybitnym geografem i swoistym ukraińskim Romerem, a według Sykulskiego człowieka niebezpiecznego, z roszczeniami do terytorium II Rzeczypospolitej i do etnicznych ziem polskich. Ocenił, że nie znalazł ani jednego istotnego traktatu czy książki ukraińskiego geopolityka, który traktowałby Polskę jako równorzędnego partnera, a Intermarium w wydaniu ukraińskim to doktryna czarnomorska Łypy z Polską jako rywalem.

Dodał, że klasa polityczna państwa polskiego nie rozumie podstaw geopolityki, ani ukraińskiej, ani białoruskiej, ani rosyjskiej, a tymczasem rosyjska geopolityka jest dopełniającym się puzlem do geopolityki amerykańskiej. Odesłał do koncepcji Wadima Cymburskiego, Rosji-Wyspy i wielkiego limitrofu, i porównał ją z Narodową Strategią Bezpieczeństwa podpisaną przez Trumpa. Kluczowy dla zrozumienia współczesnej rosyjskiej geopolityki jest według niego nie Dugin, lecz Cymburski, a w instytucjach państwowych jest tylko skrajna rusofobia. Utrudni to decydentom wytłumaczenie społeczeństwu normalizacji relacji z Białorusią, gdy sztucznie nakręcono nienawiść do niej i do Rosji, między innymi przez służby III Rzeczypospolitej. Gdy z Waszyngtonu, Departamentu Stanu i Langley przyjdzie uprzejma, acz stanowcza prośba o odprężenie w relacjach z Rosją i Białorusią, a jeśli Polska zostanie podjudzona przez Londyn, Paryż i Berlin do konfliktu z Rosją, przegra tę wojnę i i tak będzie potrzebna normalizacja, ale już na zupełnie innych zasadach. Komentator zauważył, że Polacy doznali o wiele większych cierpień ze strony Ukraińców i Niemców niż Rosji i że nie można etnicznym Rosjanom przypisywać wszystkich zbrodni komunistycznych.

Trójstronny szczyt Trump–Putin–Xi i spór wokół wpisu Muska o ukraińskich elitach

Sykulski podkreślił, że Polska jest całkowicie poza strefą rozmów i nie widzi dla Ukrainy ani dla Polski nic dobrego w perspektywie zakończenia wojny. Spotkanie Trumpa, Putina i Xi Jinpinga ma odbyć się 17–18 listopada na marginesie szczytu APEC, ale nie ma potwierdzenia Białego Domu. Jeżeli do niego dojdzie, nastąpi według komentatora deeuropeizacja europejskiego systemu bezpieczeństwa.

Komentator odniósł się do wpisu Elona Muska z 23 października na platformie X, który miał ponad 11 mln wyświetleń i ponad 220 tys. pozytywnych reakcji. Musk napisał, że na Ukrainie istnieje ogromna różnica motywacji między elitami a zwykłymi ludźmi: elity wzbogaciły się na setkach miliardów napływających do kraju, a dzieci zwykłych ludzi są wcielane do armii, by ginąć w okopach. Wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski odpowiedział, że Stany Zjednoczone zaprzestały finansowania Ukrainy w zeszłym roku. Sykulski nazwał tę reakcję bardzo niefortunną, bo bez wsparcia Stanów Zjednoczonych, a zwłaszcza SpaceX i systemów łączności satelitarnej, Ukraina nie mogłaby dalej toczyć wojny, mimo niedawnego ograniczenia systemów Starshield, które jak się wydaje wróciły do normy. Jego zdaniem nie sposób nie zgodzić się z Muskiem: elity ukraińskie, oligarchowie, politycy i cała sitwa wokół Zełenskiego wzbogaciły się na setkach miliardów, a zwykli ludzie w wieku poborowym są brutalnie wcielani do armii, często giną albo zostają kalekami.

Irańskie plany przecięcia kabli podmorskich i ukraiński szpieg zatrzymany w Niemczech

Sykulski zwrócił uwagę na doniesienia agencji Reutera, według których Iran przygotowuje plany przecięcia podmorskich kabli internetowych w Zatoce Perskiej. Agencja powołuje się na dwóch wysokich rangą irańskich urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, a kable miałyby zostać zniszczone na wypadek wznowienia agresji amerykańsko-izraelskiej. Teheran ma grozić zniszczeniem siedmiu połączeń w cieśninie Ormuz. Podmorskie kable światłowodowe stanowią podstawę międzynarodowej infrastruktury telekomunikacyjnej, jak zauważył komentator, nawiązując do swojego ostatniego odcinka „Mapa tygodnia”, który okazał się szybciej aktualny, niż można było przewidywać. Przygotowania do ponownej agresji na Iran idą jego zdaniem pełną parą.

Opisał też zatrzymanie w Brandenburgii, we wschodnich Niemczech, w miniony czwartek 53-letniego obywatela Ukrainy, który miał przekazywać informacje o znaczeniu militarnym jednej ze wschodnich służb specjalnych. Gromadził dane o produkcji pojazdów opancerzonych, amunicji i materiałów wybuchowych, a sprawę prowadzi prokuratura federalna w Karlsruhe. Sykulski zwraca uwagę, że media głównego nurtu przypisują szpiegostwo Federacji Rosyjskiej, a większość nagłaśnianych rosyjskich szpiegów to dziwnym trafem Ukraińcy. Widzi w tym skutek otwarcia drzwi na przestrzał dla wielkiej emigracji ukraińskiej: w instytucjach krajów Unii Europejskiej, nie tylko w Polsce, choć w niej najmocniej, zostało uplasowanych mnóstwo agentów obcych służb.

Pytania z czatu: stosunki z Ukrainą i Izraelem, granica i repatriacja

Na pytanie użytkownika, czy Polska nie powinna zerwać wszystkich sojuszy i kontaktów z Ukrainą i Izraelem, Sykulski odpowiedział, że nie wszystkich, bo przez pogranicze polsko-ukraińskie potrzebne są relacje nawet na poziomie technicznym. Uważa, że Izrael i Ukraina prowadzą bardzo antypolską politykę, więc należałoby obniżyć poziom kontaktów dyplomatycznych do poziomu chargé d’affaires. Polska ma prawo przywrócić kontrolę na granicy z Ukrainą zgodnie z prawem Unii Europejskiej i ją uszczelnić. Postuluje też ustawę repatriacyjną, umożliwiającą powrót większości Ukraińców, którzy przybyli jako goście w 2022 roku i później. Nie toczy się tam według niego wojna pełnoskalowa na terenie całej Ukrainy, a Ukraińcy z Donbasu mogą korzystać z relokacji wewnętrznej do środkowej i zachodniej części kraju. Nie może być, zdaniem Sykulskiego, tak, że Ukraińcy z zachodu przyjeżdżają do Polski brać zapomogi i programy socjalne, a sami wynajmują mieszkania rodakom i bogacą się podwójnie.

Wojnę można było według niego zakończyć 12 lutego 2015 roku, gdyby Ukraina realizowała porozumienia mińskie, ale wolała się zbroić i gościć amerykańskie i brytyjskie bazy wywiadowcze. Chodzi o 12 baz opisanych przez New York Timesa 25 lutego 2024 roku, które komentator zestawia z narracją o rosyjskim imperializmie jako genezie wojny. Według niego gazeta napisała wprost, że CIA i MI6 po 2014 roku, po zamachu stanu, zaczęły budować na terenie Ukrainy bazy wymierzone w Rosję. Ani Departament Stanu, ani Departament Obrony, ani Biały Dom nie zakwestionowały tez artykułu, który nie został poprawiony. Sykulski pyta, jak zachowałyby się Stany Zjednoczone, gdyby chiński i rosyjski wywiad stworzyły 12 baz wywiadowczych w Meksyku lub Kanadzie, i odpowiada, że natychmiast pojawiłyby się wprowadzanie demokracji lub interwencje stabilizacyjne US Army.

Do tej części należy też uwaga o zachowaniu Ukraińców na granicy: jeden z użytkowników czatu zwrócił uwagę, że kilka dni temu Ukraińcy masowo przekraczali granicę do Polski, a Sykulski potwierdził, że z tego, co pamięta, część materiałów wideo z granicy była rzeczywiście głównie na rejestracjach kijowskich. Odniósł się też krótko do widzów powołujących się na kardynała Wyszyńskiego, mówiąc, że współczesny Kościół ma niewiele wspólnego z Kościołem kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Opieka nad ukraińskimi poszkodowanymi, misja w Iraku i kontrakty zbrojeniowe

Na pytanie o opiekę nad poszkodowanymi w konflikcie Sykulski wyjaśnił, że istnieje system wypłat jednorazowych, zależnych od konkretnej niepełnosprawności, na przykład amputacji jednej, dwóch lub czterech kończyn, ale występują gigantyczne braki w rehabilitacji, a rozbudowana biurokracja oznacza system przysłowiowych łapówek. Cywile mają jeszcze słabszą ochronę niż wojskowi. Renty miesięczne przysługują tylko przy bardzo dużej niepełnosprawności, na przykład po oślepieniu lub utracie kończyn, i są dużymi pieniędzmi jak na realia Ukrainy. Protezy w dużej części pochodzą z pomocy zachodniej, a największym problemem jest pomoc psychologiczna i psychiatryczna, która jest według niego absolutnym dramatem. Wojskowe komisje lekarskie są w wielu sprawach uznaniowe, a wielu niepełnosprawnych kierowano do jednostek wojskowych, więc przekręty są gigantyczne. Czy świadczenia wystarczają na życie i leczenie, nie potrafi jednoznacznie ocenić, ale znając realia Ukrainy, uważa, że nie.

Zapytany o Irak, wyjaśnił, że Polska wysłała około 2,5 tys. żołnierzy w ramach wielonarodowej dywizji Centrum-Południe liczącej około 8,5 tys. żołnierzy z 25 państw. Było około 10 zmian i w sumie przez misję przewinęło się około 15 tys. polskich żołnierzy, a Ukraina wysłała do polskiej strefy około 1,5–1,6 tys. Ukraina otrzymała największy kontrakt w swojej historii po 1991 roku: umowę z 2009 roku, dotyczącą ponad 400 transporterów BTR-4 i 6 samolotów An-32, wartą ponad 500 mln dolarów (ok. 1 962,4 mln zł, ok. 446,8 mln euro), a według różnych źródeł od 450 do 550 mln dolarów (ok. 1 766,1–2 158,6 mln zł, ok. 402,1–491,5 mln euro). Bumar podpisał umowy na około 400 mln dolarów (ok. 1 569,9 mln zł, ok. 357,5 mln euro), a polskie firmy zawarły kontrakty na kilkadziesiąt milionów dolarów, co wiązało się z aferami i przegranymi przetargami. Nagłówki Gazety Wyborczej, Wprost i Rzeczpospolitej mówiły, że Polacy wracają bez kontraktów. Kontrakt ukraiński powstał cztery lata po wycofaniu kontyngentu i Sykulski jest skłonny uznać go za po części nagrodę za udział oraz przygotowanie gruntu pod przemiany geopolityczne w naszej części Europy, choć ma krytyków. Proporcjonalnie Ukraińcy zyskali według niego więcej, co przy 1,5–1,6 tys. żołnierzy wobec polskiego kontyngentu wygląda delikatnie mówiąc średnio.

Weterani, ukraiński eksport bezpieczeństwa i akademia dronów na Dolnym Śląsku

Na pytanie, na jaki front Ukraińcy wyślą żołnierzy po wojnie, Sykulski odpowiedział, że część będzie miała zespół stresu pourazowego, a pomoc psychologiczna będzie w opłakanym stanie. Dlatego Ukraińcy już teraz myślą, jak zagospodarować weteranów, i stąd pomysł, by powojenna Ukraina stała się eksporterem bezpieczeństwa. Chodzi o plan zastąpienia żołnierzy amerykańskich w bazach w Europie przez kontyngenty ukraińskie, za które płaciłyby kraje gospodarze, co Sykulski nazywa szatańskim planem i aberracją. Nie wyobraża sobie ukraińskich żołnierzy w bazach w Polsce. W otoczeniu Zełenskiego pojawiły się plany podpisywania kontraktów, by kraje utrzymywały kadrowe jednostki zasilane w razie potrzeby przez ukraińskich operatorów dronów.

Przypomniał o akademii dronów powstającej na Dolnym Śląsku, którą powinny natychmiast prześwietlić i storpedować służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa. Ukraińscy operatorzy bojowych bezzałogowców w polskiej przestrzeni powietrznej byliby dowodem, że Polska jest krajem totalnie niesuwerennym. Dwa lata temu czeski kontrwywiad BIS informował parlament o problemie z powracającymi weteranami, w Polsce mówił o tym według komentatora chyba tylko Rafał Boroń, a ludzie ze służb specjalnych nabrali wody w usta, mimo że ostatnio ożywili się w dzienniku Rzeczpospolita. Jeden z szefów służb przyznał chyba w maju, że w Polsce jest ponad 2 mln diaspory rosyjskojęzycznej. Polska wspierając Ukrainę miała więc bronić się przed ruskim światem, a okazało się według Sykulskiego, że ten świat zafundowali Polakom Morawiecki, Kaczyński, Błaszczak i spółka po 2022 roku.

Artykuł 5, doktryna Monroe i przyszłość NATO, baza amerykańska i gambit Trumpa

Na pytanie, czy Trump opuści NATO, poświęcając wschodnią flankę, Sykulski odpowiedział, że nie musi nastąpić rejtanowski gest, bo Sojusz może obumierać śmiercią naturalną. Przeczytał artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego z 4 kwietnia 1949 roku, który nie nakłada obowiązku wystawienia konkretnej liczby brygad czy użycia siły zbrojnej, tylko mówi o działaniach, jakie dana strona uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej. Każde państwo ocenia sytuację samo. Według niego Trump sygnalizuje odejście na pozycję zmodyfikowanej doktryny Monroe z 1823 roku, o czym świadczy Narodowa Strategia Bezpieczeństwa z 5 grudnia 2025 roku: Amerykanie odchodzą od roli globalnego żandarma na rzecz selektywnego zaangażowania. Ojcem tej doktryny jest Elbridge Colby, autor wydanej przez PISM książki „Strategia wypierania”, którą Sykulski polecał, zaznaczając, że to nie reklama.

Uważa, że żadna stała baza amerykańska nie podniesie bezpieczeństwa Polski, bo bazy przyciągają drony i rakiety, co widać po 28 lutego 2026 roku. Nawet gdyby taką bazę ogłoszono i stworzono koszary, byłby to element negocjacji strategicznych między USA a Rosją, a Amerykanie będą mieli z czego schodzić i argument do powrotu do Aktu stanowiącego NATO–Rosja z 1997 roku. Rosja nie toczy wojny o 7, 19, 20, 25 czy 30 proc. terytorium Ukrainy. Chodzi o zmianę europejskiej architektury bezpieczeństwa, a media w Polsce kłamią, mówiąc, że Rosja chce wchłonąć całą Ukrainę. Sykulski dodał, że po co Rosji szowiniści ukraińscy ze Lwowa czy Stanisławowa. Ich zdaniem wrogiem w zasięgu ręki jest Polska, bo Rosja nie jest, i widać po pochodach z pochodniami, że wielu z uczestników w wieku poborowym boi się wcielenia do armii. Jak ocenia, Polska jest kozłem ofiarnym, na który można pluć bezkarnie, a rząd Tuska mówi, że deszcz pada.

Dlatego Trump jest według niego w stanie zrobić gambit i poświęcić Polskę jako pionka na eurazjatyckiej szachownicy, a amerykańska geostrategia na tym nie ucierpi, bo priorytety Stanów leżą na Indo-Pacyfiku i w zachodniej hemisferze. Polska mogłaby nawet zostać wepchnięta do wojny przez podszepty Londynu, Paryża i Berlina. Polonia, przy całym szacunku, jest politycznie bez znaczenia, a poziom jej organizacji nie jest porównywalny z diasporą żydowską. Doszłoby do nowego podziału stref wpływów między Niemcy a Rosję, co Sykulski odróżnia od rozbiorów. Najbardziej obawia się zagrożenia ze strony szowinistów ukraińskich, którzy są dziś w strategicznym partnerstwie z Niemcami. Jeśli dojdzie do dezintegracji państwa ukraińskiego, jak mówił Orbán w 2024 roku, i powstanie autonomiczna zachodnioukraińska forma państwowości, pozbawiona bazy przemysłowej, ale ze zradykalizowaną młodzieżą i ludźmi, którzy przeszli front, zideologizowanymi na podręcznikach OUN-UPA, Polska będzie miała gigantyczne problemy, większe niż w II Rzeczypospolitej, z uwagi na technologie, broń i materiały wybuchowe w rękach ukraińskiej mafii i grup przestępczych.

Za przyczynę dzisiejszej sytuacji uważa propagandę prowojenną i próbę niszczenia wolności słowa i debaty strategicznej przez służby specjalne III Rzeczypospolitej w latach 2022–2024, a polskich decydentów nazywa bezmyślnymi, którzy nie potrafią myśleć na 5 lat do przodu. Zapytany, który kraj jest bardziej wrogi, odpowiedział, że największym zagrożeniem dla Polski jest dziś szowinizm ukraiński, a po przegranej wojnie największym zagrożeniem będzie według niego Ukraina.

Rozejm, siły koalicji chętnych, Starlink i Starshield oraz wybory w USA i w Izraelu

Pytany, czy rozejm na kilka dni umożliwiłby NATO wejście na Ukrainę, Sykulski powiedział, że tak to nie wygląda, bo Rosja nie wejdzie drugi raz do tej samej rzeki po doświadczeniu porozumień mińskich, wykorzystanych przez Zachód do dozbrojenia Ukrainy. Nawet gdyby ogłoszono zawieszenie broni i koalicja chętnych wysłała wojska, nikt się nie wystraszy żołnierzy brytyjskich, francuskich czy niemieckich. Wskazał Iran, który nie przestraszył się amerykańskich baz: z kilkudziesięciu amerykańskich baz na Bliskim Wschodzie piętnaście nie nadaje się już do ponownego zamieszkania, a mimo ponad pięciu tysięcy głowic atomowych znalazło się państwo, które nie wystraszyło się mocarstwa nuklearnego.

Odpowiadając na pytanie o logistykę satelitarną, którą Wall Street Journal i The Atlantic opisały jako znów w pełni dostępną dla ukraińskich uderzeń w głąb Rosji, przypomniał, że według Wall Street Journal Trump 21 października miał zadzwonić do Elona Muska i poprosić go o zdjęcie ograniczeń prędkości utrudniających naprowadzanie dronów ukraińskich. Dzień później Trump napisał, że to przywrócono, a The Atlantic pisał, że CIA wciąż wspiera uderzenia w głąb Rosji. Musk mówi, że Starshield ograniczył Pentagon, z czym Sykulski się zgadza, bo Musk nie jest władny ograniczyć wojskowego Starlinka, a decyzję musiał podjąć Pete Hegseth w porozumieniu z Trumpem. Amerykanie mają umowę energetyczną z Rosją podpisaną 9 października: 300 tys. ton diesla w październiku, pół miliona ton w listopadzie i trzy miliony wkrótce. Trump stosuje zasadę kija i marchewki i od 2025 roku testuje odwrócony manewr Nixona i Kissingera, czyli próbę odciągnięcia Rosji od ścisłego partnerstwa z Chinami. Zapala Bogu świeczkę i diabłu ogarek: kupuje diesel, by uspokoić amerykańskich rolników, a z drugiej strony przywraca Ukrainie system Starshield, bo już 3 listopada odbędą się wybory do Kongresu (autor pytania wspomniał o 5 listopada, a komentator poprawił datę).

Jego zdaniem upadek Ukrainy jest tylko kwestią czasu, a pytanie dotyczy tego, czy będzie jednolitym, znacznie okrojonym państwem, czy dojdzie do dezintegracji. Trump stawia na koncert mocarstw i silną pozycję USA w świecie wielobiegunowym, a obecne ruchy wiążą się z wyborami do Kongresu. Sykulski nie zdziwi się nawet uderzeniami na Iran przed wyborami. Zwrócił uwagę, że 27 października odbędą się wybory do Knesetu, co też jest ważną cezurą, a w jej okolicy możliwe są nerwowe ruchy ze strony Izraela.

Kable podmorskie w cieśninie Ormuz jako broń obosieczna

Pytany, czy przecięcie kabli podmorskich w cieśninie Ormuz nie byłoby błędem strategicznym Iranu, Sykulski odpowiedział, że zależy to od tego, co by je wywołało. Jako uderzenie wyprzedzające byłoby błędem, ale jako odwet po ewentualnym ponownym uderzeniu izraelsko-amerykańskim byłoby ryzykowną, lecz racjonalną eskalacją. Sprawę kilka dni temu opisała agencja Reutera, a także Jerusalem Post, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej straszył przecięciem kabli. Co najmniej dwa z siedmiu kabli przechodzą przez irańskie wody, więc naprawy w strefie konfliktu trwałyby raczej miesiące niż tygodnie. To według niego stosunkowo tani środek horyzontalnej eskalacji, który uderza we wszystkie państwa Zatoki, firmy chmurowe, branżę AI, banki i systemy finansowe, ale nie bezpośrednio w siły zbrojne USA, które mają własny system telekomunikacyjny.

Najmocniej ucierpiałyby Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar, Bahrajn i Oman, który jest mediatorem. Zniszczyłoby to resztki neutralności części państw wobec Iranu, a ucierpiałyby też Indie, Chiny i część krajów Afryki Wschodniej, czyli potencjalni partnerzy Iranu. Byłby to także pretekst do dalszych uderzeń Stanów Zjednoczonych, choć Amerykanie, jak ocenił Sykulski, i tak nie potrzebują wielkich pretekstów, wystarczy afera Epsteina i presja Mosadu na otoczenie Trumpa. Pierwszy ruch Iranu stawiałby go w izolacji i mógłby zostać niezrozumiany przez część partnerów, a jako odwet byłby sprawdzonym już środkiem nacisku, jak zamknięcie lub selektywne otwarcie cieśniny Ormuz.


Live przeprowadził Leszek Sykulski. Materiał „NA ŻYWO: Ukraina straci 25 proc. terytorium? Co uzgodniono w Oslo?” dostępny na kanale „Leszek Sykulski” na YouTube, liczącym 155 tys. subskrybentów, w cyklu „Podcast geopolityczny”. Transmisja na żywo z 24 października 2026.


You may also like

Strona 5 z 131
Strona 5 z 131

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *