Karolina Romanowska, przewodnicząca Stowarzyszenia Pojednanie Polsko-Ukraińskie, której rodzina straciła 18 członków w rzezi w Ugłach 12 maja 1943 roku, rozmawiała z Karoliną Pajączkowską o stanie ekshumacji ofiar Wołynia, blokadach po obu stronach i kulisach przełomu.
Ugły — historia rodzinna i walka o pochówek
12 maja 1943 roku sotnia Lewkowycza pod dowództwem Semeniuka zamordowała około 300 mieszkańców wsi Ugły w obwodzie równieńskim, w tym 18 członków rodziny Romanowskiej. Pradziadek Romanowskiej był sołtysem wsi. Po tygodniu wrócił z dwójką krewnych i zebrał ciała z pól, składając je do wspólnego grobu za kapliczką — bez księdza, bez pogrzebu, jedną trzecią swojej wsi.
Jej dziadek ocalał — uciekał na bagna i upadł od strzału, babcia była przekonana, że nie żyje. Romanowska jako małe dziecko, bawiąc się na dywanie u babci, słyszała opowieści ocalałych. Jedna z nich dotyczyła kobiety ukraińskiej znalezionej martwej obok martwej cioci — na piersi nieżywej matki wciąż żyło niemowlę ssące mleko.
W 2021 roku podczas kręcenia filmu Sad Dziadka — o pielgrzymce Romanowskiej na piechotę przez Wołyń — Romanowska dotarła do Ugłów i spotkała starszą Ukrainkę. Ta wskazała na drugą kobietę i powiedziała, że ją — jako niemowlę — znaleźli Polacy chowający ofiary. To była córka ukraińskiej kobiety z tej historii. Romanowska i córka uświadomiły sobie nawzajem: mój pradziadek chował też pani mamę. W dole za kapliczką.
Obie strony zawaliły temat ekshumacji
Romanowska przyznała wprost, że odpowiedzialność za brak ekshumacji leży po obu stronach. Po stronie ukraińskiej główna blokada była polityczna — kancelaria Zełenskiego przez lata ignorowała wnioski. Po stronie polskiej IPN pod prezesurą Nawrockiego nie odpowiadał na pisma rodzin wołyńskich i nie spotykał się z nimi latami. Romanowska wysyłała pisma z prośbą o pomoc w pochowaniu rodziny — albo nie było odpowiedzi, albo odpowiadali podwładni.
Bezpośrednią przyczyną siedmioletniej blokady ekshumacji było zerwanie dialogu między polskim a ukraińskim IPN. Ukraińcy zażądali odbudowy zniszczonej tablicy ku czci żołnierzy UPA w Bieszczadach, Polska odmówiła — i dialog się urwał. Ukraińcy mogli wówczas ignorować wnioski, tłumacząc to brakiem formalnego kanału komunikacji.
Przełom — ministerialny bypass i ukraińscy dyplomaci
Pierwszą ekshumację w Późnikach zorganizował Michał Dworczyk — omijając IPN i działając przez Fundację Wolność i Demokracja bezpośrednio przez ukraińskie Ministerstwo Kultury. Romanowska poszła tą samą drogą — znalazła firmę archeologiczną Wołyńskie Starożytności prowadzoną przez Ukraińca Oleksija Złotogorskiego, który od lat pomaga Polakom w uzyskiwaniu zgód. Romanowska wyraziła nadzieję, że kiedyś będziemy nazywać ulicę jego imieniem.
Zgodę na ekshumację w Ugłach wydał jeszcze poprzedni prezes ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej Drobowycz. Jednak IPN przejął wniosek Stowarzyszenia w ostatniej chwili i złożył go jako własny — bez poinformowania rodzin.
Romanowska ujawniła kulisy przełomu — czterej ukraińscy dyplomaci: minister Sybicha, minister Toczycki, minister Naczos i ambasador Bodnar spotkali się prywatnie i ustalili, że będą naciskać na kancelarię Zełenskiego, bo ekshumacje muszą się odblokować dla dobra relacji polsko-ukraińskich. Ambasador Bodnar zaprosił rodziny wołyńskie do ambasady, wysłuchał ich, zadawał pytania i obiecał walczyć o Ugły. Na spotkaniu odkryto, że w księdze Ukraińców ratujących Polaków widnieje nazwisko Wasyl Bodnar — ambasador zbladł, zamilkł i powiedział: tu jest Wasyl Bodnar.
Ekshumacje w Ugłach wiosną 2025 roku
Romanowska potwierdziła, że ekshumacje w Ugłach ruszą wiosną — koniec marca, początek kwietnia. Są już ustalone ekipy, jest zgoda, jest współpraca z KPRM. Stowarzyszenie wywalczyło zgodę samo — niezależnie od IPN. Do stowarzyszenia wpłynęło 8 wniosków od rodzin, w tym 3 od Ukraińców pragnących pomóc w ekshumacji Polaków. Na liście jest też Kisielin.
Ukraińcy, którzy nie chcą kultu UPA
Romanowska przestrzegła przed generalizowaniem. Wołyń był tematem tabu nie tylko w Polsce, ale i na Ukrainie — ze wstydu i strachu. Na wschodniej Ukrainie flagi UPA prawie nie istnieją, w wielu miejscach są wręcz odrzucane. Spotyka Ukraińców, którzy mówią wprost: nie chcemy ulic nazywanych mordercami, nie chcemy pomników zbrodniarzy.
Odczytała list ukraińskiego działacza Iwana Makara — syna żołnierza UPA — do prezydenta Zełenskiego. Makar wezwał do powołania Międzynarodowej Komisji Prawnej badającej zbrodnie na Wołyniu jako zbrodnie przeciwko ludzkości niepodlegające przedawnieniu, która ustali konkretną winę konkretnych osób. List pozostał bez odpowiedzi — zarówno ze strony Zełenskiego, jak i polskiego IPN i rządu.
Romanowska mówiła też o Ukraińcach, którzy ratowali Polaków i płacili za to życiem — m.in. pan Tkaczuk przeprawiający Polaków łódką przez rzekę, zamordowany przez swoich bratanków z UPA jako zdrajca narodu.
Związek między Wołyniem a wojną
Romanowska zwróciła uwagę na bolesną paralelę — jej stowarzyszenie walczy o prawo do pochówku rodzin z 1943 roku, ale jednocześnie nie może odzyskać ciała Wołodii — ukraińskiego działacza ze stowarzyszenia, który walczył o polskie ekshumacje, a następnie poległ na froncie. Rosja nie wydaje ciał. Romanowska powiedziała: mam nadzieję, że rodzina Wołodii nie będzie musiała czekać 80 lat, bo wiem jak to wpłynie na pokolenia.
Oceniła, że ekshumacje Wołynia to próba dla Ukrainy — czy są bliżej wartości europejskich i chrześcijańskich, czy bliżej modelu rosyjskiego, gdzie ciała też się nie wydaje.