Rosja chce zagłodzić i zamrozić Ukrainę tej zimy – Jarosław Wolski na antenie Polsat News

Nowe

Jarosław Wolski z Defence Channel był gościem Grzegorza Urbanka w programie Debata Polityczna na antenie Polsat News. Rozmowa dotyczyła przewagi NATO nad Rosją w powietrzu i na morzu, gotowości Sojuszu do natychmiastowej reakcji, celów rosyjskich prowokacji i sabotażu na terytorium Polski, a także planów Rosji wobec ukraińskiej energetyki i przejść granicznych z Polską.

Czy NATO bez USA pokonałoby Rosję w powietrzu

Urbanek zapytał Wolskiego o wypowiedź wicepremiera Radosława Sikorskiego, według której europejska część NATO, nawet bez udziału Stanów Zjednoczonych, byłaby w stanie dzięki przewadze w powietrzu zniszczyć połowę rosyjskich rafinerii szybciej niż robi to obecnie Ukraina. Wolski potwierdził tę ocenę, wskazując, że jest to fakt znany środowisku analityków i wojskowych od dekad — już sama piątka krajów NATO, takich jak Dania, Norwegia, Polska czy Finlandia, dysponuje większą liczbą samolotów nowej generacji niż Rosja, a dodanie do tego zestawienia którejkolwiek z tradycyjnych potęg lotniczych, jak Francja, Niemcy, Włochy czy Wielka Brytania, czyni rachunek sił całkowicie niekorzystnym dla Rosji. Wolski ocenił, że właśnie dlatego słowa Sikorskiego wywołały tak ostrą, pełną furii reakcję rosyjskich kanałów propagandowych w internecie.

Ekspert zwrócił uwagę, że rosyjski program myśliwca nowej generacji Su-57 nie do końca się udał, a samo lotnictwo rosyjskie jest wyczerpane czteroletnią wojną — mimo produkcji około pięćdziesięciu nowych maszyn rocznie, pozwalającej jedynie uzupełniać straty, potęga Rosji w powietrzu raczej stopniowo erodowała. Zdaniem Wolskiego wśród ekspertów panuje zgodny konsensus, że pytaniem nie jest, czy NATO wywalczyłoby przewagę w powietrzu, lecz ile czasu by to zajęło — przy pełnym zaangażowaniu Stanów Zjednoczonych byłyby to dosłownie tygodnie, a bez ich udziału nieco dłużej, choć rezultat pozostałby ten sam. Jako argument przywołał doświadczenia konfliktu z Iranem, gdzie samoloty nowej generacji, takie jak F-35, operowały niemal bez przeszkód w irańskiej przestrzeni powietrznej, tracąc zaledwie jedną maszynę.

Największe atuty NATO: F-35 i przewaga na morzu

Zapytany o to, czego Rosjanie obawiają się najbardziej w arsenale NATO, Wolski wskazał przede wszystkim samoloty F-35, oceniane jako maszyna dająca skokową przewagę technologiczną, dla której obecnie nie ma odpowiednika w Europie — przypomniał, że Polskie Siły Powietrzne zakupiły już 32 takie maszyny jeszcze za czasów ministra Mariusza Błaszczaka, a obecnie rozważany jest zakup kolejnych dwóch eskadr. Drugim kluczowym atutem, zdaniem Wolskiego, jest przewaga NATO na morzu — sojusz byłby w stanie wywalczyć panowanie na Bałtyku w ciągu dosłownie dwóch dni lub dwóch tygodni, wprowadzając zadaniowe grupy okrętowe zdolne szybko wyczyścić akwen z jednostek rosyjskich, podczas gdy Rosja, zdana na środki asymetryczne, takie jak okręty podwodne, miny czy drony, znalazłaby się w sytuacji podobnej do tej, w jakiej Ukraina walczy dziś na Morzu Czarnym, nie będąc w stanie w pełni kontrolować akwenu. Wolski przypomniał również, że Francja i Wielka Brytania jako mocarstwa atomowe dysponują wystarczającą liczbą głowic jądrowych, by gwarantować skuteczne odstraszanie nuklearne wobec Rosji.

Automatyzm reakcji NATO

Urbanek dopytywał, czy kluczowa nie jest raczej decyzyjność i gotowość konkretnych planów reagowania niż sam potencjał militarny. Wolski odpowiedział, przywołując trzy poziomy gotowości Sojuszu. Po pierwsze, podał przykład nocy, gdy nad Polskę wleciały drony — w powietrzu natychmiast znalazły się polskie F-16, holenderskie F-35, węgierskie Gripeny oraz niemieckie Eurofightery gotowe do startu z Wałbrzycha, a wszystko to odbyło się bez konieczności uzyskiwania jakiejkolwiek politycznej zgody NATO, w ramach automatycznej reakcji podległej ówczesnemu dowódcy operacyjnemu generałowi Maciejowi Klisiowi. Po drugie, wskazał na wysunięte w państwach bałtyckich wielonarodowe bataliony NATO działające w ramach doktryny „trip wire” (potykacza) — niewielkie, liczące 600–700 żołnierzy jednostki złożone z przedstawicieli niemal wszystkich krajów Sojuszu. Wolski ujął to dosadnie: zaatakowanie takiego batalionu automatycznie „wciągnęłoby w to” większość krajów NATO, bo w walce ginęliby żołnierze wielu różnych narodowości naraz. Po trzecie, podkreślił, że NATO dysponuje na bieżąco aktualizowanymi, precyzyjnymi planami reagowania, a większość decyzji zapada dziś automatycznie — będąc efektem dużych zmian w doktrynach sojuszniczych po 2014 roku, mających wyeliminować wahanie co do charakteru zagrożenia. Zastrzegł jednocześnie, że w przypadku wojny na wielką skalę decyzje faktycznie zapadałyby na poziomie politycznym, ale wojny nie wybuchają nagle — przygotowania do ewentualnego ataku Rosji, podobnie jak w przypadku inwazji na Ukrainę widocznej z pół roku wyprzedzenia, dałyby Sojuszowi czas na przerzucenie dodatkowych sił.

Cel rosyjskich prowokacji: ścieranie polskich zasobów

Urbanek zapytał o cel licznych ostatnich prowokacji — ataku na pociąg relacji Kijów-Warszawa oraz incydentów na Litwie, w Holandii i Niemczech. Wolski określił to jako celowe ścieranie polskich zasobów — działania bardzo tanie z perspektywy Rosji, a jednocześnie bardzo kłopotliwe dla Polski. Jako przykład podał nieudane próby sabotażu kolei przez zaledwie kilku sprawców, które wymusiły skierowanie dziesięciu tysięcy żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, w tym elitarnych spadochroniarzy, do pilnowania torów — jak to ironicznie ujął Wolski, elita elit zaczęła w praktyce pełnić funkcję rozbudowanej Straży Ochrony Kolei, zamiast szkolić się do swoich zasadniczych zadań bojowych. Podobny mechanizm dotyczy wlatujących w polską przestrzeń powietrzną dronów, zmuszających do częstszych patroli lotniczych, intensywniejszej pracy radarów oraz zużywania podwieszanych pod samolotami rakiet, które po określonej liczbie godzin użytkowania i tak trafiają do kasacji, generując wysokie koszty operacyjne. Wolski wskazał również na wcześniejszą presję migracyjną na granicy, która unieruchomiła kilka brygad wojska niskim kosztem po stronie rosyjskiej, dezorganizując, jego zdaniem, szkolenie około jednej czwartej polskich Sił Zbrojnych.

Terroryzm państwowy na terytorium NATO

Zapytany, czy Rosja może posunąć się dalej, Wolski ocenił, że mamy już do czynienia ze zorganizowanym terroryzmem państwowym na terytorium NATO — wskazał na podpalenia fabryk w Polsce, próby sabotażu infrastruktury krytycznej oraz próbę spowodowania katastrofy kolejowej, w której mogło zginąć kilkuset Polaków. Zaznaczył, że tego rodzaju akty dywersji są zwykle wykonywane przez osoby wynajęte za kilkaset euro, często posługujące się ukraińskimi paszportami — co jego zdaniem nie jest przypadkiem, lecz celowym zabiegiem mającym wzniecać niesnaski polsko-ukraińskie, podobnie jak podobne incydenty w Szwecji dokonywane przez osoby z polskimi paszportami. Ekspert ostrzegł, że sytuacja może się pogorszyć, nie wykluczając prób zamachów politycznych w Polsce — przypominając przy tym o wcześniejszym prawdopodobnym zabójstwie jednego z decydentów przez wywiad białoruski oraz pobiciach organizowanych, jak przypuszcza, przez wschodnie służby, a także o próbach spowodowania katastrof lotniczych w Niemczech.

Zachodnie komponenty w ukraińskim uzbrojeniu

Wolski zwrócił uwagę, że Rosję szczególnie irytuje skala zachodniej pomocy dla Ukrainy — bez wsparcia krajów NATO Ukraina musiałaby, jego zdaniem, skapitulować. Podkreślił, że popularne w Polsce fascynacje ukraińskimi dronami i rakietami dalekiego zasięgu pomijają fakt, iż w dużej mierze składają się one z zachodnich komponentów — czeskich silników, francuskich układów naprowadzania, niemieckich radiowysokościomierzy czy brytyjskich głowic bojowych. Skuteczność tych środków znacząco wzrosła dopiero po dostarczeniu przez europejskich partnerów poważnych komponentów wojskowych, choć Wolski zastrzegł, że wciąż jedynie co dziesiąty ukraiński dron trafia w cel, a reszta jest strącana przez rosyjską obronę przeciwlotniczą.

Plan Rosji na jesień: zagłodzić i zamrozić Ukrainę

Wolski ocenił, że Rosja ma jeden nadrzędny cel — zagłodzić Ukrainę tej zimy, zamrozić Ukraińców i doszczętnie zniszczyć ukraińską energetykę, wywołując katastrofę humanitarną. Porównał tę strategię do natowskiej operacji Allied Force z 1999 roku, gdy w Kosowie same naloty nie wystarczyły do pokonania wojsk serbskich i NATO zaczęło niszczyć cywilną infrastrukturę Serbii, by wymusić ustępstwa — co ostatecznie doprowadziło do oderwania Kosowa od Serbii. Zdaniem Wolskiego Rosjanie uważnie obserwowali tamte wydarzenia, wyciągając dwa wnioski: że można bezkarnie oderwać czyjeś terytorium państwowe w powojennej Europie, oraz że dany kraj można zrujnować uderzeniami z powietrza na tyle, by usiadł do stołu rokowań. Rosja, jak ocenił ekspert, uznała, że dysponuje obecnie siłami wystarczającymi do zniszczenia ukraińskiej energetyki, wywołania poważnego kryzysu humanitarnego oraz ograniczenia — poprzez uderzenia na przejścia graniczne polsko-ukraińskie i ukraińsko-rumuńskie — dopływu pomocy humanitarnej, paliwa, żywności i leków, by wymusić na Kijowie ustępstwa. Wolski zadeklarował, że osobiście nie wierzy w jakiekolwiek realne ustępstwa ze strony Władimira Putina, przewidując jednocześnie, że po wyborach do Dumy Rosję czeka selektywna, a nie powszechna mobilizacja obejmująca około 200–300 tysięcy mężczyzn, odpowiadająca deficytowi poborowych wynikającemu ze strat ponoszonych w starciach z Ukraińcami.

Ukraina wobec najcięższej zimy w swojej historii

Odpowiadając na pytanie o zdolność Ukrainy do przeciwstawienia się tym planom, Wolski wskazał na dwa problemy. Po pierwsze, choć Ukraina doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożenia i od początku roku prowadzi intensyfikowaną kampanię uderzeń na rosyjskie cele surowcowe — częściowo w ramach nieformalnych prób wymiany, w których Ukraina wstrzymałaby ataki na rosyjskie rafinerie w zamian za wstrzymanie rosyjskich ataków na ukraińską energetykę, do czego jednak nic nie wskazuje na zgodę Rosji — to Rosja ma zdecydowanie wyższy próg bólu społecznego związanego z brakiem paliwa dla sektora cywilnego. Po drugie, ukraińskie rozwiązania na zimę, takie jak banki energii i generatory, działają jedynie w mikroskali, wystarczającej dla domów, szpitali czy szkół, ale nie dla przemysłu ani ogrzewania wielkich aglomeracji, takich jak Kijów. Wolski ocenił, że Ukrainę czeka najcięższa zima w jej niepodległej historii, ale zaznaczył, że Ukraińcy nie mają wyjścia — nie chodzi już o kwestię energetyki czy Donbasu, lecz o samą niepodległość kraju i wybór drogi w stronę Zachodu, a nie Rosji.

Atak na pociąg Kijów-Warszawa jako demonstracja siły

Odnosząc się do weekendowego ataku na pociąg relacji Kijów-Warszawa, Wolski ocenił go jako demonstrację — Rosja pokazała zdolność atakowania przejść granicznych oraz pojazdów i pociągów oczekujących przy granicy, sygnalizując eskalację i dążenie do odcięcia Ukrainy od Polski. Zapytany, czy tego rodzaju ataki na granicę będą się nasilać, Wolski przewidział, że zimą Polska i Ukraina mogą doświadczyć setek podobnych ataków, mających maksymalnie utrudnić przejścia graniczne i zniszczyć część infrastruktury granicznej — szczególnie w momencie, gdy na granicach zaczną tworzyć się zatory z przyczyn humanitarnych czy surowcowych. Wskazał jednocześnie na już wdrażane środki zaradcze po stronie polskiej, wspominane przez premiera Donalda Tuska, polegające na rozładowywaniu korków granicznych kosztem obniżenia poziomu kontroli celnej i granicznej przenoszonej częściowo na terytorium Polski — co, zdaniem Wolskiego, znacząco utrudnia rosyjskie rachuby, skoro po stronie ukraińskiej pozostanie jedynie odcinek drogi czy torów, przez który pociągi i pojazdy będą szybko przejeżdżać.


Materiał „Rosja chce odciąć Ukrainę od Polski. Wolski ujawnia plan Putina” ukazał się w programie Debata Polityczna na kanale polsatnews.pl (540 tys. subskrybentów) 17 września 2026 roku. Rozmawiali Grzegorz Urbanek i Jarosław Wolski.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *